piątek, 25 marca 2016

Prawda Wychodzi Na Jaw

Stałam w miejscu, nie za bardzo wiedząc, co zrobić, gdy Kai wybierał utwór, do którego mieliśmy teraz tańczyć. Przełączał piosenki, aż trafił na Call Me Baby.
- Naucze cie tego akurat, bo jest nieco trudniejsze. Stań przede mną, po czym zrób mały krok w lewo. - wyjaśnił, a ja niepewnie wykonałam polecenie. Byłam tak strasznie spięta, że myślałam że zaraz pęknę jak struna od gitary. Cała pewność siebie gdzieś przepadła, gdy miałam świadomość tego, że mnie obserwuje. Cieszyłam się w głębi że jest obok, ale ten fakt również napawał mnie czymś w rodzaju smutku. Smutku spowodowanego nieodwzajemnioną miłością. Kai chyba zauważył że moje ruchy stały się szytwnanwe, bo mruknął coś niezadowolony i podszedł do mnie. Złapał moją lewą rękę na długości nadgarstka i ramienia.
- Spójrz.. Ma być tak.. - szepnął po czym wykonał moją ręką oczekiwany ruch. Jego dłonie były tak delikatne i ciepłe, że omal nie jęknęłam zawiedziona, gdy mnie puścił.
- A teraz powtórz - poprosił, a ja odtworzyłam  ruch jak najlepiej potrafiłam. On uśmiechnął się lekko i powrócił do dalszego tłumaczenia.

            Wałkowaliśmy tak kolejne ruchy dziesiątki razy, aż w końcu zapamiętałam mniej więcej wszystko.
- No to teraz cały układ na raz - powiedział po czym odpalił muzykę. Wzięłam głęboki oddech i tańczyłam wraz z Jonginem, starając się nie patrzeć na jego lustrzane odbicie. W trakcie tańca zamieniliśmy się miejscami, teraz to ja stałam za nim i mogłam sobie popatrzeć na niego. Mój taniec w porównaniu z jego to jakaś żenada. Ledwo łapałam oddech, starając sie nadążyć ze wszystkim. Na szczęście, piosenka nie trwała godzinę tylko coś w granicach 4 minut. Uśmiechnęłam się zmęczona, po czym idąc w stronę kanapy przetarłam czoło. Kai gdzieś chyba szedł, bo głuchy odgłos stąpania dobiegał do moich uszu. Z lodówki wyciągnęłam butelkę wody i wypiłam jej całą zawartość duszkiem. Wyrzuciłam pustą butelkę do kosza. Nagle poczułam uścisk na moim nadgarstku, a następnie mocne szarpnięcie mające na celu obrócenie mnie.

            W ułamku sekundy znalazłam sie pomiędzy ścianą, a Kaiem. Serce mi stanęło a potem biło tak szybko, że myślałam że zaraz wyskoczy mi z piersi. Kai wpatrywał mi się w oczy z o dziwo poważnym wyrazem twarzy. Oddychał szybko po ćwiczeniach, ja z resztą też. Resztkami sił, nie wiem z jakim skutkiem, przybrałam znudzoną pozę.
- To się robi nudne.. Sehun też ostatnio ma jakąś faze na przybijanie mnie do ściany.. - mruknęłam cicho unikając jego wzroku. Znowu robiłam sobie na przekór.
- Nie obchodzi mnie Sehun, tylko ty - powiedział poważnie. Drgnęłam nieznacznie słysząc te słowa.
- No i co z tego? Mam jego, ty jesteś tylko przyjacielem. Ale nawet to potrafiłeś spierdolić - powiedziałam obojętnym tonem, chcąc odepchnąć go od siebie, lecz on uparcie stał blisko. Zbyt blisko.
- Serio jesteś z tym frajerem? Przecież to palant - powiedział zdziwiony. Zaśmiałam się cicho i spojrzałam mu w oczy.
- A ty niby jesteś kimś lepszym, co? - spytałam ironicznie. Kai zmieszał się lekko i przygryzł wargę.
- To ja ciebie przyniosłem do domu, to ja ciebie znalazłem, to ja siedziałem przy tobie całą noc. - mówił coraz bardziej rozżalony. Miałam mieszane uczucia. Pół mnie chciało zapieprzyć mu znowu z liścia, a drugie pół chciało przytulić jak najmocniej. Byłam tak rozdarta, że nie wiedziałam już co mam zrobić. Patrzyłam się tępo w parkiet, czułam na sobie jego wzrok.
- Przepraszam za to, co zrobię.. - usłyszałam jego szept. Nic nie rozumiejąc spojrzałam na niego. Chwycił mą twarz w swe dłonie, po czym przechylił głowę w bok. Zaczęłam płonąć, krew zamieniła się lód.

           Nasze usta dzieliły milimetry, gdy nagle ktoś odepchnął Kaia ode mnie i rzucił go na twardą podłogę. Byłam pewna, że to Sehun. Kai już miał oberwać w twarz.
- Kyungsoo, nie! - krzyknęłam rzucając się między nich. Złapałam Dyo za rękę która o mały włos nie uderzyła Jongina. Kai patrzył na Kyu zszokowanym wzrokiem, nie bardzo wiedząc co się dzieje. Złapałam Dyo za bluzę i zwlekłam z Jongina. Kyu miał tak opętany wzrok.. To było straszne. Uklęknęłam wystraszona przed nim i dotknęłam dłonią jego twarzy. Był chłodny.
- Dyo, spokojnie. Co się stało? Dlaczego chciałeś coś takiego zrobić? - spytałam cicho. Dyo patrzył się uparcie z gniewem w oczach na Kaia który wstał i patrzył teraz na nas z góry.
-  Zostaw ją. Nie jesteś jej wart. - powiedział ostro. Przez twarz Kaia najpierw przemknął smutek, lecz ku mojemu przekleńswtu zastąpiła go po chwili złość i pewność siebie. Pierdol sie, Jongin.
- Ty tym bardziej, Dyo. Zapomniałeś już co zrobiłeś? - spytał z uśmiechem. Spojrzałam na Kyu, a on w ułamku sekundy poderwał się i ruszył w stronę Kaia. Dyo wziął potężny zamach, lecz ja w ostatniej chwili stanęłam jak najszybciej między nimi.  Najstarszy z nas zatrzymał się.
- No dalej, uderzysz mnie? - spytałam ze łzami w oczach. Czemu musieli tak się kłócić? i to przeze mnie? Kyu wycofał rękę i patrzył mi w oczy. Cierpiał. Czułam to.
- Macie przestać, rozumiecie? Mam tego dość! Co się z wami stało? Przecież jesteście przyjaciółmi. Patrząc teraz na was żałuję że wtedy tu przyszłam. Gdyby mnie nie było nie musielibyście sie chlać jak jakieś hieny. - powiedziałam cicho. Kai już otwierał usta by coś powiedzieć, lecz przerwałam mu.
- Cicho bądź. Mam cie dość. - odparłam odwracając się do niego. Podeszłam nieco bliżej i uśmiechnęłam się lekko i spojrzałam mu w oczy. To co zrobię będzie moim koszmarem do końca życia..
- Nienawidzę cie, wiesz? Za to jaki jesteś. Za to że tak sie bawisz, za to jaki wredny jesteś.. Również za to, jak uroczy, czarujący, kochany, zabawny oraz jak bardzo podobny jesteś do mnie.  Ale wiesz za co najbardziej? - spytałam, a on patrzył na mnie z rozwartymi ustami, nie wiedząc o co mi chodzi. Był w szoku.
- Za to że pozwoliłeś mi się w tobie zakochać, jebany cwelu! - krzyknęłam, a on rozwarł usta.
- Wcale nie byłam taka trudna. Wystarczył fakt, że mam do ciebie słabość, oraz kilkanaście dwuznacznych gestów, zdobycie mojego zaufania i serca. Łatwa jestem, co nie? Zakochałam się w tobie, a ty zadowolony jeszcze bardziej mnie pogrążasz, mając to za świetną zabawę. Tak, Kai. Nienawidzę cie! - wywrzeszczałam mu w twarz, a potem wyręczyłam Kyu i po raz drugi spoliczkowałam go. Jego twarz, teraz przechylona w prawo była po części zakryta ciemnymi włosami. Dotknął zaczerwienionego miejsca dłonią i przygryzł lekko wargę. Po jego policzku spłynęła łza. Zabolało, co? Bo miało. To i tak nic w porównaniu co ja czułam.
- Ja.. Ja.. Ja nie wiedziałem.. - wyszeptał. Zaśmiałam się histerycznie.
- Zamknij sie. Jesteś z siebie dumny, co nie? Udało ci sie w końcu. Sehun ma racje. Jesteś pieprzonym playboyem. - wywarczałam robiąc krok w tył. Kai odsłonił twarz, na której pojawiła się lekka opuchlizna. Przepraszam..
- Nie jestem. Nie wierz mu.. On nie jest taki za jakiego go masz - powiedział patrząc mi w oczy.
             Bez słowa wybiegłam na górę. Jak najszybciej wbiegłam po schodach na górę, do pokoju, gdzie mogłam zaznać spokoju. Z impetem otwarłam drzwi i podbiegłam do łóżka maknae. Nie spał już, siedział pochylony na łóżku i chyba nad czymś się zastanawiał. Szybko wgramoliłam się na łóżko, po czym złapałam go mocno ręką a jego bluzę i przyciągnęłam do siebie, by móc wpić się zachłannie w jego usta. Tego właśnie potrzebowałam, lecz i tak myśli kłębiły się w moim umyśle, przyprawiając mnie o ból głowy. Maknae mimo zdziwienia nie pozostał obojętny. Objął mnie w talii i opadł miękko na materac, pociągając mnie za sobą. Tym razem to ja kąsałam jego usta, a on mruczał tak rozkosznie, że aż uśmiechnęłam się lekko podczas pocałunku. Moja prawa dłoń spoczęła na jego torsie dając oparcie reszcie ciała,które bezkarnie siedziało okrakiem na jego podbrzuszu. Zaczynałam tracić dech, więc oderwałam się od jego warg, by móc wziąć oddech. Patrzyłam mu w oczy chcąc wymazać z pamięci to, co zaszło w tej sali. Moje oczy mimowolnie zaszły łzami. Opadłam na maknae i wtuliłam się w niego. Jego ramiona objęły mnie mocniej.
- Co zrobił tym razem? - spytał tak zwykłym tonem, jakby to było na porządku dziennym. Nie oszukujmy się, tak właśnie było.
- Nic, nie ważne. - odpowiedziałam krótko.

            Leżeliśmy w ciszy, cieszyliśmy się spokojem. Wtem usłyszeliśmy, jak trójka członków zespołu wróciła do domu. Zlazłam z Sehuna po czym nie patrząc na niego ruszyłam w stronę drzwi.
- Chodź, trzeba obczaić po co gdzieś pojechali.. - rzuciłam bezsensownie, po czym zeszłam na dół. Wszyscy zebrali się w salonie. Gdy zauważyłam Kaia od razu chciałam wracać na górę. Kyungsoo zauważył mój stan. Podszedłszy do mnie, objął mnie ramieniem po czym uśmiechnął się smutno.
- Zostań.. Prosze.. - szepnął. Spuściłam smętnie wzrok, po czym wpatrzona w swoje pasiaste skarpetki podeszłam do kanapy i usiadłam na jej końcu. Sehun stał za mną jak mój anioł. W końcu przemówił Suho. Niestety, jego uwadze nie uciekł siniak pod okiem Kaia. Wskazał na jego twarz palcem.
- Kai, co się tobie znowu stało? - spytał lider. W tym momencie Kai spojrzał na mnie. Nasze spojrzenia spotkały się.
- Nic takiego. Uderzyłem sie drzwiami. - odpowiedział nie przestając patrzeć mi w oczy. Nie wkopał mnie..
- No okej, powiedzmy że ci wierze. Tak czy inaczej.. Z chłopakami byłem na spotkaniu z menadżerem. - powiedział. Reszta kiwnęła głowami na znak tego, że te informacje do nich dotarły.
- Jutro mamy lot do Tokyo. Mamy tam koncert za cztery dni - powiedział. Coś w sercu mnie ukuło.
- Musimy zacząć się pakować, bo o 9 mamy być na lotnisku. - dodał patrząc na każdego po kolei.
- Lara.. Nie lecisz z nami. - rzekł patrząc na mnie smutno. Kiwnęłam głową.
- Rozumiem, nawet do głowy mi nie przyszło to, by z wami lecieć. Zawadzałabym tylko - powiedziałam siląc się na uśmiech. Nie chciałam, by mnie zostawiali.. A co, jeśli już nie wrócą?
- Nawet nie o to chodzi, boimy sie co nasze inne fanki mogły by ci zrobić.. Wiesz sama jakie potrafią być. - powiedział Xiumin. No tak, pamiętam jak raz zepchnęły Kaia ze schodów.. Myślałam wtedy, że powybijam je wszystkie. Jak mogły zrobić mu coś takiego.
- Wiem wiem, nie przejmujcie się. Będę z wami duchowo. - powiedziałam. Suho uśmiechnął sie szeroko i podszedł do mnie.
- No chodź tu, cukiereczku ty nasz - rzekł obejmując mnie mocno.
- Grupowy tulasek! - wykrzyknął Chen po czym przykleił się do moich pleców. Reszta zaczęła nas ściskać, a moje serce rosło z radości. Nie wiem, co bym bez nich zrobiła. Po dłuższej chwili odsunęli się ode mnie, a lider zarządził że idą teraz na górę pakować się. Uparłam się że im pomogę. A właściwie tylko ósemce. Zabijcie mnie..
               Wraz z Xiuminem pakowaliśmy najważniejsze rzeczy do walizki. Gdy stwierdził, że już dalej da sobie radę powiedział że mogę iść pomóc innym. Cmoknął mnie w policzek, a ja rozanielona podeszłam do Kyungsoo. Uśmiechnął się do lekko. Odwzajemniwszy uśmiech, pakowałam do jego walizki poskładane przez niego ubrania.  Staliśmy obok siebie, nasze ramiona stykały sie delikatnie. Nie przeszkadzało mi to, Kyu jest dla mnie bardzo ważny. Do spakowania zostały mu tylko kosmetyki, więc stwierdziłam że pójdę dalej. Szybko wyszłam z pokoju, by czasem w przypływie słabości nie  pomóc Kaiowi. Pomogłam wszystkim, zeszło nam przy tym, ale przynajmniej byli już gotowi. Wypytałam sie każdego.. No prawie, czy wszystko mają. Po upewnieniu się że tak, zeszliśmy na dół by coś zjeść. Wraz z Kyungsoo i Layem zrobiliśmy chyba z tonę tostów. Nie zauważyłam nawet, że Kaia nie było z nami, dopiero przy posiłku Suho to spostrzegł. Źle sie czuje od tamtego momentu, gdy wyznałam mu co czuję.. Mogłam to trzymać w sobie, w końcu by mi przeszło. Wszyscy poszli a w kuchni zostałam tylko ja i Kyu. Wkładałam do zlewu naczynia pozostałe po kolacji rozmyślałam nad tym, chcąc w jakikolwiek sposób znaleźć wyjście z tej sytuacji. Ale i tak za każdym razem w głowie siedział mi Kai i to co chciał zrobić. Ciekawiło mnie to czemu tego chciał.

