wtorek, 29 grudnia 2015

Winny

Hej :D Chciałabym Wam podziękować za ponad 1000 wyświetleń! Jesteście cudowni, nawet nie marzyłam o takiej ilości wyświetleń xD a co do odcinka.. Jest to taki jakby bonus, pisany z innej perspektywy. Mam nadzieje że się Wam spodoba :3


~~~~~


Dyo chodził z kąta w kąt. Dzwonił - odzywała sie sekretarka. Pisał - brak odpowiedzi. Źle zrobił dając sie ponieść emocjom. Po części żałował, po części nie. Usiadł zdołowany na kanapie i westchnął.
- Co sie właściwie stało? Miała zostać chyba znowu na noc - rzekł Suho patrząc na rozżalonego przyjaciela. Dawno nie widział go aż tak smutnego i wkurzonego.
- Jestem idiotą. To sie stało.. - warknął. Suho uniósł brwi w zdziwieniu. Coś musiało być na rzeczy.
- Wiesz że mi możesz o wszystkim powiedzieć. Postaram sie pomóc. - rzekł poklepując Dyo po ramieniu. Ten westchnął cicho i spojrzał na lidera.
- Miałeś kiedyś tak że zrobiłeś coś czego chciałeś a to okazało sie czymś złym i przysporzyło więcej kłopotów niż korzyści? - spytał patrząc mu w oczy. Suho zastanowił sie chwilę. Nie usłyszeli że po schodach ktoś schodzi. Kai miał wparować ze śmiechem, ale wyczuł że coś jest nie tak. Zatrzymał sie i stanął za ścianą, przysłuchując sie uważnie.
- Zależy.. Pewnie miałem taką sytuację, ale jaki to ma związek z Lukri? Co sie stało? - spytał lekko zaniepokojony. Wiedział że Dyo bardzo łatwo sie zadurza w dziewczynach i to nigdy nie było łatwe to okiełznania.
- Dałem sie ponieść emocjom. - westchnął sfrustrowany. Suho spojrzał na niego nie do końca rozumiejąc o co mu chodzi.
- Powiedziałeś za dużo? - spytał patrząc na przyjaciela. Ten pokiwał przecząco głową.
- Jeszcze gorzej. Zrobiłem za dużo.. - rzekł cicho zawstydzony. Suho zamarł.
- Czy wy coś.. - zaczął ale Dyo mu przerwał.
- Pocałowałem ją. - powiedział. Kai zamarł i zacisnął dłoń w pięść. Suho wciągnął powietrze ze świstem.
- C-co? Nie, ty sobie żartujesz. - powiedział zszokowany. Dyo spuścił smętnie głowę.
- Nie żartuje. Jeżeli masz zamiar mnie opieprzać o to, to nie musisz. Żałuję tego.. - powiedział smutno. Suho objął go i poklepał po plecach.
- Nie mam takiego zamiaru.. Zbyt sie pośpieszyłeś. Ona jest naszą fanką, znamy sie kilka dni. Może to źle odebrać. - powiedział.
- I tak źle odebrała.. Wybiegła z domu.. Pewnie jest u siebie.. - powiedział smutno. Suho zamyślił sie chwilę.
- Jak chcesz mogę tam iść i spytać sie czy mógłbym z nią pogadać. Mnie raczej wpuści, ja jej nic nie zrobiłem takiego.. - powiedział odsuwając sie od Dyo by na niego spojrzeć. Ten podniósł głowę i rozdziawił buźkę.
- Zrobiłbyś to dla mnie? Jeżeli ona nie będzie chciała tu przychodzić to ja sie chyba powiesze a reszta zespołu mi dokopie.. - powiedział smutno patrząc na Suho. Ten zaśmiał się cicho.
- Spokojnie, pójdę tam. A ty tu czekaj jak coś - rzekł wstając z kanapy. Kai poszedł cicho za schody aby lider go nie widział. To co usłyszał nadal dzwoniło mu w głowie. Jak ona musi sie czuć? Pewnie myśli że sie nią bawią. Biedna dziewczyna. Jak ona tu już nie przyjdzie, to chyba pierwszy raz w życiu mu przywali. Suho ubrał sie i udał się do domu naprzeciw. Zapukał do drzwi, po chwili czekania otworzyła mu pewna kobieta, pewnie matka Lary.
- Dobry wieczór. Przepraszam że przychodzę o tak późnej porze, ale chciałbym porozmawiać z pani córką. - powiedział grzecznie uśmiechając sie lekko. Kobieta spojrzała na niego krzywo.
- Przecież ona u państwa jest. Nie ma jej tu. - powiedziała zdziwiona.  Suho wytrzeszczył oczy. Jak to jej nie ma? To w takim razie gdzie jest?
- Ale.. Ale ona wybiegła od nas, myśleliśmy że wróciła do domu. - powiedział zaniepokojony.  Kobieta zawołała męża. Powiedziała mu że córka gdzieś zniknęła. Mężczyzn na początku wziął to za szczeniacki żart, ale gdy Suho zaczął tłumaczyć wszystko, ten zaczął mu wierzyć. Kazał żonie przedzwonić do rodziny, czy czasem nie ma tam Lary. Na całe szczęście Rin niebyło w domu, bo zaczęłaby panikować. Lepiej oszczędzić jej stresu, zwłaszcza że bardzo kochał siostrę. Tym czasem Suho wrócił szybko do domu. Nawet nie ściągając kurtki wbiegł do salonu.
- Lara zniknęła - powiedział przerażony. W salonie już była reszta. Wszyscy spojrzeli na niego jak na ufo. Nie wiedzieli czy sie przesłyszeli czy on coś nie wyraźnie bełkotał.
- Jak to zniknęła? Nie ma jej w domu? - spytał nic nierozumiejący Lay. Suho wziął oddech.
- Nie ma jej tam, właśnie rozmawiałem z jej rodzicami. Nie ma jej - powiedział zaczynając panikować. Dyo zakrył twarz dłońmi a Kai spojrzał na niego krzywo.
- To co teraz? - spytał Chen patrząc na lidera. Będą kłopoty, jak coś jej sie stanie będą za to odpowiedzialni. Będzie skandal na całą Azje.
- Nie mam pojęcia.. - westchnął smutno Suho.  Kai wstał i pobiegł po kurtkę do korytarza, po chwili wrócił w nią ubrany do salonu.
- Nie wiem jak wy, ale ja nie zamierzam siedzieć z założonymi rękoma. - rzekł poddenerwowany. Dyo spojrzał na niego.
- Wokół tego miasteczka jest las.. Jak chcesz jej szukać? - spytał. Kai prychnął cicho. Co jak co ale Dyo powinien jako pierwszy wybiec z domu i jej szukać. W końcu to przez niego zniknęła.
- Nie będzie sam, ja z nim idę. - powiedział Suho podnosząc lekko rękę. Kai poklepał go po ramieniu.
- I ja - rzekł Lay po czym wstał. Dyo patrzył na nich smutno.
- Ja też ide, nie ma bata. - rzekł Chanyeol, potem Sehun i reszta. Dyo tylko siedział cicho.
- Ty też powinieneś iść z nami. Jesteśmy zespołem, jednością - rzekł Chen. Dyo wstał i z resztą poszedł do korytarza aby sie ubrać. Wzięli latarki i wyszli z domu, uprzednio zamykając go. Stali razem, nie za bardzo wiedząc co zrobić. Kaiowi zaczynały puszczać nerwy. Wziął oddech i spojrzał na wszystkich.
- Dzielimy sie na 2 grupy. Ja, Lay, Chen, Sehun i Baekhyun idziemy w prawo, Dyo, Xiumin, Suho i Chanyeol idą w lewo. Pamiętajcie, dzwońcie jak coś. Szukajcie uważnie - rzekł poważnie Kai. Wszyscy sie z nim zgodzili i rozeszli sie w dwie strony. Weszli w las. Krzyczeli jej imie, zaglądali w każdy kąt. Za każdym razem gdy zdawało sie im że nią znaleźli, spotykało ich rozczarowanie. Zaczynało sie robić coraz zimniej i ciemniej, chociaż księżyc dawał lekki blask. Szanse na jej znalezienie malały z każdą minutą.
- Padam z nóg.. - jęknął Chen opierając sie o drzewo. Lay pochylił sie i odchrząknął. Zrobili sobie przerwę.
- To jak szukanie igły w stogu siana.. - rzekł smutno. Kai spojrzał na nich.
- Kai.. Może być za późno - odparł Baekhyun smutno. Kai patrzył sie na nich. Oni mieli racje.. Może być za późno. A co jak ona już nie żyje? Jak jakiś zwierz ją napadł?
- Czy wam to już na dekle wali? Wstawać mi tu i szukać jej! Ona żyje, czuje to w kościach. Nie ma tak łatwo. Jesteśmy EXO, nie poddajemy sie - powiedział zirytowany Sehun. Kai kiwnął głową.
- Zgadzam sie z maknae. Szukajmy jej do skutku. - powiedział po czym ruszył na przód. Biegł przed siebie świecąc latarką w ciemniejsze miejsca. Dotarł na jakąś polanę, na której środku stał wielki dąb. Miał oberwaną gałąź. Podszedł do niego i oparł sie o jego pień. Spojrzał w niebo, na srebrzysty księżyc częściowo skryty za ciemnymi chmurami.
- Gdzie jesteś.. - szepnął smutno. Musi gdzieś tu być. Jak nie tu to gdzie? Mówiła że nie ma przyjaciół, więc w miasto raczej nie poszła..  Zaczął ponownie sie rozglądać. Jego uwagę przykuło coś dziwnego leżącego pod zerwaną gałęzią. Podszedł do tego czegoś i odchylił część gałęzi. Obawiał sie, że to znowu jakiś zając albo inny zwierzak. Ale jednak nie. Serce mu stanęło.
- Chłopaki!!! Szybko, pomóżcie!!! - wrzasnął z całych sił. Po chwili z ciemności wyłoniły się sylwetki przyjaciół. Patrzyli sie zszokowani na Kaia.
- Szybko, weźcie tą gałąź - krzyknął usiłując ściągnąć nią z dziewczyny. Podbiegł do niego Sehun i Lay. Gałąź okazała sie jednak zbyt ciężka więc dołączył jeszcze Chen, a Baekhyun dzwonił do reszty.
- Chodźcie na taką wielką polane, szybko. Tu jest taki wielki dąb z oberwaną gałęzią szybko - zaczął szybko mówić po czym rozłączył sie.
- Już? - spytał patrząc na siłujących sie z drewnem chłopaków.
- Nie.. Nie damy rady, za ciężka jest.. - stęknął Chen puszczając nią. Kai nadal siłował sie z ciężarem.
- Kai.. Poczekaj na resztę.. - mruknął Sehun opierając sie o drzewo. Kai rzucił mu gniewne spojrzenie.
- Poczekam i co? Może umrzeć  - warknął, co zdziwiło resztę. Zwykle był zabawny i miły, co mu sie stało? Po chwili zjawiła sie reszta zespołu. Baekhyun złapał szybko Xiumina i Chanyeola za rękę.
- Szybko, pomóżcie im - rzekł pchając ich w stronę gałęzi. Siłowali sie z nią dłuższą chwilę, aż z trudem odrzucili nią na bok. Ich oczom ukazała sie kobieca sylwetka. Leżała tyłem do nich, widać było tylko białawe włosy. Dyo stał i patrzył sie na ciało, nie mogąc uwierzyć w to co widzi.
- Ej, ona żyje? - spytał Suho klękając przy niej. Kai szybko odepchnął go po czym ostrożnie ale szybko wziął nią na ręce.
- Żyje, czuje tętno - rzekł przysuwając twarz do jej szyi. Wszyscy z wyjątkiem Dyo, który dalej był w szoku, odetchnęli z ulgą. Chanyeol dotknął jej policzka.
- Jest lodowacie zimna.. - mruknął patrząc na resztę chłopaków. Byli strasznie zestresowani, bali sie jak to może się skończyć. W końcu mieli sie nią jakoś zająć, a ona wybiegła po prostu z domu. Tylko Dyo, Suho, Kai i sama Lara wiedzieli czemu tak sie stało. Wszyscy bali sie konsekwencji tego wybryku. Jak ojciec dziewczyny zrobi halo to mogą sie pożegnać z karierą.
- A teraz szybko, do jej domu. - rzekł Kai , po czym zaczął biec, tuląc dziewczynę do siebie. Była dość lekka, co go zdziwiło. Reszta ruszyła za nim. Dyo tylko był w tyle. Patrzył sie tępo w oberwaną gałąź. To jego wina, to przez niego tu przybiegła. Zakrył twarz dłońmi i zaczął szybko oddychać. Po chwili z jego piersi wydarł sie krzyk bólu i złości. Kopnął drzewo, po czym zaczął biec za resztą. Jeżeli coś jej sie stało, nie wybaczy sobie. Gdy wybiegli z lasu, popędzili do domu Lary. Suho dobijał sie do drzwi, aż otworzył ojciec dziewczyny. Gdy zobaczył córkę na rękach Kaia, od razu wpuścił zespół. Chłopcy patrzyli smutno na mężczyzn który nadal chyba był w szoku. Teraz, w lepszym świetle szło dostrzec jak blada i pokaleczona była dziewczyna. Facet zawołał żonę  która widząc córkę i to w jakim jest stanie, zaczęła płakać. Kobieta szybko zaprowadziła chłopaków do jej pokoju.
- Szybko, kładźcie nią tu. - rzekła wskazując na łóżko. Kai położył nią najdelikatniej jak potrafił, po czym odgarnął włosy z jej twarzy. Policzki i czoło miała pokaleczone, a oczy były widocznie podkrążone.
- Odsuńcie sie - rozkazał ojciec po czym usiadł obok córki. EXO stało przed pokojem i nie odważyli sie nawet odezwać
- Sakura, odprowadź chłopaków do ich domu. - powiedział do żony. Ta kiwnęła głową.
- Przepraszam, mógłbym zostać? - spytał Dyo cicho. Wszyscy spojrzeli na niego.
- Ty lepiej idź do domu.. I tak przesadziłeś.. Ja zostanę - rzekł Kai patrząc na ojca dziewczyny. Wszystkich zdziwiło to co powiedział. Z czym on mógł przesadzić? A może nie miał nic konkretnego na myśli? Nie wiadomo. Jedno było pewne - wszyscy chcieli tu zostać aby jakoś odpokutować za to co sie stało.
- Dobrze, pan może zostać. - rzekł po czym reszta wyszła z domu i wróciła do siebie, modląc się w duchu aby ich przyjaciółce nic nie było. Wrócili do siebie, a Kai pomógł ojcu Lary zdjąć jej kurtkę oraz buty. Opatrzyli jej rany na twarzy, oraz zranioną dłoń, ramię oraz szyje. Wyglądała jakby uczestniczyła w jakiejś bójce. Gdy jej rany był opatrzone, usiedli na łóżku obok niej.
- Gdzie ona była? - spytał poważnie mężczyzna. Kai wziął oddech. To będzie ciężki moment. Musi uważać co mówi, bo to może przesadzić o ich dalszej znajomości.
- W lesie.. Pod oberwaną gałęzią jakiegoś dębu.. Ledwo nią wyciągnęliśmy - odpowiedział starając się opanować emocje.
- Co jej do głowy strzeliło.. Dlaczego nią wypuściliście? Myślałem że sie nią zaopiekujecie! Dlaczego nikt nie zatrzymał jej jak wybiegała?! - krzyknął. Kai drgnął nerwowo. Zamknął oczy na moment. Za błędy tego bencwała ma zbierać opierdziel. Tego jeszcze nie było.
- Wiem, źle sie stało. Ale ona zrobiła to tak nagle, że było za późno jak sie połapaliśmy. Żałujemy tego co sie stało, bardzo nam przykro. To nasza wina.. - powiedział przepraszającym tonem. Teraz zabroni jej sie z nimi spotykać, to jest bardziej niż pewne. Mężczyzna wziął oddech i przetarł twarz dłonią.
- Przepraszam.. Ja po prostu nie rozumiem jak to sie mogło stać.. Co ją skłoniło do pójścia do tego lasu.. - rzekł cicho. Kai przygryzł wargę. Miał ochotę powiedzieć wszystko ojcu dziewczyny. Ale nie. Nie będzie taki.
- Bardzo mi przykro.. Nie wiem co sie stało.. Następnym razem będę miał nią na oku.. - rzekł poklepując go po ramieniu. Obydwoje spojrzeli teraz na nadal nieprzytomną Larę, leżącą pod kocem.
- Dlaczego nie zadzwonił pan na pogotowie? - spytał ciekawy Kai.
- Nie chciałem robić skandalu.. Poza tym, studiowałem medycynę i wiem że powinna sie z tego wylizać.. Powinna.. - odpowiedział. Kai westchnął cicho. Mężczyzna oparł sie o oparcie łóżka.
- Niech pan idzie odpocząć, ja przy niej posiedzę - rzekł Kai. Ojciec Lary spojrzał na niego.
- No dobrze.. - mruknął wstając z łóżka.
- Dziękuje za ocalenie Lary.. - dodał poklepując go po ramieniu, po czym wyszedł z pokoju córki. Kai ściągnął kurtkę i położył ją na oparciu krzesła. Rozejrzał sie po niedużym pokoju. Drzwi i część ściany pokrywały plakaty i rysunki. Co dziwniejsze, większość zdjęć przedstawiały jego. Było też całe EXO, Adam Lambert, i kilka innych osób. Kai wstał i podszedł do wiszących rysunków. Były to smoki, pejzaże, wszystko w ołówku. Rysowała na prawdę dobrze. Na biurku stała kupka zeszytów, wszystkie z logiem zespołu.
- Prawdziwa fanka.. - szepnął do siebie. Podszedł do niewielkiej komody. Stały na niej figurki, pluszaki oraz zdjęcia oprawione w czarne ramki. Jedno z nich przedstawiało uśmiechniętą brunetkę z długimi włosami, czerwonymi okularami. Trzymała na rękach małego, biszkoptowego psiaka.
- To pewnie ona i.. Jak mu było.. Felix chyba.. - mruknął do siebie biorą zdjęcie by lepiej mu sie przyjrzeć. Dziewczyna była na prawdę szczęśliwa. Co sie się musiało wydarzyć, że aż tak sie zmieniła? A może tylko udawała szczęśliwą? Nie wiedział tego. Odłożył zdjęcie nana odpowiednie miejsce, po czym przyjrzał się kolejnemu. Przedstawiało tą samą długowłosą dziewczynę, tym razem na scenie. Ubrana była w białe spodnie, glany i czarną koszulę z  czerwony krawatem. Miał zamknięte oczy i spokojny wyraz twarzy. Wczuła sie w to co śpiewała, tak przy najmniej sądził. Nie był tam żadnego zdjęcia na którym miałaby krótkie włosy, więc pewnie ścięła je niedawno. Westchnął cicho po czym usiadł z powrotem obok niej i wpatrywał się w jej bladą twarz, do niedawna rumieniącą sie i promieniującą.  Złapał delikatnie jej dłoń i ścisnął lekko.
- Wyjdziesz z tego, jestem pewien.. Wiesz, mam ochotę zadźgać wykałaczką tego kiepa.. Jak on mógł ci to zrobić.. Nigdy nie potrafił się ogarnąć z okazywaniem uczuć.. Poza tym, dlaczego pobiegłaś do lasu? Czemu właziłaś na to drzewo? Na serio masz nie równo pod deklem... - mówił do niej z wyrzutem. Westchnął cicho po czym przygryzł wargę.
- Mam nadzieję że po tym wszystkim jeszcze przyjdziesz do nas.. Że jeszcze zrobimy ciastka, pogramy na konsoli.. I że zrobimy jeszcze wiele innych głupich rzeczy.. - dodał cicho. Przywiązał sie do tego małego dziwoląga, z resztą, nie tylko on. Nie wiedział czemu, ale czuł sie przy niej bardzo swobodnie, swoim zachowaniem potrafiła przykuć uwagę ich wszystkich. Rumieniła sie z byle powodu, była wstydliwa, ale potrafiła też sie pokazać z odważniejszej strony. Taki tam dziwoląg. Co dziwniejsze, nie była jak inne fanki. Nie piszczała, nie śledziła, nie była natarczywa. Była taka.. Naturalna. Traktowała ich jak zwykłych ludzi. Mogli sie czuć przy niej normalnie. Wypełniała pustkę i rany po odejściu Tao, Luhana i Krisa. Taka mała osoba która robi aż tyle samą swoją obecnością. Magiczne. Kai siedział przy niej dalej, kolejne minuty. Zaczynał robić się senny. Mimo to, nadal ściskał jej dłoń. Oparł sie o oparcie łóżka i przymknął oczy. Zmęczenie zaczynało z nim wygrywać. Usnął zmęczony, czuwając nad przyjaciółką, którą zdobył tak łatwo i której tak łatwo nie odda.

czwartek, 24 grudnia 2015

Namieszałeś w mojej głowie..

Ohayooo!!! Chciałabym życzyć Wam wszystkiego najlepszego z okazji świąt Bożego Narodzenia! Mam nadzieję że ten czas upłynie Wam w spokojnej, rodzinnej atmosferze. Dużo prezentów, zdrowia, szczęścia oraz miłości!!! A teraz zapraszam do czytania :)






Kai i Dyo patrzyli na siebie nawzajem. On podszedł do nas z uśmiechem.
- Przepraszam że przeszkadzam, ale chciałem przypomnieć że próbę mamy za chwile. - powiedział patrząc na Dyo. Nawet na mnie nie zerknął. Zabolało, chociaż nie powinno. Dyo poszedł na górę z Kaiem. Ja zostałam sama w kuchni. Siedziałam i myślałam nad tym, co właśnie zaszło. Dyo był blisko, wszedł Kai i nie patrzył na mnie. Niby nic, ale dziwnie sie czuje. Może przejdzie mi jak zajmę sie czymś innym. Oby tak było. Poszłam do salonu. Na zegarze widniała godzina 15 z minutami. Nie chce iść do domu. Wyciągnęłam telefon i zaczęłam pisać smsa. "Mamo, chce jeszcze tu trochę zostać. Pomagam im rozkładać rzeczy." Zaczęłam pisać. Już miałam wybrać przycisk "wyślij" ale zawahałam sie. Nie lubię kłamać, wręcz sie tym brzydzę. Dlaczego właściwie chce tu zostać? Nie mam konkretnego powodu.. Pewnie im sie narzucam.. Znowu zaczynam za dużo myśleć. Wysłałam smsa, a po chwili dostałam odpowiedź. "Skoro musisz to zostań. Tylko wiedz że nie obejdzie sie to bez konsekwencji. Pamiętaj kim jesteś TY, a kim są ONI." Westchnęłam smutno i schowałam telefon. Udałam sie na górę, do pokoju Xiumina, Dyo i Kaia. Było słychać Lightsaber z sali treningowej obok. Przetarłam twarz dłonią i zerkałam za okno. Zaczynało sie robić ciemno. Mój cały dobry humor gdzieś sobie poszedł. Wyszłam z pokoju i udałam sie do tego który należał do Laya, Chena i Chanyeola. Mieli tam chyba keyboard. Pogram sobie i pośpiewam, może mi sie polepszy. I tak nie usłyszą. Weszłam tam powoli i podeszłam do instrumentu. Podłączyłam wszystko, był gotowy do gry. Usiadłam na małym krześle i zaczęłam grać  Miracles in December. Zaśpiewam po angielsku.. Tyle czasu pracowałam nad tym tłumaczeniem, w końcu trzeba je wykorzystać.
- I am searching for, the one I can't hear any more.. I am listening for, the one I can't hear any more.. I can see things I couldn't see, can hear the things I couldn't hear, you've given me this power, ever since you've left waiting here.. - śpiewałam zgodnie z melodią. Grałam powoli, starając sie by wszystko było idealne.
- Before I was selfish and I didnt care about you.. I didnt understand your heart I was a fool..  Right now Im tryin to change who I am, knowing that you're not by my side.. But its all because of you, that Im trying to change.. - śpiewałam ukazując wszystko co czuje. To jest jedna z piękniejszych piosenek jakie znam. Grałam i śpiewałam dalej, aż koniec końców, zaczęłam płakać. Zawsze tak mam z tą piosenką. Otarłam łzy i rozłączyłam keyboard. Wróciłam do pokoju Kaia, Xiumina i Dyo. Westchnęłam smutno i położyłam sie na łóżku Kaia. Zaczęłam tulić kołdrę, a moje policzki nadal były mokre od łez. Leżałam tak, starając sie uspokoić. Próba sie skończyła. Ja nakryłam twarz kołdrą. Czułam delikatny męski zapach od razu kojarzący mi sie z Kaiem. Przymknęłam oczy. Nie rozumiem siebie i swoich uczuć. Na serio. Wszyscy wyszli z sali i zaczęli sie rozchodzić. Co teraz co teraz! Udam że śpie, tak to dobre wyjście. Zdjęła szybko okulary i odłożyłam je na szafkę obok. Do pokoju weszły po kolei trzy osoby. Wzięły coś i wyszły. Jedna została i stała nade mną. Starałam sie wyglądać w miare naturalnie. Poczułam ugięcie się materaca pod wpływem ciężaru ciała tej osoby. Położył dłoń na moich włosach. Była taka ciepła. Poczułam jak sie pochyla.
- Nie udawaj że śpisz - szepnął mi na ucho. Nagle zerwałam sie do góry, co było wielkim bolesnym błędem.  Ja i tajemnicza osoba zderzyliśmy sie głowami. Złapałam sie za nos i czoło jęcząc cicho z bólu.
- Auauauauauu.. - zaczął majaczyć.. Kai? Odkryłam twarz i spojrzałam na niego. Trzymał sie tak samo jak ja przed chwilą za czoło i nos. Dotknęłam jego dłoni.
- Przepraszam, ale ze mnie dekiel no.. Nic ci nie  jest? - spytałam smutno. Kai zabrał rękę ze swojej twarzy, złapał moją i położył na swoim czole.
- Pomiziaj to nic nie będzie - powiedział smutno. Zarumieniłam sie lekko, ale zaczęłam jeździć dłonią po jego czole.
- Lepiej? - spytałam zawstydzona. Kai kiwnął głową i uśmiechnął sie. Zabrałam rękę z jego twarzy po czym złapałam kołdrę i nasunęłam nią na siebie tak bardzo, że nie było mnie widać.
- Zabijcie mnie nim sie rozmnożę.. Takiej głupoty trzeba oszczędzić ludzkości.. - zaczęłam mówić smutno.
- Oj tam, nic się przecież nie stało. Z resztą, teraz jesteśmy kwita, odpłaciłaś sie za to że zrobiłem sobie z ciebie pluszowego misia - powiedział klepiąc mnie po głowie. Westchnęłam cicho.
- Ale tamto było milusie, a to niekoniecznie.. - mruknęłam. Kai zaśmiał sie głośno po czym ściągnął ze mnie kołdrę. Spojrzałam na niego zawstydzona. Miał taki piękny uśmiech, i ten jego ciemny odcień skóry.. Chłopak cud normalnie. A teraz ja - płaski tomboy, z goglami, problemami życiowymi, bez życia społecznego i w dodatku hejtowany za samo istnienie na tym chorym świecie. Ech, niech na serio coś mnie jebnie, piorun na przykład, albo auto.
- Nad czym tak myślisz Lukritao? - spytał zaciekawiony podpierając głowę o nadgarstek.
- O niczym, staram sie trzymać bolesnej rzeczywistości - mruknęłam smutno. Kai poczochrał mnie lekko.
- Oj Laruś Laruś.. Nie zadręczaj sie. Nie masz ku temu powodów. - powiedział z subtelnym uśmiechem. Spojrzałam na niego.
- Nie mam? Mam ich aż za dużo - powiedziałam obojętnym tonem. Przetarłam twarz dłonią po czym sięgnęłam okulary i założyłam je. Teraz jest lepiej, ostrość obrazu, 10000mpxl i takie tam. Kai przysiadł sie bliżej.
- Co mam zrobić abyś sie nie smuciła? - spytał smutno. Westchnęłam i spojrzałam gdzieś w bok.
- Wątpię aby cokolwiek poprawiło mi w tym momencie humor.. - mruknęłam cicho. Kai podwinął rękawy bluzy po czym dźgnął mnie palcem w policzek.
- Smiiiile - rzekł uśmiechając się szeroko.  Spojrzałam na niego po czym wymusiłam lekki uśmiech.
- Zadowolony - mruknęłam patrząc w bok. Ten klasnął w dłonie i zaśmiał sie.
- Ale ponury buc z ciebie nooo - mruknął czochrając moje włosy. Przeciągnął sie po czym przyciągnął mnie do siebie i przytulił mocno. Zamurowało mnie na początku, ale po chwili namysłu wtuliłam sie w niego. Czułam ciepło bijące od jego ciała, ten charakterystyczny zapach. Zaczął głaskać mnie po głowie i kiwać sie lekko na boki. Nucił coś pod nosem i dalej mnie tulił. Czułam bicie jego serca, było miarowe, wolne. Zupełne przeciwieństwo mojego, które było szybkie i jakieś.. Dziwne.
- Nie smuć sie mi tutaj. Nie pozwalam ci - powiedział opierając sie o moją głowę.  Wtuliłam sie w niego mocniej, chcąc zapomnieć o tych wszystkich głupich rzeczach. Siedzieliśmy na łóżku, dalej się tuląc. Po na prawdę dłuższej chwili Kai odsunął sie ode mnie. Uśmiechnął sie lekko i poprawił swoje włosy.
- Lepiej? - spytał patrząc na mnie. Kiwnęłam twierdząco głową i westchnęłam cicho. Miałam ochotę powiedzieć "nie, tul mnie dalej, najlepiej cały czas" ale nie chciałam wyjść na debila. Ech, to sie nigdy nie skończy.
- To co teraz? Idziemy na dół? - spytał patrząc na mnie. Boje sie zobaczyć z Dyo. Chociaż.. Nie, nie powinnam, przecież do niczego nie doszło.
- Możemy iść - powiedziałam wstając z łóżka. Kai uczynił to samo i razem zeszliśmy na dół. W salonie na kanapie siedział Baekhyun, Chanyeol i Xiumin, reszta pewnie w kuchni albo w swoich pokojach. Kai wziął z kanapy poduszkę i usiadł obok Chanyeola, kładąc ją na kolanach. Usiadłam obok niego, a on oparł sie o moje ramie. Zauważyliśmy że chłopcy oglądali jakiś film, bodajże Spidermana. Dołączyliśmy sie do oglądania. Minuty leciały, robiło sie już ciemno. Film sie skończył. Baekhyun spał oparty o oparcie sofy, Chanyeol miał głowę zwisającą gdzieś za oparcie. Patrzyłam jak sobie uroczo śpią i uśmiechnęłam sie lekko. Poczułam jak coś opiera sie o moje ramie, a potem czułam czyjś oddech na swojej szyi. Drgnęłam lekko. Usłyszałam cichy śmiech.
- Zawsze tak reagujesz na jakikolwiek dotyk na szyi? - spytał szeptem Kai. Wzięłam gwałtowny oddech.
- Masz tak samo jak Lay.. A ciekawe co będzie jak zrobię tak.. - szepnął po czym musnął ustami moją szyję. Przełknęłam ślinę a mój kręgosłup przeszył dość mocny dreszcz. Serce zaczęło bić szybciej. Kai zaśmiał sie cicho.
- Interesujące  - szepnął kładąc głowę na moim ramieniu. Westchnęłam cicho. Co sie ze mną dzieje? Czemu oni mi to robią? Bawią sie czy co? Siedziałam w bezruchu, aż Kai jakimś cudem gibnął sie na drugą stronę, lądując na ramieniu Chanyeola. Cała trójca spała jak dzieci. Wstałam ostrożnie, po czym sięgnęłam duży koc z flagą Wielkiej Brytanii i nakryłam ich nim. Tak uroczo wyglądali.
- Zupełne przeciwieństwo od tego jacy są gdy nie śpią, prawda? - usłyszałam cichy szept za sobą. Odwróciłam sie szybko. Za mną stał Dyo. Uśmiechał sie subtelnie, patrząc na chłopaków.
- Zgadzam sie.. - odpowiedziałam wsuwając dłonie w kieszenie dresów.
- Idziesz do kuchni coś zjeść? Lay wcześniej zamówił sushi. - szepnął przenosząc swój wzrok na mnie. Wzruszyłam ramionami.
- W sumie przydało by sie coś wszamać. -mruknęłam po czym wraz z Dyo udaliśmy sie po cichu do kuchni. Zaczęliśmy jeść leżące na stole suchi. Towarzyszyła nam głucha cisza, przerywana tylko stuknięciami pałeczek. Gdy skończyliśmy jeść, Dyo spojrzał na mnie.
- Twoja obecność bardzo dobrze wpływa na zespół, wiesz o tym? - spytał cicho. Spojrzałam na niego na ułamek sekundy, po czym zaczęłam sie bawić pałeczkami.
- Na serio? Dziwne.. Zwykle moja obecność gdziekolwiek kończy sie dramatem.. - odpowiedziałam wzruszając ramionami. Ludzie mnie nie lubili, taka prawda. Nic nie wiedzieli, a obgadywali. To że sie wyróżniam nie robi ze mnie kogoś gorszego. Przynajmniej tak uważam.
- Właśnie to mnie dziwi. - powiedział Dyo, wyciągając mnie z zamyślenia.  Spojrzałam na niego niezrozumiale.
- Jesteś dziewczyną z piękną osobowością, ciekawym wyglądem i poglądami. Spędzanie z tobą czasu to sama przyjemność. - dodał uśmiechając sie lekko. Zarumieniłam sie i spuściłam smętnie głowę.
- Na serio. Ludzie muszą być ślepi i głusi skoro uważają inaczej. - rzekł poprawiając kaptur swojej bluzy. Poczułam jak moje policzki zaczynają bardziej sie czerwienić. Czemu musze zawsze strzelać buraka, to jest tak żenujące że za każdym razem mam ochotę gdzieś uciec, z dala od wszystkich ludzi. Patrzyłam sie na swoje dłonie, bojąc sie spojrzeć na niego. Poczułam jego dłoń na swoim policzku. Momentalnie podniosłam głowę. Dyo był zaledwie kilka cali ode mnie. Patrzył mi w oczy z lekkim uśmiechem. Rozwarłam usta i patrzyłam na niego.
- Wyglądasz tak uroczo gdy sie rumienisz.. - szepnął smykając mój policzek palcem. Znowu ta sytuacja. Ale co teraz mu może przeszkodzić? Część EXO śpi, a druga część odpoczywa po próbie. Co zrobić, co zrobić?! To sie źle skończy. Na pewno. Moje serce zaraz wyskoczy mi z piersi, przez te ekscesy nabawię sie zawału. Dyo zbliżył sie jeszcze bardziej. Oparł sie swoim czołem o moje. Nasze oddechy się mieszały. Błagam, nie mieszaj mi w głowie, potem nie będzie odwrotu. Uśmiechnął sie lekko i przechylił głowę na lewą stronę, zbliżając sie jeszcze bardziej. Mogłam czuć ciepło bijące od niego. Dlaczego nie mogę mu odmówić, uciec do domu? Czemu czuje sie sparaliżowana? Czemu tak sie dzieje? Zamarłam. Zrobił to. Niezwykle subtelnie musnął moje usta swoimi. Jego wargi były tak delikatne, że miałam ochotę prosić o więcej. Myśli zniknęły w momencie pocałunku. Nie myślałam o niczym. Spojrzałam mu w oczy. Dyo znów się zbliżył. Pocałował mnie ponownie, tym razem dłużej. Serce chyba mi eksplodowało. Oddawałam niepewnie pocałunek, starając sie jakkolwiek panować nad swym sercem. Dyo musnął mój policzek palcem, po czym przerwał pocałunek. Moje policzki i teraz chyba nawet nos były czerwone niczym krew. Dyo uśmiechnął sie szeroko i ukradkiem oblizał usta. Przełknęłam głośno ślinę. Co myśmy zrobili..
- J-Ja... Co my.. - zaczęłam sie jąkać. Oho, myśli wracają. Nie dobrze. Dyo spojrzał na mnie niezrozumiale. Zakryłam twarz dłońmi, oczy zaczęły mnie piec. Nie, nie teraz!
- Lara? Wszystko oke.. - zaczął lecz przerwałam mu.
- Przepraszam, muszę iść - mruknęłam tylko po czym wybiegłam z kuchni. Po moich policzkach już spływały strużki słonych łez. Jak najszybciej założyłam kurtkę i wybiegłam na dwór. Wzięłam drżący oddech, po czym zaczęłam biec. Gdziekolwiek, przed siebie. Tak, do lasu. Tam będę sama. Biegłam, a zimny wiatr niemalże kaleczył moje policzki. Co ja zrobiłam.. Nie.. Nie może tak być. Biegłam dalej, zaczynałam zagłębiać sie w las. Było ciemno, tylko blask księżyca oświetlał mi drogę. Zatrzymałam sie dopiero na wielkim dębie. Oplotłam go ramionami i już na dobre sie rozbeczałam. Co ja zrobiłam.. Co ja zrobiłam.. Nie chce tam wracać, jak ja spojrzę im wszystkim w oczy? Wspieram sie z trudem na drzewo i usiadłam na większej gałęzi. Otuliłam sie bardziej kurtką. Nie wrócę tam. Zakryłam twarz po raz kolejny. To.. To było jak ułamek sekundy. Trzask drewna i świst spadającego ciała. Ciemność.

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Origami Takie Romantyczne Soł Macz


Witam! Chciałabym przekazać Wam link do fanpage'a tego fanfiction --->  https://www.facebook.com/dzieweicaniolowidwadiably/?skip_nax_wizard=true
Będą na nim info dotyczące kolejnych odcinków, aktualizacje i takie tam. A teraz zapraszam do lektury :)


    Tej nocy spałam spokojnie. Nie mam na myśli tego, że nie miałam koszmaru. Po prostu.. Miałam pierwszy raz od bardzo dawna mocny sen. Nic mi się nie śniło, ale.. Spało mi się cudownie. Przez sen coś mnie tuliło cały czas, czułam to. Spałam sobie dalej, lecz mój sen zaczął być zakłócany przez czyjeś gadanie, oraz mocne promienie światła padające na mą twarz. Zaczęłam coś mamrotać, usiłując sie jakoś wybudzić. Otwarłam oczy. Błąd. Jęknęłam cicho, zamykając je z powrotem. To słońce boli mnie w oczy. Odwróciłam głowę w drugą stronę i znów spróbowałam otworzyć paczałki. Na początku widziałam jakąś białą plamę. To chyba ściana. Obraz zaczął mi się wyostrzać, ale i tak bez okularów nie widziałam idealnie wszystkiego.Zaczęłam się powoli rozglądać. Nade mną stali Dyo i Xiumin. Dyo miał jakiś.. Normalny wyraz twarzy, natomiast Xiumin szczerzył sie jak głupi. Spojrzałam na nich przyćpanym wzrokiem.
- Ja.. Co? Co .. Co sie no.. Ten no.. Kurde.. - zaczęłam majaczyć, a oni zareagowali na to śmiechem. Chciałam przetrzeć twarz dłonią, ale nie mogłam nią ruszyć. Tym razem to nie paraliż senny, na pewno nie. Spojrzałam w dół. Zarumieniłam sie do granic możliwości. Na mojej klatce piersiowej leżał sobie Kai. Oplótł mnie ramionami w tali i trzymał mocno, cicho pochrapując. Jakie to kawaii.. Zesztywniałam cała i wypuściłam w miarę cicho powietrze z płuc, które jakimś cudem tam wstrzymałam na ten widok. Xiumin mało nie płakał ze śmiechu. Dyo natomiast zaczął lekko szturchać Kaia. Ten zaczął sie przebudzać.
- Kai, jełopie. Weź sie obudź - mruknął dalej go szturchając. Kai tylko wtulił sie bardziej we mnie.
- Idź no szatanie, tak mi milusio sie śpi.. - mruknął obrażony. Starałam sie nie śmiać i jakimś cudem mi to wychodziło. Dyo natomiast coraz bardziej sie irytował. Dźgnął go w palcem w policzek a potem w żebra. Kai szarpnął sie nerwowo, przez co uderzył głową w moją szczękę. Jęknęliśmy cicho z bólu, a Kai spojrzał na mnie zszokowany. Oczy miał jak 5 złotych. Zarumienił sie lekko po czym uśmiechnął zażenowany. Odsunął sie powoli ode mnie.
- Oj.. Zawsze tak mam jak wyczuje coś ciepłego przez sen.. Hehe, wybacz - zaczął sie tłumaczyć z nerwowym śmiechem. Poczochrałam go delikatnie.
- Nie przejmuj sie.. Ja też tak mam - rzekłam, chcąc dodać mu otuchy. Ten westchnął cicho, po czym spojrzał na Xiumina i Dyo.
- Która godzina? - spytał przecierając oczy dłonią. Xiumin wyciągnął telefon i po chwili go schował.
- 11:37 - powiedział z bananem na twarzy. Wraz z Kaiem rozdziawiliśmy buźki. Tak pózno? No tak, przez to zamieszanie w nocy tak sie stało.. Poza tym, tak miło się spało.. Dobra, cicho być! Nie myśl tak! To złe dla ciebie! Kai wstał z łóżka i przeciągnął sie kilka razy. Spojrzał na mnie, siedzącą na łóżku i otuloną po części białą kołdrą.
- Idź do łazienki pierwsza, ja tu ogarne łóżko. Dyo z Xiuminem dadzą ci jakieś ubrania. Mogą ewentualnie dać ci też coś mojego. - powiedział zerkając na nich, a ci kiwnęli głowami. Spojrzałam na nich jak na małe bachory.
- Po co tyle zamieszania? Mogę być w tym - rzekłam wskazując na dresy i tshirt. - Nikt oprócz nas przecież nie wie że w tym lulałam - dodałam po chwili. Dyo zaśmiał sie.
- No tak, racja. Ale do łazienki i tak musisz chyba iść - rzekł z uśmiechem. Wstałam z łóżka i przeciągnęłam sie leniwie.
- Ano racja. - ziewnęłam przeciągle. Poprawiłam tshirt i spojrzałam na nich.
- Jakby co to od razu zejdę na dół.. Spytam sie Suho jak tam sprawa z moimi rodzicami.. - mruknęłam po czym udałam sie do łazienki. Przemyłam twarz, założyłam buty i przeczesałam włosy. Przyjrzałam sie sobie uważnie. Zmieniłam sie. Oczy nie są już tak bardzo podkrążone, dołeczki pogłębiły sie przez częste uśmiechanie.. Wyglądam z nimi jak Lay. Heh, no nieźle. Wyglądam chyba dużo lepiej. Chyba.. Zeszłam powoli na dół, przeciągając sie kilka razy po drodze. W salonie był Chanyeol i Baekhyun, grali sobie w My Little Planet na konsoli. Krzyknęłam im " dzień dobry", ale nie odpowiedzieli bo gra ich tak pochłonęła, że chyba stracili kontakt z rzeczywistością. Podreptałam do kuchni, gdzie był pijący kawę Sehun i Suho, robiący obiad Lay i czytający książkę Chen.
- Dzień dobry wszystkim - powiedziałam z lekkim uśmiechem. Ci odpowiedzieli mi, a Chen odłożył książkę na bok i podparł głowę o ramie. 
- Jak sie czujesz? Miałaś jeszcze jakieś koszmary? - spytał. Uśmiechnęłam sie lekko po czym przeczesałam włosy palcami.
- Nie, było dobrze. Od dawna tak dobrze mi sie nie spało. - powiedziałam i zerknęłam na Laya.
- To zasługa tego mleka - powiedziałam wskazując na niego palcem. Lay spojrzał na mnie i zaśmiał sie.
- No widzisz. - odpowiedział i zaczął coś tam mieszać w garnku. Podeszłam do niego i zerknęłam mu przez ramię w garnek.
- Szpageteria będzie? - spytałam delektując sie cudownym zapachem. On zaśmiał sie tylko i znowu zamieszał sos.
- Nom, nie mam siły na nic bardziej kreatywnego. Poza tym, dawno nie było spaghetti - powiedział po czym wyłączył ogień pod garnkiem z sosem.
- Suho, zawołaj dzieciarnie na papu, matką w końcu jesteś - powiedział ze śmiechem zerkając na Suho. Ten wstał i poszedł najpierw do salonu, a potem na piętro. Po chwili w kuchni byli już wszyscy. Usiedli przy dużym stole.
- Pomoge ci, tylko powiedz gdzie macie talerze - powiedziałam ze śmiechem. Lay wskazał górną szafkę. Wyciągnęłam z niej talerze i postawiłam na stole. Lay nakładał po kolei makaron, ja polewałam go sosem i dawałam chłopakom. Potem podałam obiadek Layowi, a na końcu sobie. Gdy wszyscy już siedzieliśmy, powiedzieliśmy sobie "smacznego" i zaczęliśmy jeść. Przy obiedzie gadaliśmy, a raczej oni gadali o ich nowym zimowym albumie. No tak, Sing For You. Kolejny genialny album. Piosenka tytułowa to mój budzik.
- Menadżer mówił że za kilka dni mamy jechać na jakąś sesje. - powiedział Suho odsuwając pusty talerz. Spojrzeliśmy na niego.
- Jaka sesja? - spytał Chanyeol.  To pytanie powtórzyło jeszcze kilku.
- Dla jakiegoś magazynu, potem ma być wywiad. - dodał Suho. EXO westchnęli smutno. Wszyscy skończyli już jeść.
- Ale potem tu wrócimy. Jestem tego pewien - powiedział lider, patrząc na mnie z uśmiechem. Odetchnęłam z ulgą w duchu.
- A może weźmiemy Lare z nami? - spytał Kai patrząc na mnie. Spojrzałam na niego pytająco. Z resztą, nie tylko ja.
- Ale co ona będzie tam robić? Zanudzi sie przecież. - powiedział Sehun. Ale fajnie, mówi za mnie. Mam swojego adwokata!
- Może przecież przyglądać sie wszystkiemu, albo nawet pozować z nami - powiedział Dyo. Tym razem wszyscy skupiliśmy uwagę na nim.
- Nie no, pozować to nie. Jest nieoficjalnym członkiem zespołu, nikt więcej oprócz nas nie musi o tym wiedzieć. - powiedział Suho poważnie. Jako mamusia musi dbać o interesy zespołu. Trochu to smutne, ale nie dziwie mu sie. Jestem przecież dziewczyną, zwykłą i mało ważną w dodatku.
- Ale popatrzeć sobie może. - dodał po chwili z uśmiechem.
- Tylko trzeba wcześniej ustalić to z jej rodzicami. Oraz muszę sie wcześniej dowiedzieć kiedy konkretniej jest ta sesja. - rzekł Suho.
- Ale teraz mami inne sprawy na głowie, trzeba ogarnąć kuchnie po obiedzie - odparł Lay wstając od stołu. On i Sehun sprzątnęli brudne talerze i kubki. Ja natomiast siedziałam sobie dalej przy stole i bawiłam sie serwetką. Złożyłam z niej małego łabędzia. Dyo przysiadł sie obok.
- Znasz sie na origami, z tego co widzę. Umiesz jeszcze coś składać? - spytał z uśmiechem. Spojrzałam  na niego a potem rozłożyłam łabędzia i zaczęłam składać żabkę. Gdy ją skończyłam spojrzałam z lekkim uśmiechem na Dyo.
- A teraz popatrz na to - mruknęłam po czym nacisnęłam na tył żabki, a potem puściłam ją, w efekcie czego żabka skoczyła do przodu.
- Wow, no nieźle. Nauczysz mnie nią robić? - spytał biorąc kolejną serwetkę.
- Wiesz, lepsze wychodzą z bloku technicznego. Jest trwalszy i lepiej go sie składa - powiedziałam. Dyo wstał i podszedł do szafki. Wyciągnął z niej jakiś notatnik.
- Niby to nie blok techniczny, ale chyba może być - powiedział wyrywając z niej dwie kartki. Dał jedną mi, a drugą zostawił sobie. Zaczęłam po kolei mu tłumaczyć i pokazywać kolejne zgięcia i kroki. Szło trochę opornie, ale koniec końców udało mi sie go nauczyć. Potem robiliśmy łabędzia, kota, nietoperza i kilka innych. Nasze palce zaczynały boleć od zaginania papieru.
- W końcu nauczyłem sie czegoś fajnego. - powiedział przyglądając sie figurkom. Zaśmiałam sie cicho, a Dyo spojrzał na mnie.
- Idziesz na góre? - spytał bawiąc sie żabką. Westchnęłam cicho.
- Po co? Jak narazie dobrze mi tak bez dużej ilości osób - powiedziałam. Dyo spojrzał na mnie zaintrygowany.
- Też nie lubisz być zbyt długo w tłumie? - spytał z subtelnym uśmiechem. No tak, oboje lubiliśmy pobyć trochę sami.
- Nom.. Pamiętam jak w EXO's Showtime sam poszedłeś do kina.. I stwierdziłeś ze nie opłaca sie kupować zabawki dla Suho - powiedziałam ze śmiechem.
- Ale na serio, nie opłacałoby sie. Lepsze są nachosy z sosem serowym. - powiedział. Przytaknęłam mu.
- Nom.. Nachosy są boskie - powiedziałam. Dyo uśmiechnął sie lekko. Wysunął dłoń w stronę mojej twarzy. Odgarnął z mojej twarzy szarawe pasemko. Uśmiechnął sie lekko.
- Masz piękne oczy - powiedział. Zarumieniłam sie lekko, a on.. On dotknął mojego policzka, który teraz płonął czerwienią i z powodu jego dotyku. Uśmiechnął sie ponownie i kciukiem przejechał po moim policzku. Patrzyłam mu prosto w oczy. Moje serce nie wiem czy stanęło, czy biło tak szybko że już go nie czułam. Przełknęłam ślinę, a Dyo zaczął sie powoli zbliżać. Nagle coś usłyszeliśmy. To było ciche chrząkniecie. Dyo momentalnie sie odsunął i wziął swoją rękę. Spojrzeliśmy na osobę która weszła do kuchni. To był Kai.

czwartek, 17 grudnia 2015

I Promise You..

Polecam słuchanie piosenki EXO z tytułu odcinka...






Gdy się obudziłam nie było obok nikogo. Było ciemno. Powoli podniosłam sie do siadu, przecierając oczy. Rozejrzałam sie po pokoju. Wszystko było tak samo, te same meble, ten sam porządek. Było tak samo ale wydawało się inaczej. Wzruszyłam ramionami, po czym wstałam, czemu towarzyszyły strzyknięcia moich kości. Przeciągnęłam się leniwie i spojrzałam na łóżko. Zmarszczyłam brwi, gdyż wyglądało tak, jakbym tylko ja na nim spała. Pewnie Dyo ogarnął część na której spał on i na której spał Kai. Wzruszyłam po raz kolejny ramionami. Zaczesałam włosy so tyłu, lecz i tak spadały mi samowolnie na twarz. Wyjrzałam za okno. Było ciemno. Za ciemno. Padało. Była burza.  Wystraszyłam się trochę i pośpiesznie opuściłam pokój, chcąc znaleźć kogokolwiek. Panowała straszna cisza, było zdecydowanie za cicho. Nawet moich kroków nie było słychać. Drzwi do innych pokoi były zamknięte. Weszłam do każdego z nich. Były puste. Pewnie pochowali się w salonie, jestem pewna. Zaśmiałam sie cicho chcąc trochę się uspokoić. Ciszę przerwał głośny grzmot za oknem. Krzyknęłam głośno i zakryłam uszy, opierając sie o ścianę. Oddychałam szybko, moje serce biło w zawrotnym tempie. Rozglądałam się w panice. Nie wiem czy to mój wzrok płata mi figle, ale miałam wrażenie że jest jeszcze ciemniej. Wzięłam kilka głębokich oddechów chcąc uspokoić serce. Ruszyłam wystraszona do przodu. Nogi miałam niczym z waty, rozglądałam sie chaotycznie. Zeszłam powoli ze schodów, trzymając sie poręczy jak małe dziecko. Weszłam do salonu. Był pusty. Dosłownie. Meble, dekoracje. Wszystko zniknęło. Pod powiekami poczułam pieczenie. Nie, nie teraz. Zamrugałam kilka razy, a gdy poczułam sie niewiele lepiej, zrobiłam kolejny krok. Ciszę przerwało skrzypienie ciemnych desek po których stąpałam wystraszona. Poszłam do kuchni. Tam również było pusto, lecz okna były zasłonięte. Zrobiło mi się zimno. Jęknęłam wystraszona. Co się dzieje, gdzie są wszyscy? Co sie stało? Ostatnie co pamiętam to Dyo tulący się do mnie, oraz Kai tulący mnie. Czemu zniknęli? Wróciłam do salonu. Było tak cicho, że bicie mojego serca stało sie nader słyszalne. Usłyszałam chichot. Męski. Zadrżałam. Nie był to zwykły śmiech. Słyszeliście kiedyś śmiejącego sie psychopatę? Tak, to był taki śmiech. Gdy odwracałam głowę w stronę z której dobiegał, on cichł i słychać go było już gdzie indziej. Zamknęłam oczy na chwilę i wzięłam drżący oddech. Spokojnie, to się jakoś wyjaśni. Oni się ze mnie nabijają. Otwarłam oczy. Wrzasnęłam przerażona i upadłam na kolana. Krew. Spływała ze ściany przede mną. Jej metaliczny zapach drażnił i o mało nie doprowadzał do torsji. Śmiech się nasilał. Dobiegał z każdej strony. Próbowałam wstać, po kilku próbach mi się udało. Przede mną pojawiło się coś dziwnego. Duże lustro, okryte materiałem skropionym krwią kąpiącą teraz z sufitu. Mimo to na mnie nic nie spływało. Wyciągnęłam rękę przed siebie. Była nienaturalnie biała, widać było błękitne żyły. Przełknęłam głośno ślinę, po mojej twarzy zaczęło coś spływać, prawdopodobnie łzy, bo leciały z oczu. Mocnym ruchem ściągnęłam materiał z lustra. Zaczęłam wrzeszczeć. Moje oczy. Nie było ich. Czarne dziury niczym bez dna znajdywały sie na miejscu oczu. A z nich ciekła krew. Na szyi uwidoczniły sie wszystkie żyły. Krzyczałam przerażona, krwi było coraz więcej. Śmiech sie nasilał, był głośniejszy. Dobiegał zza moich pleców. Poczułam dłoń ramieniu. Przestałam krzyczeć. Przestałam sie ruszać. Przestałam oddychać. Nic nie mogłam, patrzyłam sie tylko w to lustro. Nikogo za mną nie było, a czułam tą dłoń i oddech na szyi przerywany psychicznym śmiechem. Poczułam jak to coś zbliża sie do mojego ucha.
- Zginiesz sama.. Umrzesz sama.. Będziesz sama.. -  szeptał dziwnym, upiornym tonem. Upadłam na ziemię, leżałam sparaliżowana na plecach. Nie widziałam już nic. Tylko ciemność. Coś złapało mnie za ramiona. Coś mnie odblokowało. Zaczęłam sie szamotać, błagać o litość. To coś szarpało mnie. Słyszałam jakieś głosy, ktoś mnie wolał. Robiło się cieplej. Słyszałam męski głos. Lub kilka, nie wiem. Otwarłam oczy z krzykiem. Serce biło szybko jak nigdy wcześniej. Oddech był szybki i urywany. Wzrok rozbiegany i wystraszony, skupiony na jego twarzy. Kai. To był Kai. Nie mogłam nic z siebie wydusić. Nadal płakałam i majaczyłam coś. Był wystraszony i zmartwiony. Rozejrzałam sie powoli na boki. Dyo, Suho, Chen i Lay, dalej za nimi Sehun, Chanyeol, Baekhyun i Xiumin. Patrzyli sie na mnie też wystraszeni, z bólem. Przełknęłam głośno ślinę. Coś szarpnęło mnie w środku, wzięłam bardzo głęboki oddech, jakbym dopiero co odzyskała możliwość oddychania.  Kai nadal trzymał mnie za ramiona, a Suho i Dyo za dłonie.
- Lara? Lara, powiedz coś! - wykrzyknął przerażony Kai. Suho dotknął mojego mokrego policzka. Wbiłam w niego swoje spojrzenie.
- Już jest dobrze, spokojnie. Nic ci nie jest. Jesteśmy z tobą - mówił patrząc mi w oczy z bólem. Łzy dalej wypływały mi z oczu. "Będziesz sama". Te słowa dudniły mi w głowie.
- Nie płacz, to był tylko sen. - usłyszałam głos Dyo. Spojrzałam na niego. Był bardzo blady i smutny. Spojrzałam na Kaia.
- Nikt cie nie skrzywdzi. - powiedział cicho. Puścili mnie. Podniosłam się do siadu zaczęłam rozglądać sie po pokoju. Zakryłam twarz dłońmi i zaczęłam płakać. "Będziesz sama". Suho przysunął sie do mnie i objął mnie mocno. Zaczął głaskać po głowie, abym się uspokoiła. Szeptał coś, ale nie rozumiałam co. W głowie miałam tylko te dwa, przeklęte słowa. "Będziesz sama". Wtuliłam sie w niego, zaciskając ręce na jego bluzie. Poczułam jak i Lay zaczyna mnie tulić. Potem dołączyli sie inni. Ściskali mnie w swych ramionach, jakby chcieli mnie zasłonić przed tym wszystkim. Nadal płakałam. Tulili mnie chwilę, ale odsunęli sie po jakimś czasie. Tylko Suho był nadal obok.
- Idźcie do salonu.. Ja z nią porozmawiam.. - powiedział do nich. Kai chyba sie sprzeciwił.
- Dawałem radę pomagać Tao, dam radę pomóc jej. - powiedział stanowczo, głaszcząc mnie po głowie. Nadal trzymałam sie go mocno, aby nie rozpłynął sie, zostawiając mnie znów samą jak palec. Chłopcy chyba wyszli, słyszałam jak zamykają sie drzwi. Suho tulił mnie jeszcze dłuższą chwilę. Osunął się nieznacznie. Ja mimo to nadal wtulałam sie w jego tors.
- Spokojnie.. Nie jesteś sama.. Nie pozwolimy by ktokolwiek cię skrzywdził. Pamiętaj o tym. Nie znamy sie za długo i za dobrze, ale i tak jesteś dla nas ważna. Zapełniasz pustkę w naszych sercach po utracie Krisa, Luhana i Tao. Jesteś jak młodsza siostra. Nie damy cie nikomu. - mówił głaszcząc mnie po plecach. Wzięłam głębszy oddech.
- Kre.. Krew.. Była wszędzie.. Byłam sama.. Moje oczy.. Ja.. Umierałam.. - mówiłam chaotycznie między napadami płaczu. Suho nadal mnie tulił. Westchnął cicho i oparł głowę o moją.
- Wiesz co oznacza moje imie sceniczne, prawda? Jestem stróżem EXO, ale też i twoim. Pamiętaj o tym. Nie będziesz już nigdy sama.. Nie pozwolę na to ja i reszta. - rzekł smyrając mnie po włosach. Moje serce powoli się uspokajało, oddech też. Płacz słabnął, lub po prostu brakowało mi już łez. Siedziałam wtulona w niego. 
- Sigani jinado malhaji mothago, mamsogeuro samkineun na , mianhadago neol saranghandao, jigeumcheoreom mideodallago,  neol anajulge du son jabajulge, yeongwonhi hamkke hal su itdamyeon, nae modeungeol bachilge.. I promise you.. - śpiewał cicho, i jak zwykle piękne. Ostatnie zdanie wyszeptał. Najpiękniejsza piosenka.. Wtuliłam sie w niego jeszcze mocniej.
- Dziękuje.. Nawet.. Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy.. Jak ja wam sie odwdzięczę.. - zaczęłam mówić, starając sie logicznie kleić zdania. Suho odsunął sie trochę. Spojrzał mi s oczy. Uśmiechnął sie lekko i otarł moje łzy, po czym ponownie przytulił.
- Byłem u twojego taty jak jeszcze spokojnie spałaś.. Porozmawiałem z nim i powiedziałem o naszych relacjach. Zgodził sie abyś u nas zostawała kiedy zechcesz. Oczywiście musiałem go z menadżerem przekonywać, ale udało sie - powiedział. Tata się zgodził? Będę mogła przychodzić kiedy zechcę? To.. To jest piękne. Nie będę musiała kłamać mamie.
- Dziękuje, Stróżu.. - szepnęłam wzruszona. On tylko pogłaskał mnie po głowie. Uśmiechnął sie lekko i odsunął sie ode mnie. Wstał z łóżka.
- Dzisiaj śpisz z Kaiem. Będziemy się zmieniać, potem będziesz kimała z Dyo, w sensie jak będziesz miała kolejny raz nocować.  - powiedział. Spojrzałam na łóżko Kaia. Poduszka była mokra od łez.
- Suho.. Która godzina? - spytałam zerkając na niego. Ten wyciągnął telefon, po czym go schował.
- Po północy, jest okej - powiedział. No nie,co ja zrobiłam.. Obudziłam ich wszystkich.. Zarumieniłam się.
- Przepraszam że sprawiłam tyle problemów.. - powiedziałam zawstydzona. Suho uśmiechnął sie po raz kolejny.
- Na prawdę nic się nie stało. - powiedział.
- A teraz idź do łazienki, podrzucę ci jakąś piżamkę czy coś. - powiedział. Wstałam powoli i przetarłam twarz dłonią. Udałam sie powoi do łazienki. Suho, tak jak mówił dał mi piżamkę, czyli luźne, szare dresy i bluzę z kapturem w kolorze czekolady. Umyłam się szybciutko i założyłam czyste ubrania. Nadal nie wierzyłam w to, co dla mnie robią. Zeszłam powoli do salonu. Wszyscy, oprócz Laya którego gdzieś wcięło, siedzieli ze smętnymi minami. Gdy tylko usłyszeli że schodzę, wstali i podeszli do mnie. Chen przytulił mnie na chwile.
- Ale nas nastraszyłaś. - powiedział smutno. Przeprosiłam ich wszystkich, ale ci i tak upierali sie że wszystko jest okej. Według mnie nie było. Czułam sie źle, wiedząc że pobudziłam ich wszystkich. Po chwili do salonu wszedł Lay i jakimś dużym kubkiem. Dał go Kaiowi, po czym spojrzał na mnie.
- Pogrzałem ci mleko z miodem. Kai, idź już z nią spać. Dopilnuj tego, aby wypiła mleko. Tak to szybko uśnie i będzie czuła sie dużo lepiej. - powiedział zerkając to na mnie, to na Kaia. Ten kiwnął głową, po czym podszedł do mnie. Ja natomiast podeszłam do Laya i przytuliłam go mocno w ramach podziękowania. Spojrzałam na resztę.
- Nawet nie wiecie ile dla mnie znaczycie. Wszyscy i każdy z osobna. Nie wiecie jak mi źle z tym że was pobudziłam. A wy mi jeszcze pomogliście. Nie wiem jak mam wam dziękować. Będę waszą dłużniczką, odwdzięczę sie wam jakoś, tylko nie wiem co ktoś taki jak ja może dla was cokolwiek zrobić. - rzekłam patrząc na wszystkich. Ci uśmiechnęli się pocieszająco i zaczęli mówić, że to nic takiego. W moim sercu rozlało sie cudowne ciepło. Wszyscy poszliśmy na górę. Rozeszliśmy sie do pokoi, ja podążałam za Kaiem. Usiadłam na jego łóżku, a on obok mnie. Xiumin i Dyo usiedli na swoich. Kai wręczył mi kubek.
- A teraz pij - powiedział z uśmiechem. Upiłam łyczek ciepłego mleka i mruknęłam cicho. Było takie pyszniutkie.
- My tam powiemy Layowi jak nie wypijesz do końca - powiedział Xiumin kładąc sie na łóżku i nakrywając kołdrą.
- Właśnie, a jak Lay sie obrazi to jeszcze Kaiowi sie oberwie - powiedział Dyo. Nuu, nie Kai. Ja powinnam dostać ewentualny opierdziel. Ale i tak wypije wszystko bo to jest pyszniutkie. Gdy skończyłam pić, Kai wziął kubek i postawił go na biurku. Położył sie na łóżku od strony ściany. Spojrzałam na niego niepewnie. Ten uśmiechnął sie minimalnie i nakrył kołdrą, po czym uchylił ją.
- Chodziaj tu.. Ja nie gryzę - powiedział. Położyłam sie powoli obok, a moje serce znów zaczynało bić szybciej. Kai nakrył mnie po uszy kołdrą i uśmiechnął się. Xiumin już chyba spał. Dyo zgasił światło i również położył sie spać. Kai wsunął ramię pod moją głowę jak wcześniej, i oparł sie o mnie. Zamknął oczy i wyszeptał  "dobranoc".
- Przepraszam za to co zrobię.. - mruknęłam po czym wtuliłam sie w jego tors. Głupia jestem. Ale ja naprawdę chciałam poczuć sie bezpieczna. Kai drgnął lekko, ale objął mnie po chwili. Zastanawiam czy to czasem nie dzieje sie za szybko. Na pewno za szybko. Dla mnie to nie problem, ale skoro im to pasuje.. To czemu ja mam mieć wątpliwości? Powinnam przestać myśleć.. Tak, to dobre wyjście. Zaczęłam robić się senna. Lay miał rację,szybko zasnę. Ostatnie co pamiętam to Kai tulący mnie i cicho chrapiący Xiumin i Dyo.

środa, 16 grudnia 2015

Pororo

Spojrzał na mnie z góry. Miał neutralny wyraz twarzy. Patrzyłam na niego z niepokojem. Lubie go bardzo, ale on najwyraźniej mnie nie. No cóż.  Wstałam szybko i poprawiłam bluzę. Sehun oparł ręce na biodrach i pokiwał głową z politowaniem.
- Zawsze jesteś taka miła, uporządkowana i cicha? - spytał podirytowany. Spojrzałam na niego i uniosłam lewą brew.
- Nie? - bardziej spytałam niż odpowiedziałam twierdząco. O co mu może chodzić.
- Patrząc na ciebie to wydaje sie zupełnie inaczej. Jesteś ZBYT cicha, miła, uległa i grzeczna ja na nas - zaczął wyliczać patrząc na mnie. Prychnęłam cicho. To jak mam sie odnosić do gwiazd Azji, starszych ode mnie? To jest logiczne że trzeba okazać szacunek, lub chociaż być miłym.
- Ja? Grzeczna? No chyba nie - warknęłam. Sehun klasnął w ręce.
- No, w końcu! Trzeba cie wkurzyć byś sie znormalniała. - powiedział uśmiechając sie dumnie. Warknęłam cicho.
- Pieprzysz głupoty - mruknęłam. Sehun usiadł na jakimś łóżku i poklepał miejsce obok siebie. Usiadłam obok, zachowując jednak mały dystans.
- Słyszałem że dokuczają ci w szkole. - powiedział nagle. Spojrzałam na niego zszokowana, skąd on to wie? No tak.. Kai..
- Nim zaczniesz przeklinać Kaia na wieki, wiedz że wygadał sie bo nie miał wyjścia. Słuchaj młoda. To że nikt cie nie lubi to oke. Ale to że ty siedzisz cicho, jak po tobie jeżdżą a ty siedzisz cicho na dupie, to już jest debilne. - zaczął prawić mi morały.
- Umiesz w ogóle kogoś zwyzywać? - spytał retorycznie. Strzeliłam facepalma i spojrzałam na niego jak  na dziecko.
- Za kogo ty mnie masz, co?- spytałam z ponurą miną.
- Skoro umiesz to zwyzywaj mnie. Dajesz, może nic ci nie zrobię za to -powiedział rozglądając ramiona. Wzięłam głębszy oddech.
- Nie, bo nie mam powodu, poza tym lubie cie - powiedziałam znudzona opierając sie o ścianę za mną. Sehun zaśmiał sie cicho.
- No okej, okej - powiedział  - Mam pomysł. - dodał nagle. Spojrzałam na niego zdziwiona.
- Jaki znowu? - spytałam ciekawa. Ten pokiwał tylko głową zadowolony z siebie.
- Ha! Nie powiem ci! - wykrzyknął dumny. Prychnęłam cicho.
- No to kij ci w plecy.. - szepnęłam do siebie. Maknae przysunął sie bliżej i nastawił uszu.
- Czekaj, czy ty właśnie mnie obraziłaś ? - spytał zszokowany. Zarumieniłam sie mocno. Westchnęłam cicho i spojrzałam na niego odważnie.
- Tak, a co? Źle ci z tym? - warknęłam podirytowana. Maknae zaczął klaskać i cieszyć sie jak dziecko. Patrzyłam na niego z politowaniem po czym przeciągnęłam sie leniwie.
- To co, idziesz dokopać Baekhyunowi? - spytał wstając z łóżka. Ja również wstałam po czym poprawiłam okulary i włosy.
- Yep, chodźmy - powiedziałam po czym wyszłam z pokoju i zeszłam na dół. Wszyscy siedzieli na kanapie, patrzyli się na mnie. Gra była zapauzowana w momencie w którym wyszłam. Uśmiechnęłam sie dumnie, po czym usiadłam na swoim wcześniejszym miejscu, uprzednio biorąc kontroler.
- Gramy dalej - powiedziałam stanowczo. Baekhyun spojrzał sie na mnie chytrze.
- No oke, zobaczymy czy tym razem też uciekniesz - mruknął wybierając inną mapkę. Lay chyba znów pacnął go w głowę. Graliśmy dalej, tyl razem nie chowałam sie w gąszczu jak jakiś Trynkiewicz, tylko biegałam po mapie i szukałam Hyunniego. Ta technika okazała sie całkiem dobra. Wpadał na mnie nagle a ja BUM i nie ma gościa. Potem grałam jeszcze z Chanyeolem, Suho i Layem. Raz wygrałam, raz przegrałam, różnie było. W końcu nasze palce zaczęły domagać sie odpoczynku. Hyunnie rozłączył konsole, a my siedzieliśmy na kanapie. Kai opierał sie o ramie Chanyeola, a on o Laya, a on z kolei o Baekhyuna, a ten o Suho, ten o Xiumina a on o Dyo. Ja  tylko i Dyo siedzieliśmy normalnie.
- To co teraz robimy? Wcześnie jeszcze jest - powiedziałam przeciągając sie. Wszyscy zaczęli myśleć, rzucali jakieś pomysły ale wszystko było po chwili odrzucane.
- Pooglądałabym Pororo.. - mruknęłam cicho. Kai i Dyo spojrzeli na mnie nagle.
- No co? - spytałam zdziwiona. Kai wstał, Dyo również.
- Idziesz z nami, a reszta niech szuka sobie zajęcia. - powiedzial Kai po czym złapał mnie za ramie i wraz z Dyo, zaciągnął mnie na górę do pokoju Dyo, swojego i Xiumina. O dziwo był tam telewizor którego wcześniej nie zauważyłam. Ślepa ja tag bardzo soł macz. Usadzili mnie na łóżku, a Dyo usiadł po mojej lewej stronie. Kai włączył tv i usiadł po mojej prawicy. Lol jak to fajnie brzmi.
- Jeszcze powinno lecieć kilka odcinków - mruknął szukając danego kanału. Gdy znalazł, zaczęliśmy oglądać. Kai czasem parodiował głosy bohaterów, a Dyo się śmiał, gdy ja siedziałam dość spokojnie. Nie mogę znów sie skompromitować. Wiem dziwna jestem. Ale co jeżeli przez moje głupie zachowanie oni mnie odrzucą? Nie chce tego! Nie mogę zostać sama. Tyle lat byłam u mam tego dość. Nie miałam z kim pogadać, nawet pomilczeć. Każdy dzień wyglądał tak samo. Co  z tego, że mam rodzinę. Nawet w tłumie można być samotnym. Zasypiałam płacząc w poduszkę, modląc się aby już się nie budzić. Mam tak czasem do tej pory. I nie zrozumcie mnie tu jako typową gimbazialistkę która gada"życie jest złe, żyletka tylko mi pomoże. Pochlastam się i powysyłam zdjęcia chłopakom aby mnie pocieszali". To jest coś zupełnie innego, coś czego nie da się wytłumaczyć, to trzebe po prostu zrozumieć Nie chce już tak. Niby przyzwyczaiłam sie już do tego, ale ile tak można? Staram sie jak mogę, oni mi niby pomagają, ale co jak nagle znikną? To już by było za wiele. Nagle poczułam jak mała słona łza spływa po moim policzku. Otwarłam usta w zdziwieniu. Co sie dzieje.. Szybko nią otarłam, modląc się w duchu, aby jej nie zauważyli. Na szczęście tak sie nie stało. Westchnęłam cicho i zaczęłam oglądać z nimi Pororo, usiłując choć trochę zapomnieć o tym, jakie myśli pojawiły się w mojej głowie. W tv leciało kilka odcinków pod rząd, ale w końcu się skończyły. Kai wyłączył telewizor i przeciągnął sie, Dyo leżał spokojnie podparty o ścianę a ja siedziałam w tej samej pozycji. Kai spojrzał na mnie.
- O czym tak myślisz? - spytał podpierając głowę o rękę. Spojrzałam na niego.
 - C-co? Nie.. O niczym - powiedziałam starając się brzmieć choć trochę przekonująco. Kai kiwnął lekko głową i uniósł lekko kącik ust. Dyo przyglądał mi się uważnie.
- To co teraz robimy? - spytałam wymuszając uśmiech. Jestem do dupy.
- Nie wiem.. Ja bym sie przespał w sumie - rzekł Dyo po czym ziewnął przeciągle.
- Mi sie tam nieee.... - zaczął Kai ale po chwili również ziewnął. Dyo zaśmiał sie, a Kai spojrzał na niego obrażony.
- Wcale ci sie nie chce co? - spytał trącając go nogą. Kai zaśmiał sie i mu oddał. Tym razem to ja ziewnęłam. Spojrzeli na mnie i zaczęli się śmiać. Uśmiechnęłam się niepewnie.
- Kimnijmy sie tu - powiedział Kai po czym wstał i rozłożył duże łóżko które chyba należało do niego. Rzucił na nie kilka poduszek oraz duży koc.
- Kimniemy sie we trójke, nie chce mi sie rozkładać kolejnego łóżka. - powiedział Kai przeciągając sie i przeczesując włosy palcami. Spojrzałam na Dyo.
- No okej, mi tam pasi - powiedział z uśmiechem.
- Panie przodem - powiedział Kai poważnym tonem, kłaniając sie. Wszystko było by okej, gdyby jego chwilowego wizerunku gentelmana nie zepsuło ziewnięcie. Wstałam i położyłam sie na łóżku. Kai położył sie po mojej prawej stronie. Serce mi stanęło na chwilę. Był tak blisko. Do łóżka podszedł Dyo. Spojrzał na nas i uśmiechnął sie szeroko.
- Uroczo razem wyglądacie  - powiedział. Zarumieniłam sie ale.. Kai również. Kopnął go w piszczel, na co Dyo westchnął cicho śmiejąc sie 
- Nie gadaj pierdół tylko sie kładź - powiedział lekko naburmuszony. Dyo położył sie po mojej lewej stronie. Leżałam między nimi. Serce teraz o mało nie wyskakiwało mi z piersi, choć chciałam by było zupełnie spokojne. Leżałam na plecach, a oni na boku i patrzyli sie na mnie. Zsunęłam sie trochę w dół, abyśmy leżeli  w jednej linii. Ale Kai i tak był nade mną. Dźgnął mnie palcem w policzek.
- Buuuuraaak - powiedział śmiejąc sie. Zakryłam twarz dłońmi, a co obaj zareagowali śmiechem.
- Nie mieliśmy czasem lulać? - spytałam cicho.
- No okej, to oyasumi - powiedział z japońskim akcentem Dyo po czym nakrył siebie, mnie i Kaia kocem. Patrzył sie na mnie z błogim wyrazem twarzy, po czym oparł twarz na moim ramieniu. Przeszył mnie delikatny dreszcz. Wyglądał strasznie uroczo. Kai natomiast podsunął sie wyżej, tak że moja głowa znajdowała sie na wysokości jego torsu. Przygryzłam lekko wargę. Kai oparł sie czołem moją głowę po czym mruknął rozkosznie.
- Podnieś głowę na chwile .. - szepnął. Zrobiłam tak, jak kazał, a on wsunął rękę pod moją głowę. Oparłam sie o nią niepewnie. Kai uśmiechnął sie lekko i zamknął oczy.
- Dobranoc, Laruś.. - szepnął po czym znów oparł sie o moją głowę. Przełknęłam ślinę po czym wzięłam głęboki oddech. Nie wiem czemu, ale pierwszy raz od dawna czułam sie bezpieczna. Uśmiechnęłam sie lekko, po czym położyłam łapki na swoim brzuchu. Zamknęłam oczy, będąc pewną, że z nimi nic mi nie grozi.

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Nikt nie jest mistrzem wszystkiego

Siedzieliśmy na kanapie, a Baekhyun podłączał konsolę. Podał mi jeden kontroler. Wzięłam go niepewnie i patrzyłam jak wpycha się między Laya a Suho. Skompromituję się, jedyne w co ja gram to The Binding of Isaac: Rebirth. I to na klawce. No i w osu czasem. I tyle, nic więcej. Patrzyłam na ten kontroler jakbym chciała dostrzec w nim sens istnienia. Nagle poczułam dźgnięcie w bok. O mało nie zleciałam z kanapy, a wydarłam sie jakby mnie zabijano. Spojrzałam na sprawcę tego niecnego czynu.
- Tak sie zwiesiłaś że myślałem że kimasz - powiedział Chanyeol ze śmiechem. Mruknęłam coś pod nosem po czym spojrzałam wyczekująco na Baekhyuna.
- To ten no.. - zaczęłam się jąkać. Baekhyun zaśmiał sie, jak i reszta. Zarumieniłam sie lekko i znów wbiłam wzrok w kontroler. Nie zauważyłam nawet jak ktoś wepchał się między mnie, a Chanyeola. Nie podnosiłam wzroku, bo nie chciałam aby zauważyli moje rumieńce. Jak ja siebie nienawidzę. Poczułam jak ktoś delikatnie łapie moją dłoń i zabiera kontroler.
- Zagram raz z Baekhyunem, a ty sie przyglądaj. - usłyszałam głos. Spojrzałam na autora tych słów  teraz obok mnie siedział Kai. Uśmiechnął sie szeroko i dźgnął mnie w policzek palcem.
- Burak - powiedział z uśmiechem. Zarumieniłam sie jeszcze bardziej i zasłoniłam policzki dłońmi. Oni są źli. Bardzo. Przyglądałam sie grze między Baekhyunem a Kaiem, zerkając na kontroler aby obczaić co się robi danym przyciskiem.  Baekhyun gra ponoć dużo w strzelanki, ale Kai teraz go rozgromił. Siedział gdzieś cicho i gdy tylko Hyunnie się pojawił, to od razu go zabijał. 
- Weź mi daj wygrać, to ja jestem królem gier! - wykrzyknął oburzony Baekhyun. Kai zaśmiał sie tylko.
- Nie, muszę pokazać co umiem. Nie moja wina że lamisz. - powiedział wracając do gry.
- Dobra, ten kto teraz przegra kupuje wygranemu wołowinę. - powiedział Baekhyun zapatrzony w telewizor. Chanyeol się zaśmiał i szturchnął go w nogę.
- Kai sie naje przynajmniej - powiedział bardzkiej do Laya niż do Hyunniego. Chłopcy zaśmiali się, ale potem siedzieli już cicho, obserwując uważnie pojedynek mistrzów. Baekhyun porozstawiał gdzieś miny tak, by Kai mimo tego że widział jego grę,  ich nie znalazł. Kai natomiast wybrał jąkać dziwną lokalizację do schowania. Baekhyun szukał gdzie on może być, ale chaszczy na tej mapie było na prawdę dużo. Gdy znalazł się na jakimś bagnie, z trawy wyskoczył Kai i zastrzelił go, wygrywając pojedynek. Podskoczył na kanapie zadowolony, a reszta zespołu pocieszała pogrążonego w smutku Hyunniego. Sehun wychylił sie z tego motłochu i sięgnął ciastko.
- To teraz Lu pokaże co potrafi. - powiedział zadowolony. Przełknęłam głośno ślinę.
- Czy.. Czy ja na serio muszę? - spytałam nerwowo patrząc na nich.
- Tak musisz. Podniesiesz Beakhyuna na duchu gdy przegrasz - powiedział Chanyeol. Warknęłam cicho. No ale co się oszukiwać, on na pewno wygra. Wzięłam niepewnie kontroler z rąk Kaia. Ten spojrzał na mnie i uśmiechnął sie lekko. Zacisnął dłoń w pieść i szepnął "fighting". Uśmiechnęłam sie leciutko, w duchu nadal bojąc sie jak siostra pająka pod łóżkiem. Hyunnie wybrał inną mapę i zestaw broni. Rozpoczęła się gra. Chodziłam powoli po mapie, rozglądając się , czy czasem nie widać gdzieś Baekhyuna. Po chwili łażenia wpadłam na mało ambitny pomysł. Zaczęłam biec na bagna. Nagle przede mną, niczym spod ziemi, wyrósł Hyunnie.
- Nie żyjesz - wykrzyknął podjarany, strzelając we mnie. W ostatniej chwili uskoczyłam w bok, przez przypadek klikając przycisk strzału. Nie wiem jakim cudem, pocisk trafił wroga w tors. Wszyscy spojrzeli na mnie.
- Jak ty to.. - wymamrotał Hyunnie. Spojrzałam na niego a potem na kontroler i potem znów na niego.
- Tak jakoś.. - zaczęłam się tłumaczyć. Boże, nie patrzcie sie tak na mnie. Ja tu zaraz umre. Moje mięśnie napięły sie jak struna a mnie sparaliżował stres.
- Lukri, spokojnie. - powiedział Chen śmiejąc sie. Spojrzałam na niego smutno.
- To nie fair, oszukiwałaś pewnie! - wykrzyknął Baekhyun. Lay trzepnął go w głowę, szepcząc coś na ucho. Wstałam z kanapy i odłożyłam kontroler na miejsce gdzie wcześniej siedziałam.
- Idę do łazienki.. - mruknęłam bardziej do siebie niż do nich. Pobiegłam na schody, weszłam na nie i wskoczyłam na górę.  Pobiegłam do łazienki i zamknęłam się w środku wyciągając klucz z zamka i kładąc do na szafce. Usiadłam przy wannie i podkuliłam nogi pod brodę. Wiem, debil ze mnie. Ale no.. Ja nie umiem grać, a oni umieją. Oni są super, ja nie. Do pięt im nie dorastam. Lepiej by było gdybym nigdy nie wychodziła z pokoju. Zdjęłam okulary i położyłam je na brzegu wanny. Przetarłam twarz dłonią i wzięłam głęboki oddech, próbując uspokoić szybko bijące serce i powstrzymać łzy. Żałosna jestem. Oparłam ramiona o kolana, a głowę o ramiona. Zamknęłam oczy. Mam dość. Wszyscy sie ze mnie śmieją. Jestem do dupy. Cieple słone kropelki zaczęły spływać po piekących, czerwonych policzkach. Otarłam je szybko, ale pojawiły sie kolejne. Dlaczego ja zawsze ryczę jak mam nerwy? To jest takie dupne no! Warknęłam cicho, jak to mam w zwyczaju. Usłyszałam ciche pukanie w drzwi.
- Halo? Lu? Wszystko okej? - usłyszałam czyjś głos, ale przez drzwi nie byłam w stanie zgadnąć do kogo on należał. Nie odpowiedziałam. Nacisnął na klamkę, chcąc otworzyć drzwi, lecz były zamknięte.
- Otworzysz? - spytał cicho, że ledwo go usłyszałam. Wstałam powoli i podeszłam do drzwi.
- Chcę tylko porozmawiać - powiedział. Wzięłam klucz z szafki i wsunęłam go w zamek. Przygryzłam lekko wargę i przekręciłam go.  Odsunęłam się z powrotem pod wannę. Do łazienki wszedł tajemniczy ktoś. Patrzyłam na swoje ręce nie patrząc na niego. Zamknął za sobą drzwi i usiadł obok.  Zaczęłam bawić się nitką wystającą z przetarć spodni.
- Spójrz na mnie - powiedział cicho. Przygryzłam wargę i spojrzałam w przeciwną stronę.
- Lu.. Proszę - powiedział wyciągając rękę w moją stronę.  Chwycił mnie za podbródek i skierował moje spojrzenie na siebie. Tak jak przypuszczałam. To był Dyo.
- Płakałaś? - spytał puszczając moją twarz. Szybko otarłam łzy i zaczęłam patrzeć na wzór na jego bluzie.
- Nie ważne. - mruknęłam cicho. Dyo westchnął po czym poprawił włosy.
- Baekhyun zawsze tak ma. Nie przejmuj sie nim - powiedział. Spojrzałam na niego, uśmiechał się delikatnie.
- Nie chodzi o niego.. Nie no, po części tak ale.. - zaczęłam się plątać, co wprawiło mnie w większą frustrację. Zakryłam twarz dłońmi.
- Tak więc o co? - spytał zaciekawiony. Usiadł wygodniej na przeciwko mnie.
- O wszystko.. - mruknęłam - Nie jestem taka jak wy.. Nie pasuje do was - powiedziałam patrząc gdzieś w bok. Dyo kiwnął głową.
- Tu nie chodzi nawet o tą grę. Cały czas sie kompromituje. - dodałam smutno. Podrapałam sie nerwowo po karku.
- Lara, nie mów tak nawet. Nie jesteśmy idealni.Nikt nie jest mistrzem wszystkiego. Ja nie  umiem w zupełności grać na konsoli - powiedział z uśmiechem. Spojrzałam na niego smutno.
- Ale ty masz cudowny głos  - powiedziałam po czym zarumieniłam sie mocno. To takie żałosne. Dyo zaśmiał sie cicho.
- Dziękuje. Ja natomiast jestem ciekaw twojego. - powiedział z uśmiechem. Prychnęłam cicho.
- Gdyby to jeszcze było czym sie pochwalić.. - mruknęłam zawstydzona. Dyo znów sie zaśmiał.
- Eee tam, pozwól że ja ocenie. - rzekł. Westchnęłam cicho.
- Może gdy będę w lepszym stanie.. - powiedziałam - Zaśpiewam ci kiedyś, obiecuje - dodałam po chwili, nie wiedząc nawet w jakie bagienko siebie wciągnęłam. Dyo uśmiechnął sie szeroko.
- Trzymam cie za słowo - powiedział zadowolony.
- A teraz nie smutaj mi tu. Pogadam z chłopakami aby byli wyrozumiali dla ciebie - dodał po chwili.
- Nie, jest okej. Na prawdę. To moja wina - odparłam. Dyo westchnął tylko. Wzrok znów wbiłam w swoje dłonie. Żałosne. Poczułam jego dłoń na mojej głowie.
- Spokojnie Lara. Jest już dobrze. Wiedz że ja nie mam zamiaru w jakikolwiek sposób ci dokuczać. - powiedział. Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam sie lekko. Ten natomiast wyszczerzył sie szeroko.
- No, jest dobrze - powiedział czochrając moje  szare włosy.
- Dziękuję Dyo - mruknęłam cicho z lekkim uśmiechem. Ten zaśmiał się tylko i wstał. Wyciągnął dłoń w moją stronę. Złapałam nią i wstałam z jego pomocą. Poprawiłam bluzę i spojrzałam na niego.
- To co teraz? Boje sie tam iść.. - mruknęłam zawstydzona. Dyo rozejrzał sie po łazience.
- Wiesz, łazienka to nie za dobre miejsce na rozmowy. Jeżeli chcesz to pójdziemy do któregoś pokoju. Ale nie chce sie narzucać, nie żeby coś.. - zaczął sie plątać. Zupełnie jak ja. Uśmiechnęłam się nieco szerzej.
- Spokojnie.. Ale co na to reszta EXO? - spytałam wsuwając dłonie w kieszenie spodni.
- Mam pomysł. Przyśle do ciebie naszą mamę. - powiedział Dyo. Ma na myśli Suho? No tak, to on zawsze pocieszał Tao i innych. To było takie urocze.
- Nie wiadomo czy będzie chciał przyjść.. - powiedziałam cicho.
- Będzie chciał. Polubił cie, jak wszyscy z resztą. - rzekł. Zarumieniłam sie nieco. EXO mnie lubi. Moge umrzeć w spokoju.
- No dobrze.. A co z tobą? - spytałam patrząc na niego. Ten uśmiechnął sie lekko
- Ja chciałem tylko sprawdzić czy wszystko okej i cie pocieszyć. Jak widać, udało mi sie - powiedział z uśmiechem. Kiwnęłam twierdząco głową i uśmiechnęłam sie lekko. Wyszliśmy z łazienki. Dyo zaprowadził mnie do pokoju który należał po części do Suho, Sehuna i Chenyeola. Usiadłam na podłodze pod ścianą.
- To ja lecę po mamę  - powiedział i wybiegł z pokoju. Ja sobie siedziałam i nasunęłam bluzę na nos, delektując sie jej, niestety coraz słabszym, męskim zapachem. Tak wiem,  dziwna jestem. Po chwili ktoś wszedł do pokoju. Uniosłam głowę do góry. To nie był Suho. To był Sehun.

niedziela, 13 grudnia 2015

Pierniczki

Mimo tego że było zimno, był grudzień to śnieg był tylko marzeniem. Drzewa, zupełnie pozbawione liści stały teraz pogrążone w mrozie, strasząc innych. Ja mimo to uważałam że są piękne. Zawsze lubiłam las. Od dziecka, będąc smutną, złą lub znudzoną po prostu przychodziłam tu, a drzewa wysłuchiwały moich problemów, niczym przyjaciele, których nigdy nie miałam. Fakt, czasem ktoś mnie zaczepi na chwilkę. Ale wiecie, tolerować kogoś a zawierać z nim jakąkolwiek więź to zupełnie inna rzecz. Poza tym, co z tego jeżeli ma się znajomych, a kończy się samemu? Czasem nawet będąc zranionym? Wiele czynników złożyło sie na to, kim jestem. Nie ukrywam, jestem zamknięta w sobie ale dobrze mi z tym. Zminimalizowałam ryzyko bycia kopnięta w zad do zera. Tak jest dobrze. Przyzwyczaiłam się do bycia samą. Niby mam siostrę, ale nie chce jej zwalać sie z problemami na głowę. Z resztą i tak pewnie by niezrozumiała. Stanęłam przed wielkim dębem. Przejechałam dłonią po jego szorstkiej korze. Znam to drzewo. Uwielbiałam sie na nie wspinać jako mały brzdąc. Uśmiechnęłam się nieznacznie na wspomnienie siebie z bolącym tyłkiem po upadku z gałęzi. Poprawiłam kaptur i ruszyłam przez siebie. Pięknie tu, na prawdę. Las to cudowne miejsce. Tylko nie do końca latem, gdy pełno tu robactwa. Tak, robactwo jest straszne. Ostatnio, gdy zobaczyłam pająka w pokoju, tak się wystraszyłam, że o mało nie poleciałam na szklany kredens. Nie mówię już o moim wrzasku. Szłam szybkim krokiem z wzrokiem wbitym tępo w ziemię. Las opuściłam po jakichś dziesięciu minutach. Wyciągnęłam ręce z kieszeni, po czym zbliżyłam je do twarzy, by choć trochę ogrzać zmarznięte policzki i nos. Po tej krótkiej przerwie udałam sie do domu EXO. Weszłam na małą werandę i zapukałam w drzwi. Rozejrzałam sie odruchowo na boki, czekając aż ktoś otworzy. Usłyszałam kroki, i dźwięk przekręcanego klucza. Drzwi się otwarły, a moim oczom ukazał się Kai. Był uśmiechnięty ale.. Ufajdany mąką?
- Hejo Lukri - powiedział radośnie. Otworzył szerzej drzwi.
- Wchodź, na dworze jest zimno a ty już nieźle zmarzłaś z tego co widzę. - dodał ze śmiechem wskazując na mój czerwony nos. Szybko go złapałam i mruknęłam cicho. Weszłam niepewnie do środka. Słychać było straszny harmider. Zdjęłam kurtkę i powiesiłam nią na wieszaku, po czym pojawiłam bluzę i włosy. Kai spojrzał na mnie.
- Chodź już. I tak spoczko wyglądasz więc się nie przejmuj. - powiedział czochrając mi włosy. Uśmiechnęłam sie lekko.
- Ty natomiast wyglądasz jak emeryt - odpowiedziałam strzepując mu mąkę z włosów. Ten zaśmiał sie i otrzepał bluzę z mąki. Udaliśmy się do kuchni, gdzie byli Lay, Baekhyun, Sehun i Chanyeol. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie rzucali w siebie mąką i nie tłukli się drewnianymi szpatułkami. Gdy zauważyli Kaia ze mną, dosłownie zastygli w miejscu, a potem szybko odłożyli broń oraz otrzepali się z mąki.
- Dzień dobry.. - powiedziałam cicho. Ci uśmiechnęli sie i przywitali się.
- Chodź Lukri, zamiast chińszczyzny robimy ciastka. - powiedział Baekhyun rzucając ukradkiem mąką w Sehuna. Ten go zignorował, co było dziwne, przynajmniej dla mnie.
- Ooo.. Ale wiecie że nie robi sie ich rzucając w siebie mąką? - spytałam patrząc na nich. Ci znów się zaśmiali. Podeszłam do Sehuna. Ten spojrzał na mnie obojętnie. Wyciągnęłam niepewnie rękę i dotknęłam jego włosów.
- Zrobiły sie szare.. - mruknęłam lekko przetrzepując ciemne kosmyki jego włosów. Ten wziął głębszy oddech, a gdy wzięłam rękę z jego głowy uśmiechnął sie lekko.
- Dzięki. A teraz zakładaj fartuch - rzekł podając mi czerwony fartuch z kotkiem. Założyłam go i zawiązałam z tyłu.
- To jakie ciastka robimy? - spytałam patrząc na Laya. Ten westchnął.
- Tu jest problem. Sehun chce zwykłe maślane, Baekhyun chce oreo, Chanyeol chce z czekoladą a Kai chce mochi. - powiedział wskazując po kolei na chłopaków. Uśmiechnęłam sie nieznacznie.
- Zróbmy po prostu pierniki. - powiedziałam. Spojrzeli na mnie jak na ufo.
- No co.. - mruknęłam speszona.
- Dawno ich nie jadłem.. - powiedział Chanyeol patrząc na mnie.
- Ja w sumie też - dodał Lay z Baekhyunem.
- A ja wcale ich nie próbowałem - wykrzyknął Sehun. Podeszłam do niego i położyłam dłonie na jego ramionach.
- Gdzie ty mieszkałeś jako dziecko żeś ty pierników nie jadł? Matka cie nie kocha, czy co? - spytałam patrząc na niego jak na kosmitę.  Ten prychnął po czym wziął moje ręce ze swoich ramion. Chłopaki zaśmiali sie, a ja odsunęłam od Sehuna. Staram się przełamać i być zabawna a nie wychodzi. Marny mój los..
- Wiesz jakie składniki do tego są potrzebne? - spytał Kai. Spojrzałam na niego a potem na Laya.
- W sumie to tylko kilka drobnostek. - powiedziałam po czym wymieniłam całą listę składników. Lay z Chanyeolem sprawdzili czy wszystko jest. Mogliśmy zacząć robić ciastka. Zrobiliśmy masę korzenną, przygotowaliśmy mąkę. Lay wyciągnął z szafki stolnicę i położył nią na stole. Wysypałam mąkę na stolnicę, wybiłam w nią jajka i wlałam ostygniętą masę. Zaczęłam wyrabiać ciasto, a EXO patrzyli uważnie na to co robię.
- No nieźle jak na... Na.. - zająkał sie. Spojrzałam na niego zaciekawiona.
- Ile ty właściwie masz lat? - spytał Sehun. Westchnęłam cicho.
- Ponad 16 - powiedziałam dalej zagniatając ciasto. Wytrzeszczyli oczy.
- Na serio? Wygladasz na 18-19 - powiedział Chanyeol. Zaśmiałam sie cichutko.
- Wiem, wielu ludzi mi to mówi. Przyzwyczaiłam się. - rzekłam dzieląc ciasto na 5 części.
- Kai, daj mi wałek - poprosiłam go. Ten szperał po szafkach aż w końcu go znalazł i mi podał. Rozwałkowałam ciasto, a Lay akurat wyciągnął foremki. Zaczęliśmy wykrawać ciastka, układać sie na formie i piec. Tak szły kolejne partie, a w kuchni i pewnie całym domu unosił sie korzenny zapach. Gdy skończyliśmy, umyliśmy ręce, a chłopaki przy okazji twarze udekorowane mąką. Zdjęłam fartuch.
- Nawet dobrze poszło - powiedziałam sięgając po pierniczka. Do kuchni weszli Dyo, Suho, Xiumn i Chen. Od razu podbiegli do stołu i poczęstowali się.
- Są genialne - powiedział podjarany Kai, jedząc chyba już 10 ciastko. Uśmiechnęłam sie lekko.
- Ma rację, są pyszniutkie - odparł Dyo. Jedliśmy ciastka, aż w końcu przerwał nam Baekhyun.
- Ej, mieliśmy grać w strzelanki! - wykrzyknął oburzony. No tak, gamer boy musi pograć bo inaczej nie zdzierży.
- No to chodźcie do salonu. - powiedział Suho, biorąc talerz z ciastkami. EXO i mua poszliśmy do salonu. Suho postawił talerz na stoliku, a Baekhyun zaczął podłączać konsolę. Usiadłam na skraju kanapy, obserwując jak wszyscy wsuwają ciastka, lub dyskutują na jakiś obcy mi temat. Uśmiechnęłam się lekko, będąc szczęśliwą że nie muszę teraz siedzieć sama zamknięta w pokoju i użalająca sie nad sobą. Życie jednak potrafi zaskakiwać. I to jak w dodatku.

sobota, 12 grudnia 2015

Mua Sehunem oraz SMSy

UWAGA PO RAZ PIERWSZY JEST WSTĘP!
Więc.. Dzięki sis mam w końcu czytelników i to jest piękne :') daje to mocną motywację do dalszego pisania.. Dziękiii! <3
~~

Wiecie.. Ma sie czasem taki moment w życiu kiedy nie chcesz sie obudzić, chcesz lulać hak bachor do końca swojego żywota. Nie chcesz na siłę otwierać oczu i takie tam. Ale ja tym razem nie chciałam spać. Ale musiałam. Ale nawet jeśli to i tak nie na długo. Obudziłam sie w jakiejś dziwnej pozycji. Nogi na bokach łóżka, poduszka na twarzy, ręce gdzieś tam sobie leżą.. Pozbierałam powoli swoje kończyny po czym przetarłam twarz dłonią. Teraz trzeba ogarnąć życie. Co to się u mnie ostatnio stało.. Wywaliłam sie przed autem, zrobiłam mochi i.. I.. Spojrzałam na bluzę w której spałam. No tak. EXO. Poznałam EXO. Całe EXO. Caluśkie. Polubili mnie. Odpicowali jak gruchota w mechaniku. Na samo wspomnienie zaczęłam majgać sie jak ułom na łóżku. Co z tego że rypłam głową o kant łóżka, moje okazywanie radości nie może być przerwane, póki sama o tym nie zdecyduje. Nagle jakimś cudem usłyszałam dźwięk przychodzącego smsa. Sięgnęłam z szafki telefon i spojrzałam na wyświetlacz. Jakiś nieznany numer. YOLO, ciekawe co to. "Lukri, wstawaaaj!! Jak chcesz wpadnij do nas po 14, nauczę cie kilku chińskich potraw bo uwazam że musisz je znać. Poza tym, Baekhyun chciał pograć z Tobą w jakieś strzelanki.. Co za dziecko. Także widzimy sie o 14 . Lay". Czy ja im dawałam swój numer? Taak, na to wychodzi. Ach ten mój Alzhaimer.. Niee, skleroza! Tak, skleroza. Zerknęłam na zegarek na telefonie. No tak, już jest po 9. Trzeba by sie zwijać, musze mamie pomóc.. O ja wale, mama! Co ona powie na tą puszcze na mojej głowie? Przecież nie powiem jej że EXO mnie tak farbnęło. Nie uwierzy.. To co? Powiem że co? No nic.. Powiem że uzbierałam kasę i po odniesieniu ciastek poszłam do fryzjera. Tak. Ale.. Co z ubraniami? No nie.. Ale nie no, powiem że to stare już z epoki lodowcowej, wygrzebałam z szafy. Tak, to jest okej. No i git. Kiwnęłam głowa po czym weszłam na insta. Chanyeol dodał nasze selfie. "Przedstawiam Wam LuKriTao". Lol, pora na komentarze. Zaczęli mnie zaliczać na nowego członka EXO. Nikt nie połapał sie że jam jest samica (niestety). No i gitez, przeglądałam dalej insta gdy usłyszałam pukanie do drzwi. Nie zdążyłam nawet sie wydrzeć "WYNOCHA" a do pokoju wparowała Rin. Spojrzała na mnie jakbym właśnie zabiła Sehuna.
- Kim ty jesteś? Jesteś z EXO? Gdzie Lara? - pytała cicho patrząc na mnie. Odłożyłam telefon na bok i strzeliłam facepalma.
- Sehun? - spytała podjarana. No co za ułom
Spojrzałam na nią jak na dziecko.
- Nie. To ja, Lara - odpowiedziałam patrząc na nią i przecierając twarz dłonią.
- Nie, ona jest dresełem i ma dłuższe włosy. Poza tym ona nie jest taka ładna jak pan - odpowiedziała obrażona. Wstałam z łóżka.
- Po pierwsze nigdy nie byłam dresełem. Po drugie, ścięłam kłaki, po trzecie ty wyglądasz gorzej - odburknęłam. Ta złapała mnie za policzki i pociągnęła za nie lekko.
-  Lareł? - spytała zdziwiona. Kopnęłam ją w piszczel. Ta puściła moje zmaltretowane policzki i zaczęła masować obolałą nogę.
- Na pewno Lareł.. - mruknęła. Usiadła na moim łóżku. I spojrzała na mnie. Ja natomiast wzięłam i założyłam swoje okulary, po czym szybko założyłam spodnie i buty od chłopaków. Znów spojrzała na mnie dziwnie. Czy ona ma w ogóle jakieś inne wyrazy twarzy czy tylko ten jeden? Może zrobiła sobie botox i jej sie twarz ścięła? To jest logiczne w sumie..
- Mama będzie zła - powiedziała wstając. Spojrzałam na nią i wzruszyłam ramionami.
- Czemu tak sie zmieniłaś? Chcesz sie spodobać chłopakowi? - spytała. Westchnęłam i znów zrobiłam facepalma.
- Nie. - odpowiedziałam krótko. Wzięłam swój telefon i otworzyłam okienko nowej wiadomości. " Ooo, hej Lay. Na pewno wpadnę. Z chęcią pogotuję razem z Tobą, ale mam obiekcje co do efektu, znając moją ciapciakowatośc. Ale i tak jestem za tym. Miłego dnia! *w* " . I wysłałam na wcześniejszy numer. Poszłam do kuchni, gdzie była mama. Nie musze opisywać nawet co sie działo. Japa, morały i tak dalej. Ale i tak poszło lepiej niż myślałam. Uwierzyła mi na szczęście. Zjadłam na szybko śniadanie, a raczej coś na wzór śniadania, bo wydaje mi sie że chipsów nie da sie nazwać śniadaniem. Mama poprosiła abym poodkurzała pokoje w domy, zrobiła obiad i przy okazji przyszykowała ubranie dla Rin która ma w poniedziałek akademię. Najpierw uszykowałam to ubranie, co było banałem. Potem przeleciałam przed dom z odkurzaczem, o mało nie gubiąc siekaczy na schodach, w końcu zrobiłam obiad. Jak zwykle, po najmniejszej linii oporu czyli spaghetti. Zerknęłam na zegarek, była godzina 12:38. No oke, mam jeszcze chwile. Co ja będę robić? Może pójdę wcześniej? Nie wiem.. Raczej nie. To zły pomysł. Idę sie przejść, a w drodze powrotnej wejdę do nich. Wzięłam notes i długopis. "Mamo, idę na spacer, a potem odwiedzę koleżankę. Nie martw się, wrócę wieczorem." Położyłam notes w widocznym miejscu i udałam sie do przedpokoju. Założyłam kurtkę, po czym wyszłam z domu. Założyłam kaptur po czym spojrzałam na dom na przeciwko. Uśmiechnęłam sie lekko, po czym udałam  się w stronę lasu. Dreptałam sobie powoli, podziwiałam widoki, robiłam zdjęcia. Nagle otrzymałam kolejnego smsa. Nie był on od Laya bo jego numer mam już zapisany. "Cześć, tu Dyo. Chciałem tylko napisać abyś miała mój numer. Poza tym, słyszałem że Lay już cię zaprosił. Cieszę się że znów się zobaczymy. Jak coś możesz wpaść troszkę wcześniej. ". Więc teraz odezwał sie Dyo. To fajnie. Od razu zabrałam sie za pisanie odpowiedzi. "Hejka! C: Ja też się cieszę z ponownego spotkania. A co do wcześniejszego przyjścia.. Raczej wyrobie się na 14, teraz jestem na spacerze w lesie za miastem." . Wysłałam wiadomość po czym schowałam telefon do kieszeni kurtki. Nie zrobiłam nawet kilku kroków, bo już dostałam odpowiedź. "W lesie? Uważaj na siebie, nie wiadomo co tam sie kryje w krzakach :c". Zaśmiałam sie cicho. Był taki uroczy, na prawdę. "Nie martw się, nic mi nie będzie". Ruszyłam przed siebie po wysłaniu odpowiedzi, nie chowając już telefonu. Dotarła kolejna wiadomość. " No dobrze. Właśnie, jak rodzice zareagowali na Twój nowy wygląd? Nie pomyśleliśmy o tym wczoraj i dopiero po Twoim wyjściu zaczęliśmy myśleć co będzie.". No tak, jednak tym się przejęli. To miłe. "Było okej, musiałam troche nakłamać ale jest już dobrze. Siostra pomyślała że jestem Sehunem xD". Odpisałam mu. I tak pisaliśmy dalej. W końcu przestał odpisywać, pewnie jest zajęty. Westchnęłam i zaczęłam wracać w stronę miasta. Była 13:06. Powinnam zdążyć na 14. Raczej. Może być różnie. Strasznie zmarzłam, nie wzięłam czapki.. No cóż za głupotę się płaci. Ciekawa jestem, jak ten dzień się zakończy.

środa, 9 grudnia 2015

Lukritao

Uśmiechnęłam się niepewnie. Nie lubiłam opowiadać o sobie, nigdy nie wiedziałam ile mogę powiedzieć, ile zachować dla siebie.
- To zależy co chciałbyś wiedzieć - powiedziałam marszcząc nos. Było mi fajnie ciepło w głowę. Kai zastanowił sie chwilę.
- No nie wiem.. Czy masz jakieś rodzeństwo, co lubisz jeść, jak długo jesteś naszą fanką, od której piosenki się zaczęło i takie tam - wyliczał na palcach. No tak, wiedziałam że o to spyta.
- Więc.. Zaczęło się od History. Przeglądałam kanał SMTown na youtubie i natknęłam sie na was. Od razu zakochałam się w waszym zespole. Co do jedzenia, kocham wszystko. Nie dam rady wymienić tego ulubionego jedzonka. A co do rodzeństwa, to w sumie mam 2, siostrę Rin i brata Yume. Ale.. Ja uważam że mam tylko siostrę. Brat nie robił by mi czegoś takiego. - powiedziałam ze skwaszoną miną. Kai przechylił głowę na lewy bok. Przygryzł wargę, jak to miał w zwyczaju i wpatrywał sie we mnie. Zdjęłam okulary i przetarłam oczy. Genialnie, zapomniałam je zdjąć przed malowaniem. No trudno.
- Nienawidzi mnie czystą nienawiścią. Co tu ukrywać, ja jego też. - rzekłam z cichym chichotem. Kai uśmiechnął sie lekko.
- To normalne między bratem a siostrą. - powiedział. Spojrzałam na niego poważnie.
- Brat nie oblewa siostry substancją na którą jest uczulona, nie nasyła na nią kolegów, nie rozpowiada plotek na jej temat, nie niszczy jej prac, nie poniża  - powiedziałam patrząc mu smutno w oczy.
- Tak, zrobił mi to wszystko. Nadal robi. Ale ma po części teraz związane ręce bo jest w internacie daleko. Ale wraca na weekendy.. - dodałam patrząc na swoje okulary. Kai westchnął. Złapał moją dłoń i ścisnął nią delikatnie. Spojrzałam na niego. Uśmiechał sie przepraszająco.
- Jeszcze spotka go za to kara, zobaczysz. Teraz, jak cie zobaczy to będzie żałował że tak cie traktował. - powiedział pewnym głosem. Uśmiechnęłam sie lekko. Czy ja wiem? Dupy to ja nie urywam, raczej idzie sie mnie wystraszyć.
- Mam taką nadzieję.. - mruknęłam pod nosem. Kai zaśmiał się cicho. Zerknął na telefon i schował go z powrotem do spodni.
- Jeszcze trochu. No, to teraz powiedz mi. Jak u ciebie z tańcem? - spytał z uroczym uśmiechem. Wytrzeszczyłam oczy.
- Tych nudnych pląsów i łamań nóg nie da sie nazwać tańcem - odpowiedziałam wzruszając ramionami. Kai zaśmiał się po raz kolejny.
- Eee tam, przesadzasz - powiedział poklepując mnie po ramieniu. Spojrzałam na niego z lekkim rumieńcem. Było cudownie. Nadal zastanawiam sie czy czasem nie zasnęłam na tej muzyce i to mi sie nie śni. Jeżeli tak to nie chce się budzić.
- Zagrasz w łapki? - spytał po chwili. Spojrzałam na niego jak na dziecko. Uniosłam jedną brew. Ile on ma lat? Ja nie jestem aż tak dziecinna aby grać w coś takiego!
- Jasne! - wykrzyknęłam. Taaa. Głupia jestem. Zaczęliśmy grać, śmialiśmy się dużo. W końcu trzeba było zmyć farbę.
- No wstawaj - powiedział Kai wstając z wanny. Zrobiłam co kazał i podeszłam do umywalki. Kai odkręcił ciepłą wodę i uśmiechnął się. Wsunęłam głowę pod strumień wody. Chłopak zaczął delikatnie zmywać farbę.
- Jeżeli woda jest za ciepła to mów - rzekł miziając moje włosy. Nie, tak jest idealnie, chyba usnę zaraz. Jego dłonie były takie.. Cudowne. Za dużo używam tego słowa. YOLO! W końcu farba została zmyta. Kai wziął ręcznik z moich ramion i nasunął go na moją głowę. Wyprostowałam się i stanęłam przed nim. Po twarzy ciekła mi woda, wzięłam róg ręcznika i wytarłam niesforne kropelki. Kai uśmiechnął się szeroko i zaczął suszyć moje włosy. Gdy nie były takie mokre, wyciągnął z szafki suszarkę. Podłączył ją do pradu, wziął ręcznik i ponownie suszył moje włosy. Czułam że na głowie mam afro. Najgorsze było to, że nie widziałam ani jednego pasemka włosów.
- Skoro są już suche, to pora zrobić pasemka. - powiedział wyłączywszy suszarkę. Usiadłam ponownie na wannie, gdy Kai obczajał spraye. Wziął ten czarny i zaczął oddzielać poszczególne pasma grzywki, pryskając je kolorem. Zrobił kilka czarnych, kilka czerwonych. Gdy skończył, patrzył sie na mnie z dumą.
- Stwierdzam że jest bosko - powiedział zadowolony. Przygryzłam wargę i westchnęłam.
- To może dasz mi sie zobaczyć? - spytałam z nadzieją. Ten tylko sie zaśmiał.
- Chodź do reszty - powiedział i wyszedł z łazienki. Wzięła czapkę, założyła nią i okulary po czym za nim i przytuliłam go od tyłu. Te moje napady głupoty. Był taki cieplutki, taki milusi, taki idealny..Kai zaśmiał się głośno i pogłaskał mnie po ręce.
- No chodź już - powiedział ze śmiechem. Puściłam go niechętnie i zeszliśmy na dół do salonu. EXO od razu na mnie spojrzało. Zaczęli kiwać głowami z aprobatą.
Zarumieniłam sie mocno i wsunęłam dłonie w kieszenie spodni.
- Wyglądasz bosko - powiedział Suho po czym wstał i zabił kilka razy brawo. Uśmiechnęłam się lekko.
- Aż sobie selfie z tobą strzele - powiedział Chanyeol. Wstał, podszedł do mnie i wyciągnął telefon. Włączył aparat i stanął obok mnie.
- No to wyszczerz sie uroczo - powiedział i uśmiechnął sie szeroko i.. Wydarłam sie. Moje włosy.. One.. One.. Są piękne! Chłopcy zaczęli sie śmiać. Wyglądam jak nie ja! Zakryłam usta dłonią a w mych oczach pojawiły się łzy szczęścia. To było jak sen. Wyglądałam po prostu jak 1000000 dolarów.
- Chodź już do tego zdjęcia - powiedział Happy Virus. Stanęłam obok niego i nie mogłam przestać gapić sie na ekran jego telefonu. Pokazałam symbol peace i wyszczerzyłam sie, on również i w końcu cyknął fotke.
- No i jest gites - powiedział nakładając filtr na zdjęcie.
- Ej, jaki podpis dajemy? - spytał chłopaków. Zaczęli rzucać jakieś pomysły. Nagle, wydarł sie Suho.
- To nasz nowy przyjaciel. Poznajcie.. - i tu się ściął. Spojrzał na mnie i zamyślił sie.
- Jak nazwiemy naszego pupilka? - spytał po chwili.
- Zmieszajmy sylaby naszych ksywek! - wykrzyknął Baekhyun. W sumie.. Czy oni nie są za tępi na takie kombinacje? Kto ich tam wie.
- No to Sechexiuai.. Chyba - powiedział Xiumin. Zaśmialiśmy sie na co Xiumin spojrzał na nas dziwnie.
- No co, przynajmniej próbowałem. - mruknął.
- Może Kasucheai - powiedział Kai. Ej, czy to nie ma początku i końca z jego imieniem?
- Nie jest złe.. Jak nie wymyślimy nic lepszego to weźmiemy to - powiedział Chen.
- No to może Chelaisu - powiedział Chanyeol. I tak dalej, mówili propozycje i odrzucali je. Usiedliśmy na kanapie i dalej z marnym skutkiem szukaliśmy mojego nowego nicka.
- Może cuś z imionami byłych członków EXO? - spytał znudzony Sehun. Kiwnęliśmy głowami z aprobatą, to nie jest zły pomysł.
- To to Lukritao ? - spytał senny Lay. Spojrzeliśmy na niego.
- Ej to nie jest złe, w dodatku podobne troszku do twojego prawdziwego imienia. - powiedział Suho.
- Ale czemu tam jest całe imie Tao? - spytał Baekhyun przeciągając sie. D.O dźgnął go w bok, przez co Baekhyun spojrzał na niego z chęcią mordu.
- Bo imie tao ma jedną sylabę ciołku - powiedział Lay.
- Aaaaa takie buty.. Ano racja - mruknął ze śmiechem Beakhyun.
- To co, Lukritao? - spytał Chanyeol.
- Nom, całkiem fajne - odpowiedziałam. Przeciągnęłam sie leniwie i poprawiłam okulary.
- Powiecie mi może która godzina? Telefon zostawiłam w domu.. - powiedziałam. Kai wyciągnął telefon z kieszeni i sprawdził godzinę.
- 21:28 - odpowiedział chowając smartfona. Co, już tak późno?! No nie.. Ale no cóż, czas zawsze szybko leci w doborowym towarzystwie.
- Chłopcy.. Będę musiała iść już.. - powiedziałam patrząc na nich smutno.
- Ale przyjdziesz jutro? Zostawisz nam numer telefonu? - pytał D.O. Wszyscy wyglądali jak smutne szczeniaczki.
- No oke.. Zapiszcie sobie - powiedziałam po czym podyktowałam im swój numer. Wszyscy go zapisali.
- Jak coś to będziemy ci spamić - powiedział Suho ze śmiechem.
- Odprowadzić cie? - spytał D.O. Podrapałam sie lekko po karku.
- Mieszkam naprzeciwko was ale.. Jak chcesz to czemu nie - powiedziałam z uśmiechem. D.O uśmiechnął sie szeroko i wstał z kanapy.
- To chodźmy - powiedział i wyciągnął dłoń moją stronę. Chwyciłam ją i wstałam. Udaliśmy się do przedpokoju. D.O założył płaszczyk. No tak, jest lodowacie zimno, a ja byłam w bluzie. Yolo, nic mi nie będzie. Chyba. Wyszliśmy przed ich dom. Spojrzeliśmy na niebo. Nie zakrywała go ani jedna chmura, nad naszymi głowami świeciły miliony gwiazd i duży, srebrzysty księżyc. D.O westchnął.
- Piękna noc, prawda? - spytał rozmarzonym głosem. Uśmiechnęłam sie lekko.
- Zgadzam się - odpowiedziałam przenosząc na niego swój wzrok. On uczynił to samo. Przeszliśmy przez drogę i tym razem staliśmy przed moim domem. Poczułam jak mój nos i policzki czerwienią się od mrozu. D.O zaśmiał się cicho widząc to.
- Urocze - szepnął stojąc przede mną. Spojrzałam w dół zawstydzona.
- Dziękuje.. Za wszystko - powiedziałam po czym mocno wtuliłam się w niego. D.O przełknął głośno ślinę, ale po chwili przytulił mnie niepewnie. Wtulałam twarz w jego szyję, była taka ciepła. Mogłabym tak stać całe wieki.
- Nie ma za co, Lara - powiedział odsunąwszy sie nieznacznie ode mnie. Uśmiechnęłam sie szeroko po czym odsunęłam sie od niego niechętnie.
- Pisz jak chcesz.. - powiedziałam robiąc pierwsze kroki w tył. D.O kiwnął głową.
- Do jutra, Lukritao - powiedział po czym pomachał mi niemrawo. Posłałam mu całuska, nie wiem nawet czemu. Dziwniejsza była jednak jego reakcja. "złapał" go i przysunął dłoń do ust. Zarumieniłam sie mocno i zakryłam usta dłonią. D.O zaśmiał się.
- Idź już do domu bo się przeziębisz. Do jutra - odparł tylko i poszedł do siebie, a ja patrzyłam tylko jak odchodzi. I znów jestem sama. Jak palec.. Westchnęłam po czym po cichu weszłam do domu, wszyscy już spali z tego co widziałam po zgaszonych światłach. Na palcach poszłam do swojego pokoju, zdjęłam ostrożnie czapkę, buty i spodnie. Położyłam je niczym największy skarb na fotelu. Położyłam sie na łóżku w bluzie i bieliźnie. Patrzyłam się tępo w sufit. Chwyciłam bluzę i nasunęłam jej kołnierz na twarz. EXO zostali moimi przyjaciółmi. Nie jestem w końcu wyrzutkiem.. Lubią mnie.. Chyba. Nie wiem, czyn zasłużyłam na taką nagrodę, ale wiem jedno. Będę dziękować bogu do końca życia.

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Łazienka

Po przejściu na piętro, udaliśmy się do łazienki, a raczej to oni mnie tam wepchali. O mało nie wpadłam do wanny, ale chyba o to im chodziło, bo widząc że nadal stoję na nogach , popchnęli mnie lekko że w końcu do niej wpadłam. Szybko odkręcili ciepłą wodę a ja będąc wciąż w ubraniach zaczęłam moknąć. Spojrzałam na nich błagalnie
- Mam sie wypucować? - spytałam wyciągając bezwładnie rękę z wody. Ci kiwnęli głowami.
- Na to by wypadało,zawłaszcza po ścięciu włosów. - powiedział D.O. . Westchnęłam cicho. Nie wiem co im wali na te dekle.
- No oke ale.. Moglibyście wyjść? Jak mam sie umyć jak stoicie nade mną jak sępy.. - mruknęłam zawstydzona. Ci speszyli się lekko.
-To my idziemy poszukać czegoś dla ciebie do ubrania. Jesteś wzrostu mniej więcej naszego, tylko ja jestem wyższy od ciebie. - powiedział Chanyeol. Po chwili wyszli z łazienki. Wzięłam głęboki oddech i zdjęłam okulary. Położyłam je na rogu wanny. Zaczęłam zdejmować doszczętnie już mokre ubrania. Wrzuciłam je jakimś cudem do umywalki. Wanna była już pełna cudnie gorącej wody. Postanowiłam że może sobie skorzystam z jakiegoś żelu pod prysznic. I tak lubiłam je podkradać tacie. Na wannie stało kilka buteleczek. Brałam po kolei każdą i niuchałam. I tu pojawił się problem. Wszystkie pachniały bosko! Rozpoznałam tylko te należące do Xiumina i Laya, bo czułam je od nich. No cóż, pozostaje losowanie. Zamknęłam oczy i na ślepo wybrałam żel. Nalałam go do wody i pomachałam trochu rękoma. Wanna wypełniła się pięknie pachnącą pianą. Zaczęłam się powoli myć. Było mi tak ciepło. Po dłuższym czasie spuściłam wodę, opłukałam siebie i wannę również. Z szafki stojącej w rogu pomieszczenia wyjęłam duży, biały, puchaty ręcznik. Owinęłam sie nim wokół tali, chociaż równie dobrze mogłabym owinąć się nim w biodrach. Dlaczego? Więc.. Byłam płaska. Zupełnie płaska! Z przodu miałam dosłownie drugie plecy. To mógł być jeden z wielu powodów dlaczego chłopcy na początku myśleli że jestem płci męskiej. Mimo to wolałam uważać. Podeszłam do umywalki. Lustra nie było, ale no cóż.Wyjęłam ubrania i włożyłam je do wanny.  Wróciłam do umywalki i zmoczyłam głowę do końca. Z półki, znowu na ślepo, wzięłam jakiś szampon. Nie powinni mnie za to zabić. Umyłam sobie włosy i spłukałam sie. Teraz pachniały jak Laya. Yeyy! Wzięłam kolejny ręcznik i zaczęłam je powoli osuszać. Wszystko pachniało tak męsko, tak bardzo w stylu EXO. Wiem, odwala mi, ale nie macie pojęcia jak bardzo mi się to podobało. Siedziałam na boku wanny i suszyłam te włosy, gdy usłyszałam pukanie do drzwi.
- Lara, można wejść? - spytał D.O . Poprawiłam ręcznik i wzięłam głęboki oddech.
- Tak, wchodźcie.. - odpowiedziałam, a po  chwili do łazienki wszedł D.O , Kai, Suho, Lay i Xiumin. Patrzyli na mnie, ale gdy zauważyli jak ubrana jestem, zarumienili sie lekko. Ja również strzeliłam buraka i spojrzałam gdzieś w bok.
- Wiemy że wszystkie twoje ubrania są mokre. Mam tu bokserki które kupił mi kiedyś Luhan, ale są trochu za małe. Nie chodziłem w nich jak coś. A z biustonoszem jest problem.. - rzekł niepewnie Suho. Spojrzałam na te bokserki. Były granatowe w jelonki. Typowe dla Luhanka. Spojrzałam na chłopaków, po czym wstałam.
- To nie problem. Nie noszę takich rzeczy.. - powiedziałam. Ci spojrzeli na mnie dziwnie.
- Wiecie co mam na myśli. Nie martwcie sie, pogodziłam się z tym. - odparłam machnąwszy ręką. Ci spojrzeli na mnie przepraszająco.
- W sumie to fajne, ludzie mylą mnie z chłopakiem. Nie mam jakichś dodatkowych problemów.. - dodałam. Suho podrapał sie w tył głowy.
- Taak.. No to.. Wracając do tematu. Tu masz bokserki, spodnie, podkoszulek, bluzę, czapkę, skarpetki i buty. - rzekł wskazując na chłopaków trzymających ubrania. Lay trzymał spodnie, Suho bokserki i podkoszulek, D.O czapkę i skarpetki, Xiumin buty a Kai bluzę. Pewnie to do nich należały właśnie te rzeczy.
Położyli ubrania na szafce.
- Ubierz się spokojnie, my będziemy w salonie - powiedział Suho z lekkim uśmiechem, po czym z resztą zespołu wyszedł z łazienki. Podeszłam do szafki. Bluza była duża, czara z dużym białym napisem EXO na przodzie i białymi paskami na rękawach, spodnie były granatowe z czarnymi przetarciami, buty były za kostkę, białe z czarnymi elementami.. Jordanki! Skarpetki były po prostu czarne, podkoszulek też. A czapka to full cap z czerwonym napisem "sugoi". Założyłam wszystkie ubrania. Bluza była troszku za duża, ale lubię takie. Ogólnie, reszta pasowała. Wygładziłam bluzę i uśmiechnęłam się lekko. Poprawiłam czapkę i niepewnie wyszłam z łazienki. Niezła metamorfoza. Wyglądam jak członek EXO! To jest cudowne, oni są cudowni. Nikt mi nie uwierzy w to.. Z resztą, nie mam nawet komu tego powiedzieć. I gites. Zeszłam powoli po schodach do salonu. Od razu mnie zauważyli. Wlepili we mnie swoje brązowe oczy.
- I jak? - spytałam obracając sie raz. Wszyscy zabili brawo.
- Wyglądasz bosko - powiedział Lay z uśmiechem. Zaśmiałam sie cicho i podeszłam do nich. Kai patrzył sie na mnie nieprzerwanie z lekkim uśmiechem.
- To dzięki wam - powiedziałam patrząc na nich. Usiadłam pomiędzy Layem a Kaiem. Lay złapał mnie za ramie jak wtedy gdy mnie trzymał przy ścinaniu włosów. Nagle zaczął pociągać noskiem. Upss..
- Laruś, mój szampon brałaś? - spytał z uśmiechem. Zarumieniłam sie lekko.
- T-Tak.. No bo tak jakoś wyszło. - powiedziałam cicho. Kai przysunął twarz do mojej szyi i musnął nią noskiem. Zadrżałam mocno.
- I mój żel pod prysznic.. - powiedział z subtelnym uśmiechem. Omg, to był jego?! Omg omg omg.. On cudownie pachnie. Moje policzki były czerwone do granic możliwości. Reszta EXO wybuchła śmiechem.
- Ale burak! - wskazał na mnie Suho śmiejąc sie. Zrobiłam obrażona minkę. Lay kopnął go.
- Ciii bo sie zdenerwuje i nas zje - powiedział z bananem na twarzy. Spojrzałam na niego wzrokiem mordercy. Myślałam głupia że to pomoże, a on śmiał sie jeszcze bardziej. No co za dekle. Usłyszeliśmy otwierające się drzwi. Do salonu weszli Chen i Baekhyun.
- Mamy farbę - powiedział Chen i rzucił Chanyeolowi na kolana torebkę z czerwonym pudełeczkiem. Chanyeol wyjął je z torby i rzucił Kaiowi.
- Maestro, do dzieła - powiedział z szerokim uśmiechem. Kai spojrzał na mnie po czym wziął pudełko i chwycił mą dłoń.
- Chodź do łazienki - rzekł wstając z kanapy. Wziął jeszcze spraye koloryzujące. Wstałam razem z nim i ścisnęłam lekko jego dłoń, która była tak cudownie ciepła i delikatna. Udaliśmy się na górę do łazienki. Kai wziął z szafki ręcznik którym wcześniej suszyłam włosy. Usiadł na kancie wanny.
- Chodź, usiądź tu - rzekł wskazując na miejsce przed nim. Mam.. Usiąść miedzy jego nogami? No.. No oke.. Usiadłam tam gdzie kazał i zdjęłam czapkę. Położył ręcznik na moich ramionach. Rozpakował pudełko z farbą i dał mi jej zawartość.
- Potrzymaj to chwile - powiedział po czym wstał, podszedł do zlewu zmoczył ręce i nimi następnie moje włosy. Zrobił tak jeszcze kilka razy po czym wrócił na swoje wcześniejsze miejsce. Z szafki za sobą wyciągnął miseczkę i pędzelek. Podałam mu saszetki a on, założywszy rękawiczki, rozrobił farbę i po chwili poczułam jak delikatnie i dokładnie nakłada ją na moje włosy.
- Piecze cie głowa? - spytał cicho nakładając farbę na kolejne pasemka włosów.
- Nie, jest okej.. Nie wiem czy to wyjdzie, mam za ciemne włosy.. - powiedziałam. Tak, mam wczesny zapłon.
- Nie chcę byś miała białe włosy. Rozjaśniacz je mocno osłabi. A tak to będziesz miała szarawe, jak Chanyeol kiedyś. - odpowiedział. Odłożył pędzelek i teraz zaczął masować moją głowę aby lepiej rozłożyć farbę. Gdy skończył, przeniósł sie przede mnie. Uśmiechnął sie lekko.
- Będzie git - powiedział. Uśmiechnęłam się lekko.
- Mam nadzieję, ufam ci - powiedziałam cicho. Kai zaśmiał się uroczo, a we mnie rozlała się euforia, na dźwięk jego śmiechu. Zawsze uważałam że jest najbardziej uroczy z zespołu. Rin spierała sie ze mną że Sehun jest numerem jeden, ja jednakże zawsze uważałam inaczej. To nie zmieniało faktu że obie kochaliśmy EXO całym sercem.
- No.. To skoro musimy poczekać 25 minut z tą farbą, to może opowiesz mi o sobie? - spytał opierając sie rękoma o kant wanny na którym siedzieliśmy. Sam Kai chciał mnie poznać. Czego chcieć więcej? Tylko gdyby we mnie było coś ciekawego , godnego uwagi i poznania..