piątek, 25 marca 2016

Prawda Wychodzi Na Jaw

Stałam w miejscu, nie za bardzo wiedząc, co zrobić, gdy Kai wybierał utwór, do którego mieliśmy teraz tańczyć. Przełączał piosenki, aż trafił na Call Me Baby.
- Naucze cie tego akurat, bo jest nieco trudniejsze. Stań przede mną, po czym zrób mały krok w lewo. - wyjaśnił, a ja niepewnie wykonałam polecenie. Byłam tak strasznie spięta, że myślałam że zaraz pęknę jak struna od gitary. Cała pewność siebie gdzieś przepadła, gdy miałam świadomość tego, że mnie obserwuje. Cieszyłam się w głębi że jest obok, ale ten fakt również napawał mnie czymś w rodzaju smutku. Smutku spowodowanego nieodwzajemnioną miłością. Kai chyba zauważył że moje ruchy stały się szytwnanwe, bo mruknął coś niezadowolony i podszedł do mnie. Złapał moją lewą rękę na długości nadgarstka i ramienia.
- Spójrz.. Ma być tak.. - szepnął po czym wykonał moją ręką oczekiwany ruch. Jego dłonie były tak delikatne i ciepłe, że omal nie jęknęłam zawiedziona, gdy mnie puścił.
- A teraz powtórz - poprosił, a ja odtworzyłam  ruch jak najlepiej potrafiłam. On uśmiechnął się lekko i powrócił do dalszego tłumaczenia.

            Wałkowaliśmy tak kolejne ruchy dziesiątki razy, aż w końcu zapamiętałam mniej więcej wszystko.
- No to teraz cały układ na raz - powiedział po czym odpalił muzykę. Wzięłam głęboki oddech i tańczyłam wraz z Jonginem, starając się nie patrzeć na jego lustrzane odbicie. W trakcie tańca zamieniliśmy się miejscami, teraz to ja stałam za nim i mogłam sobie popatrzeć na niego. Mój taniec w porównaniu z jego to jakaś żenada. Ledwo łapałam oddech, starając sie nadążyć ze wszystkim. Na szczęście, piosenka nie trwała godzinę tylko coś w granicach 4 minut. Uśmiechnęłam się zmęczona, po czym idąc w stronę kanapy przetarłam czoło. Kai gdzieś chyba szedł, bo głuchy odgłos stąpania dobiegał do moich uszu. Z lodówki wyciągnęłam butelkę wody i wypiłam jej całą zawartość duszkiem. Wyrzuciłam pustą butelkę do kosza. Nagle poczułam uścisk na moim nadgarstku, a następnie mocne szarpnięcie mające na celu obrócenie mnie.

            W ułamku sekundy znalazłam sie pomiędzy ścianą, a Kaiem. Serce mi stanęło a potem biło tak szybko, że myślałam że zaraz wyskoczy mi z piersi. Kai wpatrywał mi się w oczy z o dziwo poważnym wyrazem twarzy. Oddychał szybko po ćwiczeniach, ja z resztą też. Resztkami sił, nie wiem z jakim skutkiem, przybrałam znudzoną pozę.
- To się robi nudne.. Sehun też ostatnio ma jakąś faze na przybijanie mnie do ściany.. - mruknęłam cicho unikając jego wzroku. Znowu robiłam sobie na przekór.
- Nie obchodzi mnie Sehun, tylko ty - powiedział poważnie. Drgnęłam nieznacznie słysząc te słowa.
- No i co z tego? Mam jego, ty jesteś tylko przyjacielem. Ale nawet to potrafiłeś spierdolić - powiedziałam obojętnym tonem, chcąc odepchnąć go od siebie, lecz on uparcie stał blisko. Zbyt blisko.
- Serio jesteś z tym frajerem? Przecież to palant - powiedział zdziwiony. Zaśmiałam się cicho i spojrzałam mu w oczy.
- A ty niby jesteś kimś lepszym, co? - spytałam ironicznie. Kai zmieszał się lekko i przygryzł wargę.
