Łapcie mema ode mnie:
![]() |
| (FANI KAISOO ŁĄCZYMY SIĘ! XD to jest zajebiste x"DDD) |
Lara.
Mocny zapach męskich perfum.
Zapach tak mocny, że przyprawiał mnie o ból głowy. Nie to było ostatnia rzeczą, którą pamiętam. Tamten zapach był subtelny, przynoszący na myśl tylko jedną osobę.
Silne dłonie na mojej talii.
Uścisk był mocny, władczy. A taki nie był, nim usnęłam. Tamten był czuły, lekki. Tylko on tulił mnie do siebie w taki sposób. Coś jest nie tak.
Otwarłam oczy ale nie byłam w stanie niczego dostrzec, gdyż w pokoju było ciemno. Mimo to rozpoznałam pokój w którym byłam. Był to pokój, który Suho dzielił z Yixingiem i Sehunem. Jak ja się tutaj w ogóle znalazłam?
Tors maknae przylegał ciasno do moich pleców. Czułam jego mocne bicie serca. Zmarszczyłam brwi i odwróciłam się twarzą do niego. Nie spał. Patrzył się na mnie uważnie, jakby chciał ujrzeć moje myśli. Miał poważny wyraz twarzy, jak zwykle.
- Dlaczego to robisz? -spytał obojętnym tonem, ale ewidentnie słychać w nim było nutkę złości. Wywróciłam oczami i westchnęłam podirytowana. Miałam ochotę zapytać go o to samo.
- Chodzi ci o to dlaczego chcę spędzić czas z przyjacielem nie pytając się ciebie o zgodę? - spytałam retorycznie. Zaczynałam mieć go serdecznie dosyć. Całej tej chorej sytuacji.
- Gdyby to był Kyungsoo czy Jongdae nie miałbym nic przeciwko temu. Ale nie mam zamiaru udawać, że nic nie widzę, gdy siedzisz z tym złamasem. - warknął patrząc mi w oczy. Zacisnęłam dłonie w pięści.
- Ten złamas, to chłopak którego kocham. Jeszcze jedno złe słowo pod jego adresem, to pogadamy inaczej. - zagroziłam mu mierząc w niego oskarżycielsko palcem. A on się tylko zaśmiał i zbliżył swoją twarz do mojej. Wyczułam od niego woń alkoholu. Skurwysyn.
- Urocza jesteś, jak się złościsz. To mnie właśnie w tobie pociąga.. Ten niewyparzony jęzor. I pewność siebie.. I osobowość.. - wymieniał coraz bardziej przybliżając swe usta do moich.
- Ale wiesz co? Chciałbym zobaczyć ciebie w innej sytuacji.. - mruknął uśmiechając się tajemniczo.
Odwróciłam głowę, ale on w jednej sekundzie chwycił mnie za podbródek i wpił się w moje wargi, od razu wsuwając w nie język, pogłębiając tym samym pocałunek. Pisnęłam cicho zaskoczenia po czym położyłam dłonie na jego torsie, usiłując go odepchnąć. Na nic, był za silny, a alkohol prawdopodobnie wyzbył go wszelkich hamulców. W ciągu paru sekund rozchylił ręką moje nogi i klęknął pomiędzy nimi. Warknęłam wkurzona, ale to nic nie dało. W końcu Sehun przerwał pocałunek i spojrzał na mnie z góry, uśmiechając się dumnie. Sięgnął dłonią do tylnej kieszeni swoich czarnych jeansów i wyciągnął coś z nich. Była to czerwona, gruba wstążka.
Podniosłam się gwałtownie do siadu ale Oh popchnął mnie z powrotem na łóżko, po czym złapał mnie za nadgarstki i związał je sprawnie. Szarpnęłam się mocno ale były związane tak mocno, że nie byłam w stanie nic zrobić. Mimo moich protestów przywiązał moje ręce do jakiegoś drewnianego bolca czy czegoś za łóżkiem. Wbiłam w niego wściekłe spojrzenie.
- Rozwiąż mnie kretynie, albo pożałujesz. - warknęłam szarpiąc się. Sehun zaśmiał się i pochylił nade mną.
- A co takiego zrobisz? Zaczniesz krzyczeć? Nikogo tutaj nie ma. Poszli na melanż o którym miałem cię powiadomić, ale tego nie zrobiłem. - szepnął zadowolony zw swojego czynu. Moje źrenice rozszerzyły się w zdumieniu.