           Wtem przez myśl przebiegła mi jego wypowiedź kierowana do Kyungsoo. Co miał na myśli? On coś wiedział? Na temat czego? Pytań od groma, odpowiedzi żadnej, wyjście jedno. Muszę pogadać z Dyo. Po posprzątaniu naczyń oparłam się o blat obok zlewu. Dyo właśnie zabierał sie do zmywania. Zastanawiałam sie, czy mogę o to tak wprost spytać, czy poczekać na odpowiedni moment. Lecz moja ciekawość nie dawała mi spokoju.
- O co chodziło Jonginowi wtedy w tej sali? - spytałam, z trudem wymawiając jego imie. Dyo spiął się na moment, jego dłoń ścisnęła mocno gąbkę z której w oka mgnieniu wydostała się biała piana. Wzrok utkwiony miał w płytkach nad zlewem.
- Lara.. Nie mogę ci powiedzieć - odrzekł chłodno, lecz w jego głosie słychać było smutek. Czyli coś jest na rzeczy. Tylko teraz pytanie co takiego.
- Dlaczego? Przyrzekam że nikomu nie powiem. - powiedziałam podchodząc nieco bliżej. Dyo spojrzał na mnie. Był tak smutny i zażenowany, że miałam ochotę go przytulić.
- To nie chodzi o to.. - szepnął. Wziął głębszy oddech.
- Dobra, powiem to. - rzekł poważnie po czym wrócił do zmywania.
- Tamtego dnia, gdy zdarzył się ten wypadek.. Wiedziałem że wybiegłaś. Nie zatrzymałem cie. Co gorsza.. To przeze mnie wybiegłaś z domu. - powiedział. Przechyliłam głowę lekki w bok, próbując jakoś poskładać w całość fakty.
- Jestem kretynem.. Pocałowałem cię wtedy. Wiem, że nie powinienem, ale to było silniejsze ode mnie. Nie wiedziałem wtedy że kochasz Kaia, ja po prostu.. Tak wyszło, żałuję do dzisiaj. Powiedziałem o tym Suho, a on chciał iść do ciebie by z tobą pogadać, bo oboje myśleliśmy, że jesteś w domu. Ale okazało sie że nie.. Szukaliśmy cie wszędzie  bałem się, że przeze mnie coś złego ci się stanie. Chciałem odpokutować w jakikolwiek sposób, chciałem cie znaleźć ale nie mogłem. Zrobił to Kai, na rękach zaniósł cię do domu.. Pamiętam do tej pory, jak uradowany był, gdy usłyszał bicie twego serca, znak że jeszcze nas nie opuściłaś. Po zaniesieniu ciebie do domu chciałem zostać i pomóc przy opatrywaniu ran.. Ale to Kai został całą noc przy tobie i pilnował, by nic ci się nie stało, podczas gdy ja siedziałem w pokoju jak jakaś ciota i zastanawiałem sie co mogę zrobić, zamiast ruszyć do ciebie dupe. Gdy Jongin wrócił do domu skakał jak bachor, mówiąc że żyjesz, że jest okej. Tak było póki nie dorwał mnie. Powiedział że straciłaś pamięć. Nie wiedziałem wtedy, że on wie, że to przeze mnie. Zrobił się wredny dla mnie, wiem że na to zasłużyłem.. Myślałem wtedy, że Kai jest dla ciebie lepszy, ale jak od Sehuna dowiedziałem sie co ci robi, jak się bawi z tobą w kotka i myszkę, to w mojej głowie pojawiła się myśl, że mogę spróbować.. Że mam szansę.. - mówił drżącym głosem, pod koniec patrząc mi w oczy. Stałam tam w tej kuchni wraz z nim, nie wiedząc czy to co właśnie usłyszałam, to prawda czy nie.
- Chciałem z tobą porozmawiać, zauważyłem jak schodzisz do sali.. Jednak wcześniej musiałem ułożyć jakiś plan, musiałem ogarnąć sie i stwierdzić co mam ci powiedzieć.. Nie spostrzegłem że Kai tam wszedł, a jak ja już tam zszedłem.. Jak zobaczyłem że stoi tak blisko, że prawie cię.. Dostałem furii, omal go nie uderzyłem. Wtedy ty powiedziałaś to wszystko.. Nie martw się, pozbieram się. Nie mam ci za złe, że kochasz innego. Serce nie sługa.. Ja pragnę tylko.. Tylko twojego szczęścia i tego byś mimo wszystko mnie nie przekreślała. Chcę nadal móc z tobą rozmawiać, być twoim przyjacielem. - dodał patrząc mi w oczy. Zaniemówiłam. Wpatrywałam się w niego, nie wiedząc, co zrobić, powiedzieć. Gdy w końcu odzyskałam możliwość ruchu, przytuliłam go mocno.
- Dyo.. Ja.. Ja.. Ja nie wiedziałam.. Przykro mi, że tak to się potoczyło.. Nie masz za co przepraszać, było minęło.. To nic między nami nie zmienia. Nadal jesteś moim przyjacielem, to się nigdy nie zmieni. - powiedziałam chcąc jakoś go pocieszyć. Dyo zdjął rękawiczki i objął mnie mocno. Staliśmy w swych objęciach przez dłuższą chwilę.
- Dziękuje Lu.. Przyrzekam, nigdy już cie nie zawiodę.. - szepnął odsuwając się ode mnie. Uśmiechnęłam się lekko, a on odwzajemnił uśmiech. Tyle się dzisiaj wydarzyło.. Byłam wyczerpana. Dyo został w kuchni, a ja dowlekłam swoje ciało na piętro. Weszłam do pokoju Suho, Laya i Sehuna, po czym bezkarnie glebłam na łóżko mojego.. Chłopaka.. Za oknami było już ciemno. Teraz, będąc w końcu samą, mogłam utopić się w mrocznym morzu mych myśli kłębiących się w mej małej głowie. Tyle się dzisiaj wydarzyło.. Moje uczucia ujrzały światło w najbardziej okrutny i żałosny sposób. Znów go uderzyłam. Ułamek mnie był z tego dumny ale reszta.. Ta jego łza.. Nie chciałam, by tak wyszło.  Dlaczego wszystko jest tak skomplikowane? Dlaczego to akurat w nim musiałam się zakochać? Mając przed oczyma jego twarz z wymalowanym zdziwieniem i bólem miałam ochotę usnąć i nie budzi się więcej. Przynajmniej część mnie czuła się lepiej po wyznaniu mu tego wszystkiego..
          Teraz druga kwestia. Wyznanie Dyo.. Nie miałam pojęcia, że to on stoi za tamtym wydarzeniem. Słuchając jego historii, miałam wrażenie jakbym słuchała fragmentu jakiejś powieści. To wszystko.. To wszystko tak mu ciążyło, lecz mimo tego powiedział mi to. Ukrywał prawdę bo bał się, że mnie straci. To wyznanie nie będzie miało negatywnych skutków. Kyungsoo nadal jest moim przyjacielem, nie zostawię go, obiecałam mu to. Właśnie to by go zraniło, rozpad naszej relacji. A ja przyrzekłam sobie nigdy nie ranić żadnego członka zespołu. Oni są dla mnie zbyt ważni. Jednak pozostaje jeszcze jeden fakt.. Dlaczego Kai kłamał mi prosto w twarz, mówiąc, że nie wie co było powodem mojego  wypadku? Zataił ten fakt. Zła na siebie skuliłam się na łóżku, dając upust mym łzom. Już nie wiem co robić. Czuje, że każda moja decyzja ma same złe konsekwencje, a zamiast wychodzić na prostą, jeszcze bardziej gmatwam swoje życie. Miałam dość wszystkiego. Byłam wycieńczona, a fakt że  chłopcy jutro wyjeżdżają napawał mnie jeszcze większym smutkiem. Zmęczenie w końcu wygrało, usnęłam padnięta, dając ukojenie mym umordowanym łzami oczom. Nie miałam snu. To było bardziej przetrzymanie organizmu na stanie wstrzymania, niż sen. Czułam się tak samo okropnie,  jak przed uśnięciem. Obudziłam się o świcie. Pierwsze promienie słońca wpadały do dużego pokoju rażąc wszystkich i wybudzając ich ze snu. Zmarszczyłam nosek niezadowolona, po czym leniwie otwarłam oczy. Ujrzałam ciemne panele w pokoju.. Kyungsoo?!

sobota, 19 marca 2016

Serce Nie Sługa

Dobry wieczór~! Przepraszam, że nie było wczoraj odcinka, ale byłam w Wawie cały dzień i wróciłam późno w nocy x.x Odcinek jest więc dzisiaj ^^

              Zrezygnowana jęknęłam cicho, a Changmin zaczął sie śmiać. Na serio zaczynał mnie irytować. Zastanawiałam sie, czy zawsze ze wszystkiego tak się śmieje. Mimo to i tak gorszy był fakt, że gimnazjum było daleko od mojego domu, a ja nie byłam na siłach by iść pieszo. To na serio jest zrąbany dzień.
- I co teraz? - spytał Changmin, gdy już się ogarnął swój rechot. Zerknęłam na niego i poprawiłam torbę. Nie miałam żadnego pomysłu na to, comogę zrobić z tym fantem.
- Nie wiem, rodzice w pracy, dom daleko.. - powiedziałam cicho, na co zrobił smutną minkę.
- Ja mieszkam niedaleko. Chodź, będziesz szła ze mną dopóki nie dotrzemy do mojego domu. - powiedział kładąc mi dłoń na ramieniu. W sumie co miałam do stracenia? Nie mam zamiaru siedzieć tu do usranej śmierci. Z Chanem ubraliśmy się, po czym wyszliśmy z budynku. Alejką dreptaliśmy w stronę bramy, przy której ktoś stał z czarnym, pięknym motorem. Changmin rozdziawił paszcze.
- Wow, ale maszyna! - wykrzyknął zwracając na siebie uwagę tajemniczego kolesia. Przyglądał nam się chwilę, po czym ruszył w naszą stronę. Chłopak wystraszył sie i schował za mną. Co za ciota!
- I po co sie darłeś? - spytałam szeptem, a on tylko wzruszył ramionami. Tajemniczy mężczyzna był tuż przed nami. Zdjął kask, ujawniając swoją twarz. Parsknęłam śmiechem.

                   - Co tutaj robisz? - spytałam, a Jongin zaśmiał się. Unikałam jego wzroku jak ognia, jakby miało to mi jakkolwiek pomóc. Lecz i tak czułam motyle w brzuchu gdy był obok.
- To ja po ciebie przyjeżdżam, bo nie masz jak wrócić do domu,a ty zamiast podziękować od razu robisz przesłuchanie. - powiedział z uśmiechem. Pizdne mu kiedyś. Spojrzałam na Changmina, który stał zszokowany. Kai chyba oczekiwał, że rzucę mu się do kolan i zacznę gadać, jaki to on cudowny. Ale chwila, on jest cudowny.. Ech..
- Changie, wracaj do domu. - powiedziałam a on kiwnął niemrawo głową i wybiegł z placu. Dziwak. Przynajmniej nie domagał się dodatkowych wyjaśnień
- Skąd wiedziałeś że tu jestem? Czemu ryzykujesz przyjeżdżając po mnie? - spytałam szorstko. Kai wzruszył ramionami.
- Twoja siostra mi powiedziała, jest u nas. Poza tym, nikt się nie dowie, już to nikogo prawie nie ma. - odpowiedział. Zacisnęłam dłoń w pięść. Głupi bachor. A co bybyło jeśli jednak ktoś by tu był? Mielibyśmy oboje duże problemy.
- Nie musiałeś, dam sobie radę. - powiedziałam po czym wyminęłam go, lecz on złapał mnie za pasek od torby. Przygryzłam wargę po cym westchnęłam cicho, odwróciwszy się do niego. Pierwszy raz od dawna spojrzałam mu w oczy. Błąd. W mym ciele rozlało się lekkie ciepło, a krew paliła trucizna, zwana zauroczeniem.
- Nie dasz, dom masz daleko. Chodź już - powiedział po czym zaciągnął mnie do motocykla. Był piękny. Znaczy sie, motor. Chociaż Kai też.. Czy może być gorzej?
- No, wskakuj Luluś. Wiesz że ze mną nic ci nie grozi. - powiedział wsiadając na maszynę i założył kask. Prychnęłam cicho, po czym usiadłam za nim i też założyłam kask. Kai odpalił motor. Ciszę w okół rozerwał ryk silnika
- Złap mnie w pasie. - powiedział, a mnie przeszedł dreszczyk. Prychnęłam cicho po raz kolejny.
- No chyba cie pogrzało.. - mruknęłam zawstydzona. Krew w moich żyłach zaczęła płynąć znacznie szybciej. Kai zaśmiał się. Drgnęłam lekko. Jego śmiech jest tak piękny..
- Nie odstawiaj dram, to nic takiego. Chyba że wolisz spaść - powiedział. W sumie.. Czemu nie.

                Dawno nie czułam jego bliskości, a teraz mogę użyć tego, jako pretekstu. Przecież ja tylko musiałam się go trzymać podczas jazdy. Oplotłam go ramionami w tali, uważając na ranną dłoń, przylgnęłam do jego pleców. Słyszałam bicie jego serca. Tak piękny dźwięk.. Me usta mimowolnie wygięły się w szeroki uśmiech. Wiedziałam, że to tylko pogorszy sprawę, ale tak za nim tęskniłam. Po chwili Kai powoli wyjechał z placu, a gdy wyjechał na drogę, przyśpieszył mocno. Ryk silnika i zawrotna prędkość były czymś pięknym. Uścisk wokół tali Kaia stał się mocniejszy. Przy nim czułam się bezpieczna, choć nadal w pamięci miałam jego słowa.  Nim się i obejrzałam, wjechał na parking. Wyłączył silnik i zdjął kask. Odsunęłam się od niego niechętnie. Zdjęłam kask gdy zeszłam z motoru i położyłam go na nim. Kai odwrócił się  w moją stronę i uśmiechnął się szeroko. On jest tak idealny.. Odwzajemniłam nieśmiało uśmiech, ale po chwili spoważniałam.
- Nie zapominaj o tym co zrobiłeś - powiedziałam wbrew sobie. Mina mu zrzedła, kiwnął głową na znak zrozumienia. Zastanawiam się, czemu zawsze tak wszystko tak komplikuję, robie to czego nie chcę robić etc etc. To chore. A mimo to tak postępuję.
- Nie zapominam. Przepraszam - powiedział po czym zsiadł z maszyny. Podszedł do mnie i poczochrał moje włosy. Przymknęłam na moment oczy. Usłyszałam zamknięcie drzwi.  Ktoś wyszedł przez dom.