- To ja ciebie przyniosłem do domu, to ja ciebie znalazłem, to ja siedziałem przy tobie całą noc. - mówił coraz bardziej rozżalony. Miałam mieszane uczucia. Pół mnie chciało zapieprzyć mu znowu z liścia, a drugie pół chciało przytulić jak najmocniej. Byłam tak rozdarta, że nie wiedziałam już co mam zrobić. Patrzyłam się tępo w parkiet, czułam na sobie jego wzrok.
- Przepraszam za to, co zrobię.. - usłyszałam jego szept. Nic nie rozumiejąc spojrzałam na niego. Chwycił mą twarz w swe dłonie, po czym przechylił głowę w bok. Zaczęłam płonąć, krew zamieniła się lód.

           Nasze usta dzieliły milimetry, gdy nagle ktoś odepchnął Kaia ode mnie i rzucił go na twardą podłogę. Byłam pewna, że to Sehun. Kai już miał oberwać w twarz.
- Kyungsoo, nie! - krzyknęłam rzucając się między nich. Złapałam Dyo za rękę która o mały włos nie uderzyła Jongina. Kai patrzył na Kyu zszokowanym wzrokiem, nie bardzo wiedząc co się dzieje. Złapałam Dyo za bluzę i zwlekłam z Jongina. Kyu miał tak opętany wzrok.. To było straszne. Uklęknęłam wystraszona przed nim i dotknęłam dłonią jego twarzy. Był chłodny.
- Dyo, spokojnie. Co się stało? Dlaczego chciałeś coś takiego zrobić? - spytałam cicho. Dyo patrzył się uparcie z gniewem w oczach na Kaia który wstał i patrzył teraz na nas z góry.
-  Zostaw ją. Nie jesteś jej wart. - powiedział ostro. Przez twarz Kaia najpierw przemknął smutek, lecz ku mojemu przekleńswtu zastąpiła go po chwili złość i pewność siebie. Pierdol sie, Jongin.
- Ty tym bardziej, Dyo. Zapomniałeś już co zrobiłeś? - spytał z uśmiechem. Spojrzałam na Kyu, a on w ułamku sekundy poderwał się i ruszył w stronę Kaia. Dyo wziął potężny zamach, lecz ja w ostatniej chwili stanęłam jak najszybciej między nimi.  Najstarszy z nas zatrzymał się.
- No dalej, uderzysz mnie? - spytałam ze łzami w oczach. Czemu musieli tak się kłócić? i to przeze mnie? Kyu wycofał rękę i patrzył mi w oczy. Cierpiał. Czułam to.
- Macie przestać, rozumiecie? Mam tego dość! Co się z wami stało? Przecież jesteście przyjaciółmi. Patrząc teraz na was żałuję że wtedy tu przyszłam. Gdyby mnie nie było nie musielibyście sie chlać jak jakieś hieny. - powiedziałam cicho. Kai już otwierał usta by coś powiedzieć, lecz przerwałam mu.
- Cicho bądź. Mam cie dość. - odparłam odwracając się do niego. Podeszłam nieco bliżej i uśmiechnęłam się lekko i spojrzałam mu w oczy. To co zrobię będzie moim koszmarem do końca życia..
- Nienawidzę cie, wiesz? Za to jaki jesteś. Za to że tak sie bawisz, za to jaki wredny jesteś.. Również za to, jak uroczy, czarujący, kochany, zabawny oraz jak bardzo podobny jesteś do mnie.  Ale wiesz za co najbardziej? - spytałam, a on patrzył na mnie z rozwartymi ustami, nie wiedząc o co mi chodzi. Był w szoku.
- Za to że pozwoliłeś mi się w tobie zakochać, jebany cwelu! - krzyknęłam, a on rozwarł usta.
