Nawet przez sen czułam pulsujący ból pleców i karku, mimo to jednak dalej spałam. Nie wiem jakim cudem, ale jednak. Obudziłam sie nad ranem. Otworzyłam oczy i spojrzałam na okno. Było nadal ciemno. Sięgnęłam telefon leżący na szafce. Była 6:58, zero nieodebranych połączeń,jedna wiadomość. Zdziwiłam sie, kto pisał o takiej porze? Chyba że to było wieczorem, w końcu dość wcześnie usnęłam. Odblokowałam telefon, od razu ściemniając ekran. Weszłam w wiadomości. Ten sms był od Dyo. Otworzyłam konwersację. "Hej.. Czemu nie powiedziałaś że można do Ciebie wpaść? Chciałem iść do Ciebie, ale Suho powiedział że Sehun idzie z nim.. Mógłbym dzisiaj przyjść? I jeszcze jedno.. Czy na prawdę nie pamiętasz dlaczego wybiegłaś z domu?" . Westchnęłam i zabrałam się za pisanie odpowiedzi. "Tak.. Nic nie pamiętam, tylko tyle że byłam u was i potem jadłam z Tobą sushi. Mam przeczucie że coś złego sie stało. Ty także nic nie wiesz, co nie?" Wysłałam smsa i podniosłam sie do siadu. Poprawiałam lecące do oczu włosy. Chwila. Czy ja właśnie napisałam do niego o porze, o której normalni ludzie śpią? Ja wale, ale przypał.. Mam nadzieje że ma mocny sen i nie odpisze, czułabym sie jak kretyn, gdybym go obudziła. Rozległ sie dźwięk smsa. Zabijcie mnie. Chwyciłam telefon. "Nie, przykro mi.. Mógłbym dzisiaj przyjść?" Zastanowiłam sie. Jeżeli non stop będą przychodzić, to wtedy Rin na pewno sie połapie. To zbyt ryzykowne.
"Moja siostra już coś podejrzewa. Ja przyjdę do was. Jak będę na siłach." odpisałam, nawet nie wiedząc jakie głupoty pisze. Może i czuje sie lepiej, ale i tak nadal bolą mnie plecy i ręce, nogi też. Ale juz wolę iść do nich i być pewną że ich sekret sie nie wyda. Poza tym, im szybciej to rozchodzę, tym szybciej wrócę do formy. Tylko teraz pytanie, czy mama mnie puści. Tym czasem przyszedł kolejny sms. "Ani mi sie waż! Masz leżeć i odpoczywać. Już wolę poczekać aż wydobrzejesz." Ale ja nie chce czekać, umre tu z nudów. "Oppa, ja nie mam do was kilometrów. Spokojnie, nic mi nie będzie. Ale najpierw musze spytać sie mamy o zgodę" odpisałam szybko. Pewnie sie nie zgodzi, ale spytać nie zaszkodzi. "Widzę , że Cię nie przekonam.. Tak czy inaczej, informuj mnie o wszystkim". Jaki on uroczy, nie dziwie się że jest uważany za mamusie w zespole. Nagle coś mnie oświeciło. "Oke oke. Właaaaaśnie! O co cho z Tobą i Jonginem? ;-;" napisałam szybko. Jestem strasznie ciekawa co sie stało. Chociaż raczej Kaia powinnam zapytać. Kij z tym. Moim oczom ukazała sie kolejna odpowiedź. "Nie wiem" i tyle? Tylko tyle? Może na serio nie wie? Może.. "No oki.. Spytam sie Kaia w takim razie" odpisałam. Mam nadzieje że nic złego sie nie stało, przecież oni się lubią bardzo. Wiecie, Kaisoo i te sprawy. "Jak chcesz, w sumie sam jestem ciekaw". Nie wiem czemu, ale wyczuwałam, że jest w złym humorze. Źle zrobiłam ze odpisałam. "No okej.. Przepraszam jeżeli Cię obudziłam. Nie będę już przeszkadzać" odpisałam po czym wtuliłam twarz w poduszkę i dalej patrzyłam sie na telefon. Odpisał. "Nie przeszkadzasz. Nie śpie od szóstej, jakoś nie mogłem spać w nocy.. A Ty co robisz o tak wczesnej porze? Powinnaś odpoczywać". Czyli nie tylko ja mam problemy ze snem. Jak dobrze że jednak nie