               - Odsuń się od niej - rozległ się ostry rozkaz Sehuna. No to dupa. Kai zaśmiał się. Mam przesrane..
- Bo co? Spokojnie, nic takiego nie robimy - powiedział zabierając rękę z mojej głowy. Sehun podszedł do mnie, przyciągnął mnie do siebie po czym złożył na mych suchych wargach subtelny całus. Czułam się z tym źle. Zwłaszcza po naszej ostatniej.. Hmm "rozmowie". Kai warknął cicho po czym szybkim krokiem wlazł do garażu prowadząc swoją czarną bestię. Sehun zaśmiał sie cicho.
- Niech idzie sie zabawiać z innymi laskami.. - mruknął, a następnie pocałował mnie w czoło.
- Chodźmy do domu - powiedziałam cicho, po czym ruszyłam w stronę villi, wskoczyłam na werandę i wraz z maknae weszłam do domu, gdzie już w korytarzu było czuć cudowny zapach.
- Co tak pięknie pachnie? - spytałam ściągając buty i kładąc obok nich torbę.
- Dyo hyung zrobił zapiekanki na obiad. - powiedział Sehun. Razem poszliśmy do kuchni, gdzie siedział Kyungsoo, Rin oraz Chen. Wszyscy spojrzeli na mnie gdy weszłam do kuchni. Podeszłam do Kyungsoo, a po drodze przybiłam pione z Chenem. Przytuliłam Kyu mocno, a ten zaśmiał się uroczo.
- Stęskniłam się - mruknęłam. Dyo poklepał mnie po plecach, po czym odsunął się.
- Ja też. A teraz siadaj, zaraz dam ci obiad - powiedział, a ja usiadłam obok Rin, która siedziała jak na szpilkach. Spojrzała na mnie po czym przysunęła sie nieco bliżej.
- Dlaczego tak sie tu zachowujesz? Powinnaś być bardziej.. No wiesz - szepnęła cichutko. Uśmiechnęłam sie mimowolnie.
- Nie mam ku temu powodów. Jesteśmy tu sami, a oni wszyscy są mi bardzo bliscy - odpowiedziałam cicho. Ona kiwnęła głową i wyprostowała się. W tym czasie Kyungsoo dał mi jedzenie. Zaczęłam jeść podłużne zapiekanki, które tak jak zwykle okazały się pysznościami. Musi nauczyć mnie tak gotować. Po zjedzeniu wstałam i włożyłam pusty talerz i kubek po herbacie do zlewu.
- Jakieś plany na dzisiaj? - spytał Chen. Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam sie lekko.
- Nie wiem, może w coś pogramy? - spytałam przeciągając sie.
- Odpada. Suho, Xiumina i Yixinga nie ma. Bez nich to nie to samo. - powiedział Dyo. Kiwnęłam głową. Szkoda. Tak czy inaczej, na pewno coś będziemy robić. W tym momencie podszedł do mnie Sehun.
- Idziesz na górę? - spytał z lekkim uśmiechem. Przygryzłam lekko wargę, zgodziłam sie. Głupio sie czuje przez to wczorajsze. Mało tego, przez ten pieprzony motor i Jongina znowu czuje sie jak gówno. Po co z nim jechałam, wróciłabym na pieszo i przynajmniej nie przywoływałabym w myślach tego uczucia, jak to fajnie było się do niego kleić. Sehun, help. Wraz z maknae poszliśmy do pokoju. Nie było reszty jego lokatorów, więc mogliśmy na legalu tam siedzieć.  Sehun zamknął za sobą drzwi na klucz, po czym, odwróciwszy sie twarzą do mnie, złapał mnie za lewą dłoń. Przyciągnął do siebie i wpił się w moje usta tak gwałtownie, że omal nie pisnęłam zaskoczona.

                    Wykorzystując moment zaskoczenia, od razu pogłębił pocałunek. Przeszył mnie dreszcz. Nie przerywając tego, przyszpilił moje ciało do ściany. Nigdy czegoś takiego nie czułam. Podobała mi się taka brutalność.  Przygryzł moją dolną wargę dość mocno, jęknęłam cicho. Na szczęście nie poczułam metalicznego posmaku krwi. W miarę moich możliwości oddawałam pocałunki, co spodobało mu się. Poczułam jego dłoń na moim policzku. Powoli zsuwała się na moją szyję.  Drgnęłam lekko. To mój słaby punkt. Wplotłam place w jego brązowe włosy i pociągnęłam je lekko. Pocałunek zawibrował rozkosznie od jego słodkiego jęku. Sehun przerwał pocałunek, oboje cicho sapaliśmy. Spojrzał mi w oczy. Jego spojrzenie przesiąknięte było pożądaniem. Nie zarumieniłam sie. Dziwne. Maknae szybkim ruchem przybliżył swe usta do mojej szyi. Tylko nie tam.. Poczułam jak swoim językiem przesuwa po mojej tętnicy. Przygryzłam wargę, by nie wydawać z siebie żadnych głośniejszych dźwięków, lecz mimo to i tak moje usta opuścił cichy jęk. Sehun ugryzł mnie lekko, przez co szarpnęłam się zaskoczona, po czym ucałował tamto miejsce. Przymknęłam oczy, a on robił mi co i rusz kolejną malinkę. Kąsał, lizał, całował moją szyję, doprowadzając mnie do ekstazy.
- Jesteś moja.. Rozumiesz? - szepnął mi na ucho, muskając je ustami. Przez kręgosłup przeszedł mi potężny dreszcz, podobny do impulsu elektrycznego. Jęknęłam cicho, a Sehun zaśmiał się i spojrzał mi w oczy.
             
                Oddychałam ciężko, nadal analizując to, co się wydarzyło. Maknae cmoknął krótko moje usta i uśmiechnął się uroczo. Stałam tak przy tej ścianie, ledwo utrzymując się w pionie.
- O mój boziu.. - szepnęłam do siebie, robiąc krok w przód. Nogi miałam jak z waty. Prawie straciłam równowagę, ale Sehun złapał mnie w talii.
- No już, trzymam cie - powiedział ze śmiechem. Gdy poczułam się lepiej, o własnych siłach podreptałam do łóżka. Usiadłam na nim i spojrzawszy na siadającego Sehuna westchnęłam cicho. Co to w ogóle było.. Poczułam, jak przysuwa się do mnie.
- Nie zbliżaj sie do Jongina - powiedział wpatrując się na ścianę. Jego głos był ochrypły, ton nieznoszący sprzeciwu.
- No okej, postaram sie.. - odpowiedziałam cicho, po czym wstałam z łóżka. W połowie drogi do drzwi Sehun złapał mnie za rękę i pociągnął mocno w tył, w wyniku czego upadłam na łóżko. Maknae, wykorzystując moment zaskoczenia usadowił się między moimi nogami i trzymał mnie za przedramiona. Wystraszyłam się nieco, a Sehun patrzył mi w oczy tak intensywnie, że czułam jakby czytał mi w myślach.
- Nie zbliżaj się do niego. Nie widzisz co on robi? Masz mnie Lu. Zapomnij o nim. Jesteś moja, rozumiesz? - powiedział z poważnym wyrazem twarzy. Kiwnęłam lekko głową na znak zrozumienia. Już w tamtym momencie powinna zapalić mi się czerwona lampka, ale ja jak to ja dalej nic nie czaiłam.
 
                      Maknae uśmiechnął sie lekko po czym cmoknął mnie w usta i zszedł ze mnie, by móc położyć sie o bok i mnie przytulić. Wtuliłam sie w niego, a w myślach pojawił sie moment jazdy na motorze. Ciężko będzie trzymać się od Kaia z daleka, zwłaszcza gdy mu przebaczyłam. Sehun jak sie dowie nie będzie zadowolony.. Ale przecież ja z Kaiem nie będziemy już tak blisko jak kiedyś, nadal pamiętam o tym, co powiedział. Poza tym, mam już chłopaka. Moje myśli tradycyjnie krążyły wokół Kaia, wyłączyłam się totalnie. Sehun po jakimś czasie usnął, a ja wyswobodziłam sie ostrożnie z jego uścisku. Nakryłam go kocem, po czym po cichu otworzyłam drzwi i wyszłam na korytarz. Pozaglądałam do każdego pokoju, część chłopców kimała, albo była zajęta, albo ich nie było.

                    Zeszłam znudzona na dół i rozejrzałam się. Nie wiem nawet czemu zaczęłam się szwendać po domu,o dziwo wszędzie jeszcze nie byłam. Moją uwagę przykuło zejście do piwnicy, schowane za schodami na górę. Nacisnęłam klamkę, weszłam do środka. Zeszłam na dół po kilkunastu schodkach, po czym weszłam do pomieszczenia. Zdziwiłam się nieco. Czyżby to tutaj była jednak sala taneczna? Wcześniej chyba była na górze, przenieśli ją? Najwyraźniej. Sala była duża, wielkości salonu. Dwie ściany pokryte były lustrami, w kątach stały głośniki, pod jedną ścianą była kanapa i lodówka. Przez myśl przeszedł mi głupiutki pomysł. Podbiegłam do sprzętu i sprawdziłam, czy w napędzie wieży jest jakaś płyta. Była jedna, akurat MAMA. Nie powinni się pobudzić, zwłaszcza jeśli sala jest w piwnicy. Zdjęłam koszulę i zawiązałam ją sobie w biodrach. Dawni nie tańczyłam, ale muszę zacząć ćwiczyć. Przecież mam występ niedługo. Ręka nie może mi przeszkodzić. Włączyłam sprzęt i odpaliłam tytułowy utwór. Zaczęłam tańczyć, przypominając sobie od razu każdy, najdrobniejszy element choreografii. Taniec w takiej sali był inny niż w domu, lustra ułatwiały sprawę. Ruchy moich bioder, nóg, rąk, całego ciała zgrywał się z piosenką. Serce biło szybciej, na czole pojawiał się pierwszy pot. Kolej na History. Mój ulubiony układ. W sali oprócz muzyki słychać było tylko jeszcze mój szybki oddech,szelest ubrań oraz ciche nucenie utworu. Jest dobrze. Nadszedł moment tej pięknej solówki Suho. W tym momencie wykonałam swój ulubiony krok, nieobecny w oryginale. Moje biodra kołysały się ponętnie  do przodu i tyłu w rytm jego śpiewu. Ten krok kiedyś gdzieś wypatrzyłam i tak jakoś w nawyk mi weszło wykonywanie go w tym momencie piosenki. To było coś. Odpłynęłam totalnie, muzyka mnie odurzyła.

                  - Łał.. Jestem pod wrażeniem - usłyszałam czyjś głos. Podskoczyłam wystraszona i spojrzałam w kierunku schodów. Kaktus  ci w dupe, Jongin. Szybko podbiegłam do sprzętu i wyłączyłam muzykę. Poczułam się tak zażenowana, jak nigdy w życiu. Rzuciłam mu obrażone spojrzenie.
- Co ty tutaj robisz? - spytałam poddenerwowana. Kai zaśmiał się i podszedł bliżej.  Wcale mi to nie pomogło.
- Mam ochotę zadać to samo pytanie Lu - odpowiedział. Prychnęłam cicho ocierając pot z czoła.
- Po co przyszedłeś? - spytałam. Wzruszył ramionami po czym przeczesał włosy palcami.
- Przyszedłem poćwiczyć. Ale nie wiedziałem że tutaj jesteś. I że tak dobrze tańczysz - powiedział z uśmiechem. Pewnie bym sie zarumieniła, ale i tak byłam czerwona ze zmęczenia.
- Nie jest ci źle tańczyć z tą ręką? Musi być ci ciężko - rzekł wskazując na rękę w bandażu. Wzruszyłam ramionami.
- Po prostu chce ćwiczyć, to żaden problem. - powiedziałam siląc się na uśmiech. Kai podszedł jeszcze bliżej i zmierzył mnie wzrokiem. Aż mnie dreszcz przeszedł.. Zabijcie mnie.
- W takim razie co powiesz na to, byśmy razem potańczyli? - spytał z lekkim uśmiechem. Uniosłam lewą brew ku górze.
- Oferujesz mi prywatne lekcje tańca czy co? - spytałam rozbawiona. Kai uśmiechnął się tajemniczo.
- Tak. I to takie, o których nawet nie marzyłaś.- rzekł mijając mnie, przy okazji ocierając swoją dłonią moją dłoń. Pakowałam sie w kłopoty, ale wiecie co? Worth it.

poniedziałek, 14 marca 2016

Life Is Strange [ONESHOT]

    Witam! Tym razem mam dla Was luźny oneshot, który nie wprowadza nic do fabuły bloga. Taki tam wynik mojej nudy ^^ Enjoy!


           Letnie wieczory nad rzeką Han bywały chłodne, lecz ta delikatna, mroźna bryza przynosiła ludziom upragniony spokój i chwilowe odcięcie od dziennego skwaru. Tego dnia wszystko było takie jak zwykle. Ludzie śpieszący się donikąd, przejeżdżające auta, żadna nowość. Lara oparła się bezwiednie o jeszcze ciepłą poręcz bariery na moście nad rzeką. Patrzyła się tępo w mętną wodę rzeki, odbijającą neonowe światła miasta. Było cicho, spokojnie. Przymknęła powieki, chcąc chłonąć ten moment całą sobą. W ostatnim czasie zapomniała jak to jest się wyciszyć, uspokoić się szumem wody i drzew. Przeczesała miętowe, przydługie już włosy na bok, odkrywając tym znaczną część twarzy. Uśmiechnęła się do siebie, robiąc krok w tył, po czym pochyliwszy się, podparła brodę o złączone palce jej dłoni, spoczywających na barierce.
- Nieźle, co nie? Tam, za rzeką wydaje się być inny świat, taki głośny, szybki. Nie to co tutaj. Tak spokojnie, z dala od harmidru.. - powiedziała z nutką fascynacji w jej głosie.
       