- Wcale nie byłam taka trudna. Wystarczył fakt, że mam do ciebie słabość, oraz kilkanaście dwuznacznych gestów, zdobycie mojego zaufania i serca. Łatwa jestem, co nie? Zakochałam się w tobie, a ty zadowolony jeszcze bardziej mnie pogrążasz, mając to za świetną zabawę. Tak, Kai. Nienawidzę cie! - wywrzeszczałam mu w twarz, a potem wyręczyłam Kyu i po raz drugi spoliczkowałam go. Jego twarz, teraz przechylona w prawo była po części zakryta ciemnymi włosami. Dotknął zaczerwienionego miejsca dłonią i przygryzł lekko wargę. Po jego policzku spłynęła łza. Zabolało, co? Bo miało. To i tak nic w porównaniu co ja czułam.
- Ja.. Ja.. Ja nie wiedziałem.. - wyszeptał. Zaśmiałam się histerycznie.
- Zamknij sie. Jesteś z siebie dumny, co nie? Udało ci sie w końcu. Sehun ma racje. Jesteś pieprzonym playboyem. - wywarczałam robiąc krok w tył. Kai odsłonił twarz, na której pojawiła się lekka opuchlizna. Przepraszam..
- Nie jestem. Nie wierz mu.. On nie jest taki za jakiego go masz - powiedział patrząc mi w oczy.
             Bez słowa wybiegłam na górę. Jak najszybciej wbiegłam po schodach na górę, do pokoju, gdzie mogłam zaznać spokoju. Z impetem otwarłam drzwi i podbiegłam do łóżka maknae. Nie spał już, siedział pochylony na łóżku i chyba nad czymś się zastanawiał. Szybko wgramoliłam się na łóżko, po czym złapałam go mocno ręką a jego bluzę i przyciągnęłam do siebie, by móc wpić się zachłannie w jego usta. Tego właśnie potrzebowałam, lecz i tak myśli kłębiły się w moim umyśle, przyprawiając mnie o ból głowy. Maknae mimo zdziwienia nie pozostał obojętny. Objął mnie w talii i opadł miękko na materac, pociągając mnie za sobą. Tym razem to ja kąsałam jego usta, a on mruczał tak rozkosznie, że aż uśmiechnęłam się lekko podczas pocałunku. Moja prawa dłoń spoczęła na jego torsie dając oparcie reszcie ciała,które bezkarnie siedziało okrakiem na jego podbrzuszu. Zaczynałam tracić dech, więc oderwałam się od jego warg, by móc wziąć oddech. Patrzyłam mu w oczy chcąc wymazać z pamięci to, co zaszło w tej sali. Moje oczy mimowolnie zaszły łzami. Opadłam na maknae i wtuliłam się w niego. Jego ramiona objęły mnie mocniej.
- Co zrobił tym razem? - spytał tak zwykłym tonem, jakby to było na porządku dziennym. Nie oszukujmy się, tak właśnie było.
- Nic, nie ważne. - odpowiedziałam krótko.

            Leżeliśmy w ciszy, cieszyliśmy się spokojem. Wtem usłyszeliśmy, jak trójka członków zespołu wróciła do domu. Zlazłam z Sehuna po czym nie patrząc na niego ruszyłam w stronę drzwi.
- Chodź, trzeba obczaić po co gdzieś pojechali.. - rzuciłam bezsensownie, po czym zeszłam na dół. Wszyscy zebrali się w salonie. Gdy zauważyłam Kaia od razu chciałam wracać na górę. Kyungsoo zauważył mój stan. Podszedłszy do mnie, objął mnie ramieniem po czym uśmiechnął się smutno.
- Zostań.. Prosze.. - szepnął. Spuściłam smętnie wzrok, po czym wpatrzona w swoje pasiaste skarpetki podeszłam do kanapy i usiadłam na jej końcu. Sehun stał za mną jak mój anioł. W końcu przemówił Suho. Niestety, jego uwadze nie uciekł siniak pod okiem Kaia. Wskazał na jego twarz palcem.
- Kai, co się tobie znowu stało? - spytał lider. W tym momencie Kai spojrzał na mnie. Nasze spojrzenia spotkały się.
- Nic takiego. Uderzyłem sie drzwiami. - odpowiedział nie przestając patrzeć mi w oczy. Nie wkopał mnie..