spał. "Też nie mogłam spać. Wszystko boli że nawet leżeć nie mogę.. Ale teraz przynajmniej mam z kim chociaż popisać" odpisałam szybko. Z ciekawości zajrzałam na instagrama. Post Chanyeola ma tradycyjnie tysiące serduszek, wiele komentarzy wypytujących o to kim jestem. Uśmiechnęłam się lekko po czym weszłam na profil Sehuna. Dodał nasze zdjęcie. Pod nim widniał podpis "LuKriTao już znacie. Miał wypadek, proszę módlcie sie za niego! Dajcie dużo miłości tak jak ja. I wybaczcie Suho na dole. Wgramolił sie w zdjęcie i niezbyt dobrze wyszedł". Zaśmiałam sie cicho, Sehun jest taki uroczy. Zdjęcie tradycyjnie było zlajkowane do granic możliwości. Sehun oznaczył mnie, co z tego co widziałam dodało mi wielu obserwatorów. Ale w moje oczy rzuciło sie co innego. Sehun kogoś obserwuje. Weszłam w zakładkę i moim oczom ukazał sie odnośnik do mojego profilu. To teraz fanki mnie zjedzą. Weszłam na mój profil. Masa nowych obserwatorów, lajków. Mindfuck! Szybko zamknęłam aplikacje, ponieważ dostałam kolejnego smsa. "Cieszę się, że napisałaś. Szkoda tylko że pogadanie twarzą w twarz odpada." Westchnęłam cicho. Ale chwila, co z video rozmową? Szybko weszłam w ustawienia i wybrałam odpowiednią opcję. Czekałam chwilę, aż Dyo w końcu odebrał. Moim oczom ukazał sie straszny widok. Dyo zwykle wyglądał ponuro, ale teraz to było jeszcze gorsze. Podkrążone oczy, smutne spojrzenie. Coś ewidentnie się stało. Tylko teraz kwestia, czy wypada zapytać. Gdy mnie zobaczył ożywił się nieco. Spojrzałam na obraz z mojej kamerki. Rana na policzku w nocy najwyraźniej sie rozdarła, bo policzek gdzieniegdzie miał ślady krwi. Do tego rozczochrane szare włosy, poklejona plastrami twarz, szyja kark i ręce. Źle zrobiłam że zadzwoniłam, co on sobie pomyśli.
- To ten.. Dzień dobry.. - powiedziałam cicho siląc się na słaby uśmiech.
- Dzień dobry Lara.. Co tu masz? - spytał cicho wskazując na swoim policzku miejsce na lewej kości policzkowej. Dotknęłam tamto miejsce. To była ta rana.
- Podczas prób spania musiałam sobie rozwalić ranę.. To nic - odpowiedziałam nakrywając sie lepiej kołdrą. Dyo westchnął.
- Kyungsoo.. Wszystko okej? - spytałam niepewnie. Chłopak zerknął gdzieś w bok i potem skierował wzrok na kamerkę.
- Nie bardzo. Mam problem i nie wiem co z nim zrobić - odpowiedział cicho.
- Jaki to problem? Może ci pomogę? - spytałam. Dyo ułożył sie wygodniej na kanapie.
- Nie dasz rady. Nikt nie da. - odpowiedział uśmiechając się minimalnie. Zawsze jest wszystkiego taki pewien?
- Chodzi o Kaia? - spytałam. Dyo przygryzł wargę. Chyba trafiłam.
- T-tak.. To o niego - odpowiedział cicho. A czyli w takim razie to o Kaia chodzi. Ale sposób w jaki to potwierdził napawał mnie lekkimi obiekcjami.
- Pogadam z nim potem, nie martw sie - odpowiedziałam formując lewą dłoń w polówkę serca. Dyo uśmiechnął sie i zrobił drugą.
- Jesteś wspaniałą osobą - szepnął. Moje policzki pokryły się różem. Czemu on zawsze tak mnie zawstydza?
- Nie, nie jestem.. Wspaniały to ty jesteś. Udało ci sie w życiu, masz fanów, piękny głos. A tu jestem taka ja. Łaże po drzewach jak jakiś goryl, kompromituje sie cały czas, nie mam życia społecznego- wymieniałam. Dyo przyłożył palec do ust, sugerując abym zamilkła.