         Kai oparł się plecami o tę samą barierkę tuż obok niej, po czym spojrzał w ciemniejące już niebo. Miała rację.
- Zgadzam się. Cieszę się, że mnie tu przyprowadziłaś. Dawno nie doświadczyłem tak dużej ilości ciszy. W domu chłopaki cały czas coś robią, jest hałas.. Dobrze jest tak się wyciszyć. - powiedział przenosząc swój wzrok na smukłą figurę swojej ukochanej. W tym świetle jej skóra wyglądała na jeszcze bledszą, a włosy błyszczały, jakby były zrobione ze złota. Piękna.
- Popieram - odpowiedziała krótko po czym wyprostowała się i przeciągnęła lekko, mrucząc coś pod nosem, wywołując tym na ustach Jongina lekki uśmiech. Lara stanęła przed nim, a jej usta wygięły się w subtelny uśmiech. Kai złapał ją za rękę i przyciągnął do siebie, by po chwili zamknąć jej drobne ciało w ciasnym uścisku. Ta od razu wtuliła się ufnie w jego tors skryty pod materiałem czarnego t-shirta.
- To wszystko jest takie dziwne.. Nadal nie mogę uwierzyć w to, że to jednak prawda.. - powiedziała bardziej do siebie, niż do niego. Kai zaśmiał się uroczo.
- Ja również. Ale to ma swoje dobre strony. Masz trzy moce, nie jedną, jak reszta. - rzekł wsuwając dłoń w jej farbowane włosy. Dziewczyna uśmiechnęła się po raz kolejny.
- Im większa moc, tym gorsze konsekwencje. - odpowiedziała. Kai wiedział, że ma rację i nawet tego nie kwestionował. Nie każdy odkrywa po takim czasie, że fikcja z teledysku może stać się prawdziwym cudem.
- Czuję się zazdrosny. Teraz możesz polecieć dokąd zechcesz, zatrzymać czas w każdym momencie, ruszyć każdy przedmiot, osobę, gdy ja tylko mogę przenosić się z miejsca na miejsce w ułamku sekundy.. - powiedział ze śmiechem.

       Lara odsunęła się od niego nieznacznie, by móc spojrzeć mu w oczy. Nadal zastanawiała się, jakim cudem on zakochał się w niej, takiej ofierze losu.
- A gdzie chciałbyś się przenieść teraz? - spytała, po czym stanęła na palcach i musnęła jego kuszące usta swoimi wargami. Oboje przeszył elektryzujący dreszcz, jak przy każdym najmniejszym dotyku. Ku zaskoczeniu Lary, Kai położył dłoń na jej tali, po czym przyciągnął mocnym ruchem do siebie. Pochylił się nieco i wpił się zachłannie w jej usta, wywołując u niej jęk zaskoczenia.Zadowolona rozchyliła ochoczo usta, pozwalając chłopakowi na pogłębienie pocałunku, co ten od razu wykorzystał. Mimo, że wiedzieli, że w razie końca świata, Lara mogłaby zatrzymać czas, całowali się tak, jakby była to ich ostatnia chwila. Jej policzki pokryły się lekkim różem, a gdy Kai przerwał pocałunek, zapłonęły czerwienią. Jongin pogłaskał ją po policzku, a ta wtuliła twarz w jego dłoń.
- Oh, you're beautiful, beautiful.. - Kai zaśpiewał fragment piosenki, po czym ucałował jej czoło, po czym spojrzał jej głęboko w oczy. Była piękna.
- Jestem w miejscu, w którym pragnę być do końca. Obok ciebie - odpowiedział, wywołując tym u Lary szeroki uśmiech. Szczęśliwa zarzuciła mu ramiona na szyję, a on objął ją w pasie i przytulił. Takie małe rzeczy, gesty cieszą i stają się bezcennymi wspomnieniami.
- Lu.. Zamknij oczy. I nie puszczaj mnie - szepnął jej na ucho, po czym zamknął oczy, gdy uścisk Lary na jego koszulce stał się nieco mocniejszy. W myślach przywołał obraz swojego pokoju w ich villi. Po chwili poczuł jak jego i Lary ciało zamienia się w lśniący, drobny pył, niesiony po chwili przez wiatr do upragnionego miejsca.

        Po chwili znaleźli się w skąpanym w mroku pokoju Jongina. Lara puściła go i odsunęła się, lecz nie zrobiła nawet jednego kroku, gdyż Kai znów przyciągnął ją do siebie i pocałował. Czas jakby stanął w miejscu. Jongin wziął Larę na ręce, następnie, niczym najdroższy skarb położył na miękkim materacu jego łóżka. Położył się tuż za nią. Lara czuła ciepło jego ciała tuż przy swoich plecach. Uśmiechnęła się lekko, wpatrzona w rozgwieżdżone niebo. Poczuła, jak Kai obejmuje ją w pasie i przylega do niej. Nie chcieli nawet myśląc o tym, co może być jutro, za dwa lata. Mieli siebie, chcieli się sobą cieszyć. Kai ucałował jej smukłą szyję, potem ramię, i znów szyję, wywołując tym drgnięcie u ukochanej. Uśmiechnął się nieco. Była idealna.
- Kocham cię, Lu.. - szepnął jej na ucho, po czym po raz setny tego dnia przytulił mocno do siebie, a ona wtuliła się w niego, czując w sercu spokój i szczęście. Przynajmniej na tamten moment. Życie jest dziwne.

Life is strange.

piątek, 11 marca 2016

Zaczynać Od Zera

Gdy cie nie ma,
Gdy cię nie ma czuję że utknąłem w jednej sekundzie czasu,
Jestem zatrzymany.
Gdy cię nie ma,
Gdy cię nie ma, czuję że straciłem połowę umysłu,
Okradziony.
Bo nikt cię nie czuje tak jak ja,
Nikt mnie nie zabija tak jak ty,
Nie ważne, co wezmę, to tego nie rozetnie.
Mam kłopoty.
Patrzę na siebie i nie wiem,
Jak uczepiłem się ciebie jak rzep,
Nie mogę się oderwać i być samemu.
Mam kłopoty..
~ Adam Lambert - Underground


          To wszystko było tak dziwne, tak poplątane i tak gorące, że nadal nie umiem tego ubrać w jakiekolwiek słowa. Nie widziałam jego twarzy, bo nadal trzymał telefon tak, że ją nim zasłaniał. Przełknęłam głośno ślinę, a jego dłoń ponownie lekko się zacisnęła na widocznym teraz uwypukleniu w jego spodniach. Nie wierzę w to.
- Lara.. - jego usta opuściło ciche, przesączone erotyzmem mruknięcie. Fakt, że użył mojego imienia w taki sposób wywołał u mnie dreszcz. Co my właśnie wyczynialiśmy?
- Sehun.. Nie rób tak.. - szepnęłam, starając się opanować drżący głos. Rumieńce paliły mą twarz, ciało zaczynało płonąć. To się źle skończy, jestem pewna. Nie chcę z nim czegokolwiek robić, to nie jego darzę tym pierdolonym uczuciem, zwanym miłością.
- Dlaczego? Zapomnij o tym idiocie. Od teraz masz mnie - powiedział odważnym tonem, tak chłodnym, że znów dostałam ciarek. Jak mam zapomnieć o Kaiu, gdy wszystko mi o nim przypomina? Jego ręka tym razem powędrowała wyżej, do zapięcia jego spodni.
- Zapomnij i bądź moja - dodał rozpinając zamek czarnych rurek po czym odpinając ich guzik. Przestań. Nie rób tego.
- Ja tak nie umiem.. - szepnęłam gapiąc się na to, co robi. Sehun wyłączył kamerkę. Serce zwariowało mi z radości, ale coś we mnie miało doła. Nienawidzę siebie. Sehun musiał usiąść na ziemi, potem słyszałam szmer zsuwanych spodni. On tego nie zrobi, prawda?

Myliłam się.

Po chwili do mych uszu dobiegł rozkoszny pomruk, oraz świst gwałtownie wciąganego powietrza. Wyłączyłam kamerkę. No to wpadłam. Świadomość, że Oh Sehun robi sobie dobrze rozmawiając ze mną, dodając do tego te dźwięki.. Moje wredne ciało również zaczęło reagować. Zdradziło mnie. Położyłam telefon na klatce piersiowej. Nie chcę tego. Co jakiś czas maknae mruczał, sapał cicho, by nikt w domu go nie słyszał. Moje tętno przyśpieszyło, choć wolałabym aby znikło zupełnie. Zamknęłam oczy, a w mej wyobraźni.. Pojawił się oczywiście Kai. Robiący to co Sehun. Nawet nie wiem, gdy moja lewa dłoń powędrowała pod kołdrę i wsunęła się pod materiał luźnych spodni od piżamy. Dłonie miałam lodowate, w kontakcie z rozgrzaną skórą, drgnęłam mocno. Wyobrażenie Kaia doprowadzało mnie do szału, a perwersyjne jęknięcia maknae jeszcze bardziej mnie nakręcały. Nie takiej reakcji chciałam. Moja dłoń wsunęła się zwinnie między moje uda, teraz rozchylone lekko, a po chwili sama jęknęłam jak najciszej. Co ja kurwa wyprawiam? Sehun pewnie ucieszył się na taki obrót sprawy, bo usłyszałam jego cichy śmiech. Gdyby tylko znał prawdziwy powód.. Chociaż, jakby na to nie patrzeć, to też jego.. "Zasługa".
- Lara, zaraz chyba dojdę.. - usłyszałam jego szept, a po nim, cichy jęk. Kai, gdybyś to ty był na jego miejscu.. Ruchy mojej łapki przyśpieszyły mocno ma wyobrażenie sobie Kaia spowitego w ekstazie, jęczącego słodko. Do mych uszu dobiegł jęk tak wulgarny, że miałam wrażenie że oglądam jakiegoś pornosa na redtubie. Kai wijący się w rozkoszy. Jego ciało zroszone potem, skąpane w słabym świetle. Jego tors unoszący się szybko, usta czerwone od przygryzania. Pokój pełen westchnięć, jęków, pomruków. Stało się. Podzieliłam los maknae. Sapałam cicho, a z moich oczu wydostały się łzy, od razu wchłonięte przez materiał poduszki. Sehun również szybko oddychał. Potem słyszałam jak wciąga z powrotem spodnie. Jakimś cudem, pocharataną, prawą dłonią rozłączyłam się, szepcząc przed tym "przepraszam". Nie wiem, czy Sehun dzwonił potem jeszcze czy nie, telefon leżał na poduszce, a ja byłam już w drodze do łazienki. Umyłam rękę, co i tak nie zmieniało faktu, że była splamiona hańbą. W życiu nie wiedziałam, że do czegoś takiego dojdzie. Wróciłam szybko do siebie, po czym zakopałam w kołdrze. Usnęłam schowana po uszy w pościeli, chcąc schować się przed wszystkim i wszystkimi.  Obudziłam się wcześnie, muszę jechać z Rin do jej gimnazjum. Miałam jakieś chore sny, lecz nawet nie będę o nich się rozwlekać. Logiczne co mogło mi się śnić po czymś takim, co siedziało mi wcześniej w głowie. Ubrałam się w czarne spodnie dresowe, białą koszulkę ber rękawów i na to koszulę w czarno-czerwoną kratę. Przeczesałam dłonią włosy, po czym do torby na ramie spakowałam mały ręcznik, notes, piórnik. Pewnie już dzisiaj będzie próba. Zeszłam z torbą na dół. W kuchni była już Rin, tym razem też wyjątkowo mama. Bez słowa podeszłam do lodówki, z której wyciągnęłam dwie butelki wody i spakowałam je do torby. Potem podeszłam do szafki z której wyciągnęłam dwie paczki ciastek, które po chwili też wylądowały w torbie.
- Gdzie się wybierasz? - usłyszałam pytanie mamy. Odwróciłam się w jej stronę. No tak, jak zwykle o niczym nie wie, bo kto by się przejął.
- Do gimnazjum. Mam próbę. - odpowiedziałam krótko sięgając jedną z kanapek przygotowanych na śniadanie, po czym zaczęłam ją jeść.
- A co z ręką? - spytała. Prychnęłam cicho. Po zjedzeniu jednej kanapki wzięłam kolejną.
- Nic, boli ale i tak macie to w dupie. Wezmę leki czy coś, bo na próbę muszę iść. - powiedziałam po czym wzięłam dwie kanapki i złożyłam je w jedną. Podeszłam do innej szafki, wyciągnęłam jakoś torebkę śniadaniową, wpakowałam do niej kanapkę i wciepałam do torby. Zerknęłam na zegarek na ścianie. Mam jeszcze czas by się ubrać. Poszłam do korytarza, założyłam jakoś sneakersy i płaszcz. Poczekałam z grzeczności na Rin, po czym opuściłam z nią dom. Szłyśmy na przystanek, potem zabrał nas gimnazjalny bus. Wysiadłyśmy przed ogromnym budynkiem, w którym ostatni raz byłam ponad pół roku temu. W drodze do szkoły, coś zaczęło wibrować w mojej kieszeni. Wyciągnęłam telefon. Dzwonił Kai. Prychnęłam cicho. Teraz mu się przypomniało o mnie? Ale chwila.. Pisał, ale to ja go ignorowałam. Co nie zmienia faktu, że mam na niego nerwy jak cholera. Nie wiem czemu wybrałam odbierz.
- Lara? Gdzie ty jesteś? Widziałem jak gdzieś idziesz ze swoją siostrą. Powinnaś siedzieć w domu albo u nas w ostateczności - powiedział zdziwionym tonem. Zaśmiałam się, czym zwróciłam na siebie uwagę Rin.
- Dzięki za troskę. Wiesz, idę się puszczać z bachorami z gimbazy. Ale ojej, żadem mnie chyba nie zechce bo jestem płaska jak deska. - wywarczałam, a Kai westchnął. Już miałam się rozłączać, lecz on znów się odezwał.
- Przestaniesz już? Ile mam cię przepraszać? - spytał poddenerwowany. Znowu się zaśmiałam, to było wręcz żałosne. Myślisz, że tak od razu zapomnę?
- Nie wiem, zależy jaki będe miała kaprys. Uraziłeś mnie debilu - powiedziałam juz na maxa wściekła.
- Wiem kuźwa, ale nie chciałem no. Mówiłem już - powiedział. Jestem pewna, że rozłożył ramiona jak dziecko. Znam go zbyt dobrze..
- Ale to powiedziałeś i co teraz? Co mam z tobą zrobić? - spytałam wzdychając. Czemu te nerwy powoli mi przechodzą? Ej, Lara! Masz być wściekłą suką, a nie!
- Masz przyjąć moje przeprosiny. Chociaż tyle możesz chyba. I nadal bądźmy przyjaciółmi.. - powiedział smutno. Serce mi krwawiło, nie mogłam powiedzieć "nie", nie ważne jak tego chciałam. Sehun nie będzie zadowolony. Ale chwila, kto mi ma zabraniać kontaktu z przyjacielem? I kimś kogo kocham? Pfff, życie to zło.
- Niech ci będzie. Tylko nie myśl że zapomnę o tym. Zaczynamy od zera, to od ciebie zależy czy będziemy przyjaciółmi, czy nie. - mruknęłam, a po chwili usłyszałam jego radosny krzyk i ten cudny śmiech. Az sama się uśmiechnęłam. Hehehe, nienawidzę siebie.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę. A teraz mów gdzie jesteś. Nie pamiętasz, mam się tobą opiekować - powiedział. Westchnęłam cicho. I co  ja teraz zrobię?
- A co ty, moja matka jesteś? Spytaj sie Hunniego jak tak bardzo chcesz wiedzieć. Muszę lecieć, nie martw się - odpowiedziałam po czym rozłączyłam się i schowałam telefon do kieszeni dresów. Wiedziałam, że z Sehunkiem nie ma zamiaru gadać, więc mam spokój. Rin spojrzała na mnie krzywo.
- Kai? - spytała. Kiwnęłam głową twierdząco. Weszłyśmy po schodkach do budynku, a potem zeszłyśmy do szatni. Na jej wieszaku zostawiłam kurtkę, a potem czekałam aż ona się przebierze. Razem poszłyśmy na górę, na salę gimnastyczną.
- Wybaczyłaś mu? - spytała. Spojrzałam na nią zdziwiona. Czyżby foch jej przeszedł? Wzruszyłam ramionami. Jednak nim jej odpowiedziałam, moją uwagę przykuło coś innego. Wszyscy patrzyli się na mnie jakoś dziwnie. Czyżby mnie nie poznali? Widzę tu wiele znajomych twarzy.
- Tsaa.. - mruknęłam do Rin, gdy patrzyłam na ludzi. Co im się stało, że tak się lampią?
- Czemu tak sie na mnie gapią? Upaćkałam się gdzieś na twarzy? - spytałam odwracając twarz w stronę Rin. Ona uśmiechnęła się tylko.
- Nie. Ale wiesz, jak ostatni raz tu byłaś, to wyglądałaś zupełnie inaczej. Miałaś długie włosy,dziewczęce, czerwone okularki, roześmianą buźkę. A teraz jesteś tomboy'owym bucem, z bliznami na twarzy i ciele, do tego męskie okulary i styl, do tego szare krótkie włosy. - powiedziała. Przygryzłam wargę. W sumie ma rację, te blizny.. Zapomniałam o nich. No nic, mówi się trudno. Rin poszła na lekcje, a ja na salę. Była na niej już pani Elizabeth. Tak, nie jest koreanką, mimo to jej koreański jest nawet okej. I tak większość czasu rozmawiamy po angielsku. Na sali było też kilka innych osób. W kilku rozpoznałam osoby z chórku z zeszłego roku, lub tancerzy. Jednakże kilka twarzy nadal nie kojarzyłam. Pewnym krokiem wkroczyłam na ogromną salę, zwracając na siebie uwagę wszystkich. Nie poznali mnie. Pani Elizabeth podeszła do mnie i zmierzyła mnie wzrokiem.
- Przepraszam, z kim mam przyjemność? - spytała zaciekawiona. Zaśmiałam się, wprawiając tym nią w zakłopotanie.
- Nie poznała mnie pani, tak jak większość. To ja, Lara - powiedziałam, a nauczycielka od razu rozpromieniła się i uściskała mnie. Objęłam ją zdrową ręką. Gdy odsunęła się, znów spojrzała na mnie zaskoczona.
- Wow, nie poznałam cię. te włosy, blizny.. Co się z tobą stało przez to pół roku? - spytała z uśmiechem. Rozejrzałam się po sali, po czym podrapałam po karku.
- A nic wielkiego. Kilka wypadków w ostatnim czasie. - powiedziałam unosząc do góry prawą rękę. Kobieta zrobiła smutną minkę.
- Przykro mi. Dasz radę ćwiczyć? - spytała wskazując na moją dłoń. Pokiwałam twierdząco głową po czym uśmiechnęłam się.
- Dzisiaj raczej tylko śpiew. Przyjechałam tu bardziej w celach organizacyjnych, dowiedzieć kiedy są próby i czy track lista jest zatwierdzona. I przy okazji poznać chórek, tancerzy i chłopaka z którym mam śpiewać. - powiedziałam. Kobieta zaśmiała się radośnie.
- Tak więc, z tracklistą jest tak, że są sporawe zmiany, jednak wiele twoich sugestii pozostało. Changmin też podrzucił kilka pomysłów. - odpowiedziała. Chwila, Changmin? Ten z TVXQ? Heh, na pewno nie. Ale przynajmniej znam imie tajemniczego koleżki. Elizabeth zawołała go do nas. Przyznam, że zaskoczona jestem. Był wysoki, szczupły, miał jasną karnację i jak na azjatę,  bardzo jasno brązowe oczy, były za jasne, według mnie. Miał czarne włosy z uroczą grzywką zaczesaną na lewą stronę. Na jego ustach gościł promienny uśmiech. Gdy mnie zauważył, zmarszczył brwi i spojrzał na nauczycielkę.
- Przepraszam panią, ale ja miałem chyba dostać kobietę do duetu. - powiedział zmieszany. Wybuchłam śmiechem, co mocno zaniepokoiło Changmina.
- To ja, Lara. Będę z tobą śpiewać. Nie sugeruj się za często wyglądem, Changmin - powiedziałam z uśmiechem. Chłopak zaśmiał się i przeprosił mnie za tą pomyłkę. Z tylnej kieszeni spodni wyciągnął kartkę, po czym dał mi nią.
- To pewna track lista. Jakby co, to jeżeli w grupowej masz więcej niż jeden wokal do przejęcia to spokojnie. Te piosenki śpiewamy w takim składzie - 3 wokalistów i 3 tancerzy i chórek. Są też oczywiście solówki i duety. W tym roku też są solowe tańce, więc jeżeli chcesz, to wybierz coś sobie. - powiedział chłopak, gdy rozkładałam kartkę. Mym oczom ukazała się skomplikowana, ale w miarę czytelna rozpiska:
PIOSENKI SOLOWE:
1. Adam Lambert ft. Avicii - Lay Me Down (Lara)
2. Alesso - Sun Is Shining (Changmin)
3. Kris Yifan - Time Boils The Rain (Hinami)
4.Lu Han - Lu (Lara)
5. One Day One Chance (Changmin + Lara i Hinami)
6. SID - Enamel (Hinami)
7. Baekhyun - Beautiful (Lara)
8. Adam Lambert - Never Close Our Eyes (Changmin)
9.Adam Lambert - The Original High (Lara)
10. Adam Lambert - There I Said It (Lara)
11. Kelly Clarkson - Heartbeat Song (Hinami)
12. Andy Black - They Dont Need To Understand (Changmin)

