sobota, 23 stycznia 2016

Luźny Wypad Na Miasto

Nawet przez sen czułam pulsujący ból pleców i karku, mimo to jednak dalej spałam. Nie wiem jakim cudem, ale jednak. Obudziłam sie nad ranem. Otworzyłam oczy i spojrzałam na okno. Było nadal ciemno. Sięgnęłam telefon leżący na szafce. Była 6:58, zero nieodebranych połączeń,jedna wiadomość. Zdziwiłam sie, kto pisał o takiej porze? Chyba że to było wieczorem, w końcu dość wcześnie usnęłam. Odblokowałam telefon, od razu ściemniając ekran. Weszłam w wiadomości. Ten sms był od Dyo. Otworzyłam konwersację. "Hej.. Czemu nie powiedziałaś że można do Ciebie wpaść? Chciałem iść do Ciebie, ale Suho powiedział że Sehun idzie z nim.. Mógłbym dzisiaj przyjść? I jeszcze jedno.. Czy na prawdę nie pamiętasz dlaczego  wybiegłaś z domu?" . Westchnęłam i zabrałam się za pisanie odpowiedzi. "Tak.. Nic nie pamiętam, tylko tyle że byłam u was i potem jadłam z Tobą sushi. Mam przeczucie że coś złego sie stało. Ty także nic nie wiesz, co nie?" Wysłałam smsa i podniosłam sie do siadu. Poprawiałam lecące do oczu włosy. Chwila. Czy ja właśnie napisałam do niego o porze, o której normalni ludzie śpią? Ja wale, ale przypał.. Mam nadzieje że ma mocny sen i nie odpisze, czułabym sie jak kretyn, gdybym go obudziła. Rozległ sie dźwięk smsa. Zabijcie mnie. Chwyciłam telefon. "Nie, przykro mi.. Mógłbym dzisiaj przyjść?" Zastanowiłam sie. Jeżeli non stop będą przychodzić, to wtedy Rin na pewno sie połapie. To zbyt ryzykowne.
"Moja siostra już coś podejrzewa. Ja przyjdę do was. Jak będę na siłach." odpisałam, nawet nie wiedząc jakie głupoty pisze. Może i czuje sie lepiej, ale i tak nadal bolą mnie plecy i ręce, nogi też. Ale juz wolę iść do nich i być pewną że ich sekret sie nie wyda. Poza tym, im szybciej to rozchodzę, tym szybciej wrócę do formy. Tylko teraz pytanie, czy mama mnie puści. Tym czasem przyszedł kolejny sms. "Ani mi sie waż! Masz leżeć i odpoczywać. Już wolę poczekać aż wydobrzejesz." Ale ja nie chce czekać, umre tu z nudów. "Oppa, ja nie mam do was kilometrów. Spokojnie, nic mi nie będzie. Ale najpierw musze spytać sie mamy o zgodę" odpisałam szybko. Pewnie sie nie zgodzi, ale spytać nie zaszkodzi. "Widzę , że Cię nie przekonam.. Tak czy inaczej, informuj mnie o wszystkim". Jaki on uroczy, nie dziwie się że jest uważany za mamusie w zespole. Nagle coś mnie oświeciło. "Oke oke. Właaaaaśnie! O co cho z Tobą i Jonginem? ;-;" napisałam szybko. Jestem strasznie ciekawa co sie stało. Chociaż raczej Kaia powinnam zapytać. Kij z tym. Moim oczom ukazała sie kolejna odpowiedź. "Nie wiem" i tyle? Tylko tyle? Może na serio nie wie? Może.. "No oki.. Spytam sie Kaia w takim razie" odpisałam. Mam nadzieje że nic złego sie nie stało, przecież oni się lubią bardzo. Wiecie, Kaisoo i te sprawy. "Jak chcesz, w sumie sam jestem ciekaw". Nie wiem czemu, ale wyczuwałam, że jest w złym humorze. Źle zrobiłam ze odpisałam. "No okej.. Przepraszam jeżeli Cię obudziłam. Nie będę już przeszkadzać" odpisałam po czym wtuliłam twarz w poduszkę i dalej patrzyłam sie na telefon. Odpisał. "Nie przeszkadzasz. Nie śpie od szóstej, jakoś nie mogłem spać w nocy.. A Ty co robisz o tak wczesnej porze? Powinnaś odpoczywać". Czyli nie tylko ja mam problemy ze snem. Jak dobrze że jednak nie spał. "Też nie mogłam spać. Wszystko boli że nawet leżeć nie mogę.. Ale teraz przynajmniej mam z kim chociaż popisać" odpisałam szybko. Z ciekawości zajrzałam na instagrama. Post Chanyeola ma tradycyjnie tysiące serduszek, wiele komentarzy wypytujących o to kim jestem. Uśmiechnęłam się lekko po czym weszłam na profil Sehuna. Dodał nasze zdjęcie. Pod