sobota, 13 lutego 2016

Wyłączyć Myśli

       Przez sen czułam czyjeś ramiona obejmujące mnie, oraz dłoń pieszczotliwie głaskającą mnie po włosach. Dawno nie było mi tak dobrze, przez ten wypadek zapomniałam po części jak to jest spać normalnie, bez bólu. Jednakże to uczucie nie było aż tak cudne, jak to, gdy była tulona przez Kaia. Moje serce na samo wspomnienie chłopaka chyba przyśpieszyło. Nie chciałam takiej reakcji. Wtuliłam twarz w szyję tej osoby i mruknęłam zadowolona. Usłyszałam cichy śmiech, oraz jakiś ruch przy moim policzku. Leniwie otwarłam oczy. Pierwsze co zobaczyłam, to smukła szyja oraz biały kołnierz od koszuli. Uniosłam głowę wyżej i zauważyłam Sehuna patrzącego na mnie z lekkim uśmiechem.
- W końcu się obudziłaś  - wyszeptał. Pokiwałam lekko głową i wzięłam głębszy oddech. Głupio mi, nie wiem czemu..
- Długo spałam? Która jest godzina.. - wymamrotałam kładąc z powrotem głowę na jego torsie.
- Bodajże 10 w nocy - odpowiedział poruszając się nieznacznie. Jęknęłam cicho.
- Jutro szkoła.. Ja nie chce.. - mruknęłam niezadowolona. Będę musiała dzisiaj wracać do domu, nie ma bata. Znowu dostane ochrzan od mamy. Czy mogło być gorzej? W domu na pewno nie będzie już tak dobrze, wolę już być tu i pogarszać swoją sytuację niż wracać i bić się z myślami.
- To nie idź, wielki mi problem - odpowiedział Sehun wzruszając ramionami.
- Łatwo ci tak mówić.. Musze iść - rzekłam zrezygnowana. Szkoła to zło, na serio. Nauka, do tego za dużo ludzi i wredni nauczyciele. W dodatku mój stan, niechęć oraz pewna tęsknota za chłopcami.
- Do której szkoły chodzisz? - spytał opierając się brodą o moją głowę.
- Do liceum na obrzeżach tego miasta.. Zwykle liceum. - odpowiedziałam przymykając oczka.
- No okej, rozumiem - odparł maknae. Przez kilka chwil towarzyszyła nam tylko cisza, przerywana naszymi oddechami. Było mi ciepło i wygodnie, nie chciałam nawet wstawać. Mimo że nie był on moim ub, nadal bardzo mi sie podobał.
- Co łączy ciebie i Jongina? - spytał po dłuższej chwili. Zmarszczyłam brwi i uniosłam głowę aby spojrzeć mu w oczy. Wiedziałam że poruszy ten temat, każdy chyba by o to spytał.
- Za każdym razem jak Kai widzi cie z innym dostaje furii, a jak był przy tej sesji, o mało nie zaczął krzyczeć z nerwów. Jak spałaś na mnie a przechodził do sali treningowej to omal nie zabił mnie wzrokiem. To na serio dziwne - wytłumaczył patrząc mi się  w oczy. Spojrzałam w dół, gdzieś na jego szyję. Serio on tak się zachowuje? Fakt, przebywamy ze sobą sporo, ale on jest tylko moim ub, a ja tylko zwykłą fanką. Tylko..
- Łączy nas to co łączy mnie z tobą, Dyo, i resztą. - odpowiedziałam spokojnie.
- Kai.. On lubi sie nade mną znęcać, wie że jest moim ub i podle to wykorzystuje. Nie lubie czegoś takiego.. Nikt by nie lubił.. - dodałam. Po co ja mu to mówię? Co mi to da? Czuje na ten moment złość do Kaia o to co robi, tak się nie postępuje, nie ważne kim się jest.
- Jak? Co masz na myśli - spytał obejmując mnie ciaśniej ramionami, chcąc dodać mi otuchy.
- W łazience.. Poślizgnął sie na podłodze i poleciał na mnie.. - wyszeptałam przywołując  w myślach jego mokry tors i ten promienny uśmiech. Tak piękny i nierealny..
- I co w tym takiego? Tylko się pośliznął. - mruknął Sehun.
- No ale, jakby coś to by od razu wstał, a nie wisiał nade mną i doprowadzał mnie do palpitacji serca - odparłam tuląc sie do niego.
- Pocałował cie czy co? - spytał zaciekawiony. Omal nie zakrztusiłam się powietrzem.