PIOSENKI ZESPOŁOWE (wokaliści, chórek, tancerze)
1. EXO - Hurt (Lara - Dyo/Kai; Changmin - Suho/Chanyeol;Hinami-Sehun/Baekhyun)
2. BTS - Danger (Lara- Jimin/J-Hope;Changmin - RapMon/Jin;  Hinami-V/Junkook)
3. EXO - MAMA (Lara - Dyo/Kai; Changmin- Suho/Sehun;  Hinami-Chanyeol/Baekhyun)
4. EXO - History (Lara- Kai/Suho; Changmin- Chanyeol/Sehun; Hinami-Dyo/Baekhyun)
5. EXO -Let Out The Beast (Lara - Baekhyun/Kai; Changmin - Suho/Sehun; Hinami - Dyo/Chanyeol)
6. EXO - Run (Lara- Dyo/Baekhyun; Changmin - Kai/Chanyeol; Hinami - Sehun/Suho)
7. EXO -Overdose (Lara- Baekhyun/Chanyeol/Yixing; Changmin - Sehun/Dyo/Chen/Xiumin; Hinami- Suho/Kai/Luhan)
8. BTS - War Of Hormone (Lara - Jimin/Suga; Changmin - Jin/Rap Mon; Hinami - V/J-Hope)

DUETY/TRIO
1. EXO - Moonlight (Lara/Baekhyun ; Changmin/Dyo)
2. EXO - What Is Love (Lara/Baekhyun ; Changmin/Dyo)
3. Adam Lambert ft. Tove Lo (Lara/Tove Lo ; Changmin/Lambert)
4. B.A.P. - I Remember (Lara/pianino/wokal ; Changmin/rap/g.elektryczna + chórek)
5. B.O.B ft. Hayley Williams - Airplanes (Lara - Hayley; Changmin- B.O.B)
6. EXO - Miracles in December (Lara- Baekhyun; Changmin- Dyo;Hinami- Chen)
7. EXO - Baby Dont Cry (Lara - Dyo/Chanyeol; Changmin- Baekhyun; Hinami - Suho )

  Wow, nie ukrywam, jestem zdziwiona. Dużo tego było, osiem układów do ogarnięcia. Ale lista mi się podobała. Wiedziałam, że na przebieg występu jeszcze trzeba poczekać, mimo to cieszyłam się. Ciekawe, co to za Hinami. Pewnie jakaś pierwszoklasistka, tak przypuszczam. Zastanawiał mnie też przypadek z "I Remember". Czyżby szkoła dostałą dofinansowanie na instrumenty? Złożyłam kartkę na pół po czym schowałam ją do torby.
- Będziemy mieć instrumenty? - spytałam patrząc na Changmina. Kiwnął twierdząco głową, po czym uśmiechnął się.
- Tak, wszystko będzie. Chodźmy gdzieś, pogadamy sobie. Ciekaw jestem, co z ciebie za osóbka. Wyglądasz znajomo, poza tym, interesuje mnie twój wokal. - powiedział puszczając mi oczko. Zaśmiałam się cicho po czym wraz z nowo poznanym kolegą udałam się do  szatni, która bez szafek, ławek i wieszaków była salą na nowo zbierany sprzęt i inne rzeczy tego typu. Usiadłam na ławce w typowo męski sposób, co nie uciekło uwadze chłopaka, który uniósł brwi w zdziwieniu.
- Jesteś na prawdę dziwna. Głos nie pasuje do wyglądu, a te blizny.. - powiedział wskazując na mą twarz. Dotknęłam podgojonego policzka i uśmiechnęłam się lekko. No to zaczynamy przesłuchanie.
- Wiem, że jestem dziwna. Wiele osób mi to mówi, ale wiesz co? Lubię się wyróżniać. Nie jestem taka ponura jak inni. I tak mój głos nie pasuje za bardzo do wyglądu, ale wiedz, że umiem sprawić, że stanie się nieco do niego pasujący. Ale nie teraz. - powiedziałam przyglądając się Changminowi. Chłopak usiadł na podłodze przede mną po turecku po czym wlepił we mnie te swoje jasne oczy. Czułam się jak eksponat w muzeum.
- Co to za blizny? Z kim się biłaś? - spytał patrząc na mój policzek, a potem na prawą dłoń. Zaśmiałam się.
- Wiesz, kilkanaście dni temu spadłam wielkiego drzewa, przygniotła mnie gałąź i tak jakoś wyszło. A ręka? w przypływie emocji gwizłam nią w ścianę.. Kilka razy.. przez pewnego kretyna.. - powiedziałam, ściszając głos kończąc moją wypowiedź. No tak, ale ja mu przecież tak jakby wybaczyłam. Sehun nie będzie zadowolony. No tak, Sehun. I wczorajszy wieczór.. No nie, teraz będę sobie przypominać wszystko!
- Uuu, to grubo. Mam nadzieję, że do występu ci się zagoi. Czemu mam wrażenie, że cię znam skądś? - spytał drapiąc się po głowie. Uśmiechnęłam się lekko po czym wzruszyłam ramionami.
- Chodziłam do tego gimnazjum, może dlatego.- mruknęłam zerkając na okno umieszczona prawie pod sufitem. Dawno tu nie byłam, ale nic się nie zmieniło.
-  Nie, ja tu nie chodziłem do gimbazy, jestem w drugiej klasie liceum. Gdzieś na necie cie widziałem ostatnio - powiedział patrząc na mnie. O rok starszy to fajnie, myślałam że.. Chwila, co ? Na necie? Niedobrze.. Moja skleroza mnie zabije.
- Ale jak to na necie? - spytałam starając się brzmieć naturalnie. Mimo to  nie udało się i Changmin skrzywił się jakoś.
- Lubisz EXO? - spytał. Kiwnęłam ochoczo głową, nie wiedząc, że wpakowałam się w niezłą kupkę.
- Lukritao! Wiedziałem! - wykrzyknął klaszcząc w dłonie, lecz mina po chwili mun zrzedła. No tak, LKT jest FACETEM a ja jestem BABĄ. Ups. Jego źrenice rozszerzyły się dziwnie.
- Ej.. Ale ty jesteś kobietą.. A na insta wyglądasz na faceta.. W restauracji też ponoć brzmiałaś jak facet.. - zaczął majaczyć. Westchnęłam cicho. Zastanawiam sie, czy niektórzy ludzie mają w ogóle mózg.
- Mówiłam, że umiem zmienić głos na bardziej męski. Nie mów nikomu, okej? Nie chcę skandalu - powiedziałam grożąc mu palcem. Changmin zaśmiał się.
- Nie powiem, jak odpowiesz mi na kilka pytań. Skąd ich znasz, co łączy cię z Kyungsoo i Sehunem i gdzie oni teraz są? Przepadli gdzieś i nie wiadomo gdzie siedzą - powiedział wstając i siadając obok mnie. Prychnęłam cicho, po czym wzięłam głębszy oddech. On mi nie da spokoju, prawda?
- Znam ich przez własną ciekawość. Kyu to mój przyjaciel, a Sehun.. no jakby to powiedzieć, jestem z nim - powiedziałam, a Changmin wybuchł śmiechem. Nie wierzył mi chyba, jak Rin. I co? Miałam tam przywlec tego bencwała i pocałować go, by uwierzył? No chyba nie.
- Nie mogę ci powiedzieć gdzie są, to tajemnica. - dodałam na koniec, a Changmin jęknął smutno. Pewnie liczył, że wyśpiewam mu wszystko. O nie, aż tak głupia nie jestem, choć przyznaję, inteligencją nie grzeszę.
- Koniec tego dobrego. Dostaniesz autografy od nich jak się nie wygadasz.  - powiedziałam wstając. Changmin  zrobił to samo. Chciałam wyjść, jednak stanął przede mną. Spojrzałam na niego z dołu. Uśmiechał się dziwnie. Zmarszczyłam brwi.
- Zostańmy przyjaciółmi. Wtedy nic nie powiem. No i autografy mają być. - powiedział dumny z siebie i swojej mądrości. Prychnęłam cicho po czym odepchnęłam go na bok.
- Deal. A teraz marsz na próbę, nie mam wieczności. - powiedziałam stanowczo, a Changmin zagwizdał za moimi plecami.
- Ale się rządzi! Już cie lubie - powiedział podbiegając do mnie i obejmując mnie ramieniem. Westchnęłam zrezygnowana, po czym razem z tym przygłupem weszłam na salę. Były tam rozstawione tylko mikrofony, sprzęt muzyczny i odsłonięta ściana luster. Ach, czułam się jak rok temu. Zrzuciłam torbę z ramienia po czym podeszłam pewnym krokiem do mikrofonu. Changmin podszedł do drugiego. Rozejrzałam się, Hinami najwyraźniej nie było, tak przypuszczałam. Podeszła do nas Elizabeth.
- Hinami przesłuchałam wcześniej. Teraz wasza kolej. Lara, śpiewałaś coś w przeciągu ostatniego czasu? - spytała z uśmiechem. Kiwnęłam twierdząco głową.
- Tak, oczywiście - powiedziałam. Lizzy skierowała to samo pytanie do Changmina, on też powiedział że dużo śpiewał. Jestem ciekawa, jak śpiewa. Przecież mamy w końcu śpiewać razem, nasze głosy muszą pasować do siebie.
- To wybierzcie jakąś piosenkę z playlisty i zaśpiewajcie razem. - powiedziała kierując sie w stronę tancerki, która miała do niej jakąś sprawę. Chłopak podszedł do mnie.
- Lambert i Tove Lo? - spytał z tajemniczym uśmiechem. Uśmiechnęłam się dumnie, po czym kiwnęłam głową.
- Tylko nie umrzyj przez mój perfekcyjny angielski - dodałam, gdy wracał do swojego mikrofonu. Zaśmiał się, wybrał na wieży muzycznej odpowiedni numer utworu, a potem rozległa się znana mi melodia. Dawno nie słuchałam tego. Zaczynałam ja. Wzięłam oddech.
- Przypuszczam, że jesteśmy w dołku. Przypuszczam, że się wznieśliśmy. Nigdy nie uwierzysz, w to co słyszałam na linii. Wiem, że to złe. To  staje się męczące. Jeśli rozpoczniemy walkę, dolejemy oliwy do ognia. - śpiewałam , zwracając na siebie uwagę wszystkich. Tylko Lizzy uśmiechała się dumnie. Cała panie Elizabeth, zawsze ze mnie dumna. Nagle dostałam zawału. Była kolej Changmina.
- Oh, bo wszystkie rzeczy, które powiedzieliśmy i zrobiliśmy; Poprzekręcane, źle ich wiodły; Wygląda na to, że cała miłość zniknęła. Straciliśmy to. Zostajemy zamknięci w naszych głowach, gadamy bzdury, aż do naszej śmierci, gadamy bzdury, aż do naszej śmierci -  jego głos, to była petarda. Mocny, ale miał w sobie coś subtelnego. To będzie idealny duet, mówię wam.
- Dlaczego przejmujemy się plotkami, skarbie? Yeah, dlaczego przejmujemy się plotkami, kochanie? Oh~ ja nie muszę cię okłamywać, nigdy nie złamiesz mi serca; Yeah~ znajdziesz prawdę tu, w mych ramionach,  Więc, powiesz mi, dlaczego przejmujemy się plotkami? - śpiewaliśmy refren razem, a na sali rozległy się owacje. Nauczycielka wyłączyła po refrenie podkład, po czym podeszła do nas, klaszcząc w ręce. Changmin roześmiał się i spojrzał na mnie. Tak, jak zwykle nie okazywałam ekscytacji.
- Brawo. Nie spodziewałam się, że aż tak pięknie będziecie brzmieć. To jest cudowne! - wykrzyknęła uradowana. Nie rozumiem jej radości, ale szanuję ją i doceniam.
- Słuchajcie, próby taneczne zaczną się, gdy z twoją ręką będzie ciut lepiej. W razie czego postaraj się bardziej wspierać na lewej ręce. Tak czy inaczej, dzisiaj przećwiczycie wasze solówki i duety. Najbliższa próba jest po jutrze. Jutro nie dam rady, bo przywożą scenę i trzeba będzie ją złożyć. Jak coś, poinformuję was mailem. A teraz ćwiczcie, ja posłucham i pogratuluję sobie geniuszu - powiedziała uradowana. Zaśmiałam się cicho, ona była niesamowita, taka radosna. Wraz z Changminem przećwiczyliśmy Airplanes, What Is Love i Moonlight. Wszystkim bardzo podobał się nasz duet, uważali, że to będzie najlepsze w tym występie. Nie byłam tego pewna, może Hinami jest lepsza ode mnie. Czas leciał, po przerwie na jedzenie zabraliśmy się za ćwiczenie solówek wokalnych. Moje struny głosowe od dawna nie były wystawione na taki wysiłek, mimo to byłam szczęśliwa. Moje myśli przestały krążyć wokół EXO, skupiałam się na głosie, występie i próbach. Każdą piosenkę śpiewaliśmy po max. 10 razy. Zaczynało zachodzić słońce. Sala opustoszała, zostałam tylko ja i chyab ktoś jeszcze, ale tajemniczy ktoś był w szatni. Przetarłam twarz dłonią, po czym zabrałam się za rozłączanie sprzętu. Nie było to jakoś trudne, ale skupienia wymagało, bo kabli było od chuja, za przeproszeniem. Nuciłam coś pod nosem, rozłączając mikrofony, głośniki i wieżę. Na salę ktoś wszedł. Odwróciłam głowę, by zobaczyć kto to. To był Changmin. Podbiegł do mnie i wsparł ręce o biodra.
- Pomóc sierotce Marysi? - spytał rozbawiony. Prychnęłam cicho. Zaczynał mnie irytować trochu.
- Nie trzeba, mam do czynienia z tym sprzętem ok kilku lat, wiem jak co się rozłącza Changie. - powiedziałam wyciągając ostatni kabel z kontaktu.  Chłopak był zdziwiony takim obrotem spraw, pewnie myślał, że mnie wybawi z opresji, jak jakąś księżniczkę. A tu nic, sama się uratowałam, bez żadnego zasrańca na białym koniu, w zbroi z aluminium. Takie życie, cóż zrobić. Wyprostowałam się i przeciągnęłam z cichym pomrukiem. Bolały mnie plecy i ręka. Skierowałam sie do wyjścia, lecz zatrzymał mnie krzyk Changmina.
- Ej, dasz mi swój numer telefonu? - spytał. Odwróciłam się w jego stronę i zaśmiałam cicho. Nie wiem, w co on pogrywał, ale chyba nie chciałam w tym brać udziału. Chyba.
- A co? Podobam ci się? - spytałam dla żartu, a on zaśmiał się.
- A komu nie podobałaby się laska z takim głosem, wyglądem i niewyparzoną gębą? - spytał podbiegając do mnie z uśmiechem. Prychnęłam cicho rozbawiona. Changie, punkt dla ciebie.
- Uznam to z komplement.  Daj mi swój, puszczę ci strzałkę jak będę coś chciała. Nie ma tak łatwo - powiedziałam z chytrym uśmiechem. Chłopak wpisał mi na telefon swój numer, ja go zapisałam i było po sprawie. Wzięliśmy swoje rupcie i opuściliśmy salę. Ku naszemu zdziwieniu, szkoła była już pusta. To oznaczało jedno. Nie mam jak wrócić do domu. Pięknie!