- Pieprz się, Sehun. - warknęłam. Maknae zbliżył się do mojej szyi i ściągnął z niej szalik.
- Dlaczego je zakrywasz? Powinnaś być z nich dumna. Przecież symbolizują to, że należysz do mnie. - szepnął przesuwając językiem po malinkach zostawionych tam dzień wcześniej. Jego dłonie błądziły na ślepo po mojej klatce piersiowej. Zaczynałam się na serio go bać.
Jedna ręka sięgnęła do kołnierzyka mojego białego tshirta. Nagle do moich uszu dobiegł dźwięk rozpruwanego materiału a na skórze poczułam chłodny powiew. Rozerwał koszulkę do końca, obnażając górne partie mojego ciała. Moje policzki momentalnie pokryły się czerwienią, a łzy zaszły łzami. Sehun odsunął twarz od mojej szyi. Chwycił mój podbródek znów zmuszając mnie do spojrzenia mu w oczy.
- O to mi chodziło. Ten przerażony i wściekły wzrok. - szepnął głosem przesączonym pożądaniem i ekscytacją. Wzdłuż mojego kręgosłupa przebiegł dreszcz strachu i odrazy.
- Zostaw mnie, błagam.. - szepnęłam błagalnie ale on nie słuchał. Musnął ustami linię mojej szczęki, szyję. W końcu poczułam jego gorące wargi na mostku. Zacisnęłam usta aby nie pisąć ze strachu. Nie chciałam dać mu tej satysfakcji. Zamknęłam oczy i modliłam sie w duchu by któryś z chłopaków wrócił wcześniej. To i tak niemożliwe. Nikt mi nie pomoże.
Po chwili jego język zaczął drażnić mojego sutka. Wygięłam się w lekki łuk, ale gdy przygryzł go, opadłam na materac zaciskając oczy. Zaczął go ssać, drażnić zębami, wargami. Przeszyła mnie fala dreszczy oraz ciepła, skupiająca się w jednym konkretnym miejscu. Szlag by to wszystko, nie ważne jak tego nie chciałam, moje ciało zaczynało reagować. Szarpnęłam się mocno.
- Błagam, przestań. - jęknęłam ale on puszczał moje prośby mimo uszu. Jego dłonie zsunęły się niżej, aż do moich spodni. Złapał je oburącz i zamaszystym ruchem ściągnął mi je do kolan, zostawiając na swoim miejscu tylko bieliznę. Poczułam na swojej skórze jak jego usta wykrzywiają się w szeroki uśmiech. To było okropne. Chciałam zniknąć. Zasnąć i się nie obudzić.
Jego lewa dłoń zaczęła masować mnie między nogami, a gdy wyczuł, że jest tam nieco mokro, zaśmiał się dumnie.
- Podoba ci się , nie ukrywaj tego kochanie.. Sprawię, że nigdy już nie spojrzysz na Jongina. - powiedział oschle, coraz intensywniej mnie pieszcząc. Moje zaciśnięte usta opuścił zduszony jęk. Moje ciało i umysł działały wbrew sobie. Nie ważne jak bardzo się bałam i byłam wściekła, dolne partie i tak robiły swoje zupełnie ignorując myśli i uczucia. Sehun odsunął się nieco w tył i złapał za brzegi moich czarnych fig, by po chwili ściągnąć je, tak jak i spodnie. Potem złapał moje uda i rozchylił z impetem, by po chwili patrzeć się wygłodniałem wzrokiem na mnie w całej okazałości. Pochylił się nad moim brzuchem i zaczął go całować, co chwilę przenosząc się z pocałunkami niżej i niżej. Czułam jego gorący oddech między udami. Serce biło mi jak oszalałe a z oczy płynęły łzy. Myślałam, że na tym się skończy. Bullshit. Jego ciepły język zaczął z pasją lizać tamto miejsce, doprowadzając mnie do przeciągłego jęku rozkoszy i wściekłości. Słyszałam jego pomruki zadowolenia. Pieścił mnie tak intensywnie, że zaczynałam tracić zmysły. Natrafił językiem na moje wejście i to na nim przez chwilę się skupił. Starałam sie myśleć o czymś innym i cierpliwie doczekać końca, ale nie mogłam się na niczym skupić. Błagałam by przestał, ale on chyba oguchł. Otworzyłam oczy i spojrzałam na niego, nie wiem nawet czemu. Widok ciemnej głowy między moimi udami wywołał na mnie dreszcze. Mój wzrok zarejestrował potem tylko to, jak wsuwał trzy palce do ust.