- C-co? Nie.. Ale po prostu.. Facet jesteś, nie zrozumiesz.. Jeszcze Chan ostatnio mówił że jakiś chaos wprowadziłam swoją egzystencją - rzekłam patrząc na kropki na kocu. Sehun zaśmiał sie.
- Eh Lulu, nie myśl o tym, tylko pomyśl jak sie odegrać na nim. - odpowiedział po czym ugiął jedną nogę. Odegrać? Na nim?
- Już to zrobiłam. Specjalnie zgłosiłam się do pomocy Dyo - odparłam z dumnym uśmiechem, mającym zakryć moją niepewność. Sehun znowu zarechotał.
- Ty szatanie.. Ale czy nie uważasz, że powinniśmy jeszcze go powkurzać? Użyć tej samej techniki co na twojej głupiutkiej siostrze? - spytał patrząc mi w oczka. Przygryzłam wargę i uśmiechnęłam sie szyderczo. Dobrze kombinuje. Ale.. Po co to? W sumie, ma rację. Musze mu udowodnić, że nie dam się tak sobą bawić.
- Zależy co masz konkretniej na myśli. - odpowiedziałam. Sehun zbliżył twarz do mojej i uśmiechnął sie lekko. Znam skądś to..
- Poudaje twojego chłopaka Lulu - odpowiedział zadowolony. Zamurowało mnie. Mimo to, stwierdziłam że jest dobry.. Bardzo dobry.. Odegram sie na nim, zrobię po części wbrew sobie, ale przynajmniej będę miała spokój.
- I to ja jestem szatanem? - spytałam zaciekawiona. Dźgnęłam go palcem w policzek a on znów zaśmiał się pod nosem. Plan był chory, ale w tamtym momencie tak bardzo mi sie podobał, że nic innego nie przychodziło mi do głowy oprócz tego, że Sehun jest geniuszem. A
- To od czego zaczynamy nasz plan? - spytałam kładąc się na nim wygodnej.
- Najpierw trzeba iść na dół. I ogłosić im naszą decyzję. - powiedział bez zastanowienia. Czy on upadł na głowę i mu mózg umarł? To bez sensu..
- Niee, nie tak od razu. Połapali by sie że ściemniamy. Najpierw trzeba tylko poudawać wzajemne zainteresowanie, jakieś drobne gesty, zwłaszcza przy Kaiu - wytłumaczyłam. Gdzieś tam we mnie były obawy, ale on tak sie mną bawi, że po tym wszystkim pewnie mu się odwidzi.
- Geniusz - wyszeptał. - To co idziemy na dół? Pewnie jesteś głodna. - dodał głośniej. Pokiwałam twierdząco głową po czym podniosłam się do siadu. Wszystkie mięśnie zabolały na moment, potem było lepiej. Sehun nagle zaczął się śmiać. Odwróciłam się twarzą w jego stronę i rzuciłam niezrozumiałe spojrzenie.
- Spójrz gdzie siedzisz, tępa pało - rzekł śmiejąc się. Pełna obaw ruszyłam biodrami. Zakryłam usta dłońmi aby sie krzyknąć. Siedziałam mu miedzy nogami. Ja. Siedziałam. Sehunowi. Między. Nogami. Ludzie!!!
- Zabijcie mnie nim sie rozmnożę.. - szepnęłam. Sehun zaśmiał się po czym również podniósł do siadu i oparł głowę na moim ramieniu. Drgnęłam mocno, ale po wzięciu oddechu uspokoiłam sie.
- Dlaczego nie masz opatrunku na ranach? - spytał. Co? Ale jak to? Dłonią dotknęłam rany na szyi, miał racje. Zapomniałam zupełnie o tym.
- Poczekaj, mam pomysł. Pójdziemy na dół, zjemy coś i potem poprosimy Suho o apteczkę i w salonie opatrzę ci rany siedząc o tak właśnie. - odparł. Zaśmiałam sie cicho, ale sobie znalazłam kompana.
- To chodź - powiedziałam po czym stuknęłam go w kolano i zlazłam z kanapy. Obciągnęłam bluzę w dół i poczekałam na maknae. 
     Zeszliśmy na dół. W salonie był tylko Chan i Baekhyun, grali na konsoli. Reszta pewnie gdzieś w domu. Poszliśmy do kuchni gdzie popijając kawkę siedział Baozi. Widząc mnie uśmiechnął się.
- Oo, już nie śpisz. Dyo powiedział że znalazłaś misia do tulenia i spałaś jak dziecko. - powiedział odstawiając kubek na blat. Zaśmiałam sie cicho.