piątek, 4 marca 2016

Jak Się Nie Ma Co Się Lubi,To Się Lubi Co Się Ma

Szum wody, trzask fal rozbijających się o skały u podnóża klifu, majestatycznie wznoszącego się nad kobaltowym morzem. A na nim ja, stojąca na brzegu, wpatrująca się w fale. Wiatr smagał mą twarz, przymknęłam oczy. Na usta wpełzł mi niemrawy uśmiech. Czułam się wolna, pozbawiona zmartwień. Spojrzałam odważnie na morze, kończące się gdzieś za horyzontem. Rozłożyłam ramiona by poczuć ten dreszcz emocji. Gdybym tak spadła? Spadnę, czy uniosę się w górę niczym anioł? Ponownie przymknęłam oczy. Poczułam za sobą czyjąś obecność. Nie byłam jednak sama. Tajemnicza osoba przesunęła dłońmi po mych ramionach, by na koniec spleść nasze palce. To był mężczyzna. Przylgnął do mych pleców, jego głowa spoczęła na mym ramieniu, usta musnęły szyję. Znam ten dotyk. Kai tulił mnie na swój sposób, a ja czułam w brzuchu stado motyli i coś zwanego potocznie szczęściem. Czym ono w ogóle jest? To nietypowe uczucie, spotykane przy odniesieniu sukcesu, spełnienia zachcianki. I tyle? Napawa nas euforią, rozświetla dzień. Gonimy za nim, bez myślenia o konsekwencjach. Szczęście jest blisko spokrewnione z miłością. Komu nie raduje się dusza na minimalny dotyk, słowo kochanej osoby? Miłość to szczęście, szczęście to miłość, to proste. Westchnęłam cicho, czując błogość w sercu. Gdy był obok, wszystko  nabierało innego koloru, drugiego dna.Dziwne, prawda? Co taka miłość umie zrobić z człowiekiem. Wyswobodziłam się z uścisku, tylko po to by odwrócić się i spojrzeć na jego twarz. Uśmiechał się tak promiennie, że moje serce szalało, a me usta wykrzywiły się w podobny uśmiech, policzki pokryły różem. Zbliżył się bardziej, oparł czoło o moje, a twarz wziął w swe dłonie. Patrzeliśmy w swoje oczy, dostrzegliśmy duszę, każdy jej zakamarek. Przechylił głowę na prawy bok, przybliżając swe usta do moich. Tak, pocałuj mnie. Dzieliły nas tylko centymetry, nasze oddechy mieszały się. Przypuszczam, że był wtedy w stanie czuć moje szybkie tętno. Jego dłonie zsunęły się na me wątłe ramiona. Uśmiechnął się szeroko, lecz w jego uśmiechu było coś innego, coś czego nie znałam.
 Zepchnął mnie w tył.
          Nie wiem co było głośniejsze. Mój krzyk, czy trzask łamanego serca. Śmiał się. A ja spadałam w dół, tracąc wspomnienia dobrych chwil. Rozbiłam się jak porcelanowa lalka na skałach rzeczywistości.