nim widniał podpis "LuKriTao już znacie. Miał wypadek, proszę módlcie sie za niego! Dajcie dużo miłości tak jak ja. I wybaczcie Suho na dole. Wgramolił sie w zdjęcie i niezbyt dobrze wyszedł". Zaśmiałam sie cicho, Sehun jest taki uroczy. Zdjęcie tradycyjnie było zlajkowane do granic możliwości. Sehun oznaczył mnie, co z tego co widziałam dodało mi wielu obserwatorów. Ale w moje oczy rzuciło sie co innego. Sehun kogoś obserwuje. Weszłam w zakładkę i moim oczom ukazał sie odnośnik do mojego profilu. To teraz fanki mnie zjedzą. Weszłam na mój profil. Masa nowych obserwatorów, lajków. Mindfuck! Szybko zamknęłam aplikacje, ponieważ dostałam kolejnego smsa. "Cieszę się, że napisałaś. Szkoda tylko że pogadanie twarzą w twarz odpada." Westchnęłam cicho. Ale chwila, co z video rozmową? Szybko weszłam w ustawienia i wybrałam odpowiednią opcję. Czekałam chwilę, aż Dyo w końcu odebrał. Moim oczom ukazał sie straszny widok. Dyo zwykle wyglądał ponuro, ale teraz to było jeszcze gorsze. Podkrążone oczy, smutne spojrzenie. Coś ewidentnie się stało. Tylko teraz kwestia, czy wypada zapytać. Gdy mnie zobaczył ożywił się nieco. Spojrzałam na obraz z mojej kamerki. Rana na policzku w nocy najwyraźniej sie rozdarła, bo policzek gdzieniegdzie miał ślady krwi. Do tego rozczochrane szare włosy, poklejona plastrami twarz, szyja kark i ręce. Źle zrobiłam że zadzwoniłam, co on sobie pomyśli.
- To ten.. Dzień dobry.. - powiedziałam cicho siląc się na słaby uśmiech.
- Dzień dobry Lara.. Co tu masz? - spytał cicho wskazując na swoim policzku miejsce na lewej kości policzkowej. Dotknęłam tamto miejsce. To była ta rana.
- Podczas prób spania musiałam sobie rozwalić ranę.. To nic - odpowiedziałam nakrywając sie lepiej kołdrą. Dyo westchnął.
- Kyungsoo.. Wszystko okej? - spytałam niepewnie. Chłopak zerknął gdzieś w bok i potem skierował wzrok na kamerkę.
- Nie bardzo. Mam problem i nie wiem co z nim zrobić - odpowiedział cicho.
- Jaki to problem? Może ci pomogę? - spytałam. Dyo ułożył sie wygodniej na kanapie.
- Nie dasz rady. Nikt nie da. - odpowiedział uśmiechając się minimalnie. Zawsze jest wszystkiego taki pewien?
- Chodzi o Kaia? - spytałam. Dyo przygryzł wargę. Chyba trafiłam.
- T-tak.. To o niego - odpowiedział cicho. A czyli w takim razie to o Kaia chodzi. Ale sposób w jaki to potwierdził napawał mnie lekkimi obiekcjami.
- Pogadam z nim potem, nie martw sie - odpowiedziałam formując lewą dłoń w polówkę serca. Dyo uśmiechnął sie i zrobił drugą.
- Jesteś wspaniałą osobą - szepnął. Moje policzki pokryły się różem. Czemu on zawsze tak mnie zawstydza?
- Nie, nie jestem.. Wspaniały to ty jesteś. Udało ci sie w życiu, masz fanów, piękny głos. A tu jestem taka ja. Łaże po drzewach jak jakiś goryl, kompromituje sie cały czas, nie mam życia społecznego- wymieniałam. Dyo przyłożył palec do ust, sugerując abym zamilkła.
- Twoimi fanami jest EXO. Głos na pewno masz piękny. Chodzenie po drzewach nie jest złe, ale za ten twój ostatni eksces był szczytem głupoty. - powiedział poważnie. Troszczy sie bardziej niż moja własna matka. A powinno być inaczej. Mimo to, nie będę narzekać.
- Wiem o tym.. A mój głos jest straszny. A to że jesteście moimi fanami.. To cudne uczucie, ale ja sie tak wyróżniam, jestem taka.. Dziwna, a wy tacy.. Cudni - zaczęłam sie plątać, co wywołało szeroki uśmiech na ustach bruneta. W końcu sie uśmiechnął! Mission Complete! Odwzajemniłam uśmiech i westchnęłam z ulgą.
- Wiesz, nie wyróżniasz sie zbytnio. Nam też daleko do normalności. Jeżeli oglądałaś EXO's ShowTime lub inne programy to wiesz co mam na myśli. - rzekł poprawiając czarne włosy.