- Twoimi fanami jest EXO. Głos na pewno masz piękny. Chodzenie po drzewach nie jest złe, ale za ten twój ostatni eksces był szczytem głupoty. - powiedział poważnie. Troszczy sie bardziej niż moja własna matka. A powinno być inaczej. Mimo to, nie będę narzekać.
- Wiem o tym.. A mój głos jest straszny. A to że jesteście moimi fanami.. To cudne uczucie, ale ja sie tak wyróżniam, jestem taka.. Dziwna, a wy tacy.. Cudni - zaczęłam sie plątać, co wywołało szeroki uśmiech na ustach bruneta. W końcu sie uśmiechnął! Mission Complete! Odwzajemniłam uśmiech i westchnęłam z ulgą.
- Wiesz, nie wyróżniasz sie zbytnio. Nam też daleko do normalności. Jeżeli oglądałaś EXO's ShowTime lub inne programy to wiesz co mam na myśli. - rzekł poprawiając czarne włosy.
- Kkaebsong..? - rzekłam cicho po czym zachichotałam pod nosem. Dyo znów się uśmiechnął.
- Pamiętam jak Suho położył ci tak rękę na ramieniu, chciałeś go dźgnąć w bok, a on tak sie migał od ciebie. Kilka razy musiałam ten moment oglądać, bo to było zbyt dobre, aby raz to obejrzeć. - dodałam cicho. Dyo zaśmiał sie i pokiwał głową.
- Też to pamiętam. - odpowiedział nasuwając koc z flagą jeszcze wyżej. Chyba to nim nakryłam chłopców po oglądaniu filmu tamtego dnia.
- Ale jest coś lepszego niż to - rzekłam z poważna miną.
- No co takiego? - spytał wyraźnie zaciekawiony.
- To jak rapowałeś Growl'a - odpowiedziałam śmiejąc sie cicho. Dyo prychnął pod nosem. Oho, Satansoo sie załączyło. Powkurzam go sobie jeszcze trochę.
- I jak Tao sie z ciebie lał, a ty takie "dlaczego się śmiejecie?" - rzekłam imitując go. Chłopak westchnął i uśmiechnął się lekko. Ponownie odwzajemniłam uśmiech. Czułam się na serio dobrze, podczas rozmowy z nim. Miałam nadzieję że moja głupota poprawiła mu jakoś humor, bądź odwiodła go od złych myśli. Nagle Dyo zerknął gdzieś w bok po czym zwrócił swój wzrok na telefon.
- Chłopaki zaraz będą wstawać. Musze wracać do pokoju.. - rzekł cicho. Zrobiłam smutną minkę i pokiwałam głową na znak zrozumienia.
- No dobrze.. Cieszę się że mogliśmy pogadać. - powiedziałam z subtelnym uśmiechem. Dyo również się uśmiechnął.
- Też się cieszę Lu. Także ten.. Do zobaczenia - powiedział cicho.
- Pamiętaj że możesz mi się wygadać jak coś. Postaram się pomóc. - dodałam patrząc na niego. Na serio źle wyglądał.
- Będę pamiętał. - odpowiedział. Uśmiechnęłam sie uroczo i pomachałam mu podrapaną od gałęzi ręką.