- No okej, powiedzmy że ci wierze. Tak czy inaczej.. Z chłopakami byłem na spotkaniu z menadżerem. - powiedział. Reszta kiwnęła głowami na znak tego, że te informacje do nich dotarły.
- Jutro mamy lot do Tokyo. Mamy tam koncert za cztery dni - powiedział. Coś w sercu mnie ukuło.
- Musimy zacząć się pakować, bo o 9 mamy być na lotnisku. - dodał patrząc na każdego po kolei.
- Lara.. Nie lecisz z nami. - rzekł patrząc na mnie smutno. Kiwnęłam głową.
- Rozumiem, nawet do głowy mi nie przyszło to, by z wami lecieć. Zawadzałabym tylko - powiedziałam siląc się na uśmiech. Nie chciałam, by mnie zostawiali.. A co, jeśli już nie wrócą?
- Nawet nie o to chodzi, boimy sie co nasze inne fanki mogły by ci zrobić.. Wiesz sama jakie potrafią być. - powiedział Xiumin. No tak, pamiętam jak raz zepchnęły Kaia ze schodów.. Myślałam wtedy, że powybijam je wszystkie. Jak mogły zrobić mu coś takiego.
- Wiem wiem, nie przejmujcie się. Będę z wami duchowo. - powiedziałam. Suho uśmiechnął sie szeroko i podszedł do mnie.
- No chodź tu, cukiereczku ty nasz - rzekł obejmując mnie mocno.
- Grupowy tulasek! - wykrzyknął Chen po czym przykleił się do moich pleców. Reszta zaczęła nas ściskać, a moje serce rosło z radości. Nie wiem, co bym bez nich zrobiła. Po dłuższej chwili odsunęli się ode mnie, a lider zarządził że idą teraz na górę pakować się. Uparłam się że im pomogę. A właściwie tylko ósemce. Zabijcie mnie..
               Wraz z Xiuminem pakowaliśmy najważniejsze rzeczy do walizki. Gdy stwierdził, że już dalej da sobie radę powiedział że mogę iść pomóc innym. Cmoknął mnie w policzek, a ja rozanielona podeszłam do Kyungsoo. Uśmiechnął się do lekko. Odwzajemniwszy uśmiech, pakowałam do jego walizki poskładane przez niego ubrania.  Staliśmy obok siebie, nasze ramiona stykały sie delikatnie. Nie przeszkadzało mi to, Kyu jest dla mnie bardzo ważny. Do spakowania zostały mu tylko kosmetyki, więc stwierdziłam że pójdę dalej. Szybko wyszłam z pokoju, by czasem w przypływie słabości nie  pomóc Kaiowi. Pomogłam wszystkim, zeszło nam przy tym, ale przynajmniej byli już gotowi. Wypytałam sie każdego.. No prawie, czy wszystko mają. Po upewnieniu się że tak, zeszliśmy na dół by coś zjeść. Wraz z Kyungsoo i Layem zrobiliśmy chyba z tonę tostów. Nie zauważyłam nawet, że Kaia nie było z nami, dopiero przy posiłku Suho to spostrzegł. Źle sie czuje od tamtego momentu, gdy wyznałam mu co czuję.. Mogłam to trzymać w sobie, w końcu by mi przeszło. Wszyscy poszli a w kuchni zostałam tylko ja i Kyu. Wkładałam do zlewu naczynia pozostałe po kolacji rozmyślałam nad tym, chcąc w jakikolwiek sposób znaleźć wyjście z tej sytuacji. Ale i tak za każdym razem w głowie siedział mi Kai i to co chciał zrobić. Ciekawiło mnie to czemu tego chciał.

           Wtem przez myśl przebiegła mi jego wypowiedź kierowana do Kyungsoo. Co miał na myśli? On coś wiedział? Na temat czego? Pytań od groma, odpowiedzi żadnej, wyjście jedno. Muszę pogadać z Dyo. Po posprzątaniu naczyń oparłam się o blat obok zlewu. Dyo właśnie zabierał sie do zmywania. Zastanawiałam sie, czy mogę o to tak wprost spytać, czy poczekać na odpowiedni moment. Lecz moja ciekawość nie dawała mi spokoju.