- Kkaebsong..? - rzekłam cicho po czym zachichotałam pod nosem. Dyo znów się uśmiechnął.
- Pamiętam jak Suho położył ci tak rękę na ramieniu, chciałeś go dźgnąć w bok, a on tak sie migał od ciebie. Kilka razy musiałam ten moment oglądać, bo to było zbyt dobre, aby raz to obejrzeć. - dodałam cicho. Dyo zaśmiał sie i pokiwał głową.
- Też to pamiętam. - odpowiedział nasuwając koc z flagą jeszcze wyżej. Chyba to nim nakryłam chłopców po oglądaniu filmu tamtego dnia.
- Ale jest coś lepszego niż to - rzekłam z poważna miną.
- No co takiego? - spytał wyraźnie zaciekawiony.
- To jak rapowałeś Growl'a - odpowiedziałam śmiejąc sie cicho. Dyo prychnął pod nosem. Oho, Satansoo sie załączyło. Powkurzam go sobie jeszcze trochę.
- I jak Tao sie z ciebie lał, a ty takie "dlaczego się śmiejecie?" - rzekłam imitując go. Chłopak westchnął i uśmiechnął się lekko. Ponownie odwzajemniłam uśmiech. Czułam się na serio dobrze, podczas rozmowy z nim. Miałam nadzieję że moja głupota poprawiła mu jakoś humor, bądź odwiodła go od złych myśli. Nagle Dyo zerknął gdzieś w bok po czym zwrócił swój wzrok na telefon.
- Chłopaki zaraz będą wstawać. Musze wracać do pokoju.. - rzekł cicho. Zrobiłam smutną minkę i pokiwałam głową na znak zrozumienia.
- No dobrze.. Cieszę się że mogliśmy pogadać. - powiedziałam z subtelnym uśmiechem. Dyo również się uśmiechnął.
- Też się cieszę Lu. Także ten.. Do zobaczenia - powiedział cicho.
- Pamiętaj że możesz mi się wygadać jak coś. Postaram się pomóc. - dodałam patrząc na niego. Na serio źle wyglądał.
- Będę pamiętał. - odpowiedział. Uśmiechnęłam sie uroczo i pomachałam mu podrapaną od gałęzi ręką.
- Bajo~ - powiedziałam po czym rozłączyłam sie. Westchnęłam po czym sięgnęłam słuchawki. Podłączyłam je do telefonu i włożyłam do uszu. Puściłam sobie MAMA. Podniosłam sie po siadu i powoli zaczęłam zsuwać nogi z łóżka. Ignorując teraz juz słabszy ból, wstałam i udałam sie na dół. Rodzice jeszcze spali, Rin szykowała sie do szkoły. Postanowiłam, że zrobię jej herbatę. Nalałam wody do czajnika i włączyłam go aby woda sie zagotowała. Oparłam sie biodrem o blat i sięgnęłam po apteczkę. Postanowiłam że zmienię sobie opatrunek na szyi, ramieniu, przedramieniu i nadgarstku, oraz na policzku. Nie widziałam jeszcze tych ran, byłam ciekawa czy są poważne. Zdjęłam najpierw bandaż z nadgarstka. Tam szału nie było. Jedna głębsza rana i kilka zadrapań. Przemyłam rane Tribiotic'iem i nałożyłam nowy opatrunek. Na przedramieniu było podobnie, ale rany były szersze i dłuższe. Te też przemyłam i opatrzyłam. Ostrożnie zdjęłam opatrunek z ramienia. Tam były 2 głębokie rany, teraz krwawiące lekko. Spryskałam je preparatem. Zaczęło piec, ale szło wytrzymać. Potem przykryłam je 2 gazami i zabezpieczyłam bandażem. Teraz szyja. Tu rana była na serio bolesna. Zdjęłam opatrunek, a po szyi od razu zaczęła się sączyć malutka stróżka krwi. Rana była druga i głęboka, jakbym prawie nadziała sie na jakiś badyl. Otarłam ostrożnie krew i też spryskałam Tribiotic'iem. Zacisnęłam szczękę, próbując stłumić krzyk bólu. Tak bardzo paliło, jakby ktoś polał to kwasem. Szybko ale starannie przykryłam ranę grubym opatrunkiem i zabezpieczyłam przylepcem. Wzięłam drżący oddech. Zmieniłam jeszcze opatrunek na policzku. Wyrzuciłam zakrwawione gazy, chusteczki i stare opatrunki do kosza. Woda sie zagotowała. Zrobiłam w dzbanku herbatę i postawiłam go na stole. Sięgnęłam dla siebie kubek i nalałam do niego herbaty. Była za gorąca aby ją pić. Wylałam pół zawartości do zlewu a brakującą ilość uzupełniłam kranówką. Teraz było lepiej. Wypiłam wszystko duszkiem. W tym momencie do kuchni weszła Rin. Odwróciłam sie w jej stronę. Była już ubrana, na plecach miała plecak. Położyła go przy drzwiach. Podeszła do mnie i spojrzała mi w oczy.