- Bajo~ - powiedziałam po czym rozłączyłam sie. Westchnęłam po czym sięgnęłam słuchawki. Podłączyłam je do telefonu i włożyłam do uszu. Puściłam sobie MAMA. Podniosłam sie po siadu i powoli zaczęłam zsuwać nogi z łóżka. Ignorując teraz juz słabszy ból, wstałam i udałam sie na dół. Rodzice jeszcze spali, Rin szykowała sie do szkoły. Postanowiłam, że zrobię jej herbatę. Nalałam wody do czajnika i włączyłam go aby woda sie zagotowała. Oparłam sie biodrem o blat i sięgnęłam po apteczkę. Postanowiłam że zmienię sobie opatrunek na szyi, ramieniu, przedramieniu i nadgarstku, oraz na policzku. Nie widziałam jeszcze tych ran, byłam ciekawa czy są poważne. Zdjęłam najpierw bandaż z nadgarstka. Tam szału nie było. Jedna głębsza rana i kilka zadrapań. Przemyłam rane Tribiotic'iem i nałożyłam nowy opatrunek. Na przedramieniu było podobnie, ale rany były szersze i dłuższe. Te też przemyłam i opatrzyłam. Ostrożnie zdjęłam opatrunek z ramienia. Tam były 2 głębokie rany, teraz krwawiące lekko. Spryskałam je preparatem. Zaczęło piec, ale szło wytrzymać. Potem przykryłam je 2 gazami i zabezpieczyłam bandażem. Teraz szyja. Tu rana była na serio bolesna. Zdjęłam opatrunek, a po szyi od razu zaczęła się sączyć malutka stróżka krwi. Rana była druga i głęboka, jakbym prawie nadziała sie na jakiś badyl. Otarłam ostrożnie krew i też spryskałam Tribiotic'iem. Zacisnęłam szczękę, próbując stłumić krzyk bólu. Tak bardzo paliło, jakby ktoś polał to kwasem. Szybko ale starannie przykryłam ranę grubym opatrunkiem i zabezpieczyłam przylepcem. Wzięłam drżący oddech. Zmieniłam jeszcze opatrunek na policzku. Wyrzuciłam zakrwawione gazy, chusteczki i stare opatrunki do kosza. Woda sie zagotowała. Zrobiłam w dzbanku herbatę i postawiłam go na stole. Sięgnęłam dla siebie kubek i nalałam do niego herbaty. Była za gorąca aby ją pić. Wylałam pół zawartości do zlewu a brakującą ilość uzupełniłam kranówką. Teraz było lepiej. Wypiłam wszystko duszkiem. W tym momencie do kuchni weszła Rin. Odwróciłam sie w jej stronę. Była już ubrana, na plecach miała plecak. Położyła go przy drzwiach. Podeszła do mnie i spojrzała mi w oczy.
- Co to miało znaczyć? - spytała obrażona. Zmarszczyłam brwi. Co ona znowu chce?
- No co, nie mogłam spać to ci herbate zrobiłam głąbie. - odpowiedziałam siadając przy stole. Ona tylko pokręciła głową.
- Nie udawaj debila. Kto u ciebie był? I czemu brzmiał jak Sehun? I czemu powiedział że jest twoim chłopakiem? I czemu on lubi EXO? I kim była druga osoba? - zadawała pytania, nie dając mi się wypowiedzieć. Westchnęłam.
- Byli u mnie przyjaciele, oglądaliśmy streamy EXO na Vapp, a ten z którym gadałaś to nie jest mój chłopak. I ma głos podobny do Sehuna bo... Bo.. Bo lubi imitować innych. - wymyśliłam coś na szybko. Spojrzała na mnie jak na ufo. Nie wierzy mi. Ups.
- Nie wkręcaj mnie. I tak sie dowiem - zagroziła palcem po czym podeszła do lodówki i wyjęła z niej miche sałatki. Zaczęła ją jeść nawet nie przejadając jej na mniejszy talerz. Spojrzałam na nią zdegustowana.
- Obleśna jesteś - mruknęłam po czym wstałam. Rin tylko się zaśmiała. Jakie głupie dziecko.
- Widziałaś nowe selfie Sehuna? Bo mi sie nie chciało załadować. Poza tym, w sieci jest halo bo w końcu kogoś na insta obserwuje. Jakiś chłopak ponoć. - powiedziała jedząc powoli sałatkę. Zamarłam. Jak mogłam być taka głupia! Przecież ona na necie sie dowie.. Niedobrze! Bardzo niedobrze.. Mam przepierdzielone! Zabiją mnie! Okej, mogę pożegnać się z życiem.
- Ale.. Jesteś pewna? Ja rano byłam na insta i nic nie było. - odpowiedziałam starając się, aby mój głos brzmiał jak najbardziej naturalnie. Rin spojrzała na mnie krzywo.
- Jesteś pewna? - spytała. Pokiwałam twierdząco głową. Sis westchnęła i odsunęła od siebie miske.
- Jak tam twoje rany? - spytała obojętnie. Jak ja tego nienawidzę. Tej całej fałszywej i wymuszonej troski. Brzydzi mnie to.
- Dobrze - odpowiedziałam od niechcenia.