-Nie! - krzyknęłam zlana zimnym potem, podnosząc się szybko do siadu. Mój oddech był szybki, jak po przebiegnięciu maratonu. Nie byłam nad morzem. Zamiast wody widziałam biurko z zeszytami i przyborami do rysowania.Przetarłam twarz dłonią, po czym podkuliłam kolana. Śnił mi się. Nawet śpiąc nie mam spokoju. Sięgnęłam telefon, by sprawdzić godzinę. Była dopiero 19:38. Wcześnie, mimo to na dworze było ciemno, jak to bywa zimą. Wzięłam drżący oddech, po czym usiadłam na łóżku, twarzą do okna. Na tym miejscu, kilka dni temu, siedział Kai. Tulił mnie, pocieszając przy okazji. Pamiętam, jak złączyliśmy swe dłonie. Uśmiechnęłam się mimowolnie. Spuściłam smętnie głowę, a mój wzrok spoczął na bandażu. . Nie będę mogła rysować. Tańczyć na występie też nie. A jeżeli przez to nie będę mogła też śpiewać.. Co zrobię? Zabiję się? Kto by płakał? Rin? Sehun? Kyungsoo? Ktoś więcej? Nikt. A przecież ułatwiło by mi to wiele spraw. Nie musiałabym już zawadzać rodzicom, EXO pozbyli by się problemów. Dawno nie myślałam o śmierci w tak pozytywny sposób. Co mi się stało..
- To wszystko jest tak żałosne.. - szepnęłam do siebie, a po chwili słychać było w małym pokoju cichy szloch. Po raz kolejny tego dnia dałam upust emocjom. Usłyszałam dźwięk przekręcanego klucza w zamku. Rin pewnie sobie o mnie przypomniała. Szybko otarłam łzy rękawem bluzy należącej do Xiumina i odwróciłam głowę w stronę drzwi, spodziewając się ujrzeć w nich okrągłą, uroczą buzię młodszej siostrzyczki. To co zobaczyłam, w ogóle jej nie przypominało.
- Przyszedłem wcześniej.. Ale twoja siostra powiedziała, że zamknęłaś się w pokoju i śpisz.. Byłem u niej w pokoju i rozmawialiśmy.. Dopóki nie usłyszałem twojego wrzasku.. - powiedział niepewnie Sehun, patrząc gdzieś na swoje trampki. Przyszedł do mnie, troszczy się.. Patrzyłam na niego szklanymi oczyma.
- Mogę wejść? - spytał nieco pewniej. Kiwnęłam lekko głową, a on wszedł do pokoju, zamykając za sobą drzwi na klamkę. Podszedł do łóżka, wgramolił się na nie, by po chwili usiąść obok mnie. Bałam się na niego spojrzeć, wzrok miałam utkwiony na limonkowym prześcieradle.
- Płakałaś, prawda? - spytał cicho, jakby jakiekolwiek głośniejsze słowo miało doprowadzić mnie do furii. Wzruszyłam lekko ramionami.
- A czy to ma jakieś znaczenie? - spytałam obojętnym tonem patrząc tym razem na okno, za którym teraz prószył śnieg. Sehun westchnął cicho.
- Ma, dla mnie ma. I to duże.. - odpowiedział poważnie. Między nami zapadła głucha cisza, jednak maknae postanowił ją przerwać.
- Spójrz na mnie Lara. - szepnął błagalnym tonem. Przygryzłam na moment wargę, po czym spojrzałam na niego. Był wyraźnie smutny. Przeze mnie.
- Nie chcę abyś była zdołowana przez tego kretyna.. Wiem, że to na nim ci bardziej zależy ale.. Słyszałaś co powiedział. Ja bym nigdy tak nie zrobił. - powiedział patrząc mi się w oczy, jego spojrzenie było tak intensywne, że byłby w stanie móc czytać w mych myślach. Miał rację.
- Czujesz w ogóle do mnie coś więcej niż przyjaźń? Czy zgodziłaś się być ze mną tylko z grzeczności? - spytał, a to pytanie wbiło się w me serce jak odłamek szkła. Wzięłam większy oddech. Nie skłamię.
- Sehun.. Nie lubie cie. Nie kocham.. To coś pomiędzy tym.. Nie wiem jak to zdefiniować. Chcę być z tobą, bo wiem, że z tobą jestem bezpieczna i nie muszę się niczego bać. Ale.. - zaczęłam mówić dobierając dokładnie słowa, lecz pod koniec wypowiedzi wymiękłam.
- Ale nie jestem Kaiem - dokończył z cichym, smutnych westchnięciem.
- Nie jesteś. Bo jesteś Sehunem. Troskliwym, często wrednym, uroczym Sehunem, którego ja i moja siostra wielbimy ponad życie - rzekłam z lekkim uśmiechem, chwytając jego dłoń i ścisnęłam nią lekko. Maknae uśmiechnął się lekko zawstydzony. Był słodki. Przysunęłam się nieco bliżej jego, po czym oparłam się o jego tors, a on objął mnie lekko, cmokając we włosy.
- Awww, jakie to urocze! Zaraz rzygnę! - usłyszeliśmy pisk Rin.
Odskoczyliśmy od siebie wystraszeni i spojrzeliśmy na drzwi, w których stała moja siostra. Stała to złe określenie. Skakała jak dziecko. Zarumieniłam się do granic możliwości, a Sehun wybuchł niekontrolowanym śmiechem. Gdy się nieco uspokoił, machnął w stronę Rin ręką.
- Ej, młoda. Chodź tu - powiedział śmiejąc się. Zabije ich oboje kiedyś. Zadowolona Rin specjalnie usiadła między mną a maknae i usiadła dosłownie DUPĄ w moją stronę. Ją zabije najpierw, przysięgam!
- Ładnie to tak podsłuchiwać starszych? - spytał Sehun stukając ją palcem w czoło. Ta zaczęła się śmiać, co wywołało u mnie przypływ irytacji.
- Ale no nie mogłam się powstrzymać noo.. - jęknęła smutno. Czy to na pewno moja siostra? jak tak, to czemu jest taka głupia?
- No okej, wybaczam ci teraz. Ale następnym razem nie będę tak miły - rzekł Sehun uśmiechając się do niej lekko. Nawiązali dobry kontakt, to nawet okej ale.. Dlaczego teraz poświęcał jej uwagę? Hej, Oh Sehunie! To ja jestem twoją dziewczyną!
- No dobziu dobziu. Jak tam? O czym rozmawialiście? - spytała patrząc na maknae. Ręka w bandażu jest twardsza, prawda? Zaboli jak dostanie nią w łep?
- O niczym takim, co musiałabyś wiedzieć - rzekł stukając nią znowu w czoło. Prychnęłam cicho i zerknęłam na okno.
- Wiesz, Hunnie powiedział mi że dużo o mnie im mówiłaś. Stwierdził też, że jestem nawet okej. I obiecał, że zagra ze mną na konsoli! - zaczęła się ekscytować. Wiedziała doskonale, że mnie to denerwuje i czekała tylko aż wybuchnę. Sehun z zaciekawieniem patrzył się na mnie ledwo trzymającą nerwy na wodzy. Ona mimo to nie przestawała. Siadła bokiem przez co teraz widziałam jej pieprzony profil.
- W ogóle.. Znając dzisiejsze czasy, może któryś z nich był by ze mną? - palnęła głupstwo. Wybuchłam śmiechem po czym spojrzałam na nią.
- W jakim ty świecie żyjesz dziewczynko? Śpisz z misiem, boisz się pająków i nie masz żadnego doświadczenia. Masz dopiero 13 lat  - powiedziałam dumnie mając nadzieję, że się przymknie. To co zrobiła potem, na zawsze odmieniło mój stosunek do niej.
- No i? Ty masz niedługo 17 urodziny, a też nie masz żadnego doświadczenia, nawet sie nie całowałaś! Nadal śpisz sama, boisz się czegoś tak żałosnego jak samotność. I w dodatku jesteś deską, nie to co ja - powiedziała zadowolona wypinając klatkę piersiową do przodu, chcąc tak uparcie pokazać swe cycki rozmiaru B. Suka. W oczach na chwilę pewnie pojawiły się mi łzy, lecz zastąpiło je tak wściekłe spojrzenie, że nawet Sehun się wzdrgnął.
- Poprawka. Ma doświadczenie. Całowała się - powiedział Sehun podpierając ramię na kolanie. Odwróciłam wzrok, a Rin zaśmiała się.
- Skąd wiesz? Powiedziała ci? W takim razie kto był tym biedakiem? Albo.. Biedaczką? - spytała chcąc jeszcze bardziej popisać się swoją niewyparzoną gębą. Nienawidzę jej.
- Na prawdę chcesz wiedzieć? - spytał zerkając na nią. Ta kiwnęła energicznie głową.
- Jak odsuniesz się od niej i przestaniesz na moment bardziej ją wkurzać, to ci powiem - powiedział puszczając jej oczko. Po co ten kaszalot ma się odsuwać? Mimo to ona odsunęła się i przyglądała maknae z zaciekawieniem. Sehun zajął jej wcześniejsze miejsce obok mnie, po czym złapał mnie szybko za podbródek, zmuszając do spojrzenia mu w oczy. Szybko przechylił głowę w lewo, nie chcąc blokować widoków mojej siostrze. Tak Sehun, zrób to. Maknae wpił się zachłannie w moje usta, a Rin o mało nie zachłysnęła się tlenem. Nie pozostawałam dłużna. Rozwarłam wargi w ułamku sekundy, pozwalając mu pogłębić pocałunek. Przypomniał mi się tamten wieczór, gdy złamał tą niewidoczną barierę i pocałował mnie. Teraz było podobnie, lecz tym razem bardziej na pokaz. Całowaliśmy się na jej oczach agresywnie, angażując całe uczucia żywione do siebie. Jego język pieścił delikatnie me podniebienie, słychać było nasze ciche mruknięcia oraz dziwne dźwięki wydawane przez Rin. Teraz chyba zabrakło jej pyskatego komentarza. Brakowało nam tchu, Sehun przerwał pocałunek, by zaczerpnąć powietrza. Dyszeliśmy cicho, a on cmoknął po raz kolejny me usta i uśmiechnął się szyderczo, po czym oboje spojrzeliśmy na Rin. Oczy o mało jej nie wypadły, szczęka obwisła totalnie, oddech przyśpieszył, ręce zacisnęły się na pościeli.
- To ja byłem tym.. Heh, biedakiem. Albo raczej farciarzem. Twoja siostra zajebiście całuje - powiedział zadowolony patrząc na mnie pod koniec swej wypowiedzi. Zarumieniłam się lekko i przygryzłam wargę. Rin w końcu "odetkała się" i przemówiła.
- A-ale.. Dlaczego ty nią pocałowałeś? - spytała drżącym głosem. Sehun zaśmiał się cicho.
- Każdy chłopak może całować swoją dziewczynę, prawda? - spytał zaczesując swe brązowe włosy do tyłu. Rin patrzyła to na niego, to na mnie.
- Mówiłam ci, to nie wierzyłaś. - powiedziałam wzruszając ramionami. Rin bez słowa wyszła z pokoju i trzasnęła drzwiami. Znowu będę miała spokój na kilka dni. Piękne.
- Niezłe ziółko.. Mam nadzieję, że nie bierzesz sobie do serca jej słów. To, że.. Jak by to ująć.. Ma większe krągłości od ciebie, nie robi z ciebie kogoś gorszego - powiedział patrząc na mnie. Prychnęłam cicho.
- Daj spokój Sehun, przyzwyczaiłam się. Każdy mi to wypomina. Nigdy nie będę taka jak inne laski - powiedziałam siląc się na uśmiech. Sehun przysiadł się jeszcze bliżej.
- I to właśnie mnie cieszy, nie jesteś taka jak inne. Poza tym, skąd wiesz, że tak zawsze będzie? Jesteś młodziutka, możesz jeszcze kiedyś żałować, że nie jesteś taka jaka jesteś teraz - powiedział odgarniając mi z policzka pasemko włosów. Uśmiechnęłam się słabo.
- To nie tak, że mi z tym źle. Mi z tym dobrze. Faceci nie lampią się jak sroka w gnat, wygodniej się śpi, nie trzeba się użerać ze stanikiem.. - wyliczałam na palcach, a maknae zaśmiał się uroczo.
- Jesteś cudowna - powiedział. Zerknęłam na niego, unosząc lewą brew ku górze.
- Eee tam, pierdoły gadasz. - mruknęłam, a on objął mnie mocno. Od razu wtuliłam się w niego i mruknęłam zadowolona. To nie był Kai ale.. Cii! Nie mogę o nim myśleć.
- Ponoć masz wolne do końca roku. - powiedział tuląc mnie. Ucieszyłam się w głębi. Będę mogła widzieć się z nimi i przygotowywać do występu.. Jeżeli w ogóle mnie dopuszczą. Przypomniało mi się, że muszę wybrać tracklistę na ten występ. I utwory które umiem tańczyć. Muszę to spisać i dać Rin by dała swojej nauczycielce od tańca, która zajmuje się organizacją tego eventu.
- O czym tak myślisz? - spytał zaciekawiony maknae.
- Emm.. O pewnym evencie czekającym mnie niedługo. Ale pewnie przez szwy nie dam rady wziąć w nim udziału - powiedziałam cicho. Jego dłoń powędrowała na moją głowę. Zaczął głaskać mnie po włosach.
- No okej okej - powiedział cmokając moją szarawą czuprynkę. Siedzieliśmy tak w ciszy, która była wyjątkowo przyjemna. Za oknem sypał sobie śnieg, a my wyciszaliśmy się w spokoju.
- Dlaczego tak mnie nie lubiłeś na początku? - spytałam nagle. Sehun zaśmiał się cicho.
- W sumie.. To nie lubię jak ktoś nagle wtrynia się w nasze towarzystwo. A jak jeszcze dostałaś nick LuKriTao, to stwierdziłem, że na siłę chcesz nam ich zastąpić. Tęsknię za Lu, ale fakt że odszedł napawa mnie pewnego rodzaju obrzydzeniem. Obiecywał zostać na zawsze, "We are one" i te sprawy, a odszedł. - powiedział spokojnie. Czyli tak to było.
- Pamiętam to.. Ale to wy w sumie zadecydowaliście o tym, że zostałam. W sumie to Dyo, bo wpadłam na niego gdy wychodziłam z domu, a potem wy przyszliście. I ścięliście mi włosy! - powiedziałam ze śmiechem pod koniec. tak, to było niezłe. Poznajesz sąsiadów, wpadasz na jednego z nich, a oni potem ścinają ci kłaki, farbują cie, nadają imie i ubierają w swoje ubrania. Takie rzeczy tylko w Azji.
- Pamiętam to, pamiętam - powiedział ze śmiechem. Czułam wtedy coś na wzór szczęścia, jednak to nie był szczyt mych marzeń. Kto powiedział, że w życiu zawsze masz to co zechcesz? Jak się nia ma co się lubi, to się lubi co się ma. Wtuliłam się w niego mocniej, jakbym chciała przykleić się do niego, albo najzwyczajniej schować się przed światem. Jakie ja głupie rzeczy robiłam. Gdyby ktoś mi powiedział, że będę w jakimś dziwnym układzie z Sehunem, to bym mu doradziła iść do lekarza specjalisty. Życie jest jednak zaskakujące.
- Lara, ja będę musiał już iść. Niestety nie mogę zostać na noc, a ze mną nie możesz iść. Jakby co, zadzwonię albo napiszę. - powiedział odsuwając się ode mnie nieznacznie i spojrzał mi smutno w oczy. Kiwnęłam lekko głową na znak zrozumienia. Szkoda..
- Rozumiem.. - szepnęłam i spuściłam smętnie głowę. Wzrok skupiłam na bluzie Sehuna z jakimś napisem chyba po niemiecku. Obserwowałam jego unoszącą się klatkę piersiową, lecz nagle poczułam jak chwyta mój podbródek i zmusza do spojrzenia w oczy. Uczyniłam to.
- Nie smuć się już. I nie bój sie samotności. Z nami jej nie zaznasz już nigdy - powiedział po czym po raz kolejny pocałował mnie. Był to subtelny pocałunek, bez żadnej namiętności. Westchnęłam cicho, żałując, że musi już iść. Nie chciałam zostać sama w tych czterech ścianach. Maknae wstał po czym stojąc nade mną objął mnie po raz ostatni i cmoknął w czubek głowy. Posłałam mu niepewny uśmiech, a on wyszedł z pokoju, mówiąc po drodze '' dobranoc". Drzwi się zamknęły, a ja szybko zakopałam się w kołdrze i patrzyłam na okno, póki nie zasnęłam. Tym razem nie miałam koszmarów. Śniło mi się coś bez sensu, jakieś randomowe wydarzenie.