- Co to miało znaczyć? - spytała obrażona. Zmarszczyłam brwi. Co ona znowu chce?
- No co, nie mogłam spać to ci herbate zrobiłam głąbie. - odpowiedziałam siadając przy stole. Ona tylko pokręciła głową.
- Nie udawaj debila. Kto u ciebie był? I czemu brzmiał jak Sehun? I czemu powiedział że jest twoim chłopakiem? I czemu on lubi EXO? I kim była druga osoba? - zadawała pytania, nie dając mi się wypowiedzieć. Westchnęłam.
- Byli u mnie przyjaciele, oglądaliśmy streamy EXO na Vapp, a ten z którym gadałaś to nie jest mój chłopak. I ma głos podobny do Sehuna bo... Bo.. Bo lubi imitować innych. - wymyśliłam coś na szybko. Spojrzała na mnie jak na ufo. Nie wierzy mi. Ups.
- Nie wkręcaj mnie. I tak sie dowiem - zagroziła palcem po czym podeszła do lodówki i wyjęła z niej miche sałatki. Zaczęła ją jeść nawet nie przejadając jej na mniejszy talerz. Spojrzałam na nią zdegustowana.
- Obleśna jesteś - mruknęłam po czym wstałam. Rin tylko się zaśmiała. Jakie głupie dziecko.
- Widziałaś nowe selfie Sehuna? Bo mi sie nie chciało załadować. Poza tym, w sieci jest halo bo w końcu kogoś na insta obserwuje. Jakiś chłopak ponoć. - powiedziała jedząc powoli sałatkę. Zamarłam. Jak mogłam być taka głupia! Przecież ona na necie sie dowie.. Niedobrze! Bardzo niedobrze.. Mam przepierdzielone! Zabiją mnie! Okej, mogę pożegnać się z życiem.
- Ale.. Jesteś pewna? Ja rano byłam na insta i nic nie było. - odpowiedziałam starając się, aby mój głos brzmiał jak najbardziej naturalnie. Rin spojrzała na mnie krzywo.
- Jesteś pewna? - spytała. Pokiwałam twierdząco głową. Sis westchnęła i odsunęła od siebie miske.
- Jak tam twoje rany? - spytała obojętnie. Jak ja tego nienawidzę. Tej całej fałszywej i wymuszonej troski. Brzydzi mnie to.
- Dobrze - odpowiedziałam od niechcenia.
- Ide do siebie, jak będę na siłach to pójdę do Marallo's Shop kupić ci tą kieckę. - rzekłam udając sie w stronę schodów. Nie czekając na odpowiedź wewlekłam sie na piętro i poczłapałam do pokoju. Usiadłam powoli na łóżku i sprawdziłam godzinę. 8:02. No oke, kolejny nudny dzień przede mną. Odłożyłam telefon na jego wcześniejsze miejsce po czym zerknęłam na szafę a potem na siebie. Zakrwawiona gdzieniegdzie koszulka od któregoś z chłopaków, rozdarte na kolanie dresy. Masakra. Musze sie ogarnąć i przestać straszyć swoim wyglądem. Powiedziałabym jeszcze że twarzą ale i taki nic mi nie pomoże. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej czarną koszulkę z długim rękawem i jakimś nadrukiem z czaszkami i różami. Wzięłam też czarne luźne jeansy i czerwoną bluzę. Ubrałam sie powoli, uważając na te głupie rany. Gdy byłam już ubrana, podeszłam do lustra. Przyjrzałam sie uważnie swojej twarzy, na której oprócz plastrów nie było nic nadzwyczajnego. Spojrzałam na kosmetyczkę. Idę na miasto, może wypadałoby tak.. Wzięłam krem matujący. Zdjęłam okulary i nałożyłam go cienką warstwą na twarz, omijając opatrunki. Potem eyelinerem podkreśliłam górną linię rzęs oraz typowo koreański kącik oka. Wytuszowałam i tak naturalnie długie rzęsy. Spojrzałam na siebie. Wyglądałam trochę jak typowe emo, ale przynajmniej nie tak strasznie jak wcześniej. Założyłam okulary i podeszłam do szafki. Wzięłam telefon i sprawdziłam godzinę. 9:01 9 grudnia. Schowałam go do kieszeni, po czym zeszłam na dół, gdzie była już moja mama. Gdy weszłam spojrzała na mnie.
- Idę do Marallo po sukienkę dla Rin - powiedziałam sięgając kubek i nalewając do niego herbatę.
- To już dobrze sie czujesz? - spytała zaskoczona. Wypilam duszkiem herbatę i poprawiłam odruchowo włosy.