- Ide do siebie, jak będę na siłach to pójdę do Marallo's Shop kupić ci tą kieckę. - rzekłam udając sie w stronę schodów. Nie czekając na odpowiedź wewlekłam sie na piętro i poczłapałam do pokoju. Usiadłam powoli na łóżku i sprawdziłam godzinę. 8:02. No oke, kolejny nudny dzień przede mną. Odłożyłam telefon na jego wcześniejsze miejsce po czym zerknęłam na szafę a potem na siebie. Zakrwawiona gdzieniegdzie koszulka od któregoś z chłopaków, rozdarte na kolanie dresy. Masakra. Musze sie ogarnąć i przestać straszyć swoim wyglądem. Powiedziałabym jeszcze że twarzą ale i taki nic mi nie pomoże. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej czarną koszulkę z długim rękawem i jakimś nadrukiem z czaszkami i różami. Wzięłam też czarne luźne jeansy i czerwoną bluzę. Ubrałam sie powoli, uważając na te głupie rany. Gdy byłam już ubrana, podeszłam do lustra. Przyjrzałam sie uważnie swojej twarzy, na której oprócz plastrów nie było nic nadzwyczajnego. Spojrzałam na kosmetyczkę. Idę na miasto, może wypadałoby tak.. Wzięłam krem matujący. Zdjęłam okulary i nałożyłam go cienką warstwą na twarz, omijając opatrunki. Potem eyelinerem podkreśliłam górną linię rzęs oraz typowo koreański kącik oka. Wytuszowałam i tak naturalnie długie rzęsy. Spojrzałam na siebie. Wyglądałam trochę jak typowe emo, ale przynajmniej nie tak strasznie jak wcześniej. Założyłam okulary i podeszłam do szafki. Wzięłam telefon i sprawdziłam godzinę. 9:01 9 grudnia. Schowałam go do kieszeni, po czym zeszłam na dół, gdzie była już moja mama. Gdy weszłam spojrzała na mnie.
- Idę do Marallo po sukienkę dla Rin - powiedziałam sięgając kubek i nalewając do niego herbatę.
- To już dobrze sie czujesz? - spytała zaskoczona. Wypilam duszkiem herbatę i poprawiłam odruchowo włosy.
- Wiesz, że nie umiem usiedzieć na tyłku w domu, przykuta w dodatku do łóżka. - odpowiedziałam. Mama zaśmiała sie.
- No dobrze, to w takim razie idziesz jutro do szkoły. - powiedziała zadowolona. Warknęłam cicho, co za kobieta. Uwielbia robić mi na złość.
- Whatever - odpowiedziałam po angielsku, po czym przeciągnęłam sie lekko.
- Dasz kasę na tą sukienkę i bilet? - spytałam. Mama dała mi pieniądze a ja, schowawszy je do kieszeni, udałam sie do przedpokoju. Założyłam ostrożnie glany, czarny płaszczyk, czapkę beanie i szary komin. Wyszłam z domu. Zimno. Spojrzałam na dom EXO. Ciekawe co robią.. Dobra, nie czas na to. Udałam sie na przystanek i usiadłam na ławeczce. Było chłodno ale szło wytrzymać. Po iluś tam minutach busik przyjechał. Wsiadłam do niego i kupiłam bilet. Usiadłam na wolnym miejscu. Ludzie patrzyli sie na mnie, nie trudno było to wyczuć. Te rany na paszczy.. Ugh. Oparłam sie o szybę i patrzyłam na mijane drzewa, domy. W radiu leciała jakaś nastrojowa, świąteczna muzyka. Czas sobie płynął, kilometry mijały. Po jakiejś godzinie wysiadłam z autobusu w Seoulu. Rozejrzałam sie. Dawno tu nie byłam, obawiam się że się zgubię. Niepewnym krokiem przeszłam przez ulicę i udałam sie w stronę centrum. Ludzie mijali mnie, a ja ich. Niektórzy patrzyli sie krzywo, inni byli zbyt zajęci sobą aby zwracać uwagę na kogokolwiek. Rozglądałam sie na boki, szukając znajomego logo. Gdy je wypatrzyłam, uśmiechnęłam sie wiedząc że już nie muszę chodzić po mieście. Podreptałam do sklepu i weszłam tam. Moim oczom ukazały sie wieszaki i półki pełne kobiecych dodatków i ubrań. Od kosmetyków, po buty i biżuterię. Ukłoniłam sie starszej kasjerce którą już zdarzyłam poznać. Zawsze służyła radą. Zaczęłam przechadzać się wśród półek. Widziałam masę świetnych sukienek, ale żadna nie była odpowiednia dla Rinusi. Szukam czegoś przykuwającego uwagę ale nie zbyt kontrowersyjnego, czegoś podkreślającego atuty, ale nie zbyt wyuzdanego. Musi mieć też odpowiedni kolor. Przez łapki przeleciało mi dużo ubrań, ale były albo to za długie, za krótkie, zbyt perwersyjne, zbyt skromne. Usiadłam na pufie w rogu sklepu, chcąc odpocząć. Wzięłam oddech i rozpięłam płaszcz. Prędzej umrę niż znajdę tą sukienkę. Mogłabym po prostu iść na łatwiznę i wybrać pierwszy lepszy ciuch, ale no przecież nie puszcze jej na tą imprezę sylwestrową w gimnazjum w byle czym! Wstałam i ruszyłam dalej. Zatrzymałam sie przy kolejnym wieszaku. Przeglądałam ubrania, aż w łapki wpadła mi sukienka w kolorze wina. Sięgała mniej więcej przed kolano. Długi koronkowy rękaw, siateczka na wcięciach na tali. Krój podkreślający talię, maskujący biodra. Czyli coś czego szukam. Uśmiechnęłam sie w duchu. Spojrzałam na cenę. Była droga, ale wystarczy mi z tego co dała mi mama. Jakby co, mam w płaszczyku jeszcze swój portfel. W takim razie dokupię jej jeszcze jakiś dodatek. Wzięłam sukienkę w odpowiednim rozmiarze i powędrowałam w stronę działu z biżuterią i dodatkami. Zastanawiałam sie nad kolczykami, wisiorkiem bądź też bransoletą. Rin ma długą szyję, wisiorek będzie lepszy. Przyglądałam sie tym bardziej eleganckim, młodzieżowym oraz tym ekstrawaganckim. W oczy rzucił mi sie srebrny wisiorek z zawieszką w kształcie gwiazdy. Pod nią było kilka mniejszych, taki mały sznur gwiazd. Wybulę na niego, ale przynajmniej będzie dobrze wyglądała. Wzięłam co chciałam i wróciłam do kasy. Podałam zakupy kasjerce. Ta zaczęła wstukiwać ich numery w kasę.
- A tobie cóż się dziecko stało? - spytała pakując wisiorek do pudełeczka.
- Wypadek, spadłam z drzewa - odpowiedziałam zawstydzona, po czym zapłaciłam nie małą sumkę pieniędzy. Czemu oszczędza się tak trudno, a wydaje tak łatwo. Nie ogarniam życia. Pani zaśmiała sie.
- Oj Laro Laro, nigdy sie nie zmienisz - odpowiedziała podając mi torbę z sukienką i pudełeczkiem oraz paragon. Wzięłam zakupy i opuściłam sklep krzycząc dowidzenia. Wyjęłam telefon i sprawdziłam godzinę. Co?! Siedziałam tu aż 2 godziny?! No nieźle, zasiedziałam sie, nie ma co. Szybkim krokiem ruszyłam w stronę przystanku. Nie byłam nawet 50m od niego, a moim oczom ukazał sie widok odjeżdżającego busa. Mina zrzedła mi totalnie. Westchnęłam pod nosem i zrezygnowana dodreptałam do przystanku. Usiadłam na ławeczce i zerknęłam na rozkład jazdy. Kolejny jest za 40 minut. No nie! Poprawiłam czapkę i patrzyłam na jeżdżące samochody. Nudno i zimno. W dodatku jestem głodna. Może by tak iść do jakiejś knajpki.. A co jak autobus przyjedzie wczesniej? Nie, nie mogę iść. Siedziałam tak i siedziałam. Ludzie sobie gdzieś zniknęli, mimo to i tak był duży ruch. Jakieś auto zatrzymało sie przed przystankiem. Nikt z niego nie wychodził co było dość dziwne. Ale po 10 minutach kierowca w końcu zdecydował sie wyjść. Rozejrzał się i potem odwrócił w moją stronę. Niestety przez maskę nie mogłam stwierdzić kto to. Podszedł bliżej. Nie wiem czemu, ale zaczęłam sie bać.