- O co chodziło Jonginowi wtedy w tej sali? - spytałam, z trudem wymawiając jego imie. Dyo spiął się na moment, jego dłoń ścisnęła mocno gąbkę z której w oka mgnieniu wydostała się biała piana. Wzrok utkwiony miał w płytkach nad zlewem.
- Lara.. Nie mogę ci powiedzieć - odrzekł chłodno, lecz w jego głosie słychać było smutek. Czyli coś jest na rzeczy. Tylko teraz pytanie co takiego.
- Dlaczego? Przyrzekam że nikomu nie powiem. - powiedziałam podchodząc nieco bliżej. Dyo spojrzał na mnie. Był tak smutny i zażenowany, że miałam ochotę go przytulić.
- To nie chodzi o to.. - szepnął. Wziął głębszy oddech.
- Dobra, powiem to. - rzekł poważnie po czym wrócił do zmywania.
- Tamtego dnia, gdy zdarzył się ten wypadek.. Wiedziałem że wybiegłaś. Nie zatrzymałem cie. Co gorsza.. To przeze mnie wybiegłaś z domu. - powiedział. Przechyliłam głowę lekki w bok, próbując jakoś poskładać w całość fakty.
- Jestem kretynem.. Pocałowałem cię wtedy. Wiem, że nie powinienem, ale to było silniejsze ode mnie. Nie wiedziałem wtedy że kochasz Kaia, ja po prostu.. Tak wyszło, żałuję do dzisiaj. Powiedziałem o tym Suho, a on chciał iść do ciebie by z tobą pogadać, bo oboje myśleliśmy, że jesteś w domu. Ale okazało sie że nie.. Szukaliśmy cie wszędzie  bałem się, że przeze mnie coś złego ci się stanie. Chciałem odpokutować w jakikolwiek sposób, chciałem cie znaleźć ale nie mogłem. Zrobił to Kai, na rękach zaniósł cię do domu.. Pamiętam do tej pory, jak uradowany był, gdy usłyszał bicie twego serca, znak że jeszcze nas nie opuściłaś. Po zaniesieniu ciebie do domu chciałem zostać i pomóc przy opatrywaniu ran.. Ale to Kai został całą noc przy tobie i pilnował, by nic ci się nie stało, podczas gdy ja siedziałem w pokoju jak jakaś ciota i zastanawiałem sie co mogę zrobić, zamiast ruszyć do ciebie dupe. Gdy Jongin wrócił do domu skakał jak bachor, mówiąc że żyjesz, że jest okej. Tak było póki nie dorwał mnie. Powiedział że straciłaś pamięć. Nie wiedziałem wtedy, że on wie, że to przeze mnie. Zrobił się wredny dla mnie, wiem że na to zasłużyłem.. Myślałem wtedy, że Kai jest dla ciebie lepszy, ale jak od Sehuna dowiedziałem sie co ci robi, jak się bawi z tobą w kotka i myszkę, to w mojej głowie pojawiła się myśl, że mogę spróbować.. Że mam szansę.. - mówił drżącym głosem, pod koniec patrząc mi w oczy. Stałam tam w tej kuchni wraz z nim, nie wiedząc czy to co właśnie usłyszałam, to prawda czy nie.
- Chciałem z tobą porozmawiać, zauważyłem jak schodzisz do sali.. Jednak wcześniej musiałem ułożyć jakiś plan, musiałem ogarnąć sie i stwierdzić co mam ci powiedzieć.. Nie spostrzegłem że Kai tam wszedł, a jak ja już tam zszedłem.. Jak zobaczyłem że stoi tak blisko, że prawie cię.. Dostałem furii, omal go nie uderzyłem. Wtedy ty powiedziałaś to wszystko.. Nie martw się, pozbieram się. Nie mam ci za złe, że kochasz innego. Serce nie sługa.. Ja pragnę tylko.. Tylko twojego szczęścia i tego byś mimo wszystko mnie nie przekreślała. Chcę nadal móc z tobą rozmawiać, być twoim przyjacielem. - dodał patrząc mi w oczy. Zaniemówiłam. Wpatrywałam się w niego, nie wiedząc, co zrobić, powiedzieć. Gdy w końcu odzyskałam możliwość ruchu, przytuliłam go mocno.