Spałam długo, obudziłam się dopiero po 9 rano. Przeciągnęłam się ostrożnie, by czasem nie ruszyć szwów na ręce. Podniosłam się do siadu, a potem wstałam. Zastanawiałam się, jak ja się teraz wykąpę. W ogóle.. Muszą mieć mnie tu za jakąś świnie niemytą, bo w domu myłam się.. Dawno temu. Parsknęłam śmiechem na myśl o tym , co muszą myśleć rodzice. Wzięłam swoje stare poprzecierane jeansy, luźny tshirt z krótkim rękawem. Moje starsze rany zagoiły się prawie, ale blizny zostaną. Najgorsza będzie na karku, szyi, prawym ramieniu i policzku. A po zdjęciu szwów pewnie też na prawej dłoni. Fuck my life. Udałam się do łazienki, jakimś magicznym cudem rozebrałam, po czym wskoczyłam pod dawno nie widziany prysznic i umyłam się, uważając by nie zmoczyć bandażu. Jakoś się udało, choć nie było łatwo. W każdym bądź razie, łazienkę opuściłam po jakichś 40 minutach, ale przynajmniej ubrana i w stanie użytkowym. Poszłam do kuchni, gdzie tradycyjnie nikogo nie było. Zastałam tylko stół z kanapkami i herbatą. Czyli jednak nie będę musiała się mordować lewą łapą i robić sobie jedzenie sama. Jak miło. Zabrałam się do jedzenia. popiłam wszystko ledwo ciepłą herbatką, po czym pusty talerz i kubek wstawiłam do zlewu. Przy okazji pochowałam do szafek i lodówki pozostawione na blatach rzeczy, przez co kuchnia nie była już tak zawalona. Czy ktoś tutaj coś w ogóle sprzątał, gdy mnie nie było? Najwyraźniej nie, zawsze sama muszę wszystko sprzątać. Kyungsoo był by ze mnie dumny, Baozi pewnie też. Ale dostałabym ochrzan za sprzątanie w takim stanie. Uśmiechnęłam się lekko wyobrażając sobie jak skaczą bulwersując się z powodu tego, że się ich  nie słucham. Wróciłam się do siebie do pokoju i usiadłam przy biurku. Włączyłam jakoś komputer i wzięłam się za pisanie tej listy piosenek do tańczenia i śpiewania. Ciekawe, czy w tym roku dostanę dodatkowo 4 osoby jako resztę tancerzy, czy będzie chórek i czy przewidują duety. Potem się zgadam z nauczycielką, muszę tylko odwiedzić to gimnazjum. Ta impreza to na prawdę duże wydarzenie. Zejdą się ludzie z wszystkich 7 gimnazjów. Przygotowania muszą być zaczęte wcześnie. Przecież sylwestrowe imprezy są tylko raz w roku. To będzie petarda. Zaczęłam przeglądać piosenki na komputerze, oceniając, które z nich jestem  wstanie wykonać idealnie. Wliczam w to anglojęzyczne. Mimo tego, że jestem koreanką to angielski jest u mnie na wysokim poziomie, wymowa i gramatyka też. Jako jedyna na tym evencie śpiewałam w obcym języku, co bardzo spodobało się ludziom odwiedzającym tamto gimnazjum, do którego uczęszczałam jeszcze w zeszłym roku. Doszłam do wniosku, że kilka piosenek będzie miało mocno imprezowy charakter i zaśpiewam je solowo. Było to Lay Me Down Adama Lamberta i Avicii, do tego jeszcze Never Close Our Eyes i Pop That Lock, również Lamberta. Teraz piosenki o nieco bardziej kontrowersyjnym tekście, z ewentualną choreografią. Lady Gaga - Judas, Katerine - Ayo Technology. I tyle. Ze spokojnych, bardziej popisowych.. Hmm, na pewno Moonlight i Baby Dont Cry od EXO i ewentualnie Beautiful Baekhyna. . Teraz piosenki z choreografią, zespołowe. Tu bez dyskusji idzie Overdose, Hurt, History, MAMA od EXO, Ring Ding Dong od Shinee. Dodam jeszcze ewentualne duety. Na pewno będzie to What Is Love od EXO i Rumors Lamberta z Tove Lo. Lista skończona. Nagle mnie olśniło. Mogę to wysłać tej kobietce na maila, a nie posługiwać się Rin, do której nie mam zamiaru się odzywać. Odkopałam adres nauczycielki po czym wysłałam jej listę. Wyłączyłam komputer, po czym przeciągnęłam się. Nie mam co robić. Gdyby nie te szwy to porysowałabym. Ale gdyby nie te szwy byłabym teraz w szkole. Trzeba się cieszyć, ale jak, skoro nie ma się żadnego użytku ze swojej prawej ręki? Wstałam i zaczęłam jakoś sprzątać w pokoju. Pościelałam z trudem łóżko, pochowałam kosmetyki do kosmetyczki, brudne ubrania zniosłam do łazienki, zeszyty i książki poukładałam na półkach. Miałam zetrzeć też kurz z ramek na komodzie, ale zatrzymałam się przy zdjęciach. Jedno było z małym Felixem na rękach, na początku tego roku, drugie z sylwestrowego występu rok temu. Wszystkie były z tą "starą mną". Potem ścięłam włosy, zaczęłam bardziej no-life'ić, oddałam się sztuce i oddalaniu od społeczności. Przetarłam czarne ramki jakimś cudem i odstawiłam je na ich miejsce. Znudzona usiadłam na łóżku. Sięgnęłam telefon by sprawdzić godzinę. Była 12:29. Umrę do wieczora. Nie wiem czemu, ale sprawdziłam skrzynkę odbiorczą. Napisał do mnie Sehun, tak jak obiecał. " Dzień dobry Lu ^^ :*" Uśmiechnęłam się lekko, po czym odpisałam mu dzień dobry z buziaczkiem. Wyszłam z konwersacji, po czym dalej przeglądałam nieodczytane smsy. Jeden był od Suho, z pytaniem jak ręka. Napisałam, że jest nawet dobrze. Potem był Kyungsoo. "Hej Lara. Mam kilka pytań.. Najpierw to, jak się czujesz. Jak ręka? Mam nadzieję, że dobrze. Hmm.. Co się stało między Tobą a Kaiem? Od tamtej pory z nikim nie gada, omija Sehuna jak ogień. Ale przynajmniej dla mnie nie jest już tak wredny.. Dziwne. Powiesz mi, co zaszło?" No tak.. Ale.. Dlaczego Kai tak się zachowuje? Powinien być dumny z siebie! "Z ręką jest dobrze, boli trochę i nie mogę normalnie funkcjonować.. A jeżeli chodzi o Jongina.. Powiedział za dużo i myślał, że puszczę to mimo uszu. Zrobił ze mnie puszczalską. Ba, wypominał mi jak moja głupia siostra że jestem deską. Dostał w jape z liścia. " Odpisałam mu szybko i czytałam dalej nowe wiadomości. Tradycyjnie i tak jak przypuszczałam, dostałam spam od tej tępej pały. Miałam z 30 smsów typu "Przepraszam!", "Nie chciałem, wybacz mi" i "Przyjdź i potwierdź to, że nie jesteś z Sehunem. Nie wierzę w to". Prychnęłam cicho i wyszłam z rozmowy. Wróciłam do tej z Sehunem, bo odpisał mi. Pisaliśmy chwilę o tym co robiliśmy, co jedliśmy, jak się czuje, o tym co głupiego zrobił dziś Chen i Baekhyun wraz z Chanyeolem. Potem Sehun musiał iść pomóc Kyungsoo z obiadem. Właśnie, od Dyo też dostałam odpowiedź. "Na serio? W sumie.. Gdybym tam był, też by dostał ode mnie. Takich rzeczy się nie mówi". Racja Kyungsoo. "Zgadzam się Pingwinku. Nie mów nikomu, że wiesz. Ufam Ci i dlatego Ci to powiedziałam". Wysłałam odpowiedź i czekałam na kolejną wiadomość. Po chwili nadeszła. "Cieszę się z tego. I nie martw się, nie powiem nikomu. A teraz wybacz, ale robię obiad z Sehunem. Do napisania lub zobaczenia Lara". Odpisałam szybkie "Pa". Po czym schowałam telefon do kieszeni jeansów. Kolejny nudny dzień. Do wieczora słuchałam muzyki, oglądałam jakieś dziwne filmy na YouTubie. Potem sprawdziłam pocztę. Okazało się, że dostałam odpowiedź od nauczycielki. Zgodziła się na wszystko, ale wprowadziła kilka zmian. Moonlight zaśpiewam z jakimś chłopakiem, z którym zaśpiewam też What Is Love i Rumors. W Moonlight i What Is Love śpiewam jako Baekhyun, a w Rumors jako Tove Lo. No okej, rozumiem. Jako beatową piosenkę dodała jeszcze "Lu" od LuHana. LuKriTao będzie śpiewać Lu.. CHWILA! Ja mam śpiewać takie jęczydło? W sumie.. YOLO! You Only Love Oppa.. Hehehe, wiecie o co chodzi. Napisała też, że znowu będzie chórek i tancerze. To supcio, to ułatwi sprawę. Napisała też, czyje wokale przejmuję w grupowych wykonach. Dodałam też jakieś inne piosenki, które zasugerował tajemniczy chłopak. W Overdose mam Beakhyuna i Chanyeola. Łooo, rap! Kocham tą kobitekę! W Hurt mam mieć Dyo i Kaia. Serio? W Hurt? Kaia? W History mam mieć znowu Jongina i tym razem Suho. Yehet! Mam ten zarąbisty moment! Kocham koooocham! W wykonie MAMA wcielę się znowu w tą pałe, ale też znowu w Dyo, dodatkowo w Sehuna. W Ring Ding Dong w Taemina. Dodała też BTS - Danger, mam śpiewać jako Kookie. Yeyy. Moim oczom umknęło coś istotnego. Skapowałam się, że jako duet dołączone też jest Pink - Just Give Me A Reason. Wow, nie wiem czy dam rade, Pink to wyższa szkoła jazdy. Innym utworem śpiewanym w grupie było Run od EXO, mam śpiewać momenty Kyungsoo i Kaia. Znowu? Pff.. No okej, jest tragicznie, ale też super. Nic, tylko się wieszać na wieszaku w szafie. Westchnęłam cicho, po czym wyłączyłam komputer. Trzeba zacząć ćwiczyć piosenki i układy. Jutro tam pojadę, dowiem się kiedy są terminy prób i będzie super. Czy powiem EXO o tym? Nie. Dlaczego? Bo po co mają oglądać mnie wyjącą i kaleczącą ich utwory wraz z choreografiami? Poza tym.. Świadomość że tam są by mnie tylko stresowała, a tego chcę sobie oszczędzić. Wpadłabym w panikę, zapomniałabym tekstów i ruchów i wyszłabym na idiotkę, co jest dla mnie chyba normalne. Zeszłam na dół i bez słowa zjadłam zapiekanki zrobione przez mamę na kolację. Próbowała ze mną pogadać na temat mojego wczorajszego wybuchu złości, ale udawałam, że jej nie słyszę. Nie mam zamiaru przepraszać, to oni powinni. Wzięłam ponownie długachny prysznic, który byłby szybki, gdyby nie ta ręka, po czym w kraciastych spodniach od piżamy i czerwonej koszuli na guziczki polazłam na górę, położyłam się na łóżku i poszłam spać o dziwnie wczesnej porze. Była dopiero 20:57, a ja już w łóżku. Dziwne, na serio. Ale co miałam zrobić? Nagle usłyszałam dźwięk dzwonka. Ktoś do mnie dzwonił na LINE. Sięgnęłam telefon po czym odblokowałam go i sprawdziłam, komu się o mnie przypomniało. To był oczywiście mój Sehun. Tak, mam zamiar nazywać go MOIM bo w końcu jest co nie? Jak ja chciałabym mówić tak o Kaiu..
- Dobry wieczór Lu - usłyszałam jego niski głos, a na ekranie pojawił się Sehun w czarnej koszuli mocno kontrastującej z jego mleczną skórą. Zauważyłam, że kilka guzików było odpiętych. Niezły Bad Boy. Uśmiechnęłam się niemrawo.
- Dobry dobry Hunnie - powiedziałam kładąc się wygodniej na łóżku. Sehun przechylił głowę na bok, okazując zaciekawienie.
- Idziesz już spać? Jest wcześnie - powiedział zdziwiony. Kiwnęłam lekko głową.
- Wiem, ale nie mam nic do roboty. Przez tą rękę nic prawie nie mogę robić, a mimo to i tak posprzątałam w pokoju. Porysowałabym, ale nie mogę, popisałabym coś ale nie mogę, ugotowałabym coś ale nie mogę - powiedziałam pełna frustracji. Sehun zaśmiał się. No co za kanalia!
- Oj, biedactwo. Może przyjdziesz jutro? - spytał uśmiechając się lekko. Jutro? Kurcze, jutro muszę jechać do starego gimnazjum.. Co zrobić?
- Jutro nie mogę za bardzo. Mama stwierdziła że jeszcze mam posiedzieć z jeden dzień w domu z tą ręką, muszę się przyzwyczaić do tego że na ten czas jestem lewo ręczna. - skłamałam czując obrzydzenie do siebie. Nie chciałam go okłamywać, ale musiałam.
- No dobrze, rozumiem. To nawet dobrze, ze zostajesz. - powiedział. Sehuna nagle zainteresowało coś przed nim, ktoś chyba wlazł do pokoju. Po chwili obok Sehuna usiadł Kyungsoo. Widząc mnie uśmiechnął się szeroko. Boziu, jak ja bym chciała mieć taki uśmiech.
- Hej Lara, jak tam? - spytał Dyo machając mi. Zaśmiałam się cicho.
- A nawet okej. Odmachałabym ci ale nie mogę za bardzo. - powdeziałam smutno, na co  chłopcy zaśmiali się.
- Przykro mi. Nie mogę się doczekać jak przyjdziesz. Chciałbym jeszcze raz z tobą zrobić te ciastka. Dzisiaj nasze Beagle Line prawie wysadziło piecyk jak im się nudziło - powiedział ze śmiechem.
- Wiem, Sehun mi pisał o tym. Ale dobrze, że nikomu nic się nie stało. Przyjdę jak tylko będę mogła - powiedziałam uśmiechając się lekko. Dyo musiał już iść, więc zostałam z Sehunem.
- Szkoda że nie mogłem cie dzisiaj przytulić - powiedział wsuwając przedramię pod głowę. Nie macie pojęcia, jak sexownie wyglądał. Jeszcze ta rozpięta koszula.. Czemu to nie był Kai!? Jak ja siebie nienawidzę. Moje policzki pokryły się lekkim różem.
- Nom.. Nudno mi było strasznie i tak pusto.. - powiedziałam cicho wpatrując się w ekran. Sehun uśmiechnął się.
- Zarumieniłaś się. Ciekawe czemu.. Poczekaj chwilkę - powiedział po czym wyłączył kamerkę, a potem słyszałam, że gdzieś szedł. Potem słychać było zamknięcie drzwi i odgłos telefonu kładzonego na jakiejś twardej powierzchni. Potem słyszałam jakieś szumy. Po chwili maknae znów włączył kamerkę. Trzymał telefon bokiem, więc widziałam tylko jego twarz, która wydawała się jeszcze jaśniejsza przez mocne światło. Był w łazience, poznałam po białych płytkach na ścianie. Na ustach Sehuna błąkał się lekki uśmiech.
- Co tak się szczerzysz? - spytałam zaciekawiona. Sehun uśmiechnął się szerzej.
- Bo ciekaw jestem twojej reakcji. - powiedział zadowolony. Zmarszczyłam brwi.
- Reakcji na co? - spytałam zdziwiona. Sehun znów wyłączył kamerkę.
- Reakcji na to.. - szepnął po czym włączył dla odmiany tylą kamerkę. Moje usta opuścił cichy jęk zaskoczenia. Sehun stał przed tym ogromnym lustrem zajmującym fragment ściany. Był w czarnych obcisłych rurkach, tradycyjnie boso. Ale to nie to wywołało u mnie zawał i kisiel w gaciach. Stał przed tym lustrem, telefon trzymał na wysokości twarzy.  Druga dłoń spoczywała na jego biodrze. Był bez koszuli. Tak, właśnie podziwiałam go bez koszuli. Był topless. W mojej głowie coś się darło, że chcę tak oglądać nie jego, ale Kaia. To było nieznośne, ale ten widok skutecznie odciągał moją uwagę od tego głosiku w głowie. ABS Sehuna było.. Ugh, tego nie da się opisać. Szczupły brzuch z wyraźnym sześciopakiem, umięśniony tors w który dane było mi się wtulać oraz umięśnione ramiona tulące mnie, gdy tego potrzebowałam. Tak się zagapiłam, że aż zapomniałam, że on mnie jednak widzi. Usłyszałam jego śmiech.
- Tak jak się spodziewałem. Mega rumieńce i rozdziawiona buźka - powiedział a ja od razu zamknęłam paszczę.
- No już, nie ekscytuj się. Już jest mi lepiej, przeżyłam to jakoś - powiedziałam starając się brzmieć jak najbardziej pewnie, ale oczyma nadal pożerałam ten widok. Jeszcze chwila, a na serio dostanę kisielku w gatkach.
- Oj, na serio? To co powiesz na to.. - mruknął po czym jego wolna ręka powędrowała z jego biodra na jego.. Jego... Jego.. Jego krocze! Pisnęłam cicho, gdy jego dłoń zacisnęła się lekko na jego kroczu, a z jego ust wydobył się cichy pomruk. Teraz na serio zaczynało sie robić gorąco. Nie mogłam oderwać oczu od tego co tam wyczyniał, a niestety moje złe przeczucia się spełniły. Czy ja się właśnie napaliłam na Sehuna? Co mam zrobić.. Chciałam tak bardzo by zamienił się w Jongina. Tylko on by to zrobił dla beki a Sehun.. On to co innego. Sehun, błagam. Wybij mi go z głowy i serca, ja go nie chce. On mnie rani. Nie to, co ty.