- Wiesz, że nie umiem usiedzieć na tyłku w domu, przykuta w dodatku do łóżka. - odpowiedziałam. Mama zaśmiała sie.
- No dobrze, to w takim razie idziesz jutro do szkoły. - powiedziała zadowolona. Warknęłam cicho, co za kobieta. Uwielbia robić mi na złość.
- Whatever - odpowiedziałam po angielsku, po czym przeciągnęłam sie lekko.
- Dasz kasę na tą sukienkę i bilet? - spytałam. Mama dała mi pieniądze a ja, schowawszy je do kieszeni, udałam sie do przedpokoju. Założyłam ostrożnie glany, czarny płaszczyk, czapkę beanie i szary komin. Wyszłam z domu. Zimno. Spojrzałam na dom EXO. Ciekawe co robią.. Dobra, nie czas na to. Udałam sie na przystanek i usiadłam na ławeczce. Było chłodno ale szło wytrzymać. Po iluś tam minutach busik przyjechał. Wsiadłam do niego i kupiłam bilet. Usiadłam na wolnym miejscu. Ludzie patrzyli sie na mnie, nie trudno było to wyczuć. Te rany na paszczy.. Ugh. Oparłam sie o szybę i patrzyłam na mijane drzewa, domy. W radiu leciała jakaś nastrojowa, świąteczna muzyka. Czas sobie płynął, kilometry mijały. Po jakiejś godzinie wysiadłam z autobusu w Seoulu. Rozejrzałam sie. Dawno tu nie byłam, obawiam się że się zgubię. Niepewnym krokiem przeszłam przez ulicę i udałam sie w stronę centrum. Ludzie mijali mnie, a ja ich. Niektórzy patrzyli sie krzywo, inni byli zbyt zajęci sobą aby zwracać uwagę na kogokolwiek. Rozglądałam sie na boki, szukając znajomego logo. Gdy je wypatrzyłam, uśmiechnęłam sie wiedząc że już nie muszę chodzić po mieście. Podreptałam do sklepu i weszłam tam. Moim oczom ukazały sie wieszaki i półki pełne kobiecych dodatków i ubrań. Od kosmetyków, po buty i biżuterię. Ukłoniłam sie starszej kasjerce którą już zdarzyłam poznać. Zawsze służyła radą. Zaczęłam przechadzać się wśród półek. Widziałam masę świetnych sukienek, ale żadna nie była odpowiednia dla Rinusi. Szukam czegoś przykuwającego uwagę  ale nie zbyt kontrowersyjnego, czegoś podkreślającego atuty, ale nie zbyt wyuzdanego. Musi mieć też odpowiedni kolor. Przez łapki przeleciało mi dużo ubrań, ale były albo to za długie, za krótkie, zbyt perwersyjne, zbyt skromne. Usiadłam na pufie w rogu sklepu, chcąc odpocząć. Wzięłam oddech i rozpięłam płaszcz. Prędzej umrę niż znajdę tą sukienkę. Mogłabym po prostu iść na łatwiznę i wybrać pierwszy lepszy ciuch, ale no przecież nie puszcze jej na tą imprezę sylwestrową w gimnazjum w byle czym! Wstałam i ruszyłam dalej. Zatrzymałam sie przy kolejnym wieszaku. Przeglądałam ubrania, aż w łapki wpadła mi sukienka w kolorze wina. Sięgała mniej więcej przed kolano. Długi koronkowy rękaw, siateczka na wcięciach na tali. Krój podkreślający talię, maskujący biodra. Czyli coś czego szukam. Uśmiechnęłam sie w duchu. Spojrzałam na cenę. Była droga, ale wystarczy mi z tego co dała mi mama. Jakby co, mam w płaszczyku jeszcze swój portfel. W takim razie dokupię jej jeszcze jakiś dodatek. Wzięłam sukienkę w odpowiednim rozmiarze i powędrowałam w stronę działu z biżuterią i dodatkami. Zastanawiałam sie nad kolczykami, wisiorkiem bądź też bransoletą. Rin ma długą szyję, wisiorek będzie lepszy. Przyglądałam sie tym bardziej eleganckim, młodzieżowym oraz tym ekstrawaganckim. W oczy rzucił mi sie srebrny wisiorek z zawieszką w kształcie gwiazdy. Pod nią było kilka mniejszych, taki mały sznur gwiazd. Wybulę na niego, ale przynajmniej będzie dobrze wyglądała. Wzięłam co chciałam i wróciłam do kasy. Podałam zakupy kasjerce. Ta zaczęła wstukiwać ich numery w kasę.
- A tobie cóż się dziecko stało? - spytała pakując wisiorek do pudełeczka.
- Wypadek, spadłam z drzewa - odpowiedziałam zawstydzona, po czym zapłaciłam nie małą sumkę pieniędzy. Czemu oszczędza się tak trudno, a wydaje tak łatwo. Nie ogarniam życia. Pani zaśmiała sie.