- Dyo.. Ja.. Ja.. Ja nie wiedziałam.. Przykro mi, że tak to się potoczyło.. Nie masz za co przepraszać, było minęło.. To nic między nami nie zmienia. Nadal jesteś moim przyjacielem, to się nigdy nie zmieni. - powiedziałam chcąc jakoś go pocieszyć. Dyo zdjął rękawiczki i objął mnie mocno. Staliśmy w swych objęciach przez dłuższą chwilę.
- Dziękuje Lu.. Przyrzekam, nigdy już cie nie zawiodę.. - szepnął odsuwając się ode mnie. Uśmiechnęłam się lekko, a on odwzajemnił uśmiech. Tyle się dzisiaj wydarzyło.. Byłam wyczerpana. Dyo został w kuchni, a ja dowlekłam swoje ciało na piętro. Weszłam do pokoju Suho, Laya i Sehuna, po czym bezkarnie glebłam na łóżko mojego.. Chłopaka.. Za oknami było już ciemno. Teraz, będąc w końcu samą, mogłam utopić się w mrocznym morzu mych myśli kłębiących się w mej małej głowie. Tyle się dzisiaj wydarzyło.. Moje uczucia ujrzały światło w najbardziej okrutny i żałosny sposób. Znów go uderzyłam. Ułamek mnie był z tego dumny ale reszta.. Ta jego łza.. Nie chciałam, by tak wyszło.  Dlaczego wszystko jest tak skomplikowane? Dlaczego to akurat w nim musiałam się zakochać? Mając przed oczyma jego twarz z wymalowanym zdziwieniem i bólem miałam ochotę usnąć i nie budzi się więcej. Przynajmniej część mnie czuła się lepiej po wyznaniu mu tego wszystkiego..
          Teraz druga kwestia. Wyznanie Dyo.. Nie miałam pojęcia, że to on stoi za tamtym wydarzeniem. Słuchając jego historii, miałam wrażenie jakbym słuchała fragmentu jakiejś powieści. To wszystko.. To wszystko tak mu ciążyło, lecz mimo tego powiedział mi to. Ukrywał prawdę bo bał się, że mnie straci. To wyznanie nie będzie miało negatywnych skutków. Kyungsoo nadal jest moim przyjacielem, nie zostawię go, obiecałam mu to. Właśnie to by go zraniło, rozpad naszej relacji. A ja przyrzekłam sobie nigdy nie ranić żadnego członka zespołu. Oni są dla mnie zbyt ważni. Jednak pozostaje jeszcze jeden fakt.. Dlaczego Kai kłamał mi prosto w twarz, mówiąc, że nie wie co było powodem mojego  wypadku? Zataił ten fakt. Zła na siebie skuliłam się na łóżku, dając upust mym łzom. Już nie wiem co robić. Czuje, że każda moja decyzja ma same złe konsekwencje, a zamiast wychodzić na prostą, jeszcze bardziej gmatwam swoje życie. Miałam dość wszystkiego. Byłam wycieńczona, a fakt że  chłopcy jutro wyjeżdżają napawał mnie jeszcze większym smutkiem. Zmęczenie w końcu wygrało, usnęłam padnięta, dając ukojenie mym umordowanym łzami oczom. Nie miałam snu. To było bardziej przetrzymanie organizmu na stanie wstrzymania, niż sen. Czułam się tak samo okropnie,  jak przed uśnięciem. Obudziłam się o świcie. Pierwsze promienie słońca wpadały do dużego pokoju rażąc wszystkich i wybudzając ich ze snu. Zmarszczyłam nosek niezadowolona, po czym leniwie otwarłam oczy. Ujrzałam ciemne panele w pokoju.. Kyungsoo?!

1 komentarz: