piątek, 26 lutego 2016

Prawda Bywa Bolesna

                  Sehun wziął głębszy oddech, chcąc się uspokoić, lecz czułam, że to i tak nic nie da. Puścił mnie i odwrócił się w stronę Kaia. Oparłam się o zlew i nawet nie miałam odwagi się odwrócić. Dlaczego sieje rozpierdziel samą swoją obecnością?
- Skąd ta pewność? Poza tym, twoją niby też nie jest, a jakoś  też lubisz sobie ją pomyziać po szyi albo przyciskać do podłogi w łazience, mając gdzieś, jak to odbiera - rzucił gniewnym tonem. Kai wstał i podszedł do niego szybko. Mam złe przeczucia. Poczułam, jak całe moje ciało napina się jak struna.
- Niby jest twoja? Heh, serio? - spytał rozbawiony Jongin. Coś we mnie pękło, poczułam się jak jakiś durny przedmiot. Jego ton wyrażał coś takiego, jakby współczuł Sehunowi nabycia tak nędznej zabawki, którą niby byłam.
- Nawet jeśli to co? - spytał Sehun. Moje serce biło szybko ze strachu, że coś sobie zrobią. Ściągnęłam rękawiczki i wytarłam dłonie, mimo to nadal stałam tyłem, by nie widzieli, że znowu zbierało mi się na płacz. Czy ja zawszę muszę się rozklejać, w takich momentach?
- No to gratuluje gustu, znalazłeś sobie zajebistą, płaską laske. Ciekawe czy już kopulowaliście w twoim pokoju - rzucił Kai. Że co?! Czy on mi zarzucał że ja i Sehun.. To była sekunda. W kuchni rozległ się dźwięk uderzenia. Nie wytrzymałam. Odwróciłam sie i spoliczkowałam Kaia. Sehun patrzył na mnie zszokowany, Kai również. Jego policzek pokrył się czerwienią, a ja tradycyjnie rozpłakałam się. lecz to było raczej bezgłośne spływanie łez po mym szpetnym ryju.
- Ja nie chciałem.. Ja.. - zaczął majaczyć Kai, ale przerwałam mu swoim krzykiem. Wszystkie emocje zaczęły ze mnie wyciekać.
- Za kogo sie kurwa uważasz, co?! Nie masz prawa mnie obrażać! - wrzeszczałam na niego, za każdym razem robiąc krok w przód, nawet fakt że Sehun trzymał mnie za ramie nic nie pomógł. Wyrwałam rękę z uścisku.
- Zaczynało mi na tobie zależeć kretynie! Wiedziałeś o tym! Ale nie, lepiej sie uważać za jebanego księcia od siedmiu boleści i wyrywać niewinne fanki, bawiąc się ich uczuciami a potem jeździć po nich, myśląc że to takie fajne.  Jesteś jednym wielkim idiotą! Nie odzywaj sie do mnie więcej! Zapomnij że byliśmy przyjaciółmi, nie chcę cie znać Jongi- dodałam po czym ruszyłam szybkim krokiem do przedpokoju. Oparłam się o ścianę by po chwili uderzyć w nią i tak mało sprawną ręką. Usłyszałam jakieś trząchnięcie. Przez przypływ emocji, nie wiedziałam od czego to było. Z kuchni słyszałam jak Sehun jechał po.. Po.. Tym debilu! Ugh, jak mógł! Nikt jeszcze mi nie wypominał tego faktu, że jestem inna niż typowe dziewczyny.
- Wiesz co Kai.. Przeholowałeś. Zejdź mi z oczu nim zrobię coś czego będę żałował - usłyszałam głos maknae. W tym czasie ktoś zbiegł z góry. Spojrzałam na schody. To był Baekhyun. Patrzył to na mnie, to na chłopaków w kuchni. Po chwili wahania podbiegł do mnie. Położył dłoń na moim ramieniu.
- Lu, co jest? - spytał zdziwiony. W kuchni Sehun i Kai dalej sie chlali.
- Ty nic nie rozumiesz. Nie chciałem tego - tłumaczył sie Jongin. Po co on to mówi.. Powiedział to! A to świadczy o tym, że jakaś jego część tak uważa!
- Ale powiedziałeś to kretynie. Nie zbliżaj sie do niej ani nie odzywaj. Dostaniesz ode mnie w ryj i przestaniesz kozakować - rzucił Sehun. Baekhyun przygryzł wargę i spojrzał na mnie. Widziałam współczucie w jego oczach.
- Nie wiem o co chodzi, ale chodź tu - powiedział po czym objął mnie lekko. Bez zastanowienia wtuliłam sie w niego. Nadal nie mogę uwierzyć w to, co się stało. Myślałam, że jesteśmy przyjaciółmi. A on okazał sie podłym kretynem. Baekhyun odsunął sie ode mnie, po czym spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem.
- Głowa do góry Lu, będzie okej. - powiedział dźgając mnie w policzek palcem. Pokiwałam lekko głową i chciałam poprawić włosy ręką, lecz gdy nią uniosłam, zauważyłam że fragment od nadgarstka do knykci jest pokryty krwią, przebijającą się przez bandaż. Baekhyun zaczął panikować.
- Ty krwawisz! - wykrzyknął. Po co wrzeszczysz? Jeszcze ktoś tu przyjdzie.. I tak sie stało. Z kuchni wyleźli Sehun i Jongin. Kai szybko podbiegł do mnie i chwycił mnie za przedramię.
- Daj, zobaczę co sie.. - zaczął mówić, lecz z rozmachem wyrwałam rękę z jego uścisku, przez co ponownie uderzyłam nią w ścianę. Krzyknęłam z bólu. Jego dotyk palił jak żywy ogień.
- Zostaw! Zostawcie mnie wszyscy! - krzyknęłam i rzuciłam się biegiem w stronę drzwi. Chwyciłam za klamkę i otworzyłam je. Niestety, wpadłam na Kyungsoo. Patrzył na mnie zszokowanym wzrokiem. Odskoczyłam od niego jak oparzona. Tym razem chyba nie ucieknę..
- To tu się dzieje? - spytał Chen zerkając na mnie. Wszyscy stali jak kołki. Przy drzwiach Chen i Dyo, w przedpokoju Baek, Sehun i Jongin, a pomiędzy nimi ja. Niedobrze. Przytuliłam do siebie bolący i mocno krwawiący nadgarstek.
- Zostawić was na chwile samych.. Idziemy do salonu. Teraz! - wykrzyknął Dyo poważnym tonem. Wszyscy poszli, tylko ja byłam z tyłu. Nagle wrócił się do mnie Sehun. Chwycił mą lewą, zdrową dłoń i poszedł do salonu prowadząc mnie za sobą. Usiedliśmy na kanapie, obok Sehuna siedział Kai i Chen. Kyungsoo chyba poszedł po Suho. No to mamy przechlapane. Po chwili wszyscy byli w salonie. Lider podszedł do mnie. Nie był w dobrym humorze.
- Pokaż rękę. - powiedział stanowczo. Spojrzałam na niego szklanymi oczyma i przytuliłam rękę do siebie.
- Nie trzeba.. Jest okej.. - wymamrotałam zawstydzona. Znowu jest wokół mnie zbiorowisko, nienawidzę takich sytuacji. Chciałam po prostu zniknąć gdzieś u siebie w pokoju, albo w lesie.
- Pokazuj i już! - wykrzyknął zdenerwowany. Drgnęłam wystraszona. Wysunęłam w jego stronę rękę, która była teraz cała pokryta szarłatem. Suho usiadł na stoliku przede mną i ostrożnie zaczął odwiązywać bandaż. Gdy go zdjął, o mało nie dostałam ataku torsji. Między kostką najmniejszego palca, a  kością nadgarstka widać było głębokie, duże rozcięcie. Wszyscy patrzyli na to i odebrało im mowę. Suho spojrzał na mnie.  jakim cudem rozcięłam sonie rękę uderzając w ścianę?
- Jedziemy do szpitala. - postanowił. Co? Nie! Będzie źle!
- Nie zgadzam się. Wrócę do domu i powiem mamie że miałam wypadek i to z nimi pojadę. Nie chce skandalu. - wytłumaczyłam. Suho rzucił mi gniewne spojrzenie.
- I trudno. Będąc u nas to ci się stało. Żadnych dyskusji. Sehun, Kai, jedziecie z nami. - powiedział. Spojrzałam na niego smutno.
- Nie boli mnie.. Dlaczego nie boli.. - mamrotałam cicho patrząc na rękę.
- To przez adrenalinę. Zaciśnij ząbki, spróbuje to jakoś zabezpieczyć. - powiedział po czym z apteczki wyjął bandaż i tony gaz jałowych. Poczułam jak Sehun obejmuje mnie lekko. Zamknęłam oczy i oparłam głowę o oparcie kanapy. Suho przystąpił do jakiegokolwiek zabezpieczania rany. Nic nie czułam, ale sama świadomość jak to wygląda była okropna. pewnie musiałam uderzyć w jedną z dekoracji w korytarzu.
- Już. A teraz do auta. Szybko. - powiedział po czym wstał. Nie przyjmując oferowanej od Kaia pomocy, o własnych siłach poszłam do auta. Suho prowadził, Sehun niestety musiał usiąść z przodu, a Kai ze mną. Usiadłam jak najbliżej drzwi, byleby nie być blisko niego. Ale Kai i tak sie przysunął. Oparłam głowę o szybę.
- Ja nie chciałem.. - szepnął cicho. Zaśmiałam sie pod nosem.
- Chcesz jeszcze raz dostać z liścia? - spytałam dość głośno. Suho spojrzał zdziwiony  na lusterko.
- Co sie wydarzyło? Walnęłaś Kaia? - spytał.
- Jak zasłużył, to dostał. - odpowiedział krótko Sehun.
- Przepraszam Lulu.. - powiedział smutno i odsunął się. Serce mi krwawiło. Potraktował mnie jak jakaś szmatę, a ja i tak dostawałam motyli w brzuchu będąc obok niego. Nienawidzę siebie. Po jakimś czasie dojechaliśmy do miejskiego szpitala. Nagle, ni stąd ni zowąd przypomniało mi się, że przecież w sylwestra mam występ. Co z nim będzie? Przecież nie będę chodzić z gipsem.. A co z tańcem? Nie, to nie może tak się skoczyć.. Jestem głupia. Wysiedliśmy z auta i poszliśmy do szpitala. Oczywiście kilka.. naście osób zrobiło wielkie halo. Nienawidzę siebie. Wraz z liderem weszliśmy do gabinetu lekarskiego. Pamiętam ból, igły, szwy, bandaże, zalecenia lekarza i Suho obiecującego wsparcie. Po zszyciu rany i usztywnieniu wszystkiego, siedziałam na łóżku, wyprana z sił, oparta o Suho. Lekarz wypisywał zwolnienie ze szkoły.
- Suho.. Jedź już do domu.. Moi rodzice pewnie i tak są w drodze.. - wyszeptałam. Suho pokiwał głową.
- No okej.. Uważaj na siebie i napisz jak coś. Albo przyjdź.. Ale najpierw powiedz co się stało - szepnął lider. Wzięłam głębszy oddech.
- Kai dowiedział się że.. Że.. Że jestem z Sehunem.. - zaczęłam opowiadać, ale zacięłam sie na początku.
- Zarzucił mi, że pewnie ja i on już.. No wiesz.. - szepnęłam, a lider kiwnął głową. Nie chcę wiedzieć, co musiał sobie wtedy o mnie myśleć.
- Dodatkowo powiedział kilka niemiłych rzeczy, ale to nic.. Uderzyłam do w przypływie złości.. I powiedziałam coś, co powinno zostać tylko w moim sercu.. - dodałam cicho. Czy można upaść niżej?
- Lu.. Czujesz coś do niego? - spytał. Lekarz nagle gdzieś poszedł.
- Lubię go.. Ale po tym co zrobił.. - szepnęłam. Suho uśmiechnął sie lekko.
- Nie oszukuj się, oboje wiemy, że i tak czujesz do niego miętę. - rzekł. Czemu on musi wszystko wiedzieć?
- Nie chce tego.. To nie prawda.. - szepnęłam patrząc na rękę.
- Nie oszukuj się Lu. Kai jest twoim ub, dużo spędzaliście czasu. A wasze powitanie niedawno? - spytał z lekkim uśmiechem. Suho, nie dobijaj mnie. Siedziałam tam i patrzyłam się na ten gips. Bałam sie odezwać.
- Kochasz go. A z Sehunem jesteś albo po to, by się tego pozbyć, albo by zrobić mu na złość - powiedział. Spojrzałam na niego zdziwiona. Skąd on to wszystko wie? Jakiś dodatkowy zmysł? Może. Najgorsze jest, to że uświadomił mnie, ściągnął z impetem na ziemię. Kocham Kaia. I nie mogę sie tego uczucia wyprzeć, nie ważne jak próbuje. Ale po tym co zrobił.. Nie zasłużył na to uczucie. Nie obchodzę go. Może to i lepiej, przynajmniej wiem na czym stoję. Suho opuścił szpital, a po mnie przyjechali rodzice. W drodze do domu milczeliśmy. Jednak po wejściu do domu.. Zaczęło się piekło. Chciałam jak zwykle uciec do pokoju, ale wiedziałam, że tym razem to się nie uda.  Wrzeszczeli na mnie, wyzywali od nierozsądnego bachora. Wróciliśmy do domu. Niestety, zatrzymali mnie w kuchni. Siedziałam przy stole, a nade mną stali oni. Jak jakieś sępy.