- Co prawda już po kolacji, ale w lodówce masz jeszcze kanapki - rzekł wskazując na lodówkę. Podeszłam do niej i wyciągnęłam talerz z papu. Wzięłam jedną i zaczęłam jeść , potem poszła druga, trzecia. Gdy się najadłam, odstawiłam pusty talerz do zlewu.
- Wiesz może gdzie Suho-hyung ma apteczkę? Musze sobie opatrzyć rany.. - powiedziałam do Xiumina. Baozi wyciągnął z jakiejś szafki małą walizeczkę z czerwonym krzyżykiem.
- Proszę. Pomóc ci? - spytał wręczając mi apteczkę. Już miałam się odezwać, ale wtrącił sie Sehun.
- Hyung, ja to zrobię - odparł maknae. Xiumin uśmiechnął się dziwnie, ale zgodził się.
- To idźcie do salonu - odpowiedział najstarszy po czym wziął się za zmywanie naczyń. Wyszłam z kuchni wraz z Sehunem i weszliśmy do salonu. Chanyeol i Baekhyun już chyba poszli na górę, więc usiadłam sobie na sofie. Sehun usiadł obok. Przeniosłam nogi na kanapę, maknae uczynił to samo. Teraz, gdy siedziałam między jego imponująco długimi nogami, zaczął przeglądać zawartość apteczki.
- Kark, szyja, twarz, dłoń i ramiona? - spytał. Kiwnęłam głową, a maknae odchylił ostrożnie kaptur bluzy, po czym opuszkami palców musnął mają szyję. Uśmiechnęłam się lekko, to było na serio miłe. Chłopak otworzył jakieś opakowanie, a po chwili poczułam jak zakleja rany opatrunkiem. Nadszedł moment gdy musiałam usiąść twarzą do niego. Nadal byłam miedzy jego nogami, tylko w drugą stronę. Musiało to dziwnie wyglądać , ale w tamtym momencie właśnie o to nam chodziło. Speszona spuściłam głowę. Sehun zaśmiał się pod nosem. Poczułam jak chwyta mój podbródek i zmusza do spojrzenia mu w oczy. Aż mnie ciarki przeszły. 
     Usłyszałam skrzypienie schodów. Na ułamek sekundy zerknęłam na nie. Z góry schodził właśnie Kai. Cała zesztywniałam. Ewidentnie ćwiczył, i to dużo. Zerknął na mnie, a potem na maknae. Zapatrzyłam sie na niego, Sehun wyczuł, że to on szedł. Maknae kiwnął niezauważalnie głową po czym pogładził mnie po policzku.
- Masz piękne oczy, Lulu - powiedział cicho, ale na tyle głośno by Kai to usłyszał. Znów na niego spojrzałam. Wyglądał na obrażonego. Chciał coś powiedzieć, ale jego usta opuściło tylko ciche prychnięcie.
- Aj tam, takie zwykle.. - odpowiedziałam zawstydzona. Kai poszedł do kuchni, a ja uśmiechnęłam sie lekko do Sehuna.
- Wielbię cie kanalio - odpowiedziałam szeptem. On tylko się uśmiechnął i opatrzył resztę ran. Po tym wszystkim zeszliśmy z tej kanapy, a Sehun poszedł do kuchni aby odłożyć apteczkę na jej miejsce. Oparłam się o poręcz schodów i obserwowałam, co sie tam dzieje. Ku mojemu zdziwieniu, Kai złapał Sehuna za ramię gdy ten opuszczał pomieszczenie. Coś mówił do niego, ale nie słyszałam co. Sehun uśmiechnął się i zrobił "resting bitch face", po czym wyrwał rękę z uścisku i podszedł do mnie. Co on chciał? Co mu powiedział? Czemu jestem aż tak ciekawa?
- Idziesz do pokoju który dzielę z Suho i Layem. - powiedział po czym chwycił mą dłoń i dosłownie siłą zaciągnął po schodach do pokoju. Nikogo tam nie było. Wepchał mnie do pokoju i zatrzasnął za sobą drzwi. Zamknął je na klucz po czym powolnym krokiem zbliżył się do mnie. Gdy on robił krok w przód, ja robiłam krok w tył, aż moje plecy natknęły się na chłód ściany. Poczułam się zagrożona. Niedobrze.
- Co Jongin mówił? - spytałam chcąc przerwać dziwną ciszę. On uśmiechnął sie i spojrzał gdzieś w bok.
- Nic takiego, nie ważne. - odpowiedział chłodno. Westchnęłam cicho. Przymknęłam oczy i spuściłam głowę. Mimo zena ten moment go nie widziałam, czułam każdy jego najmniejszy ruch. Złapał mnie za dłoń i splótł nasze palce. Nie opierałam się, nie wiem czemu. Czemu mój dobry humor gdzieś uciekł?
- Laruś..  Co ci jest? - spytał szeptem Sehun. Przechyliłam sie do przodu by oprzeć się głową o jego tors. Co mi jest do cholery?
- Nic - odpowiedziałam wzruszając ramionami. Co on mu powiedział? Czy to ma związek ze mną? Co jeśli tak naprawdę to gówno go obchodzę? Chwila.. Czemu mi tak nagle na tym zależy? Lara, ogarnij sie! To gwiazda a ty tylko zwykła fanka.
- Zwykła fanka.. - szepnęłam ledwo słyszalnie. Nasze dłonie rozłączyły sie tylko po to, by Sehun objął mnie mocno. Nie wiedząc, co mam zrobić ale desperacko pragnąc wsparcia zarzuciłam mu ramiona na szyję i wtuliłam się w niego. Staliśmy tak w tym pokoju pod ścianą, czas stanął w miejscu, wszystko ucichło, oprócz myśli w głowie.
- Jak mogę ci pomóc? - spytał szeptem maknae.
- Nie chce myśleć Sehun. Zabierz mi możliwość myślenia, zabij, zajmij czymkolwiek.. - mruknęłam cicho. Gdybym tylko wiedziała w tamtym momencie jak dwuznacznie i żałośnie to brzmiało. Jego uścisk stał się nieznacznie mocniejszy. Dlaczego on nie był nim? Dlaczego to Kai mnie nie tuli? Dlaczego tak strasznie boję sie tego co na prawdę o mnie myśli? Dlaczego on tylko się mną bawi?
- Chodź.. - usłyszałam szept. Uchyliłam powieki i odsunęłam się nieznacznie od Sehuna. Poczułam jak jego dłoń gładzi mnie po policzku, który nawet nie wiem kiedy, stał się mokry od słonych łez. Chwycił mnie za podbródek i zmusił do spojrzenia mu w oczy. 
      Miał poważny wyraz twarzy. Obraz rozmywał mi się przed oczyma przez łzy.
- Pozwolisz sobie pomóc? - spytał szeptem jednocześnie muskając mój policzek kciukiem. Co on miał na myśli? Chyba nie..
- Ja nie chcę myśleć o tym wszystkim.. Dlaczego to tak nagle.. - zaczęłam majaczyć bez sensu, lecz ku mojemu przekleństwu, Sehun uciszył mnie subtelnym pocałunkiem. Co się dzieje.. Przymknęłam oczy, a on odsunął sie nieznacznie.
- Nie myśl.. - szepnął po czym złapał mą dłoń i zaczął iść w tył, pociągając mnie za sobą. W tamtym momencie, mimo że chciałam uciec do domu, chciałam odmówić, i tak podążałam za nim. Chciałam tylko przestać myśleć o tym idiocie. Nawet nie zauważyłam, gdy z Sehunem stanęliśmy obok łóżka. Popchnął mnie na nie ostrożnie, a ja opadłam na miękki materac niczym pozbawione uczuć piórko. Patrzyłam na jego poczynania. Siedział obok, pochylał się nade mną. Westchnęłam cicho i przymknęłam na moment powieki, pozwalając kolejnej fali łez spłynąć po moich policzkach aby potem wtopiły się w materiał satynowych poduszek. Patrzyłam mu w oczy jakbym chciała znaleźć w nich ukojenie. To nie był on, może to i nawet lepiej. Muszę przestać myśleć o nim. Sehun pokonał dzielące nasze twarze centymetry i delikatnie musnął wargami moje usta. Przymknęłam oczy i skupiłam wszystkie zmysły na jego ustach. Maknae ponownie pocałował mnie, nie mniej delikatnie niż wcześniej, jakby chciał tą delikatnością oderwać mnie od natłoku myśli w głowie. Przesunął językiem po mojej dolnej wardze, domagając się rozchylenia ust, co pozwalało by na pogłębienie pocałunku. Rozchyliłam je, a Sehun wykorzystał to od razu. Moje serce ze zbyt wolnego bicia, przerzuciło się na to szybsze, choć i tak przynoszące ból z każdym uderzeniem. Poczułam jego dłoń na swoim skaleczonym policzku, sama wsunęłam dłoń w jego ciemne włosy. Jego ciepły język pieszczotliwie muskał moje podniebienie, nasze usta opuszczały ciche pomruki. Skupiłam sie na tym co sie dzieje, na tym jak jest blisko. Reszta myśli poszła gdzieś w tył głowy, sprawiając uczucie delikatnej radości. Coś we mnie kazało mi przestać ale.. Skoro dzięki niemu nie myślę o Kaiu, to dlaczego mam przestać? Potrzebuję choć chwili odcięcia się od tego wszystkiego. Nasze języki splotły się w przesączonym subtelnością tańcu, uległam mu. Kąsał moje usta, gładził po twarzy i szyi, był jak coś w rodzaju gilotyny odcinającej jakikolwiek dopływ rozsądku. Podobało mi się to. Przerwałam pocałunek tylko po to by wziąć głęboki oddech. Oboje, wpatrzeni w swe oczy oddychaliśmy ciężko. Co teraz? Sehun uśmiechnął się nieznacznie, jego dłoń powędrowała do mojej bluzy, wsunął pod nią rękę. Jej chłód spotkał sie z moją rozgrzaną skórą. Gładził mój brzuch, a jego usta ponownie naparły na moje, działając kojąco na mój umysł. Jak kolejna dawka narkotyku. Nasze pocałunki były namiętne, lecz miały w sobie coś subtelnego. Tak jakby na serio chciał tylko pomóc, a nie wykorzystać. Bawiłam się kosmykami jego krótkich włosów, skupiałam całą uwagę na jego osobie. Jego dłoń wodziła bezcelowo po mojej talii, wprawiając moje ciało w lekkie dreszcze. Zdrową ręką złapałam go za materiał koszuli i przyciągnęłam do siebie jeszcze bliżej. Przerwałam pocałunek po raz kolejny. Po raz kolejny patrzeliśmy na siebie, oddychaliśmy ciężko. Sehun położył się obok mnie. Otępiała patrzyłam sie na sufit. Spokój nie trwał długo. Zamknęłam oczy i przygryzłam wargę. Sehun wstał i otworzył wcześniej zamknięte na klucz drzwi. Położył się z powrotem obok, tym razem przyciągając moje pozbawione jakiegokolwiek oporu ciało do siebie. Wtuliłam się w niego jak najmocniej, chciałam sie schować. Teraz zdałam sobie sprawę, jak bardzo pogorszyło to mój stan. Mimo obojętności na twarzy, z oczu po raz kolejny płynęły łzy. Leżeliśmy tak w ciszy, słyszałam jego przyśpieszone bicie serca. Czekałam aż uśnie. Po dłuższej chwili to nastąpiło. Jak najostrożniej wydostałam się z jego uścisku. Nakryłam go kocem by nie zmarzł w nocy, po czym opuściłam pokój.
       Zeszłam po schodach na dół, zwracając uwagę tylko na swoje stopy.
- Lara.. - usłyszałam jego głos. Momentalnie uniosłam głowę do góry. Stał z mokrymi włosami i ręcznikiem na głowie. Uśmiechnęłam się lekko a po moich policzkach znowu zaczęły spływać łzy. Bez słowa ruszyłam do przedpokoju. Szedł za mną, czułam to. Założyłam buty i już miałam chwytać za klamkę drzwi.
- Co ci jest? - usłyszałam pytanie. Zaśmiałam sie cicho. Jego głos był lekiem i jednocześnie trucizną. Zostaw mnie i nie mąć mi w głowie jeszcze bardziej. Bez słowa opuściłam dom, powolnym krokiem przeszłam przez drogę, weszłam do domu. W progu naskoczyła na mnie Rin.

- Kobieto, gdzie ty byłaś?!  Czemu beczysz? - pytała. Spojrzałam sie na nią. Nie odpowiedziałam. W przeciągu sekundy znalazłam sie u siebie w pokoju. Zatrzasnęłam za sobą drzwi po czym zsunęłam sie po nich na podłogę. Nie miałam już siły płakać. Zaśmiałam się tylko ze swojej żałosności po czym mimo bólu położyłam sie na łóżku. Patrzyłam sie na niebo. Był nów. Czułam wstręt do siebie o to, co zaczynało się  rodzić w moim sercu i umyśle. Ja nie chcę tego. Dlaczego to tak szybko się zmieniło? Jakim cudem jego widok doprowadza mnie do szału, głos koi moje skołatane nerwy? Pytań było tyle, a odpowiedzi żadnej. A może była, lecz nie chciałam jej znać. Usnęłam po raz kolejny, znowu sama.