Opadłam na poduszki a potem poczułam jak wsuwa we mnie jednego z nich, wracając tym samym do pieszczot językiem. Po dłuższej chwili dołączył drugi palec i potem trzeci. Zabolało mnie to nieco, ale przez fakt, że moje jebane ciało żyło własnym życiem, nie bolało mnie to długo, bo byłam najwyraźniej gotowa na coś takiego. Jego palce penetrowały mnie z szybko i dogłębnie a język pieścił każdy zakamarek. Biłam się z myślami. Nie chciałam nic czuć. Nic a nic. Mimo moich największych protestów czułam, że zbliżam się do orgazmu.
- Hun.. Mmmm.. Prze- Przestań.. - wyjęczałam odchylając głowę do tyłu, ale maknae zaśmiał się w odpowiedzi i zwiększył szybkość obu pieszczot. Po kilku jego ruchach doszłam z przeciągłym, głośnym jękiem. Mój kręgosłup wygiął się w łuk a po chwili opadłam z hukiem na materac. Wbiłam w Sehuna otłumanione spojrzenie. Oblizał lubieżnie palce a potem usta. Wspiął się wyżej i pocałował mnie w szyję.
- To było nic.. Następnym razem nie skończy się tylko na tym. - ostrzegł po czym założył mi moją bieliznę i położył się obok. Rozwiązał moje ręce, ale ja nie miałam sił by uciec, by się wyrwać. Wstyd, złość i obrzydzenie odebrały mi siły. Maknae ucałował mój policzek i objął w talii. Oddychałam ciężko. Czekałam cierpliwie aż uśnie. Nie musiałam na to czekać nie wiadomo ile, musiał dużo wypić, skoro odpłynął tak szybko.
Wyrwałam się z jego ramion, po czym założyłam spodnie, chociaż nie było to łatwe, przez moje drżące dłonie. Zdjęłam z siebie bluzę i potem rozdartą koszulkę. Podkopnęłam ją pod łóżko Oha , założyłam bluzę i zasunęłam ją. Otarłam łzy ręką po czym wyszłam z pokoju. Nikogo tu nie było. Opuściłam pospiesznie dom. Rzuciłam się biegiem przez ulicę, o mało nie wpadając pod koła jakiegoś auta. Spojrzałam na kierowcę. Zamarłam. Za kierownicą siedział Kyungsoo. A obok niego Jongdae. Gdy odzyskałam możliwość ruchu pobiegłam jak najszybciej do domu a potem od razu do pokoju, zamykając się w nim. Zrzuciłam z siebie wszystkie ubrania i wbiegłam do łazienki. Władowałam się resztkami sił pod prysznic, odkręcając gorącą wodę. Usiadłam w brodziku i rozpłakałam się. Czułam się okropnie. Wykorzystana i obnażona. Nieczysta. Siedziałam pod strumieniem wręcz wrzącej wody, jakbym chciała wyzbyć się tej hańby. Moje łzy mieszały się z kroplami spływającymi po mojej twarzy.
Co to miało w ogóle być? Dlaczego on mi to zrobił? Dlaczego posunął się do takiego czegoś? I to ma sprawić, że przy nim zostanę. Z nami koniec. Z całym EXO. Nie dam rady już tam iść. Nigdy więcej. Muszę o nich zapomnieć. Poznanie ich przysporzyło mi tylko ból. Po kilku godzinach opuściłam łazienkę w bluzie Jongina. Nadal płacząc położyłam się na łóżku i zakopałam się w pościeli, chcąc schować przed całym światem. Miałam wrażenie, że wszyscy wokół wiedzą, co się stało w tamtym pokoju.
Następnego dnia rano, a właściwie to dwie godziny potem w pokoju rozbrzmiał dźwięk budzika. Jebnęłam w niego ręką, aż spadł z szafki i roztrzaskał się na kilka kawałków. Nie spałam nic a nic. Wiem, że cztery dni mam występ i muszę iść na próby. Ale nie,nie byłam w stanie nikomu pokazać się na oczy. Naciągnęłam kołdrę aż na głowę, gdy nagle rozległo się pukanie do drzwi.
- Lara? Co to był za rumor u ciebie? Wszystko jest okej? Nie idziesz na próby? - spytała Rin. Spojrzałam na drzwi. Nie mam na to sił.
- Wszystko okej, aniołku. To tylko budzik. Nie idę.. Boli mnie.. Boli mnie brzuch. - skłamałam. Rin wróciła do siebie a ja odwróciłam się tyłem do drzwi. Nienawidzę jej okłamywać. Nienawidzę siebie.
- Kai mi napisał, że przyjdzie. - powiedziała przechodząc obok mojego pokoju. Poderwałam się do siadu w napadzie paniki. Nie. On nie może.
- Nie! Napisz mu aby nie przychodził. Mam się dobrze, a dzisiaj i tak mnie nie będzie bo mam ściągane szwy z ręki. Niech się nie fatyguje tutaj. - poprosiłam starając się brzmieć jak najpewniej.
- No dobrze, jak uważasz. - mruknęła i zeszła po schodach na dół. Westchnęłam z ulgą. Położyłam się z powrotem na łóżku i spróbowałam po raz kolejny usnąć. Trudno było, ale udało się. Obudziłam się po 13. Idealnie, bo na 14;30 miałam jechać do szpitala na ściągnięcie tego ustrojstwa. Wstałam i ominęłam wzrokiem lustro. Nie byłam w stanie na siebie patrzeć. Założyłam czarne jeansy, długą, czarną koszulkę z krótkim rękawem i na to bluzę. Założyłam inny szalik, bo tamten został u Sehuja w pokoju. Makijażem zakryłam wory pod oczami. Wzięłam telefon i słuchawki. Zignorowałam kilka smsów i włączyłam odtwarzacz muzyki. Słuchając coveru Jungkook'a Paper Hearts, zeszłam na dół i bez jedzenia śniadania opuściłam dom, uprzednio zakładając płaszcz i czapkę. Wsunęłam dłonie w kieszenie i udałam się na przystanek.
Autobus przyjechał prawie wtedy, gdy doszłam na miejsce. Wsiadłam do niego, kupiłam bilet i usiadłam na pierwszym miejscu. Po jakichś 20 minutach byłam w mieście. Dojście do szpitala zajęło tylko kilka minut. Potem wypełniłam jakieś papiery i wraz z lekarzem udałam się na odpowiednią salę. Szwy były ściągnięte w przeciągu 15 minut, potem tylko zalecenia i rękawiczka terapeutyczna w prezencie. Założyłam ją od razu i siląc się na promienny uśmiech pożegnałam się z lekarzem i opuściłam szpital. Idąc na przystanek, wstąpiłam do salonu fryzjerskiego. Nie było tam ludzi. Zdjęłam płaszcz i usiadłam na fotelu fryzjerskim.
- Wygolić boki na w miarę krótkie. Środek głowy zostawić tej długości jaki jest teraz i przefarbować na krwistą czerwień. Boki zostawić ciemno brązowe. - wyjaśniłam, a fryzjerka uśmiechnęła się tylko i przystąpiła do dzieła.
Minęły dwie godziny i opuściłam salon z nową fryzurą. Facetka ścięła mi trochę przód, ale to po to aby włosy układały się w uroczą krzywkę na prawy bok. Założyłam czapkę i ruszyłam w kierunku przystanku. Wyglądałam jak emo chłopczyk. Po niespełna godzinie byłam w domu. Był już wieczór. Weszłam do domu, zjadłam co nieco na kolację, bo mama nalegała. Powiedziałam jej jak było u lekarza.
- Był u nas jeden z sąsiadów i pytał się o ciebie. - powiedziała mama popijając herbatę. Uniosłam głowę znad talerza i zmarszczyłam brwi.
- Który konkretniej? - spytałam podejrzliwie. Rodzicielka odstawiła kubek i zastanowiła się dłuższą chwilę.
- Nie pamiętam jego imienia, był wysoki i miał ciemne włosy. - powiedziała. Bo mi to wiele mówi. Co jak co ale jest różnica między tym, że przyszedł Jongin a między tym, że przyszedł Sehun.
- Karnacja. Jaki miał odcień skóry? Jasny czy ciemny? - spytałam przyglądając się jej. Kobieta podrapała się w tył głowy i westchnęła.
- Jasny. W ogóle miał taki poważny wyraz twarzy. Powiedziałam mu, że ciebie nie ma. A on poprosił tylko abym tobie przekazała przeprosiny i abyś przyszła do nich, bo musi z tobą porozmawiać. - wyjaśniła, a ja parsknęłam śmiechem na jej słowa. Serio, Sehun? Jesteś wręcz żałosny.
- Coś zaszło między wami? - spytała zaciekawiona moją reakcją. Wzruszyłam ramionami i wstałam od stołu
- Nic, to nie ważne. Dziękuję, że mnie o tym powiadomiłaś. - rzekłam całując ją we włosy i idąc na górę. Weszłam do pokoju i zamknęłam za sobą drzwi. Usiadłam na brzegu łóżka i wyciągnęłam telefon z kieszeni. Miałam smsy od kilku osób. Dwadzieścia od Sehuja, tyle samo od Kyungiego a od Kaia.. Było ich 146 i przychodziły kolejne. Najpierw przeczytałam te od tego złamasa. Nie wiem nawet dlaczego.
"Nie wiesz jak mi głupio.. Nigdy bym na trzeźwo tego nie zrobił."
"Przepraszam skarbie"
"Gdzie jesteś? Martwię się"
"Wybaczysz mi? Nie chciałem aby tak wyszło."
"Co mam zrobić, abyś mi wybaczyła?"
Nie chciało mi się czytać reszty. Zamknęłam rozmowę i odczytałam rozmowę z Kyungiem.
"Co miało znaczyć wczorajsze zajście? Omal Ciebie nie rozjechałem!"
"Dlaczego byłaś tak nierozważna? Mogłem zrobić Ci krzywdę.. Dlaczego płakałaś?"
"Martwię się, Lara"
"Błagam, odpisz."
Serce mnie zabolało. Pamiętam jego wzrok przepełniony strachem, wbity w moją osobę. Źle zrobiłam, przebiegając przez drogę. Ale skąd mogłam wiedzieć, że tak to się skończy? Że pojawią się znikąd i nagle znajdę się tuż przed maską ich auta? Nie zrobiłam tego celowo. Zamknęłam rozmowę i przeszłam do kolejnej, w której liczna nieprzeczytanych smsów rosła.
"ZAPIERDOLE GO"
"LARA BŁAGAM POWIEDZ ŻE NIC CI NIE JEST"
"NIE DARUJĘ MU JAK ZNÓW COŚ CI SIĘ STANIE"
"Błagam, odpisz.." x 9
"Nie wiem jak mogłem pozwolić mu zabrać Cię wtedy z pokoju.."
"Jestem kretynem"
"Odpisz" x 70
"OOOOOOOOOOOOOOOOODPISZ"
"Wszystko okej?" x 30
"Jak szwy?"
"Dlaczego mi nie przypomniałaś o tym, pojechałbym z Tobą"
"I kupił ciastka"
"Bo wiem, że lubisz wszystkie"
"ODPISZ!!!!!!!" x 25
"Mam się do Ciebie przejść?"
Zacisnęłam dłoń na obudowie komórki. Nie chciałam aby tu przyszedł. Chciałam aby mnie przytulił i powiedział że Sehun już mnie nie skrzywdzi. Chciałam o nim zapomnieć. Chciałam aby powiedział, że mnie nie zostawi. Biłam się z myślami, nie wiedziałam co zrobić. Ale nie byłam w stanie się z nim widzieć. Poza tym.. Skąd on wie? Był wtedy w domu? O co chodzi? Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam pisać odpowiedź.
"Wszystko jest okej. Nie przychodź. Jakim cudem możesz wiedzieć co się wtedy stało?"
Na odpowiedź nie musiałam długo czekać.
"BOŻE, W KOŃCU!!! Tak się bałem.. Lara.. Ja byłem u siebie w pokoju. Cały ten czas. Ale on mnie tam zamknął. Chciałem Ci pomóc ale nie mogłem. Słyszałem jak krzyczałaś, ale nie mogłem nic z tym zrobić. A jak potem Kyungsoo powiedział, że prawie wpadłaś pod koła naszego auta.. Cały czas siedzi ze mną i on i Suho, pilnują mnie abym nie wpierdolił Sehujowi. I tak to zrobię. Prędzej czy później. Zapłaci za swoje czyny"
Trudno było doczytać tego smsa do końca, łzy mi to utrudniały. On tam był. Musiał tego słuchać. Odłożyłam telefon na szafkę, ignorując kolejne przychodzące wiadomości. Nie miałam już siły by to czytać. On tam był. Wstałam i ledwo utrzymując się na nogach udałam się do łazienki. Spojrzałam w lustro. Tak oto wygląda wykorzystana dziewczyna, potraktowana jak obiekt spełnień fantazji erotycznych. Moją twarz i szyję zdobiły blizny. Oczy podkreślał mocny makijaż. Włosy o kolorze krwi sprawiały że skóra wyglądała na jeszcze bledszą. Odwróciłam się tyłem do lustra, rozebrałam się i wzięłam prysznic. Wróciłam do pokoju w piżamie. Położyłam się spać z nadzieją, że jutro będzie lepiej. Tak bardzo chciałabym, by tak było.
Kai.
Siedziałem na łóżku z kolanami podkulonymi aż pod brodę. Obok mnie siedział Kyungsoo, pogrążony w myślach. Ta noc i dzień były okropne. Mimo, że pokój lidera był na końcu korytarza, nawet tutaj słyszeliśmy, jak drze się na Sehuna. W końcu poszedł, by go opierdolić. Jak można się upić i praktycznie zgwałcić własną dziewczynę? W dodatku wykradając ją z ramion komuś innemu i zamknąć go w pokoju tym samym zmuszając go do słuchania błagalnych krzyków tej dziewczyny? Trzeba być bezmózgim skurwielem.
Zacisnąłem dłonie na pościeli. Nie odpisywała mi potem. To moja wina.
- Kai.. Musisz się pośpieszyć. Ona długo nie wytrzyma. - powiedział Dyo wyrywając mnie z zamyślenia. Kiwnąłem niemrawo głową.
-Chciałem już wczoraj. Ale nagle wy wróciliście i Lu wpadła w panikę. Całe wyznanie chuj strzelił.. - odpowiedziałem cicho przecierając twarz dłonią.
- Co jeśli.. Co jeśli po tym wszystkim ona nie będzie chciała mnie znać? Jeżeli w ogóle przekreśli pozostałą ósemkę przez tego kretyna? Jak tak się stanie to nic i nikt mnie powstrzyma przed zabiciem go. - dodałem patrząc na Kyungsoo.
- Wiem o tym, Jongin. Nie dopuścimy do tego. Ona ciebie kocha. Nie zapomni o tobie. - powiedział siląc się na lekki uśmiech. Westchnąłem cicho patrząc się na ścianę. Najchętniej poszedłbym do niej. Ale i tak nie będzie chciała rozmawiać. Albo wcale mnie nie wpuści. To wszystko jest bez sensu. Chciałem tyle zrobić, a nie mogłem nic.
Wstałem z łóżka i zszedłem na dół do kuchni. Wyciągnąłem z lodówki butelkę wody i napiłem się. Przy stole siedział Jongdae z Xiuminem. Obaj też mieli zjebane humory.
- Myślałem że zacznę wrzeszczeć, jak tak nagle wbiegła przed auto.. - mruknął Chen. Xiu poklepał go pocieszająco po plecach.
- Ale na szczęście nic jej się nie stało. Teraz trzeba tylko zmusić Sehuna do gadania. - powiedział Minseok. Ostawiłem butelkę na blat i wróciłem na górę, tym razem kierując się na koniec korytarza, gdzie trwało przesłuchiwanie tej pały. Bez pukania wkroczyłem do pokoju. ignorując spojrzenie Suhego i Yeola podszedłem do siedzącego na łóżku maknae i złapałem go za gardło, przybijając do ściany. próbowali mnie od niego odciągnąć, ale byłem tak na niego wściekły, że nic nie byłoby wstanie ruszyć mnie z miejsca.
- Mów, co jej zrobiłeś. - wywarczałem a Sehun złapał mnie za nadgarstki usiłując rozluźnić uścisk na swoim gardle.
- Nie daruję ci tego, rozumiesz? Nie daruję! - krzyknąłem mu wprost w twarz po czym puściłem go. Sehun zakaszlał kilka razy i spojrzał na mnie załzawionymi oczami.
- Ja nie chciałem.. - powiedział cicho, ale nie chcąc słuchać jego kłamstw, przyjebałem mu w twarz, aż runął na materac.
- Jongin, opanuj się do kurwy nędzy! - krzyknął Yeol łapiąc mnie za kołnież koszuli. Odwróciłem się w jego stronę, rzucając mu mordercze spojrzenie.
- Ty się zamknij bo o wszystkim widziałeś, skurwielu. Chwalił ci się w vanie zamiarami co do niej i nikomu nie powiedziałeś o tym, chociaż powinieneś. gdyby nie fakt, że wtedy was podsłuchałem, to wszystko mogłoby skończyć się gorzej. - wywarczałem a Suho spojrzał pytająco na Chana.
- Serio? Czy ty sobie kurwa jaja robisz? Chanyeol, no ja pierdole. Odjebało ci? - spytał wściekły Junmyeon. Nie dziwiłem mu się. Musiał być na skraju załamania nerwowego.
Usiadłem na skraju łóżka i wbiłem wzrok w podłogę. Moją uwagę przykuło coś leżącego pod łóżkiem maknae.
- Czekajcie chwilę. - mruknąłem przerywając kłótnie Yeola i Suhego, po cym schyliłem się i wyciągnąłem tajemniczą rzecz spod łóżka. Pokazałem ją wszystkim i zacisnąłem na niej dłonie. Zajebe jak psa.
Była to rozdarta koszulka Lary, którą miała na sobie wczoraj. Puściłem koszulę, by po raz kolejny przyjebać Ohowi.
- Jak mogłeś jej to zrobić!? I to wiedząc że jestem niedaleko? Dlaczego zmusiłeś mnie do słuchania jej krzyków, gdy byłem zamknięty w pokoju? Jesteś nikim! - wrzeszczałem na jego. Maknae rozpłakał się i schował twarz w dłoniach.
- Ja nic nie pamiętam.. Wypiłem dużo i ostatnie co mam w pamięci to to, że przeniosłem ją od ciebie tutaj.. A dalej już nic.. Ja nie chciałem tego.. Nie chciałem jej zranić. Fakt, byłem zazdrosny, ale nie byłbym w stanie zrobić jej krzywdy. Przysięgam.. - zaczął się tłumaczyć. Czyli jeszcze się napruł, aby było zabawniej? Sehun po alko traci wszelkie hamulce, kto wie, co mógł jej zrobić. Nie mogąc już siedzieć dłużej z nim w jednym pokoju, wybiegłem stamtąd.
Zbiegłem na dół i nie dbając o kurtkę czy cokolwiek przeszedłem przez ulicę bo po chwili stanąć przed jej domem. Zapukałem w drzwi i otworzyła mi Rin. Była zdziwiona widząc mnie. Nie dziwię się jej, nikt nie widzi codziennie płaczącego Kim Jongina przed drzwiami.
- Gdzie ona jest? Jak z nią? - spytałem ocierając łzy rękawem. Dziewczynka stanęła na palcach i objęła mnie na krótką chwilę.
- Jest u siebie, zamknięta na klucz. Cóż.. jeszcze nigdy nie widziałam jej tak wyprutej z uczuć i woli do życia. - wyznała patrząc na mnie ze łzami w oczach. Jak ona musiała się czuć, Lara to przecież jej rodzona siostra.
Wszedłem do środka i ściągnąłem w przedpokoju buty. Wraz z Rin udałem się na górę, do jej pokoju. Usiadłem na brzegu łóżka, a ona obok mnie.
- Nadal nie mogę uwierzyć, że to się stało.. Że on był w stanie jej to zrobić. - westchnęła cicho. Pogłaskałem ją po głowie, usiłując jakoś ją pocieszyć tym gestem.
- Ja też.. - mruknąłem cicho.
- Rinuś, dlaczego ty nie śpisz tylko.. - rozległ się tak dobrze znany mi głos. Podniosłem szybko głowę a mym oczom ukazała się Lara. Zupełnie inna. Gdy nasze spojrzenia się spotkały, Lara zamilkła. Była cała ubrana na czarno. Na szyi szalik, na rękach bandany, włosy o kolorze krwi. I ten wzrok. Przepełniony bólem. Zerwałem się z łóżka i podbiegłem do niej. Objąłem ją mocno, opierając głowę o jej ramie.
- Tak się bałem.. - szepnąłem gładząc ją po włosach. Dziewczyna stała w miejscu jak kołek ale po chwili również mnie objęła i wtuliła twarz w moją szyję. Staliśmy tak dłuższą chwilę. W końcu puściłem ją aby bliżej jej się przyjrzeć.
- Kai.. Wracaj do domu.. - powiedziała unikając mojego wzroku. Wziąłem jej twarz w swe dłonie, zmuszając jednocześnie do nawiązania kontaktu wzrokowego.
- Nigdzie się nie ruszam. Musimy porozmawiać. - powiedziałem. Lara spojrzała na swoją siostrę. Westchnęła cicho i odsunęła się ode mnie.
- Jak tak bardzo chcesz, to chodź do mnie.. - powiedziała i zaprowadziła mnie do siebie.
Usiedliśmy oboje na łóżku, ona jednak nieco dalej, zachowując dystans.
- Co chcesz? - spytała unikając mojego wzroku. Wziąłem oddech. Właśnie, po co przyszedłem? Nie powiem jej przecież, że musiałem się z nią zobaczyć, ze nie miałem gdzie uciec przed uczuciami, że musiałem się upewnić że wszystko jest okej.
- Wiem o wszystkim. Nie musisz zaprzeczać. Chcę byś wiedziała jedno. On już cię nie dotknie. Dopilnuję tego. tylko błagam.. Nie przekreślaj całej reszty przez tego idiotę.. - powiedziałem niemalże błagalnie. Dziewczyna wzrok miała utkwiony w swoich dłoniach.
- Ciężko mi z tym. Staram się. Nie wiem czy dam radę. - powiedziała niepewnie.
- Nie spodziewałam się po nim czegoś takiego. Bałam się tak bardzo. W ciągu tej nocy zniszczył całą naszą przyjaźń. I te jego słowa w stylu "sprawię, że o nim zapomnisz", "będziesz kochać tylko mnie". Już wcześniej miałam go dość. Ale teraz przegiął. Nie zaufam mu już nigdy. Nie wybaczę tego. Potraktował mnie jak jakąś dziwkę. - dodała, a ostatnie słowo wywołało u mnie dreszcze. Nie daruję mu tego. Lara schowała twarz w dłoniach i najzwyczajniej w świecie się rozpłakała.
Poczułem się tak, jakbym dostał w klatkę piersiową kilka potężnych ciosów. Przysiadłem się bliżej niej i przytuliłem do siebie po czym zacząłem lekko kołysać na boki.
- Nie płacz, Lulu.. Nikt cię już nie skrzywdzi. Nie pozwolę na to. Pamiętaj o tym. Zawsze będę obok. - wyszeptałem całując ją we włosy. Moja ręka gładziła ją uspokajająco po plecach. Wyciągnę ją z tego. Muszę tylko zebrać się na odwagę i wyznać jej wszystko. I odizolować ją od tamtej pały. Chociaż sam pewnie da jej spokój, po tym co jej zrobił.
Siedziałem tak z nią w ramionach przez dłuższy czas, aż do moich uszu dobiegło ciche, urocze pochrapywanie. Nie mogłem się nie uśmiechnąć. Wziąłem ją na ręce i położyłem na łóżku i nakryłem ją kołdrą. Ułożyłem się obok niej i podziwiałem jej twarz oświetlaną teraz przez blask księżyca. Gdy spała wydawała się taka spokojna, w zupełności odcięta od problemów i od smutku. Pamiętam te czasy jak była radosna. Teraz to wydawało się tak odległe.
Pochyliłem się nieco i musnąłem jej wargi swoimi. Nie mogłem się powstrzymać. Ucałowałem jej czoło i objąłem czule, a ona przez sen przytuliła się do mnie. Chyba też tak ma, że jak wyczuje źródło ciepła, to się do niego klei. Uśmiechnąłem się mimowolnie i zamknąłem oczy. Sen przyszedł dość szybko. W końcu była przy mnie. Chociaż sprawy nadal były skomplikowane, pełne niedomówień. Ale i tak cieszyłem się tą chwilą.