- Co sie z tobą dzieje? Najpierw spadasz z drzewa, teraz znowu rozcięcie i pieprzone szwy. - powiedział wkurzony ojciec.
- I jeszcze u tych piosenkarzy siedzi. Czy ty nie rozumiesz, że nie możesz? - spytała matka opierając sie o blat.
- Najwyraźniej nie. Lara, oni są sławni, a ty narobiłaś im problemów. - rzekł tata. Znowu zbierało mi sie na płacz. Zamknijcie sie już.. Wiem o tym doskonale, nie musicie mnie dołować bardziej.
- Poza tym, jak to wygląda? Dziewięciu facetów spędza czas z nastolatką. Co sobie ludzie pomyślą? - mówił dalej. Nawet sie nie odezwałam, bo i tak by mi przerwali.
- Jeszcze jedna kwestia. To, że ciebie przyjmują, nie znaczy że jesteś tam mile widziana. Twój dom jest tu, masz ty kochającą rodzinę i jeszcze.. - zaczęła matka, ale ja już nie wytrzymałam i wstałam gwałtownie, wywracając krzesło.
- Czy ty siebie w ogóle słyszysz? Kochającą rodzinę? Nawet Felix bardziej sie mną interesuje niż wy! Dom to miejsce do którego powinno chcieć sie wracać, a ja tu sie czuje jak w klatce. W ogóle was nie obchodzę, tylko mi wypominacie jak bardzo zła jestem. Jeszcze coś. Gdybym nie była tam mile widziana to czy zapraszali by mnie sami? Pomagali mi?  Czy szukaliby mnie w tym pieprzonym lesie, gdy wy sobie siedzieliście w domu? Nie! Oni są jak rodzina. Nie to co wy! - zaczęłam wrzeszczeć, wprawiając ich w osłupienie. Tym razem powstrzymałam łzy. W końcu to z siebie wydusiłam. Wyszłam z kuchni i pobiegłam do siebie. Zamknęłam się w pokoju, nie zauważywszy że jest w nim Rin. No to mam przekichane.
- Piosenkarze.. Kai.. Instagram.. - powiedziała te słowa, a ja już wiedziałam, że tym razem nie wcisnę jej kitu.
- Opowiesz mi wszystko? Czy dalej będziesz mówiła że to przypadek? - spytała patrząc na mnie. Usiadłam obok niej.
- Tak. EXO mieszka na przeciw nas. Tak, znam ich. Tak, to na Kaia wtedy wpadłaś. Tak, to Sehun i Suho byli wtedy u mnie. Tak, to ja jestem LuKriTao - odpowiedziałam patrząc jej w oczy. Jej twarz wyrażała zdziwienie, ale pewnie nie takie duże, jak to, gdy zaczynała odkrywać prawdę.
- Czemu mi nie powiedziałaś? - spytała. Westchnęłam cicho. Teraz zaczyna się głupie przesłuchanie.
- Bo wiedziałam, że rozgadasz to wszystkim. - powiedziałam. Rin zaśmiała sie. Zaczynała mnie boleć głowa. Nie dobrze, chcę iść spać..
- No aż tak głupia nie jestem. - odpowiedziała oburzona. Dziwne dziecko.. Na moim miejscu na pewno postąpiłaby tak samo.
- Polemizowałabym nad tym - szepnęłam, a po chwili dostałam w głowę miśkiem. Whatever. Wszysko coraz bardziej mi wisiało, chciałam tylko się przespać.
- Nie przejmuj sie rodzicami. Przedstawisz mnie im? - spytała z nadzieją w głosie. Daj juz spokój, nie widzsz, w jakim stanie jestem?
- Juz o tobie wiedzą. Wszyscy - odpowiedziałam. Rin wyszczerzyła się. Cieszy się jak sześciolatek.
- Dziękuje. Kiedy do nich idziesz? - spytała. No właśnie, kiedy? Narazie boję się nawet patrzeć na ten dom.
- Nie wiem, narazie nie mam ochoty.. - mruknęłam, a ona zmarszczyła brwi.
- Ale jak to? To przecież EXO! - wykrzyknęła zdziwiona, jeszcze bardziej mnie irytując. Miałam nadzieję, że niedługo odpuści, bo mogę stać się wredna, a to by było złe, przecież nic mi nie zrobiła.
- Nic nie rozumiesz.. - odpowiedziałam cicho. Rin przysunęła sie do mnie.Dziwnie się poczułam przez to.
- To mi wytłumacz. - powiedziała. Ech, chyba tak zrobię. I tak by się dowiedziała pewnie od któregoś z EXO.
- Tylko ma to pozostać między nami. I masz mnie nie zabić. - powiedziałam po czym zerknęłam na gips. Ona kiwnęła głową. i tak czułam, że mnie ukatrupi.
- Tak więc. Kocham sie w Kaiu, ale jestem z Sehunem. Dzisiaj dałam Jonginowi z liścia, potem jebłam w ścianę ręką, Sehun zabronił Kaiowi ze mną gadać, Baekhyun mnie jakoś pocieszał, potem Suho sie uparł aby jechać do szpitala, przyjechali rodzice. - powiedziałam na jednym wdechu. Nie wiem, czy jej brak reakcji to zły czy dobry znak.
- Jesteś z Sehunem? Jak to? - spytała drżącym głosem.  Wyczuwam wpierdziel.
- Jak ty go do tego zmusiłaś? Czym przekupiłaś? - spytała patrząc na mnie. Czy ona specjalnie mnie dobija? Aż tak miło jest się ze mnie nabijać i pogarszać mój stan mentalny?
- Sam zaproponował - odpowiedziałam krótko. Jej oczy były w tym momencie wielkości piłeczek do tenisa stołowego. Zabije mnie, jak nic.
- Nie wierzę ci.. On wtedy pod tymi drzwiami też kłamał. Poza tym.. Serio chlasnęłaś Kaia? - spytała. Pokiwałam twierdząco głową i wskazałam na zagipsowaną rękę.
- Tą ręką. - mruknęłam. Wzięłam głębszy oddech.
- Rinuś.. Idź do siebie.. Nie jestem w najlepszym stanie. Zajrzyj potem jak coś - powiedziałam, po czym wypuściłam ją z pokoju i ponownie zamknęłam drzwi na klucz. Jak będzie coś chciała, to ma zapasowy. Położyłam się na łóżku na lewym boku i nakryłam nieporadnie kołdrą. Wszystko zaczęło wracać. Nawet nie sprawdzając skrzynki odbiorczej położyłam telefon na szafce. Przymknęłam oczy. Leki przestawały działać, muszę usnąć nim ból sie nasili. W głowie przywołałam wspomnienie tulącego mnie Sehuna, choć serce ciągnęło do Jongina. Zasnęłam bijąc się z myślami. Sehun czy Kai? Umysł woli pierwsze, serce drugie. Ponoć trzeba podążać za głosem tej pikawki, ale skoro prowadzi mnie zguby? Mózg jest lepszy. Nie opiera sie na emocjach. To rozsądek. Jestem głupia. W bardziej żałosnej sytuacji być się nie da.

sobota, 20 lutego 2016

Oszukać serce

   Witam ponownie! Nim przejdziecie do odcinka, chcę Was poinformować, że nowe odcinki będą się już regularnie pojawiać w piątki w porach wieczornych (tak, w końcu się ogarnęłam hehe). A teraz - miłej lektury!

~~~~

    Ostry dźwięk budzika wyrwał mnie ze snu o 6:30. No tak, dzisiaj muszę iść do szkoły. Będąc nadal zakopaną w kołdrze, uderzyłam w małe, rzegoczące ustrojstwo. Niestety, nie wyłączyło się. Wysunęłam głowę spod okrycia i wytężyłam wzrok szukając przycisku "off". Po znalezieniu go, wyłączyłam budzik i - w brew wszystkim swoim zwyczajom i miłości do spania - wstałam od razu. Z szafki wyciągnęłam czystą bieliznę. Stwierdziłam, że zostanę w bluzie Xiumina, tylko zmienię spodnie na czarne rurki. Przebrałam się i stanęłam przed lustrem.

      Nie wiedziałam czy to byłam ja, czy jakaś zmora z koszmarów. Z cichym westchnieniem uczesałam wciąż szare włosy. Lekkim makijażem przykryłam podkrążone oczy oraz te najmniejsze z ran. Dotknęłam opatrunku na policzku. Dobrze się trzyma, więc nie było potrzeby go zmieniać. Wzięłam spakowany wcześniej plecak, telefon i słuchawki, po czym zeszłam na dół. Szybko spakowałam kanapki, napiłam się herbaty i poszłam do przedpokoju. Założyłam glany, płaszcz. Szalik i czapka zamiast ogrzewać mnie, ogrzewały dzisiaj półkę. Wyszłam z domu, starając się nie patrzeć na ich dom. Szybkim krokiem poszłam na przystanek, o dziwo autobus nie czekał na mnie, tylko ja na niego. Dlaczego tak się śpieszę? Za czym tak gnam? Dlaczego tak mi śpieszno do tej cholernej szkoły? Nie wiem.

     Wsiadłam do mandarynki, zajęłam swoje miejsce. Gadali o mnie, słyszałam. Pewnie wiedzą o wypadku. Ignorowałam wszystkich, patrzyłam na szybko zmieniające się obrazy za oknem. Zabolały mnie oczy. Wysiadłam z busa, poszłam do szkoły, przebrałam się. Szukałam kogoś so spisania lekcji. Jakaś dziewczyna zgodziła się dać mi zeszyty. Uzupełniłam brakujące notatki po czym oddałam wszystko właścicielce. Zaszyłam się gdzieś w kącie. Znowu wszystko wraca. W nocy mi się śnił. Nie chce tego. Podkuliłam nogi i przymknęłam powieki. Co ja teraz zrobię? Boje się tego, co to może być. Dzwonek zadzwonił. Udałam się do klasy biologicznej. Wszyscy z zaangażowaniem słuchali nauczycielki, ja natomiast skupiona byłam na ozdabianiu marginesów ornamentami. Westchnęłam jak najciszej, brakuje mi go, ale jednak wole trzymać się od niego z daleka. Sehun.. Co z nim? Wczoraj na moment pozwolił i zapomnieć, ale co dalej? On mnie tylko rozumie. Będę dalej kontynuowała tą chorą grę, przynajmniej może Jongin będzie trzymał się z daleka.

     Dlaczego mojej życie tak się spartaczyło? Lekcje mijały, wybiła 15:10. Ubrana w płaszcz i swoje glany ponownie wsiadłam do busa i wróciłam do domu. W drodze powrotnej z przystanku sprawdziłam telefon i liczbę smsów. Nie było ich wiele. Dwa, każdy od innego nadawcy. Pierwszy był od maknae. Otworzyłam wiadomość. "Hejka.. Wiem, że jesteś w szkole, ale nie daje mi spokoju Twój wczorajszy stan i to, że tak zniknęłaś. Mam nadzieję, że wszystko okej. Chciałbym Ci pomóc, zawsze możesz mi się wygadać. Wiem, że byłem mendą, ale to się zmieniło. Wczorajszy wieczór.. Nie mogę zapomnieć. Jak coś, to utrzymam Jongina z dala od Ciebie, tylko przyjdź. Pamiętasz o planie? ~ Hunnie". Otrzymane o 12:14. Sehun.. Teraz tylko ty mi możesz pomóc. Chyba że jest jeszcze ktoś, kto mnie wysłucha. Dyo odpada bo to przyjaciel Kaia. Suho też, bo jako lider opierdzieli Sehuna. Chan, Baek i Chen.. Nie zrozumieją. Xiumin? Nie wiem, mam obiekcje co do tego. Do Laya też, chociaż nie wiem czemu. Co mi sie dzieje.. Im mniej osób wie, tym lepiej.  Otworzyłam drugiego smsa, który był oczywiście od Kaia. "Co Ci się wczoraj stało? Dlaczego płakałaś? Nie lubię jak płaczesz, smutno mi było potem :c ooodpisz ^.^" Uśmiechnęłam się mimowolnie do siebie. Troszczy się.. A może to zwykła grzeczność. Tak, raczej to drugie. Chyba..

      W końcu dodreptałam do domu. W przedpokoju ściągnęłam płaszcz i buty, poszłam do kuchni. Zajrzałam do lodówki. Mimo, że była pełna a ja nic nie jadłam od rana to i tak nie miałam ochoty jeść. Zamknęłam nią, podeszłam do szafki i wyciągnęłam z niej kubek, do którego potem wlałam herbatę. Do kuchni weszła Rin. Spojrzała na mnie krzywo.
- Lara, znowu jesteś zapisana na występ na sylwestrowej imprezie.  - rzekła siadając przy stole. Kiwnęłam głową na znak zrozumienia. Najlepszy czas w roku. Kolejny występ, kocham to. Tylko tam tolerują mój talent.
- Dyo zmienił orientacje.. - powiedziała ledwo słyszalnie. Spojrzałam na nią udając zaskoczenie.
- Po czym wnioskujesz? Po tym zdjęciu? To tylko dla zabawy ponoć - odpowiedziałam wstawiając kubek do zlewu. Odwróciłam się w jej stronę, była na prawdę smutna. Podeszłam do niej i poklaskałam po włosach.
- Skąd mamy wiedzieć? Jaką mamy pewność? Nie widziałam tego, ale wszystkie media o tym trąbią.. I jeszcze ten chłopak.. Jest blisko z wieloma chłopakami z EXO, był nawet widziany w barze z Chanyeolem. - spytała patrząc na dzbanek. Westchnęłam cicho.
- Skoro przy tym byłam to chyba wiem.. - mruknęłam a ona poderwała się nagle.
- Co ty powiedziałaś? - spytała mnie zaskoczona. Podniosłam ręce w obronnym geście.
- Ja? Nic takiego, tylko głośno myślę. - wytłumaczyłam sie, a ona warknęła obrażona.
- Od kilku dni dziwnie się zachowujesz. Cały czas cie nie ma, wpakowałaś sie w wypadek. Co ci jest? - spytała patrząc na mnie. Przygryzłam wargę i spojrzałam w bok. Musi się dowiedzieć.
- Nie mogę ci powiedzieć. Z resztą i tak się dowiesz. Poza tym musisz być na serio ślepa. - odpowiedziałam po czym wyszłam z kuchni. Jak to ja znów poszłam do korytarza, założyłam trampki. Chciałam wyjść, ale Rin złapała mnie za rękę.
- Nie pakuj się w nic złego Laruś. Coś złego ci się dzieje, widzę to. Jak coś to możemy pogadać zawsze - powiedziała patrząc mi smutno w oczy. Zamurowało mnie. Wyswobodziłam rękę z jej uścisku, tylko po to by objąć nią mocno.
- Wiem o tym. Przymierzałaś sukienkę? Podoba się? - spytałam. Rin pokiwała głową.
- Bardzo. I dziękuje za naszyjnik, jest śliczny. - odpowiedziała po czym odkleiła sie ode mnie.
- A teraz już idź jak musisz.. Powiem mamie że poszłaś do znajomej po resztę lekcji. - odpowiedziała i poszła od razu do siebie. Uśmiechnęłam się pod nosem i wyszłam z domu. Przeszłam przez drogę, po czym weszłam na werandę i zapukałam kilka razy do drzwi. Usłyszałam czyjeś kroki, następnie dźwięk przekręcanego klucza.

      Drzwi się otwarły, a moim oczom ukazał się Sehun. Uśmiechnął się szeroko i złapał mnie za rękę i wciągnął do środka. Staliśmy przed sobą przez moment. To był mój jedyny przyjaciel, moja ucieczka. Dziwny układ, chory wręcz. Bez słowa przytulił mnie, a ja wtuliłam się w niego. Był wyższy ode mnie, prawie JEGO wzrostu.. Nie, nie myśl o nim Lara. W me nozdrza uderzył znajomy zapach, a ja poczułam coś na wzór spokoju.
- Cieszę się że przyszłaś.. - usłyszałam jego głos. Uśmiechnęłam sie lekko.
- No proszę proszę. Czyli jednak nasz maknae. - rozległ się śmiech Yixinga. Odskoczyłam przestraszona od Sehuna, przez co uderzyłam głową w wieszak. Złapałam sie za obolałe miejsce, a Lay podszedł do mnie.
- Przepraszam, nie chciałem was wystraszyć. Wszystko okej? Może uleczę cie swoimi mocami? - spytał głaszcząc mnie po głowie. Posłałam mu lekki uśmiech.
- Nie, jest okej Lay. Nie przejmuj sie - odpowiedziałam poklepując go po ramieniu.
- No dobrze. - odparł odsuwając się. Zmierzył mnie wzrokiem i uśmiechnął się. Jego dołeczki są wręcz urocze.
- Powiedzieć reszcie, że przyszłaś? - spytał wycofując się do kuchni. Miałam już się odezwać, lecz zrobił to Sehun.
- Ewentualnie niech Suho wie, reszta nie musi - odpowiedział zerkając na mnie. Lay zaśmiał się, co wprawiło mnie w lekkie zakłopotanie. Co on sobie musi teraz myśleć..
- No dobrze, jak tam chcecie - odpowiedział po czym poszedł do kuchni, a ja stałam i patrzyłam tępo na miejsce, w którym był chwilę temu. Westchnęłam cicho i przetarłam twarz dłonią.
- Idziesz na górę? Chcesz pogadać czy coś? - spytał maknae podchodząc bliżej. No tak, nie będziemy przecież stać w miejscu. Spojrzałam na niego.
- No okej, chodź do twojego pokoju.. - mruknęłam chwytając rękaw jego bluzy po czym zaciągnęłam go do pokoju, w którym był lider.

        Gdy mnie zauważył, uśmiechnął się szeroko, ale nie wiadomo dlaczego, mina po chwili mu zrzedła. Spojrzałam na niego pytająco, a on wstał i położył dłonie na moich ramionach.
- Wyglądasz strasznie, co ci jest? Masz podkrążone oczy i jesteś strasznie blada - powiedział dotykając moje czoło. Jakie on miał ciepłe dłonie..
- To przez szkołę.. Nie wyspałam się, poza tym stres i te sprawy - odpowiedziałam, po części kłamiąc. Suho pokiwał głową i uśmiechnął sie niepewnie.
- Rozumiem.. Uważaj na siebie. Jadłaś coś w ogóle? - spytał. Właśnie. Czy ja coś jadłam? Rano nic, w szkole też, w domu po szkole też nic..
- No właśnie.. - mruknął Suho. - Sehun, zejdziesz za jakiś czas na dół po jedzenie i witaminy dla niej. - dodał patrząc na maknae. Miałam już zaprotestować, ale Suho mnie uciszył.
- Nie możesz tak siebie zaniedbywać. - odparł, po czym wyszedł z pokoju. Sehun podparł ręce na biodrach i spojrzał na mnie z politowaniem.
- Na serio nic nie jadłaś? Głupia jesteś - powiedział. Wzruszyłam ramionami. Wiem o tym aż za dobrze, panie Oh. Usiadłam na jego łóżku, a on usiadł obok. Przez dłuższy moment towarzyszyła nam cisza, której nie chciałam przerywać, ale uczynił to Sehun.
- Dlaczego stałaś się taka nieobecna, zdołowana? Ktoś zrobił ci przykrość? Jongin znowu coś odpalił? - spytał patrząc na mnie. Westchnęłam cicho. No tak, Kai..
- Nie.. Tak jakby nie - odpowiedziałam zaczesując włosy do tyłu, przez co teraz prawdopodobnie stały we wszystkich kierunkach świata.
- To o co chodzi? Jak chcesz to mi powiedz, ja nie naciskam - odparł kładąc się na łóżku. Mimo, że siedziałam plecami do niego, czułam na sobie jego wzrok.
- No bo.. To przez Kaia. Cały czas o nim myślę i tak jakoś.. - zaczęłam ględzić bez sensu. Sehun zaśmiał sie.
- W końcu to twój bias, to normalne chyba - odpowiedział. Westchnęłam cicho. No właśnie nie, Sehunku.
- Może i tak.. Ale i tak to dziwne. Jak ograniczę z nim kontakt może mi przejdzie. - rzekłam odwracając się w jego stronę.
- Ja też mam taką nadzieję. Chodź tutaj.. - mruknął łapiąc mnie za ramie i przyciągając do siebie. Położyłam się na nim i wtuliłam w niego, a on objął mnie, dając tym samym wsparcie.

      Do tej pory nie mogę uwierzyć, że tak szybko się do siebie zbliżyliśmy. Wtuliłam twarz w jego szyję, a jego dłoń gładziła mnie pieszczotliwie po włosach.
- Mam pytanie. A raczej kilka.- oznajmił przerywając ciszę. Kiwnęłam głową na znak tego, by kontynuował.
- Kim dla ciebie jestem? - spytał. Zmarszczyłam brwi i zaczęłam sie zastanawiać na d odpowiednią odpowiedzią. A może po prostu powiem prawdę?
- Nim was poznałam, byłeś dla mnie drugim ub, zaraz po Kaiu. A teraz.. Jesteś przyjacielem i ucieczką od problemów... Dzięki tobie nie myślę o tym całym.. - zaczęłam, ale nie miałam siły skończyć. Jego imie nie chciało mi teraz nawet przez gardło przejść. Źle ze mną.
- Nie myśl o nim. A teraz pytanie numer dwa - zaczął. Wziął głębszy oddech i zaśmiał się nerwowo.
- Dziwnie sie czuje pytając o to, ale zapytam wprost. Zostaniesz moją dziewczyną? - spytał, a mnie dorwał paraliż. C-co? Ale..
- Wiem, że i tak udajemy przed innymi parę, ale.. To pomoże ci pozbyć sie tych dziwnych uczuć, zapomnisz o nim. A ja.. Zależy mi na tobie Lara - powiedział, a każde jego słowo wbijało sie w mój umysł jak nóż. Zależy mu na mnie. Powiedział to w prost. Mój ub numer dwa, przyjaciel.. Powiedział w prost to, co większości facetów nie może nawet przez gardło przejść. Ale co z Kaiem..

          NIE, CHWILA. Sehun.. Bycie jego dziewczyną.. To nie głupie. On przynajmniej się nie bawi, jak Jongin. Ma racje, zapomnę o nim. To nie zmienia faktu że i tak zawsze będzie moim numerem jeden.. Albo to się zmieni. Muszę przestać być milusia. Dostanie za to że tak mnie traktował. Niech sie zdecyduje czy ze mną flirtuje i chce coś pokazać, czy tylko testuje moją cierpliwość.
- Miło mi, że tak mówisz. Masz rację, nie mogę myśleć o nim.. Ty przynajmniej się nie bawisz.. - odpowiedziałam cicho. Jego uścisk stał się na moment mocniejszy. Podniosłam głowę i spojrzałam mu w oczy.
- Tylko nie wiadomo co z tego wyjdzie, może równie.. -  zaczęłam mówić, ale Hunnie, tak jak wczoraj, uciszył mnie pocałunkiem. Było to krótkie cmoknięcie, ale i tak nie miałam ochoty dalej paplać. Jak wyjdzie to wyjdzie. Jak nie - to nic wielkiego. Maknae uśmiechnął się lekko, po czym zsunął mnie z siebie.
- A teraz wybacz Lu, ale idę po to jedzenie - odpowiedział wstając z łóżka. Kiwnęłam głową, a on wyszedł, zamykając za sobą drzwi na klamkę. Westchnęłam cicho i zastanawiałam się, czy czasem nie postąpiłam zbyt pochopnie. W końcu.. Hej, tu chodzi o bycie w związku. On jest gwiazdą, ja zwykłą osobą. Ale skoro sam o to zapytał, to chyba wie co robi.. Poza tym, teraz Jongin sie ogarnie. Położyłam się swobodniej na łóżku. Wtedy nie myślałam o tym, ż jednak takie decyzje mogą kogokolwiek ranić. Patrzyłam sie na sufit, aż usłyszałam otwierające się drzwi. Podniosłam się do siadu, a do pokoju wszedł Sehun.


      Miał w rękach tacę z górą tostów. Wypatrzyłam tam też miseczkę z keczupem i prawdopodobnie sosem czosnkowym. Były tam też witaminy i dwa kubki z herbatą. Ostrożnie podszedł do łóżka i usiadł, kładąc tacę na swoich kolanach. Spojrzałam na jedzenie. Mój brzuch wydał z siebie odgłos umierającego walenia, co wywołało śmiech u maknae.
- A teraz wcinaj, ja też będe jadł, jeśli nie masz mi za złe. - rzekł biorąc tosta i maczając jego kawałek w keczupie. Uczyniłam to samo i oboje zaczęliśmy jeść. Tosty okazały się genialne, miały chyba wszystko, co musi mieć tost idealny, czyli ser, szynkę, pieczarki. Ale chyba było tam coś jeszcze, bo moje nigdy nie były aż tak dobre.
- Kto je zrobił? - spytałam między kęsami. Sehun upił łyk swojej herbaty.
- Kyungsoo - odpowiedział krótko. No tak, mistrz kuchni. Muszę mu potem podziękować. Jedliśmy dalej. Sięgałam po kolejnego tosta, dla odmiany doprawiłam go sosem czosnkowym. Już miałam wpakować go do paszczy, gdyby sos nie postanowił ubrudzić mi kącik ust i dolną wargę.  Zaczęłam machać ręką, jak niedorozwinięte dziecko.
- Neee, chusteczki chusteczki! - zaczęłam krzyczeć ze śmiechem. Sehun odstawił tacę na bok, i myślałam, że skądś tam wyciągnie chusteczki. Nic bardziej mylnego.

    Szybko pochylił się w moją stronę. To co sie wydarzyło zapamiętam chyba na długo. Złapał mnie za ręke i czubkiem języka zlizał biały sos z moich ust. Drgnęłam mocno, a moje usta opuścił cichy, niechciany jęk. Sehun spojrzał odważnie mi w oczy. Przeszył mnie kolejny dreszcz. Czysta charyzma. Uśmiechnął sie lekko i cmoknął mnie w usta, po czym odsunął się.
- Nie potrzebne już - odpowiedział, biorąc tacę z powrotem na swe kolana. Nadal otępiała patrzyłam na niego. Wow, co to było.. Gdy się odwiesiłam, wróciłam do jedzenia. Tosty się skończyły, a ja wzięłam witaminy i dopiłam herbatę. Wstałam po czym wzięłam tacę z nóg maknae.
- Teraz ty czekaj, ja to zniosę - odparłam i bez czekania na odpowiedź wyszłam z pokoju i zeszłam na dół po czarnych schodach. W salonie na kanapie leżał Chen. Nawet mnie nie zobaczył. Poszłam do kuchni, w której był Dyo, Lay i Kai. Ups, niedobrze. Nie zaszczycając Jongina mym szlachetnym spojrzeniem wstawiłam wszystko do zlewu. Podeszłam do Kyungsoo, który w tym momencie kroił cebulę. Przytuliłam się do niego od tyłu, przez co ten o mało nie odciął sobie palców.
- Jak się czujesz? Zjedliście wszystko? - spytał z uśmiechem. Kiwnęłam głową i odwzajemniłam uśmiech.
- Tak, były pyszne. Dziękuje pingwinku - odpowiedziałam po czym cmoknęłam go w policzek. Odsunęłam się od niego, po czym stanęłam obok i przyglądałam sie jego czynnościom.
- Kiedy przyszłaś? - usłyszałam pytanie. Wiedziałam kto je zadał.
- Niedawno, nie wiedziałeś? - Yixing odpowiedział za mnie. Chwała ci jednorożcu!
- No nie, gdzie była? - spytał po raz kolejny. Uśmiechnęłam się lekko i położyłam dłoń na ramieniu Dyo.
- Z Sehunem, w jego pokoju. - odpowiedział Dyo zerkając na mnie z dziwnym, chytrym uśmiechem. Kaia zamurowało, czułam to. Odwróciłam się w stronę Laya i Kaia.
- No nieźle.. - warknął Kai patrząc na mnie wrogo. Część mnie cieszyła się z tego, że był zły, część mnie czuła się z tym źle, a ostatnia część była ciekawa, czemu tak zareagował. Jongin na serio jest dziwny.
- Nom bardzo - mruknęłam po czym opuściłam kuchnię. Weszłam do salonu i przysiadłam się z uśmiechem do Chena. Ten spojrzał na mnie zaskoczony.
- O, hej Lulu. Kiedy przyszłaś? - spytał z uśmiechem. Poczochrałam jego włoski, po czym przeciągnęłam się lekko.
- Niedawno, spokojnie. Jak tam? - spytałam. Rozmawiałam z Chenem przez chwilę, chcąc zapomnieć o wydarzeniu w kuchni. Po schodach zszedł Sehun. Uśmiechnęłam się do niego, a on odwzajemnił uśmiech, co nie uciekło uwadze Chena.
- Uuuu, coś się dzieje! - wykrzyknął klaszcząc w dłonie. Zaśmiałam się i zakryłam mu paszczaka dłonią.
- Ciii, nic nie wiesz a się cieszysz - powiedziałam ze śmiechem, po czym zabrałam rękę. Jaki on jest uroczy, jak dziecko. Sehun poszedł do kuchni, więc postanowiłam, że tam wrócę. Pobiegłam za nim i wbiegłam do kuchni. Nalewał sobie kawy do kubka.
 
    Stwierdziłam, że zmyję naczynia, bo troszku ich było. Podwinęłam rękawy bluzy i założyłam długie rękawiczki w kwiatki.
- Ej, kto to kupił? Męskich nie było? - spytałam ze śmiechem.
- A, to.. To nowa zdobycz Suho. - odpowiedział Dyo podchodząc do mnie. Zaśmiałam się cicho. Za dużo sie chichram, to dziwne. Ale mam dziwnie dobry humor. Dziwne. Bardzo.
- Jadę z Chenem do sklepu po kilka rzeczy na kolację - powiedział wychodząc z kuchni.
- A ja idę poćwiczyć, poza tym, mam pytanko do Suho. - rzekł wybiegając z pomieszczenia. Zostaliśmy tylko ja, Kai i Sehun . To sie źle skończy, mówię wam. Zaczęłam zmywać, aż poczułam czyjeś dłonie na mej tali. Znam ten dotyk, to Sehun przytulał mnie od tyłu.
- Mógłbyś przestać nią macać? To nie twoja laska - warknął Kai. Omal nie zgniotłam szklanki własną dłonią. Za kogo on się ma? Niech sie odjebie, kto niby całował mnie po szyi i przygniatał do podłogi? Ups, ale wulgarna się zrobiłam. Poczułam, jak dłonie maknae zaciskają się na materiale mojej bluzy.  To sie nie skończy dobrze. I miałam rację. Rozpętała się burza z piorunami.

sobota, 13 lutego 2016

Wyłączyć Myśli

       Przez sen czułam czyjeś ramiona obejmujące mnie, oraz dłoń pieszczotliwie głaskającą mnie po włosach. Dawno nie było mi tak dobrze, przez ten wypadek zapomniałam po części jak to jest spać normalnie, bez bólu. Jednakże to uczucie nie było aż tak cudne, jak to, gdy była tulona przez Kaia. Moje serce na samo wspomnienie chłopaka chyba przyśpieszyło. Nie chciałam takiej reakcji. Wtuliłam twarz w szyję tej osoby i mruknęłam zadowolona. Usłyszałam cichy śmiech, oraz jakiś ruch przy moim policzku. Leniwie otwarłam oczy. Pierwsze co zobaczyłam, to smukła szyja oraz biały kołnierz od koszuli. Uniosłam głowę wyżej i zauważyłam Sehuna patrzącego na mnie z lekkim uśmiechem.
- W końcu się obudziłaś  - wyszeptał. Pokiwałam lekko głową i wzięłam głębszy oddech. Głupio mi, nie wiem czemu..
- Długo spałam? Która jest godzina.. - wymamrotałam kładąc z powrotem głowę na jego torsie.
- Bodajże 10 w nocy - odpowiedział poruszając się nieznacznie. Jęknęłam cicho.
- Jutro szkoła.. Ja nie chce.. - mruknęłam niezadowolona. Będę musiała dzisiaj wracać do domu, nie ma bata. Znowu dostane ochrzan od mamy. Czy mogło być gorzej? W domu na pewno nie będzie już tak dobrze, wolę już być tu i pogarszać swoją sytuację niż wracać i bić się z myślami.
- To nie idź, wielki mi problem - odpowiedział Sehun wzruszając ramionami.
- Łatwo ci tak mówić.. Musze iść - rzekłam zrezygnowana. Szkoła to zło, na serio. Nauka, do tego za dużo ludzi i wredni nauczyciele. W dodatku mój stan, niechęć oraz pewna tęsknota za chłopcami.
- Do której szkoły chodzisz? - spytał opierając się brodą o moją głowę.
- Do liceum na obrzeżach tego miasta.. Zwykle liceum. - odpowiedziałam przymykając oczka.
- No okej, rozumiem - odparł maknae. Przez kilka chwil towarzyszyła nam tylko cisza, przerywana naszymi oddechami. Było mi ciepło i wygodnie, nie chciałam nawet wstawać. Mimo że nie był on moim ub, nadal bardzo mi sie podobał.
- Co łączy ciebie i Jongina? - spytał po dłuższej chwili. Zmarszczyłam brwi i uniosłam głowę aby spojrzeć mu w oczy. Wiedziałam że poruszy ten temat, każdy chyba by o to spytał.
- Za każdym razem jak Kai widzi cie z innym dostaje furii, a jak był przy tej sesji, o mało nie zaczął krzyczeć z nerwów. Jak spałaś na mnie a przechodził do sali treningowej to omal nie zabił mnie wzrokiem. To na serio dziwne - wytłumaczył patrząc mi się  w oczy. Spojrzałam w dół, gdzieś na jego szyję. Serio on tak się zachowuje? Fakt, przebywamy ze sobą sporo, ale on jest tylko moim ub, a ja tylko zwykłą fanką. Tylko..
- Łączy nas to co łączy mnie z tobą, Dyo, i resztą. - odpowiedziałam spokojnie.
- Kai.. On lubi sie nade mną znęcać, wie że jest moim ub i podle to wykorzystuje. Nie lubie czegoś takiego.. Nikt by nie lubił.. - dodałam. Po co ja mu to mówię? Co mi to da? Czuje na ten moment złość do Kaia o to co robi, tak się nie postępuje, nie ważne kim się jest.
- Jak? Co masz na myśli - spytał obejmując mnie ciaśniej ramionami, chcąc dodać mi otuchy.
- W łazience.. Poślizgnął sie na podłodze i poleciał na mnie.. - wyszeptałam przywołując  w myślach jego mokry tors i ten promienny uśmiech. Tak piękny i nierealny..
- I co w tym takiego? Tylko się pośliznął. - mruknął Sehun.
- No ale, jakby coś to by od razu wstał, a nie wisiał nade mną i doprowadzał mnie do palpitacji serca - odparłam tuląc sie do niego.
- Pocałował cie czy co? - spytał zaciekawiony. Omal nie zakrztusiłam się powietrzem.
- C-co? Nie.. Ale po prostu.. Facet jesteś, nie zrozumiesz.. Jeszcze Chan ostatnio mówił że jakiś chaos wprowadziłam swoją egzystencją - rzekłam patrząc na kropki na kocu. Sehun zaśmiał sie.
- Eh Lulu, nie myśl o tym, tylko pomyśl jak sie odegrać na nim. - odpowiedział po czym ugiął jedną nogę. Odegrać? Na nim?
- Już to zrobiłam. Specjalnie zgłosiłam się do pomocy Dyo - odparłam z dumnym uśmiechem, mającym zakryć moją niepewność. Sehun znowu zarechotał.
- Ty szatanie.. Ale czy nie uważasz, że powinniśmy jeszcze go powkurzać? Użyć tej samej techniki co na twojej głupiutkiej siostrze? - spytał patrząc mi w oczka. Przygryzłam wargę i uśmiechnęłam sie szyderczo. Dobrze kombinuje. Ale.. Po co to? W sumie, ma rację. Musze mu udowodnić, że nie dam się tak sobą bawić.
- Zależy co masz konkretniej na myśli. - odpowiedziałam. Sehun zbliżył twarz do mojej i uśmiechnął sie lekko. Znam skądś to..
- Poudaje twojego chłopaka Lulu - odpowiedział zadowolony. Zamurowało mnie. Mimo to, stwierdziłam że jest dobry.. Bardzo dobry.. Odegram sie na nim, zrobię po części wbrew sobie, ale przynajmniej będę miała spokój.
- I to ja jestem szatanem? - spytałam zaciekawiona. Dźgnęłam go palcem w policzek a on znów zaśmiał się pod nosem. Plan był chory, ale w tamtym momencie tak bardzo mi sie podobał, że nic innego nie przychodziło mi do głowy oprócz tego, że Sehun jest geniuszem. A
- To od czego zaczynamy nasz plan? - spytałam kładąc się na nim wygodnej.
- Najpierw trzeba iść na dół. I ogłosić im naszą decyzję. - powiedział bez zastanowienia. Czy on upadł na głowę i mu mózg umarł? To bez sensu..
- Niee, nie tak od razu. Połapali by sie że ściemniamy. Najpierw trzeba tylko poudawać wzajemne zainteresowanie, jakieś drobne gesty, zwłaszcza przy Kaiu - wytłumaczyłam. Gdzieś tam we mnie były obawy, ale on tak sie mną bawi, że po tym wszystkim pewnie mu się odwidzi.
- Geniusz - wyszeptał. - To co idziemy na dół? Pewnie jesteś głodna. - dodał głośniej. Pokiwałam twierdząco głową po czym podniosłam się do siadu. Wszystkie mięśnie zabolały na moment, potem było lepiej. Sehun nagle zaczął się śmiać. Odwróciłam się twarzą w jego stronę i rzuciłam niezrozumiałe spojrzenie.
- Spójrz gdzie siedzisz, tępa pało - rzekł śmiejąc się. Pełna obaw ruszyłam biodrami. Zakryłam usta dłońmi aby sie krzyknąć. Siedziałam mu miedzy nogami. Ja. Siedziałam. Sehunowi. Między. Nogami. Ludzie!!!
- Zabijcie mnie nim sie rozmnożę.. - szepnęłam. Sehun zaśmiał się po czym również podniósł do siadu i oparł głowę na moim ramieniu. Drgnęłam mocno, ale po wzięciu oddechu uspokoiłam sie.
- Dlaczego nie masz opatrunku na ranach? - spytał. Co? Ale jak to? Dłonią dotknęłam rany na szyi, miał racje. Zapomniałam zupełnie o tym.
- Poczekaj, mam pomysł. Pójdziemy na dół, zjemy coś i potem poprosimy Suho o apteczkę i w salonie opatrzę ci rany siedząc o tak właśnie. - odparł. Zaśmiałam sie cicho, ale sobie znalazłam kompana.
- To chodź - powiedziałam po czym stuknęłam go w kolano i zlazłam z kanapy. Obciągnęłam bluzę w dół i poczekałam na maknae. 
     Zeszliśmy na dół. W salonie był tylko Chan i Baekhyun, grali na konsoli. Reszta pewnie gdzieś w domu. Poszliśmy do kuchni gdzie popijając kawkę siedział Baozi. Widząc mnie uśmiechnął się.
- Oo, już nie śpisz. Dyo powiedział że znalazłaś misia do tulenia i spałaś jak dziecko. - powiedział odstawiając kubek na blat. Zaśmiałam sie cicho.
- Co prawda już po kolacji, ale w lodówce masz jeszcze kanapki - rzekł wskazując na lodówkę. Podeszłam do niej i wyciągnęłam talerz z papu. Wzięłam jedną i zaczęłam jeść , potem poszła druga, trzecia. Gdy się najadłam, odstawiłam pusty talerz do zlewu.
- Wiesz może gdzie Suho-hyung ma apteczkę? Musze sobie opatrzyć rany.. - powiedziałam do Xiumina. Baozi wyciągnął z jakiejś szafki małą walizeczkę z czerwonym krzyżykiem.
- Proszę. Pomóc ci? - spytał wręczając mi apteczkę. Już miałam się odezwać, ale wtrącił sie Sehun.
- Hyung, ja to zrobię - odparł maknae. Xiumin uśmiechnął się dziwnie, ale zgodził się.
- To idźcie do salonu - odpowiedział najstarszy po czym wziął się za zmywanie naczyń. Wyszłam z kuchni wraz z Sehunem i weszliśmy do salonu. Chanyeol i Baekhyun już chyba poszli na górę, więc usiadłam sobie na sofie. Sehun usiadł obok. Przeniosłam nogi na kanapę, maknae uczynił to samo. Teraz, gdy siedziałam między jego imponująco długimi nogami, zaczął przeglądać zawartość apteczki.
- Kark, szyja, twarz, dłoń i ramiona? - spytał. Kiwnęłam głową, a maknae odchylił ostrożnie kaptur bluzy, po czym opuszkami palców musnął mają szyję. Uśmiechnęłam się lekko, to było na serio miłe. Chłopak otworzył jakieś opakowanie, a po chwili poczułam jak zakleja rany opatrunkiem. Nadszedł moment gdy musiałam usiąść twarzą do niego. Nadal byłam miedzy jego nogami, tylko w drugą stronę. Musiało to dziwnie wyglądać , ale w tamtym momencie właśnie o to nam chodziło. Speszona spuściłam głowę. Sehun zaśmiał się pod nosem. Poczułam jak chwyta mój podbródek i zmusza do spojrzenia mu w oczy. Aż mnie ciarki przeszły. 
     Usłyszałam skrzypienie schodów. Na ułamek sekundy zerknęłam na nie. Z góry schodził właśnie Kai. Cała zesztywniałam. Ewidentnie ćwiczył, i to dużo. Zerknął na mnie, a potem na maknae. Zapatrzyłam sie na niego, Sehun wyczuł, że to on szedł. Maknae kiwnął niezauważalnie głową po czym pogładził mnie po policzku.
- Masz piękne oczy, Lulu - powiedział cicho, ale na tyle głośno by Kai to usłyszał. Znów na niego spojrzałam. Wyglądał na obrażonego. Chciał coś powiedzieć, ale jego usta opuściło tylko ciche prychnięcie.
- Aj tam, takie zwykle.. - odpowiedziałam zawstydzona. Kai poszedł do kuchni, a ja uśmiechnęłam sie lekko do Sehuna.
- Wielbię cie kanalio - odpowiedziałam szeptem. On tylko się uśmiechnął i opatrzył resztę ran. Po tym wszystkim zeszliśmy z tej kanapy, a Sehun poszedł do kuchni aby odłożyć apteczkę na jej miejsce. Oparłam się o poręcz schodów i obserwowałam, co sie tam dzieje. Ku mojemu zdziwieniu, Kai złapał Sehuna za ramię gdy ten opuszczał pomieszczenie. Coś mówił do niego, ale nie słyszałam co. Sehun uśmiechnął się i zrobił "resting bitch face", po czym wyrwał rękę z uścisku i podszedł do mnie. Co on chciał? Co mu powiedział? Czemu jestem aż tak ciekawa?
- Idziesz do pokoju który dzielę z Suho i Layem. - powiedział po czym chwycił mą dłoń i dosłownie siłą zaciągnął po schodach do pokoju. Nikogo tam nie było. Wepchał mnie do pokoju i zatrzasnął za sobą drzwi. Zamknął je na klucz po czym powolnym krokiem zbliżył się do mnie. Gdy on robił krok w przód, ja robiłam krok w tył, aż moje plecy natknęły się na chłód ściany. Poczułam się zagrożona. Niedobrze.
- Co Jongin mówił? - spytałam chcąc przerwać dziwną ciszę. On uśmiechnął sie i spojrzał gdzieś w bok.
- Nic takiego, nie ważne. - odpowiedział chłodno. Westchnęłam cicho. Przymknęłam oczy i spuściłam głowę. Mimo zena ten moment go nie widziałam, czułam każdy jego najmniejszy ruch. Złapał mnie za dłoń i splótł nasze palce. Nie opierałam się, nie wiem czemu. Czemu mój dobry humor gdzieś uciekł?
- Laruś..  Co ci jest? - spytał szeptem Sehun. Przechyliłam sie do przodu by oprzeć się głową o jego tors. Co mi jest do cholery?
- Nic - odpowiedziałam wzruszając ramionami. Co on mu powiedział? Czy to ma związek ze mną? Co jeśli tak naprawdę to gówno go obchodzę? Chwila.. Czemu mi tak nagle na tym zależy? Lara, ogarnij sie! To gwiazda a ty tylko zwykła fanka.
- Zwykła fanka.. - szepnęłam ledwo słyszalnie. Nasze dłonie rozłączyły sie tylko po to, by Sehun objął mnie mocno. Nie wiedząc, co mam zrobić ale desperacko pragnąc wsparcia zarzuciłam mu ramiona na szyję i wtuliłam się w niego. Staliśmy tak w tym pokoju pod ścianą, czas stanął w miejscu, wszystko ucichło, oprócz myśli w głowie.
- Jak mogę ci pomóc? - spytał szeptem maknae.
- Nie chce myśleć Sehun. Zabierz mi możliwość myślenia, zabij, zajmij czymkolwiek.. - mruknęłam cicho. Gdybym tylko wiedziała w tamtym momencie jak dwuznacznie i żałośnie to brzmiało. Jego uścisk stał się nieznacznie mocniejszy. Dlaczego on nie był nim? Dlaczego to Kai mnie nie tuli? Dlaczego tak strasznie boję sie tego co na prawdę o mnie myśli? Dlaczego on tylko się mną bawi?
- Chodź.. - usłyszałam szept. Uchyliłam powieki i odsunęłam się nieznacznie od Sehuna. Poczułam jak jego dłoń gładzi mnie po policzku, który nawet nie wiem kiedy, stał się mokry od słonych łez. Chwycił mnie za podbródek i zmusił do spojrzenia mu w oczy. 
      Miał poważny wyraz twarzy. Obraz rozmywał mi się przed oczyma przez łzy.
- Pozwolisz sobie pomóc? - spytał szeptem jednocześnie muskając mój policzek kciukiem. Co on miał na myśli? Chyba nie..
- Ja nie chcę myśleć o tym wszystkim.. Dlaczego to tak nagle.. - zaczęłam majaczyć bez sensu, lecz ku mojemu przekleństwu, Sehun uciszył mnie subtelnym pocałunkiem. Co się dzieje.. Przymknęłam oczy, a on odsunął sie nieznacznie.
- Nie myśl.. - szepnął po czym złapał mą dłoń i zaczął iść w tył, pociągając mnie za sobą. W tamtym momencie, mimo że chciałam uciec do domu, chciałam odmówić, i tak podążałam za nim. Chciałam tylko przestać myśleć o tym idiocie. Nawet nie zauważyłam, gdy z Sehunem stanęliśmy obok łóżka. Popchnął mnie na nie ostrożnie, a ja opadłam na miękki materac niczym pozbawione uczuć piórko. Patrzyłam na jego poczynania. Siedział obok, pochylał się nade mną. Westchnęłam cicho i przymknęłam na moment powieki, pozwalając kolejnej fali łez spłynąć po moich policzkach aby potem wtopiły się w materiał satynowych poduszek. Patrzyłam mu w oczy jakbym chciała znaleźć w nich ukojenie. To nie był on, może to i nawet lepiej. Muszę przestać myśleć o nim. Sehun pokonał dzielące nasze twarze centymetry i delikatnie musnął wargami moje usta. Przymknęłam oczy i skupiłam wszystkie zmysły na jego ustach. Maknae ponownie pocałował mnie, nie mniej delikatnie niż wcześniej, jakby chciał tą delikatnością oderwać mnie od natłoku myśli w głowie. Przesunął językiem po mojej dolnej wardze, domagając się rozchylenia ust, co pozwalało by na pogłębienie pocałunku. Rozchyliłam je, a Sehun wykorzystał to od razu. Moje serce ze zbyt wolnego bicia, przerzuciło się na to szybsze, choć i tak przynoszące ból z każdym uderzeniem. Poczułam jego dłoń na swoim skaleczonym policzku, sama wsunęłam dłoń w jego ciemne włosy. Jego ciepły język pieszczotliwie muskał moje podniebienie, nasze usta opuszczały ciche pomruki. Skupiłam sie na tym co sie dzieje, na tym jak jest blisko. Reszta myśli poszła gdzieś w tył głowy, sprawiając uczucie delikatnej radości. Coś we mnie kazało mi przestać ale.. Skoro dzięki niemu nie myślę o Kaiu, to dlaczego mam przestać? Potrzebuję choć chwili odcięcia się od tego wszystkiego. Nasze języki splotły się w przesączonym subtelnością tańcu, uległam mu. Kąsał moje usta, gładził po twarzy i szyi, był jak coś w rodzaju gilotyny odcinającej jakikolwiek dopływ rozsądku. Podobało mi się to. Przerwałam pocałunek tylko po to by wziąć głęboki oddech. Oboje, wpatrzeni w swe oczy oddychaliśmy ciężko. Co teraz? Sehun uśmiechnął się nieznacznie, jego dłoń powędrowała do mojej bluzy, wsunął pod nią rękę. Jej chłód spotkał sie z moją rozgrzaną skórą. Gładził mój brzuch, a jego usta ponownie naparły na moje, działając kojąco na mój umysł. Jak kolejna dawka narkotyku. Nasze pocałunki były namiętne, lecz miały w sobie coś subtelnego. Tak jakby na serio chciał tylko pomóc, a nie wykorzystać. Bawiłam się kosmykami jego krótkich włosów, skupiałam całą uwagę na jego osobie. Jego dłoń wodziła bezcelowo po mojej talii, wprawiając moje ciało w lekkie dreszcze. Zdrową ręką złapałam go za materiał koszuli i przyciągnęłam do siebie jeszcze bliżej. Przerwałam pocałunek po raz kolejny. Po raz kolejny patrzeliśmy na siebie, oddychaliśmy ciężko. Sehun położył się obok mnie. Otępiała patrzyłam sie na sufit. Spokój nie trwał długo. Zamknęłam oczy i przygryzłam wargę. Sehun wstał i otworzył wcześniej zamknięte na klucz drzwi. Położył się z powrotem obok, tym razem przyciągając moje pozbawione jakiegokolwiek oporu ciało do siebie. Wtuliłam się w niego jak najmocniej, chciałam sie schować. Teraz zdałam sobie sprawę, jak bardzo pogorszyło to mój stan. Mimo obojętności na twarzy, z oczu po raz kolejny płynęły łzy. Leżeliśmy tak w ciszy, słyszałam jego przyśpieszone bicie serca. Czekałam aż uśnie. Po dłuższej chwili to nastąpiło. Jak najostrożniej wydostałam się z jego uścisku. Nakryłam go kocem by nie zmarzł w nocy, po czym opuściłam pokój.
       Zeszłam po schodach na dół, zwracając uwagę tylko na swoje stopy.
- Lara.. - usłyszałam jego głos. Momentalnie uniosłam głowę do góry. Stał z mokrymi włosami i ręcznikiem na głowie. Uśmiechnęłam się lekko a po moich policzkach znowu zaczęły spływać łzy. Bez słowa ruszyłam do przedpokoju. Szedł za mną, czułam to. Założyłam buty i już miałam chwytać za klamkę drzwi.
- Co ci jest? - usłyszałam pytanie. Zaśmiałam sie cicho. Jego głos był lekiem i jednocześnie trucizną. Zostaw mnie i nie mąć mi w głowie jeszcze bardziej. Bez słowa opuściłam dom, powolnym krokiem przeszłam przez drogę, weszłam do domu. W progu naskoczyła na mnie Rin.

- Kobieto, gdzie ty byłaś?!  Czemu beczysz? - pytała. Spojrzałam sie na nią. Nie odpowiedziałam. W przeciągu sekundy znalazłam sie u siebie w pokoju. Zatrzasnęłam za sobą drzwi po czym zsunęłam sie po nich na podłogę. Nie miałam już siły płakać. Zaśmiałam się tylko ze swojej żałosności po czym mimo bólu położyłam sie na łóżku. Patrzyłam sie na niebo. Był nów. Czułam wstręt do siebie o to, co zaczynało się  rodzić w moim sercu i umyśle. Ja nie chcę tego. Dlaczego to tak szybko się zmieniło? Jakim cudem jego widok doprowadza mnie do szału, głos koi moje skołatane nerwy? Pytań było tyle, a odpowiedzi żadnej. A może była, lecz nie chciałam jej znać. Usnęłam po raz kolejny, znowu sama.

czwartek, 4 lutego 2016

Challenge Game

Ohayo~ Dzisiaj z małym opóźnieniem, ale jest! Przy okazji, jeżeli chcecie być na bieżąco/widzieć przedpremierowo fragmenty fanfica bądź też pooglądać moje fanarty do bloga, to zapraszam do lajknięcia mojego fb ------>  https://www.facebook.com/dzieweicaniolowidwadiably/ Miłej lektury :)


  Mam jutro iść do szkoły, trzeba iść wcześniej spać. Mam kilka spraw do zrobienia w sumie. Lekcje i te sprawy. Ciekawe czy Rin już jest, musze jej dać sukienkę i przy okazji sie coś spytać. Wstałam z łóżka i dokuśtykałam do jej pokoju. Był pusty. No nic, potem pogadamy. Wróciłam do siebie i zajrzałam na półkę z książkami. Do plecaka wpakowałam książki na jutro mając gdzieś nieodrobione lekcje i zaległości. Plecak postawiłam na krześle i szybko naszrajbowałam smsa do Suho "Oppa, lecę do was. Nie ma sprzeciwu. Mam dość domu. Tęsknię za wami, do zobaczenia za 5 minut ^^ " Wysłałam wiadomość i schowałam telefon do kieszeni. Poprawiłam kaptur bluzy. Z biurka wzięłam  fullcap'a od któregoś z chłopaków. Założyłam go i wsunęłam dłonie w bluzę. Spojrzałam sie na siebie w lustrze. Z tymi bandażami i makijażem wyglądałam jak dziecko ulicy. YOLO!! Wyszłam z pokoju, założyłam tym razem trampki i bez kurtki wyszłam z domu. Przeszłam przez ulicę rozglądając się uprzednio na boki. Powoli weszłam na małą werandę i zapukałam w drzwi. Czekając na wpuszczenie do środka poprawiłam opatrunek na szyi. Usłyszałam czyjeś kroki, a po chwili drzwi otworzył mi Yixing. Widząc mnie uśmiechnął się szeroko a jego urocze dołeczki wywołały uśmiech również u mnie. Lay podszedł do mnie i chciał mnie chyba przytulić, ale jednak zrobił krok w tył.
- Za bardzo będzie cie boleć - powiedział po czym otworzył szerzej drzwi abym weszła. Zdjęłam buty po czym spojrzałam na Laya. Uśmiechnęłam sie po czym objęłam go za szyję zdrowym ramieniem.
- Nic nie mów, stęskniłam się - mruknęłam wtulając twarz w jego szyję. Yixing objął mnie lekko i westchnął.
- Ja też Lu - odpowiedział po czym odsunął sie. Znów się uśmiechnął.
- Ale nie tylko ja, wszyscy. Chanyeol miał o tyle dobrze że sie z tobą widział. Właśnie, czemu pojechałaś do Seoulu sama? I to w tym stanie? Miałaś na siebie uważać - powiedział lekko obrażony. Zaśmiałam sie cicho.
- Spokojnie Lay, musiałam coś załatwić. - odpowiedziałam po czym dźgnęłam go palcem w policzek. Zaśmiał się po czym złapał mnie za dłoń.
- Masz na sobie makijaż, prawda? - spytał wskazując na mój policzek. Pokiwałam twierdząco głową.
- Ale po co i tak ładnie wyglądasz - rzekł z uroczym uśmiechem. Zaśmiałam sie tylko. Coś mnie zabolało w plecach, ale zignorowałam to. Wraz z Layem powoli poszłam do salonu.
- Hej, patrzcie kto przyszedł! - wykrzyknął zwracając na siebie uwagę chłopaków. Nie było ich wszystkich w salonie, tylko Chen, Baekhyun, Xiumin i Sehun. Wszyscy wstali szybko i podbiegli nas. Znaczy sie, prawie wszyscy bo Sehun dalej siedział rozanielony na kanapie i patrzył sie na mnie, co wprawiło mnie w lekkie zakłopotanie. Chłopcy zaczęli mnie ściskać, co bardzo mnie cieszyło. Jako jedyni nie bali sie mnie dotknąć. Lay zaczął ich  walić po głowach.
- Tępe pały, przestańcie ją dusić - powiedział odciągając za kaptur klejącego się do mnie Baoziego. Zaśmiałam sie cicho po czym poczochrałam czerwone włosy Baekhyuna.
- Tęskniłam chłopcy - powiedziałam patrząc na radosną gromadkę. Chen śmiejąc się poklepał mnie lekko po ramieniu.
- My też, i to bardzo. Kai tylko czekał aż przyjdziesz. - powiedział. Uśmiechnęłam sie szeroko i zerknęłam na Sehuna, który dalej siedział jak król na kanapie. Podeszłam do niego.
- A ze mną sie nie przywitasz? - spytałam robiąc smutną minkę. Sehun pokiwał głową z politowaniem po czym wstał. Zmierzył mnie wzrokiem i uśmiechnął sie subtelnie.
- Ohayo - powiedział po czym stuknął mnie w czoło. No co za..
- Też tęskniłam - mruknęłam masując troche bolące miejsce. Już mnie biją. Staliśmy tak w miejscu, aż Yixing podbiegł do schodów i stanął na pierwszym stopniu.
- KAI-AAAAAAH! CHO NO TU, LAREŁ PRZYSZEDŁ! - wrzasnął tak głośno, że aż wystraszona odskoczyłam w tył, co wywołało śmiech u chłopaków. Sama się zaśmiałam z własnej płochliwości. Nagle usłyszeliśmy jakby stado słoni zaczęło biec po pietrze. Naszym oczom ukazał sie Jongin wychylający się zza poręczy. Na moim paszczaku od razu pojawił sie szeroki uśmiech częściowo ograniczony przez ranę na policzku. Kai też sie wyszczerzył, po czym przeskoczył przez poręcz i zeskoczył ze schodów na dół. Podbiegłam do niego a on rozłożył ramiona. Skoczyłam na niego zarzucając mu ramiona na szyję i oplatając go nogami w biodrach. Boże, jak to musiało wyglądać.. Kai objął mnie i przytulił śmiejąc się.
- Kurde, nas sie czepiasz jak ją przytuliliśmy a ona przykleszczyła sie do kkhamjonga i trzyma sie jak ZUS ludzi - wykrzyknął oburzony Baekhyun. Wszyscy zaczęli sie śmiać
- Ty nic nie rozumiesz no, tępy jesteś jak noże z Tesco. - powiedział Lay. A ja dalej tuliłam się do Kaia. Po jakimś czasie wziął ręce myśląc że to coś da. Niestety, dalej sie go trzymałam.
- Help - powiedział Kai śmiejąc sie i machając rękoma. EXO tylko stało i się śmiało. Ich śmiech sprowadził na dół Chanyeola. Stał na schodach i patrzył sie dziwnie, nie za bardzo ogarniając sytuację. Pomachałam mu, a on sie tylko zaśmiał. Zszedł po schodach na dół mijając nas i stanął pewnie obok reszty.
- Na serio nikt mi nie pomoże? - spytał rozglądając ramiona. Warknęłam cicho po czym zlazłam z niego. Wszystko mnie teraz bolało, ale warto było. Uśmiechnęłam się do niego a on odwzajemnił uśmiech. Poczochrał moje szare włosy i zerknął na resztę zespołu. Śmiali się cicho i szeptali coś między sobą.
- Ja chce być dzieckiem które sypie kwiatki przed młodą parą! - wykrzyknął Baekhyun. Chanyeol zaśmiał się tylko i trzepnął go w tył głowy.
-  A ja księdzem! - wykrzyknął Xiumin. Wraz z Kaiem patrzyliśmy krzywo na nich nie za bardzo czając o co im chodzi.
- Nie, księdzem będzie Dyo, zawsze taki poważny i kocha czerń - powiedział Chen śmiejąc sie głośno.
- Nie będę żadnym księdzem - usłyszeliśmy głos za sobą. Podskoczyłam wystraszona po czym odwróciłam się. Na schodach stał trzymający się poręczy Dyo. Uśmiechnęłam sie szeroko po czym wbiegłam na nie i objęłam Kyungsoo. Wtuliłam sie w niego a po chwili poczułam jak obejmuje mnie w talii.
Usłyszałam za sobą czyjeś warknięcie.
- Oho, już sie zaczyna! - wykrzyknął Baekhyun. Chyba od kogoś dostał, bo usłyszałam odgłos uderzenia. Odsunęłam sie od Dyo i uśmiechnęłam sie lekko. Dyo odwzajemnił uśmiech po czym wychylił sie i zerknął na chłopaków. Odwróciłam sie po czym zeszłam po schodach.
- Co dziś robimy? - spytałam zaciekawiona. Chanyeol zamyślił sie na chwilę.
- Święta idą, trzeba choinkę ubrać - powiedział podjarany swoim pomysłem. Chłopcom najwyraźniej sie spodobał, bo od razu zaczęli cieszyć sie jak dzieci.
- A macie w ogóle choinkę? - spytałam patrząc na nich. Od razu miny im zrzedły, ale tylko na moment.
- Suho hyung pojedzie po choinkę - powiedział Baek. Czyli jednak myśli, wyjdzie to dziecko na ludzi. Hehe, taki żarcik, jego też uwielbiam.
- Ej, za wcześnie jest. Dopiero 9 chyba - rzekł Lay wskazując na wiszący na ścianie kalendarz z pieskami. Ile oni mają lat aby coś takiego mieć? Powiedziała dziewczyna która do tej pory ogląda Pororo.
- To co innego będziemy robić? - spytał Kai obejmując mnie ostrożnie ramieniem. Mimowolnie sie uśmiechnęłam, spuściłam głowę aby nie wiedzieli jak się szczerzę.
- Challenge game! - wykrzyknął Sehun. Spojrzeliśmy na niego pytająco.
- Jak to niby ma wyglądać? - spytałam zaciekawiona grą zasugerowaną przez maknae.
- No.. Na małych kartkach każdy napisze po dwa wyzwania i potem je wymieszamy i wyrzucimy do jakiegoś słoika i od najmłodszego do najstarszego będziemy losować i wkonywać te wyzwania które wykonamy - wytłumaczył Sehun klaszcząc w dłonie, jarając sie tym jaki jest genialny.
- A co jak ktoś odmówi wykonania wyzwania albo mu sie nie uda? - spytał Xiumin. Sehun zastanowił sie chwilę po czym uśmiechnął dumnie.
- To będzie musiał zrobić to co zechce autor wyzwania. - powiedział zadowolony.
- Eeej, nieźle! Ja jestem za! - wykrzyknął Beakhyun.
- Chen na pewno przegra, dam takie wyzwanie że go na pewno mie wykona - powiedział Kai. Chen zaśmiał sie tylko.
- Ujawnię me oblicze Satansoo. - powiedział spokojnym głosem Dyo. Zaśmiałam sie głupkowato.
- Ja was udupie, zrobie z was moich niewolników! - wykrzyknęłam i zaczęłam sie psychicznie śmiać.
- Niewolników.. Ale pod jakim względem? - spytał wystraszony Lay. I tu sie to stało. EXO w łańcuchach.. NIE! Na kolanach, proszą o łaskę.. NIE NIE!!! Wszyscy toples, ich ciała zroszone potem.. NIE NIE NIE CZEMU MOJA WYOBRAŹNIA UJAWNIA SIE W TAKICH MOMENTACH!? Przypuszczam że miałam dziwny wyraz twarzy, bo chłopcy zaczęli sie śmiać.
- Lulu, nie myśl tak głośno - rzekł Baekhyun machając mi dłonią przed twarzą. Potrząsnęłam głową aby odgonić z mojej głowy na serio zbereźne obrazki. Zaśmiałam sie nerwowo.
- To.. Kto leci po kartki i długopisy? - spytałam chcąc zmienić temat. Suho pobiegł na górę a Dyo do kuchni po słoik. Reszta wraz ze mną usiadła na kanapie. Po chwili na stoliku znajdowała sie kupka małych karteczek, 5 różnych długopisów oraz sporawy słoik. Najpierw za pisanie wyzwań wziął się Chen, Chanyeol, Suho Sehun i Baekhyun. Wszyscy mieli tajemnicze uśmieszki gdy wypisywali zadania dla innych. Złożyli karteczki po kilka razy i wrzucili je do słoika. Dali długopisy reszcie, w tym mi. Wzięłam dwie kartki i zaczęłam pisać. Dam upust swojej wredocie. "Wykonaj mini sesję zdjęciową (5 fot) MA TO BYĆ YAOI :3 Jeżeli jesteś odważny wrzuć na insta 1 zdjęcie". Nie wierzę że to zrobiłam. Złożyłam kartkę i zabrałam sie za pisanie drugiego wyzwania. "Zrapuj coś po angielsku" To już nie jest takie wredne, ale beka będzie. Tą karteczkę też złożyłam po czym z chyżym wyrazem twarzy wrzuciłam obie do słoika. Inni też to zrobili. Sehun wziął słoik i wstrząsnął nim kilka razy. Odstawił go na jego wcześniejsze miejsce i wziął głębszy oddech.
- Lu, jedziesz pierwsza - rzekł wskazując na słoik. Wsunęłam do niego dłoń i wyciągnęłam pierwszą karteczkę z brzegu. Pełna obaw rozłożyłam nią. Po przeczytaniu wybuchłam śmiechem.
- Co tam masz, czytaj! - wykrzyknął Chen.
- Tu pisze że mam zrobić aegyo - powiedziałam patrząc na wszystkich.
- Hyhyhyy, jedziesz - odparł Baekhyun. Wzięłam oddech i spojrzał ponownie na wszystkich. Uniosłam dłonie i zaczęłam wykonywać piosenkę gwiyomi. Starałam sie nie wybuchnąć śmiechem podczas jej wykonywania, jakimś cudem dobrnęłam do końca. Zażenowana zakryłam twarz dłońmi i zaczęłam śmiać sie z siebie.
- Ej, urocza jesteś. Czemu sie tak cykasz - powiedział Kai szturchając mnie w piszczel z sąsiedniej strony kanapy. Spojrzałam na wszystkich po czym wskazałam na maknae.
- Teraz ty - rzekłam a Sehun wyciągnął kartkę z wyzwaniem. Miał dziwny wyraz twarzy.
- Zjeść łyżkę cynamonu.. - przeczytał ledwo słyszalnie. Wszyscy zaczęli sie śmiać.
- Ja to na necie widziałem, Sehun, ale ktoś cie wkopał. Kto jest tego autorem? - spytał Dyo.
- Ej, nie mówimy kto wymyślił dane wyzwanie. Dopiero jak delikwent wykonujący zadanie sie podda - powiedziałam po czym wstałam.
- Boli mnie wszystko ale z wielką przyjemnością przejdę sie po ten cynamon - powiedziałam po czym poszłam do kuchni i z szuflady wyjęłam łyżkę, a z szafki obok paczkę cynamonu. Wróciłam z tym do salonu, po czym otworzyłam opakowanie i nasypałam czubatą łyżkę przyprawy. Ostrożnie wręczyłam nią Sehunowi.
- Smacznego, baby-boy - powiedziałam ciesząc sie jak dziecko. Sehun patrzył sie na to i patrzył aż w końcu szybko wpakował łyżkę do buzi. Na początku nic sie nie działo. Potem próbował to przełknąć, ale bezskutecznie. Zaczął wydawać jakieś dziwne dźwięki po czym pobiegł do kuchni i zaczął płukać usta kranówką. Prawie zdychaliśmy ze śmiechu, ten kto to wymyślił to wcielenie diabła. Po dłuższej chwili wrócił Sehun. Wyglądał strasznie, był wyraźnie zdenerwowany.
- Kto to wymyślił? - spytał. Xiumin podniósł rękę do góry. BAOZI?!
- Ty kiepie łysy.. - warknął Sehun siadając na swoim miejscu. Kolejny był Kai. Wziął słoik i zaczął w nim grzebać. Wyciągnął jakąś kartkę poskładaną do granic możliwości. Rozłożył nią  i przeczytał challange.
- Zrobić ice bucket challenge - powiedział po czym strzelił facepalma.
- Serio muszę to robić? - spytał wstając z kanapy. Klasnęłam w dłonie uradowana.
- Pójdę ci pomóc - rzekłam po czym złapałam go za rękę i zaciągnęłam do kuchni.
- Weź jakąś miskę - powiedziałam a Kai wyciągnął jakaś dość sporą spod szafki pod zlewem. Wzięłam nią i postawiłam na ziemi. Z zamrażarki wyjęłam dwie kratki z kostkami lodu. Wyłupałam je do miski, po czym postawiłam miskę w zlewie i nalałam do niej wody.
- Kai, weźmiesz nią na górę do łazienki? Ja chyba nie dam rady - powiedziałam wskazując na miskę. On natomiast spojrzał na mnie. Podszedł bliżej i chwycił me dłonie.
- Ale zimne.. Poczekaj chwilę, ogrzeje je - rzekł po czym uśmiechnął sie lekko. Wszystko byłoby okej, gdyby po chwili nie przysunął ich do ust i nie ucałował lekko. Moje serce stanęło na chwilę by potem zacząć bić z zabójczą prędkością. Jongin uśmiechnął się szerzej
- Znowu burak - szepnął odsuwając sie ode mnie. Wziął miskę i wyszedł z kuchni. Otępiała ruszyłam za nim. Czemu on tak sie nade mną znęca? Jest moim biasem, pewnie chłopcy mu to powiedzieli, a on wykorzystuje to chamsko jakby chciał doprowadzić mnie do zawału. Tak sie nie robi, zwłaszcza wielbiącej go fance. Weszliśmy do łazienki. Kai postawił miskę obok wanny. Wszedł do niej po czym wziął miskę i podniósł do góry.
- Aaa, zapomniałbym - mruknął po czym odstawił miskę. Chwycił za dół bluzy po czym ściągnął nią, zostając tylko w białym tshircie. Moje oczy dokładnie lustrowały każdy jego ruch. Wziął tą miskę i szybko wylał na siebie jej zawartość. Woda zmoczyła go całego, mokra bluzka przylgnęła do jego ciała, uwidaczniając jego umięśniony brzuch oraz tors. Z jego ust wydobył się cichy śmiech.
- Zimno.. - szepnął zaczesując mokre włosy do tyłu. Patrzyłam na niego zastanawiając sie czy jeszcze żyje.
- O matko.. - szepnęłam do siebie. Z bliska i w realu takie zjawisko wyglądało jeszcze lepiej niż na nagraniach z koncertów. Patrzeliśmy na siebie, aż Kai postanowił wyjść z wanny. Uśmiechnął sie szeroko po czym zrobił krok w moją stronę. Po chwili pewnie w całym domu słychać było nas upadek. Kai poślizgnął się i poleciał na mnie przez co oboje wylądowaliśmy na podłodze. Kai podpierał sie rękoma o podłogę po obu stronach mojej głowy. Dyszałam cicho wystraszona, a Kai patrzył sie na mnie wcale nie mniej zaskoczony. Ruszyłam się nerwowo, poczułam jak coś cieknie mi po twarzy. Woda z włosów Kaia leniwie kapała mi na twarz. Niepewnie wyciągnęłam rękę aby dotknąć jego włosów. Ten jednak ruszył głową, tak że moja dłoń wylądowała na jego policzku który mimo zimnej wody i lodu był bardzo ciepły. Wtulił twarz w moją dłoń i uśmiechnął się lekko.
- Burak.. - szepnął cicho. Przygryzłam nieznacznie wargę i westchnęłam cicho. Moje serce po raz kolejny biło nienaturalnie szybko. Podniosłam się do góry i chciałam usiąść, licząc że on ze mnie zejdzie. Jaka ja byłam głupia! Kai ani drgnął. Opadłam zrezygnowana na podłogę. Jongin uśmiechnął się szeroko po czym przygryzł wargę. Na ten widok przełknęłam głośno ślinę, jaki on był pociągający. Nie, tak nie można! Kai zaczął się śmiać, co było opłakane w skutkach. Jego mokre ręce ślizgnęły sie po posadzce, przez co Kai leżał sobie bezkarnie na mnie, mocząc również moje ubrania. Omal nie pisnęłam zaskoczona, gdy on śmiał sie cicho, zadowolony ze swojej głupoty. Oddychałam szybko, świadomość że jest tak blisko doprowadzała mnie do szału. Kai ponownie podparł sie rękoma o podłogę.
- Strasznie szybko bije ci serce.. Wszystko okej? - spytał szeptem. Prychnęłam cicho i przekręciłam głowę w bok, aby na niego nie patrzeć.
- Tsaa.. To przez ciebie pacanie - mruknęłam zawstydzona. Kai zaśmiał się cicho i pochylił jeszcze niżej. Czułam jego oddech na swojej szyi.
- Ale dlaczego? - spytał znowu szeptem. Zacisnęłam dłonie w pięści, chyba każdy mięsień w moim ciele był napięty jak ich grafik. Jongin pochylił się jeszcze niżej i musnął nosem moją szyję, co wywołało u mnie mocny dreszcz. Co ty do cholery wyprawiasz?! Kai widząc moją reakcję zaśmiał się i zszedł ze mnie. A ja nadal leżałam na ziemi, jakbym do niej przyrosła. Gdy się otrząsnęłam, podniosłam sie do siadu a potem powoli wstałam, Jongin uczynił to samo. Zmierzyłam go wzrokiem.
- Chodź sie im pokazać że to zrobiłeś, potem idziesz sie przebrać. - powiedziałam i wyszłam nie czekając na odpowiedź. Co za człowiek, wie jak na mnie działa a sie bawi jak ostatni kretyn.. Eh. Zeszliśmy na dół gdzie czekali chłopcy.
- Już, wyzwanie wykonane. - powiedział dumnie Kai a ja tylko stałam z boku i patrzyłam sie gdzieś na ścianę.
- Lulu, a tobie co? Czemu jesteś zmoczona? - spytał Kyungsoo. Prychnęłam cicho.
- Kkamjong mnie zmoczył.. - odpowiedziałam po czym usiadłam na sofie, a Kai poszedł sie przebrać. W tym czasie kolejną kartkę losował właśnie Dyo. Po jej wyjęciu przeczytał wyzwanie.
- Mam zaśpiewać piosenkę Girl's Generation Gee.. Serio, kto takie chore pomysły ma? - spytał zażenowany. Wszyscy oprócz mnie zaczęli sie śmiać, ja nadal myślami byłam chyba w tej łazience.
- No dalej, śpiewasz! - wykrzyknął Baekhyun. Dyo zaśpiewał piosenkę, podczas śpiewania "gee gee gee gee baby baby baby" wybuchł śmiechem, ale i tak zaliczyliśmy mu to. Akurat wrócił Kai. Usiadł na swoim wcześniejszym miejscu. Teraz losował Chen. Grzebał w tym słoiku aż wylosował. Lecieliśmy z wyzwaniami dalej, jedne były mniej lub bardziej crazy, jednakże nikt nie trafił jeszcze na moje. Zaczęła się już druga tura. Ja już swoje zrobiłam, było banalne. Musiałam tylko wypić  strasznie mocną kawę, nie było to jakieś trudne. Teraz kolej maknae.
- Jak trafi mi sie coś powalonego jak ostatnio to nie odzywam sie do was. - powiedział po czym wciągnął karteczkę.
- Zrapować coś po angielsku.. Serio? Japoński, chiński i koreański to rozumiem. Ale czemu angielski!? - wykrzyknął obrażony.
- Po prostu to zrób - powiedział Suho. Sehun westchnął po czym zaczął intensywnie myśleć.
- Well I was walking for some time, when I came across this sign saying who.. Chwila język mi sie łamie! - wykrzyknął zbulwersowany. Czy on wybrał Lamberta?
- Znowu fail Sehun - odparł Dyo. Pan Oh jest moim murzynem.
- Kto to wymyślił? - spytał patrząc po kolei na każdego. Podniosłam rękę.
- Ugh.. Tobie jestem w stanie wybaczyć, ale Xiumin jest martwy za ten cynamon. - powiedział siadając wygodniej na sofie. Potem była ta menda Kai. Wylosował wyzwanie każące zatańczyć układ  APink "No No No". Przyznam, to było epickie jak tak skakał. Mimo to nadal miałam poker face, tak, mam focha!
- Kyungsoo, twoja kolej. - rzekł Chen podsuwając mu słoik. Dyo wybrał jakąś i przeczytał najpierw po cichu. Zbladł. Spojrzał na nas.
- Zrobić sesje yaoi z dodać foto na insta.. - rzekł tak, jakby zostało mu tylko kilka chwil życia. Wszyscy zaczęli sie śmiać oprócz mnie i jego.
- Ktokolwiek to wymyślił, gratuluje pomysłu - odparł Sehun z wielkim uśmiechem. 
- Ale w takim razie kto sie na to pisze? - spytał  Kyungsoo. Wszyscy zaczęli sie wypierać.
- Ej.. Ludzie na insta mają Lukri za chłopaka. Czemu tego nie wykorzystasz? - spytał Chanyeol,a ja o mało nie zakrztusiłam sie powietrzem.
- C-co? - spytałam. Kai spojrzał wrogo na Dyo. Najwyraźniej nie spodobała mu sie ta idea. Ale chwila chwiiiila! Odegram sie, wiem że ma nerwy na Kyungsoo, zgodze sie na to i mu sie odpłacę!
- Dobra, wchodzę w to. - powiedziałam po chwili pewna siebie. Dyo i reszta spojrzeli na mnie.
- Macie racje, ten fakt trzeba wykorzystać, a skoro nikt sie nie zgadza na pomoc Dyo, to ja to zrobie. - powiedziałam.
- Chanyeol, to leci na twojego insta jak coś, bo Dyo nie ma. - dodałam. Zaczęli klaskać, co według mnie było na serio dziwne. Podeszłam do Dyo i złapałam go za rękę.
- To musi wyglądać profesjonalnie, idziemy do pokoju. Idziemy wszyscy, Chan będzie cykał fotki. - rzekłam po czym zaciągnęłam zszokowanego Kyungsoo na góre. Za nami szła reszta.
- Ej ja mam pomysł! Ma być 5 zdjęć, 2 będą na łóżku, 2 przy ścianie i jedno na sofie. - rzekł Baekhyun jarając sie jak pochodnia.
- Ale co? Jak? - spytałam zaciekawiona. Baekhyun podszedł do nas i popchnął na łóżko.
- Dyo, lecisz tam pod ścianę. Lu leży sobie swobodnie na boku, leżycie twarzami do siebie. Zdjęcie będzie zrobione z góry. - wytłumaczył. Śmiejąc sie położyłam sie tak jak kazał, Dyo uczynił to samo. Leżeliśmy na serio bardzo blisko siebie.
- Ej, ale to ma być yaoi! Uczucia i te sprawy. Dyo, weź jej połóż dłoń na policzku i sie uśmiechnij jakoś a nie. Lu, ty tak samo - narzekał Baek. Dyo uśmiechnął sie subtelnie i położył ostrożnie dłoń na moim policzku. Była jak zwykle ciepła i delikatna. Cha, wlazł na łóżko i wyjął telefon.
- Twarze bliżej siebie prosze - rzekł śmiejąc się. Zarumieniłam sie nieznacznie i przysunęłam do Kyungsoo. Przymknęłam oczy a Chan zrobił zdjęcie.
- Podoba mi sie to, lecim dalej - rzekł Chan po czym zeskoczył z łóżka.
- Lu, teraz położysz sie na Dyo i będziesz udawać że śpisz, a Dyo cie obejmie - wytłumaczył. Co jak co ale on jest geniuszem. Kai pewnie gotuje sie ze złości. Dobrze mu tak! Wykonałam polecenie, Dyo objął mnie w talii a Chan tym razem kucnął obok łóżka. Zamknęłam oczy, i poczułam jak Dyo całuje moje włosy.
- Dyo, to było boskie że też ja na to nie wpadłem! - wykrzyknął Baekhyun, a reszta EXO, oczywiście oprócz Kaia zaczęła sie śmiać. 
- Teraz pora na nieco odważniejsze zdjęcia przy ścianie  - powiedział Baek z miną Trynkiewicza. Wraz z Dyo wstaliśmy z łóżka.
- Na korytarzu obok łazienki będzie najlepiej - rzekłam. Wyszliśmy z pokoju i podeszliśmy do ściany.
- Teraz Lu stanie pod ścianą, a Dyo złapie nią za nadgarstki i przybije je do ściany na wysokości jej bioder. Potem przysunie twarz do szyi, tak jakby nią tam całował. - wytłumaczył dokładnie. Serce zaczęło mi bić szybciej, ale mina Jongina była bezcenna. Tak sie na niej skupiłam, że nie zauważyłam jak Dyo szybkim ruchem przybił mnie do tej ściany i musnął ustami moją szyję. Wśród EXO słychać było okrzyki zdziwienia, a zadowolony Chan zrobił trzecie zdjęcie.
- Loool, lecim dalej - powiedział,a Dyo puścił mojej ręce.
- Teraz Lara usiądzie na podłodze, a Dyo położy jej głowę na udach i złapią się za ręce. - powiedział uradowany.
- Bekon, czego ty sie naczytałeś? - spytał Xiumin śmiejąc sie z jego romantyczności.
- Nie chcesz wiedzieć, na serio - odpowiedział ze śmiechem. Usiadłam posłusznie na podłodze a Kyungsoo położył mi na nogach swoją głowę. Spojrzał na mnie i uśmiechnął sie szeroko. Odwzajemniłam uśmiech i złapałam jego dłoń. Chan zrobił kolejne foto.
- Jaaa, to jest zarąbiste, lecim dalej! - wykrzyknął po czym podszedł do stojącej pod oknem małej sofy.
- Teraz Dyo będzie sobie leżał a Lu na nim usiądzie okrakiem, złapie za ręce i będzie je trzymała na poparciu sofy przy głowie Dyo. - powiedział Baekhyun popychając nas w stronę kanapy. Miałam wątpliwości czy czasem nie przesadzamy, ale jak mi sie przypomni jaka menda jest z Kaia, to utwierdzam sie w przekonaniu że jednak dobrze robie. Dyo sie położył, ja na nim usiadłam i złapałam jego ręce i przybiłam do podparcia po bokach jego głowy. Uśmiechnęłam się uroczo, a Chan zrobił ostatnie zdjęcie.
- Ej, to które teraz dodać na insta? - spytał przeglądając fotki. Zeszłam z Kyungsoo i podbiegłam do Chanyeola.
- Najpierw mi to pokaż a nie - mruknęłam po czym zerknęłam na zdjęcia. Lol, to wygląda na serio jak sesja yaoi.
- Dodaj to przy ścianie, jak siedzę sobie - powiedziałam z uśmiechem.
- Masz racje, dodam je - odpowiedział po czym dodał zdjęcie na insta z podpisem "Sesja typu boyslove. Modele: Dyo i Lukritao :D". Zaczęłam sie śmiać.
- A teraz przyznawać sie, kto nie ma mózgu i wymyśla takie rzeczy? - spytał Chen. Podniosłam rękę. Wszystkim mało oczy nie wypadły.
- No co? - spytałam z uroczą minką. Zaczęłam się śmiać po czym zeszłam na dół. Usiadłam na kanapie. Po takim czasie, ból kończyn dał sie ponownie we znaki. Ciężki mój żywot. Obok mnie usiadł Xiumin.
- Ale masz pomysły.. Jesteś niesamowita - powiedział poprawiając włosy. Zaśmiałam się cicho.
- Eee tam, przesadzasz - powiedziałam po czym przechyliłam sie na bok, aby głową wylądować na jego ramieniu.
- Co jak co, ale to było genialne. Szkoda tylko że Jongin tak sie bulwersował. - powiedział czochrając moje włosy.
- No cóż.. - mruknęłam cicho.
- Jak sie czujesz? - spytał. Westchnęłam cicho.
- A tak jakoś.. Nawet okej, zmęczona jestem - powiedziałam. Baozi zaśmiał się.
- To idź sie wykąpać, ja w tym czasie zrobię coś do jedzenia z Yixingiem. Dzisiaj kimasz ze mną - powiedział po czym wstał.
- Pójdziesz do mnie do pokoju i z mojej szafki wyciągniesz sobie dresy i bluzę - powiedział zerkając na mnie.
- Ubrania niedługo wam sie skończą.. - odpowiedziałam ze śmiechem.
- O to sie nie martw - odpowiedział Xiumin po czym udał sie do kuchni gdzie już było kilka osób. Poszłam na góre do pokoju który Baozi dzielił z Dyo i Kaiem. Nikogo tam nie było, więc weszłam tam i wyjęłam z szafki jakieś czarne dresy i dużą szarą bluzę z kapturem. Podreptałam do łazienki i zamknęłam za sobą drzwi na klucz. Podeszłam do szafki i położyłam na niej ubrania, potem odkręciłam gorącą wodę w wannie i zaczęłam sie rozbierać. Potem zdjęłam opatrunki, rany wyglądały na zasklepione ale to i tak ulegnie zmianie pod wpływem ciepłej kąpieli. Zakręciłam wodę, weszłam do wanny i położyłam sie w niej wygodniej. Sięgnęłam żel Yixinga i wlałam go trochu do wody. Pomachałam rękoma aby zrobiła się piana. W łazience już było czuć delikatny zapach chyba opium. Jejku, kocham to. Zaczęłam się myć, nucąc coś pod nosem. Odchyliłam sie bardziej do tyłu aby zmoczyć włosy. Wzięłam szampon chyba też Yixinga i umyłam sobie włoski. Potem spuściłam wodę, opłukałam się i wyszłam z wanny. Z szafki wzięłam czarny ręcznik i wytarłam sie. Założyłam ubrania a ręcznik zostawiłam na głowie. Opłukałam wannę, a swoje ubrania złożyłam i położyłam z boku. Dotknęłam ran na karku i szyi. Nadal sie trzymają, to dobrze. Starych opatrunków nie założę, musze spytać Suho o apteczkę. Wycierając dokładniej włosy wyszłam z łazienki. Na sofie obok pokoi siedział Sehun. Czytał coś, jednakże gdy usłyszał zamknięcie drzwi, zwrócił na mnie uwagę. Zmierzył mnie wzrokiem i uśmiechnął sie nieznacznie.
- Nie jest ci zimno? Na górze jest trochu chłodno, coś sie wali z ogrzewaniem a ty cała mokra jesteś - powiedział wracając do lektury. Przygryzłam nieco wargę. Miał racje, najcieplej to tu nie było.
- No.. W sumie mogłoby być lepiej. A co? - spytałam. Sehun odchylił sie w bok. Okazało sie że obok siebie miał koc.
- Chodź tu - powiedział rozkładając koc. Podeszłam do niego i usiadłam obok. Sehun odwrócił sie w moją stronę i zabrał z mojej głowy ręcznik. Przewiesił go przez oparcie sofy, po czym zarzucił na nas oboje koc. Uśmiechnęłam sie lekko i spojrzałam na niego.
- Dzięki  Sehun - rzekłam naciągając koc na głowę, a on uczynił to samo.
- Nie ma za co - odpowiedział po czym zaśmiał sie cicho. Siedzieliśmy tam sobie, aż w końcu oparłam się o jego ramie. Byłam zmęczona, a tutaj w końcu było mi milusio.  Sehun poruszył sie, po czym odsunął ode mnie.
- Wstań na chwilę  - mruknął po czym zabrał ze mnie koc. Zrobiłam smutną minkę ale wstałam i przyglądałam sie temu, co robił. Sehun położył sie na sofie, tuż przy jej oparciu nakrył się kocem, po czym uchylił go i spojrzał na mnie.
- Kładź sie - powiedział z minimalnym uśmiechem. Zaniemówiłam.
- Ale.. Ale nie trzeba.. - zaczęłam odmawiać. Maknae prychnął cicho.
- Ja sie nie pytam o zdanie. Zmęczona jesteś w dodatku ci zimno. Kładź się i już - powiedział stanowczo. Westchnęłam zrezygnowana. Podeszłam do sofy i położyłam sie twarzą do niego. Był wyższy ode mnie więc patrzyłam sobie na niego z dołu, gdy nakrywał mnie kocem w kropki. Jak to zrobił, spojrzał na mnie i uśmiechnął sie lekko. Nasze twarze dzieliło 10-15 centymetrów.
- Zaraz chyba trachniesz.. Weź sie tak nie napinaj, to tylko ja - powiedział kładąc dłoń na mojej talii. Fakt, nie zauważyłam nawet jaka spięta byłam.
- Tylko ty.. Lata za tobą miliard fanek, dużo ładniejszych ode mnie, a ty akurat mnie grzejesz na kanapie pod kocem.. - opowiedziałam szeptem. Sehun zaśmiał się.
- Wiesz, ty przynajmniej normalnie reagujesz. Inne by zaszły w ciążę bliźniaczą na sam mój widok. Poza tym, nie narzekaj tylko sie tul. Widze że ci zimno, jesteś bardzo chłodna. No już - mruknął po czym przekręcił sie lekko na bok i przyciągnął mnie bliżej siebie, tak że moja głowa znajdowała sie na jego torsie. Zamurowało mnie początkowo, przecież on był dla mnie taki wredny. To nie był koniec, wziął moją dłoń i położył na swoim brzuchu.

- No, teraz to to jakoś wygląda. - mruknął zadowolony. Przez materiał jego koszuli czułam jego szczupły umięśniony brzuch, nie ukrywam, był boski. Czy ja popadam ze skrajności w skrajność? Maknae objął mnie ponownie w talii i oparł wygodniej głowę o oparcie sofy. Cieplusio.. Milusio.. Uśmiechnęłam sie lekko, ciesząc sie że jednak przyszłam wtedy tutaj i zaczęłam łazić po ich domu. Wtuliłam twarz w jego tors i patrzyłam sie w kolorowe kropki na kocu. Zaczęłam robić się na serio senna. Nie chciałam usypiać, ale to było silniejsze ode mnie. Sytuacja niczym z podrzędnego fanfica o EXO. Zasnęłam wtulona w Sehuna.