- Oj Laro Laro, nigdy sie nie zmienisz - odpowiedziała podając mi torbę z sukienką i pudełeczkiem oraz paragon. Wzięłam zakupy i opuściłam sklep krzycząc dowidzenia. Wyjęłam telefon i sprawdziłam godzinę. Co?! Siedziałam tu aż 2 godziny?! No nieźle, zasiedziałam sie, nie ma co. Szybkim krokiem ruszyłam w stronę przystanku. Nie byłam nawet 50m od niego, a moim oczom ukazał sie widok odjeżdżającego busa. Mina zrzedła mi totalnie. Westchnęłam pod nosem i zrezygnowana dodreptałam do przystanku. Usiadłam na ławeczce i zerknęłam na rozkład jazdy. Kolejny jest za 40 minut. No nie! Poprawiłam czapkę i patrzyłam na jeżdżące samochody. Nudno i zimno. W dodatku jestem głodna. Może by tak iść do jakiejś knajpki.. A co jak autobus przyjedzie wczesniej? Nie, nie mogę iść. Siedziałam tak i siedziałam. Ludzie sobie gdzieś zniknęli, mimo to i tak był duży ruch. Jakieś auto zatrzymało sie przed przystankiem. Nikt z niego nie wychodził co było dość dziwne. Ale po 10 minutach kierowca w końcu zdecydował sie wyjść. Rozejrzał się i potem odwrócił w moją stronę. Niestety przez maskę nie mogłam stwierdzić kto to. Podszedł bliżej. Nie wiem czemu, ale zaczęłam sie bać.
- Nie boisz sie tak sama siedzieć? - wykrzyknął. Jakiś zbok, na pewno. Zignorowałam go.
- Lara, co tak zamilkłaś? - spytał obrażonym tonem. Chwila, skąd on zna moje imie? Podszedł bliżej i stanął przede mną. Teraz to już na serio się bałam. Przełknęłam ślinę i modliłam sie w duchu aby nic mi nie zrobił. On jednak zaśmiał sie i zdjął maskę. Kopnęłam go w piszczel. Czemu Chanyeol jest taką mendą?
- Pogrzało cie? O mało na zawał nie zeszłam.. - powiedziałam obrażona. Chan zaśmiał sie po czym złapał mnie za rękę.
- Chodź do auta, tam pogadamy. - rzekł po czym zaczął mnie ciągnąć. Bolało.
- Ał no.. Delikatniej.. Cu chcesz? - spytałam podążając za raperem. Wsiedliśmy do auta.
- Zimno jest a ty siedzisz na tym mrozie - rzekł z uśmiechem. Aham, czyli na szczęście nie chce gwałtów. Alleluja!
- T-to miłe z twojej strony.. - odpowiedziałam a moje słowa poprzedziło głośne burczenie w brzuchu. Chanyeol zaśmiał sie.
- Ktoś tu jest głodny. Ile tu siedzisz? Jadłaś w ogóle cokolwiek? - spytał. Nie odpowiedziałam mu.
- Czyli wszystko jasne. Zabieram cie na papu, nie ma bata. - rzekł odpalając auto. Spojrzała niego.
- Nie musisz no - odpowiedziałam cicho.
- Ja nie pytam sie o zgodę - odpowiedział uśmiechając sie uwodzicielsko. Przeszedł mnie dreszcz. Chan jechał dość szybko, mijając auta. Jechaliśmy tak dalej, aż zaparkował gdzieś przed jakąś knajpką. Spojrzał na mnie.
- A teraz chodź - rzekł z czarującym uśmiechem po czym wysiadł. Zrobiłam to samo, oczywiście zakupy zostawiłam w aucie. Szłam za Chanem, weszliśmy do knajpki. Nie było tam dużo ludzi. Zdjęłam płaszcz, czapkę i komin. Poszliśmy w róg sali. Położyłam moje rzeczy na jednym z krzeseł, po czym usiadłam i rozsunęłam bluzę. Chanyeol zdjął kurtkę i położył ją na mojej. Usiadł naprzeciw mnie i uśmiechnął sie.
- Pierwszy raz widzę cie w makijażu - odparł sięgając po menu. Odwzajemniłam uśmiech.
- Nie maluje sie za często, uważam że to bez sensu.. Ale dzisiaj musiałam, w końcu szłam na miasto.. - odpowiedziałam i uczyniłam to co Happy Virus. Chan zaśmiał sie.
- Wiesz, też uważam że to bez sensu. I tak jesteś atrakcyjna. - rzekł puszczając mi oczko. Zarumieniłam sie nieznacznie.
- Teraz chyba nie bardzo.. - odpowiedziałam ciszej wskazując palcem na moją ranę na twarzy i szyi. Przeglądałam menu i wypatrzyłam jakieś papu dla mnie. Dawno nie jadłam jakiejś śmieciówy, może by tak ze 2 cheeseburgery i do tego cola? Brzmi okej.
- Wiesz, to zupełnie co innego. Właśnie, jak rany? Goją sie? - spytał.
- Chyba tak.. Ale powoli - odpowiedziałam nawet nie podnosząc wzroku. Chanyeol odłożył menu i zawołał kelnera. Gdy podszedł wyraźnie sie zdziwił.
- Proszę nie robić zamieszania, chce spokojnie zjeść z kolegą - rzekł puszczając mi po raz kolejny oczko. Heh rozumiem. LuKri to chłopak. Uśmiechnęłam sie lekko w stronę kelnera.
- Chciałbym zamówić pizze hawajską, 4 chesee burgery, dwie duże cole, do tego 2 zapiekanki. - zaczął wymieniać, a z każdym kolejnym daniem moje oczy jeszcze bardziej sie wytrzeszczały.
- Hyung, zjesz to? - spytałam lekko zniżając głos aby brzmiał trochu męsko. To żaden problem, umiem nawet śpiewać jak chłopak.
- To dla nas oboje. Mówiłeś ze jesteś  głodny, ja też jestem więc potrzeba dużo żarcia. - wytłumaczył.
- No rozumiem - odpowiedziałam. Kelner poszedł już, a Chan podparł głowę o rękę. Uśmiechał się uroczo i wpatrywał we mnie, wprawiając mnie w lekkie zakłopotanie.
-Umm.. Jak tam u was? - spytałam sięgając po serwetkę. Zaczęłam ją jakoś składać aby zająć czymś ręce.
Dobrze, ale nudno. Kai i Dyo się cały czas chlają nie wiadomo dlaczego , a w domu jest jakoś dziwnie bez ciebie. - odpowiedział poprawiając włosy. Spojrzałam na niego.
-Dziwnie? - spytałam zaciekawiona. Zwykle moja nieobecność nie była jakimś problemem, było to raczej obojętne.
- No tak, jesteś jedyną dziewczyną w grupie. I coś czuje, że to właśnie tak wpływa na zespół - rzekł uśmiechając się.
- Tak czyli jak? - spytałam. Chanyeol był tak pogmatwany z tą jego paplaniną, że nic nie szło zrozumieć. Chan strzelił facepalma.
- Dziewczyna jesteś, skup się. - rzekł wyciągając ręke w moją stronę i stuknął mnie palcem w czoło. Warknęłam cichutko, co wywołało śmiech u Happy Virusa. O co mu w ogóle chodzi?
- Nie ogarniam - mruknęłam po czym wzięłam oddech.
- Co robiłeś tu w Seoulu? Jakieś sprawy do załatwienia? - spytałam zmieniając temat. Mam nadzieje, że nie będzie drążył tego dłużej bo na serio nic nie czaje. Co ma moja płeć do EXO?
- Nie, zostałem tu wysłany przez Yixinga i Minseoka - powiedział stukając palcami w blat stolika.
- A po co? Chcieli coś z miasta? - spytałam zaciekawiona.
- Teoretycznie tak. Miałem jechać po ciebie - opowiedział z bananem na buźce. Wytrzeszczyłam oczka. What?
- Ale.. Oni nie wiedzieli przecież że mam tu jechać - powiedziałam zaskoczona.
- Ale Xiumin widział jak wychodziłaś z domu i wsiadłaś do busa który jeździ tylko do Seoulu. A Lay widział jak ten bus wracał potem i ciebie w nim nie było. Dziwne co nie? Z naszego domu widać przystanek - rzekł śmiejąc sie. A ja siedziałam tylko patrząc sie na łabędzia zrobionego przeze mnie z serwetki. Serio? Czy oni wszystko wiedzą? Widzą? Zaczynam sie bać. Nie no, co wy. Nie ma czego. Chyba..
- Lol.. To nieźle.. - mruknęłam. Po chwili papu przyszło i zaczęliśmy jeść. Najpierw dorwaliśmy pizzę. Chanyeol tak wsuwał to żarcie, jakby go wcale nie karmili. Po zjedzeniu pizzy poszły cheeseburgery. W sumie nie ukrywam, sama byłam strasznie głodna, dobrze że zamówił tyle papu. Jedzonko znikało, cola też a my byliśmy coraz bardziej nażarci. Chanyeol skończył swoją zapiekankę i dopił cole. Westchnął rozanielony.
- O tak.. W końcu fast food.. - mruknął zadowolony. Ja dalej kończyłam zapiekankę. Gdy została mi końcówka, odłożyłam ją na talerz.
- Poddaje sie - jęknęłam po czym oparłam na oparcie krzesła.
- Dzieci w Afryce umierają z głodu a ty jeść nie chcesz - rzekł po czym wziął tą końcówkę i przysunął mi do paszczy.
- No weź - mruknął - Zrób aaaaa - dodał po czym wyszczerzył się. Westchnęłam po czym spełniłam prośbę. Chan wpakował mi to do buźki, a ja nie mając wyboru zjadłam to. Dopiłam colę i czułam że w tym stanie chyba nie wstanę.
- Trzeba dotoczyć sie do domu teraz - powiedziałam chichrając sie pod nosem. Chan też sie zaśmiał.
- Zanieść cie do auta? - spytał. Spojrzałam na niego dziwnie.
- Niee, pogrzało cie? Dam sobie rade - powiedziałam. Happy Virus zawołał kelnera. Ja sięgnęłam z płaszczyka portfel.
- Chowaj to, ja płacę - rzekł puszczając mi oczko i dał kelnerowi hajsy. Zrezygnowana schowałam portfel. Co on taki..
- A teraz chodź do auta. Pospalamy kalorie - rzekł uśmiechając sie uwodzicielsko. Oczy mało mi z orbit nie wyszły, a serce przyśpieszyło. Chanyeol zaczął sie śmiać.
- Ja wale, twoja mina.. Bezcenne - rzekł między spazmami śmiechu. Prychnęłam obrażona pod nosem. Chan wstał i zaczął sie ubierać. Uczyniłam to samo. Złapał mnie za rękę. Czując jego dotyk przeszedł mnie przyjemny dreszcz. Uśmiechnęłam się lekko. Chanyeol zaśmiał sie i ścisnął lekko mą dłoń.
- Na serio jesteś urocza - rzekł z urzekającym uśmiechem. Zarumieniłam sie nieznacznie,
- Chodźmy już.. - powiedziałam ciszej, szczerząc sie do siebie. Opuściliśmy lokal i wsiedliśmy do auta. Zapięliśmy pasy. Chanyeol zerknął na mnie po czym odpalił auto i wyjechaliśmy z parkingu. Towarzyszyła nam przyjemna cisza, ale Chan i tak postanowił ją przerwać.
- A ty? Po co przyjechałaś do miasta? I czo tam masz w torbie? - spytał skupiając sie na drodze.
- Siostra ma w gimnazjum imprezę sylwestrową. Kupiłam jej sukienkę i przy okazji w ramach prezentu naszyjnik - wytłumaczyłam. Chan pokiwał głową na znak zrozumienia. W radiu leciała jakaś amerykańska piosenka. Chan musiał ją znać, ponieważ zaczął sobie śpiewać. Wsłuchiwałam się  jego głęboki głos.
- Bosko śpiewasz.. - szepnęłam. Chanyeol zaśmiał się i spojrzał na mnie.
- Dziękuje Lulu. Ja natomiast nie mam pojęcia jak ty śpiewasz  - rzekł z uśmiechem. Westchnęłam. Przecież nie będę mu tu wyć. Jeszcze się biedaczyna wystraszy albo szyby pękną. A tego bym nie chciała. Do końca drogi siedzieliśmy cicho. Gdy Happy Virus zatrzymał się przed swoim domem, spojrzał na mnie. Wzięła zakupy, wysiedliśmy z auta. Swe kroki skierowałam do domu, ale Chan złapał mnie za rękę. Odwróciłam się i spojrzałam na niego pytająco. Chanyeol przyciągnął mnie do siebie mocnym ruchem. Aby nie stracić równowagi, oparłam dłoń na jego torsie. Czułam bicie jego serca, które było mocne, ale powolne. Uniosłam głowę i spojrzałam mu w oczy. Uśmiechnął się lekko.
- Zapomniałaś o czymś - szepnął po czym przybliżył się. Ucałował delikatnie opatrunek chroniący ranę na policzku. Zarumieniłam sie mocno, co wywołało szeroki uśmiech na twarzy Chanyeola. Odgarnął mi z twarzy lecące pasemko i odsunął się.
- Dziękuje za spędzony czas - rzekł robiąc kolejny krok w tył.
- Do zobaczenia! - wykrzyknął po czym pobiegł do domu. Ja stałam tam dalej. Dotknęłam miejsca które wcześniej pocałował. Uśmiechnęłam się po czym przeszłam przez ulicę i weszłam do domu. Położyłam na szafce torbę, zdjęłam buty, szalik, czapkę i płaszczyk. Wraz z zakupami poszłam do pokoju. Położyłam je w kącie pokoju, po czym glebłam na łóżko, mając w dupie to że boli. Zaczęłam się śmiać. To był jeden z najlepszych dni mojego życia. Udane zakupy, wypad na papu z Chanyeolem, powrót z nim do domu i jeszcze na koniec buziak od niego. Czysta cudowność. Zastanawiam się czy potem jeszcze do nich iść. Sprawdziłam szybko godzinę na telefonie. Po piętnastej. Opłaca mi się?