- Nie boisz sie tak sama siedzieć? - wykrzyknął. Jakiś zbok, na pewno. Zignorowałam go.
- Lara, co tak zamilkłaś? - spytał obrażonym tonem. Chwila, skąd on zna moje imie? Podszedł bliżej i stanął przede mną. Teraz to już na serio się bałam. Przełknęłam ślinę i modliłam sie w duchu aby nic mi nie zrobił. On jednak zaśmiał sie i zdjął maskę. Kopnęłam go w piszczel. Czemu Chanyeol jest taką mendą?
- Pogrzało cie? O mało na zawał nie zeszłam.. - powiedziałam obrażona. Chan zaśmiał sie po czym złapał mnie za rękę.
- Chodź do auta, tam pogadamy. - rzekł po czym zaczął mnie ciągnąć. Bolało.
- Ał no.. Delikatniej.. Cu chcesz? - spytałam podążając za raperem. Wsiedliśmy do auta.
- Zimno jest a ty siedzisz na tym mrozie - rzekł z uśmiechem. Aham, czyli na szczęście nie chce gwałtów. Alleluja!
- T-to miłe z twojej strony.. - odpowiedziałam a moje słowa poprzedziło głośne burczenie w brzuchu. Chanyeol zaśmiał sie.
- Ktoś tu jest głodny. Ile tu siedzisz? Jadłaś w ogóle cokolwiek? - spytał. Nie odpowiedziałam mu.
- Czyli wszystko jasne. Zabieram cie na papu, nie ma bata. - rzekł odpalając auto. Spojrzała niego.
- Nie musisz no - odpowiedziałam cicho.
- Ja nie pytam sie o zgodę - odpowiedział uśmiechając sie uwodzicielsko. Przeszedł mnie dreszcz. Chan jechał dość szybko, mijając auta. Jechaliśmy tak dalej, aż zaparkował gdzieś przed jakąś knajpką. Spojrzał na mnie.
- A teraz chodź - rzekł z czarującym uśmiechem po czym wysiadł. Zrobiłam to samo, oczywiście zakupy zostawiłam w aucie. Szłam za Chanem, weszliśmy do knajpki. Nie było tam dużo ludzi. Zdjęłam płaszcz, czapkę i komin. Poszliśmy w róg sali. Położyłam moje rzeczy na jednym z krzeseł, po czym usiadłam i rozsunęłam bluzę. Chanyeol zdjął kurtkę i położył ją na mojej. Usiadł naprzeciw mnie i uśmiechnął sie.
- Pierwszy raz widzę cie w makijażu - odparł sięgając po menu. Odwzajemniłam uśmiech.
- Nie maluje sie za często, uważam że to bez sensu.. Ale dzisiaj musiałam, w końcu szłam na miasto.. - odpowiedziałam i uczyniłam to co Happy Virus. Chan zaśmiał sie.
- Wiesz, też uważam że to bez sensu. I tak jesteś atrakcyjna. - rzekł puszczając mi oczko. Zarumieniłam sie nieznacznie.
- Teraz chyba nie bardzo.. - odpowiedziałam ciszej wskazując palcem na moją ranę na twarzy i szyi. Przeglądałam menu i wypatrzyłam jakieś papu dla mnie. Dawno nie jadłam jakiejś śmieciówy, może by tak ze 2 cheeseburgery i do tego cola? Brzmi okej.
- Wiesz, to zupełnie co innego. Właśnie, jak rany? Goją sie? - spytał.
- Chyba tak.. Ale powoli - odpowiedziałam nawet nie podnosząc wzroku. Chanyeol odłożył menu i zawołał kelnera. Gdy podszedł wyraźnie sie zdziwił.
- Proszę nie robić zamieszania, chce spokojnie zjeść z kolegą - rzekł puszczając mi po raz kolejny oczko. Heh rozumiem. LuKri to chłopak. Uśmiechnęłam sie lekko w stronę kelnera.
- Chciałbym zamówić pizze hawajską, 4 chesee burgery, dwie duże cole, do tego 2 zapiekanki. - zaczął wymieniać, a z każdym kolejnym daniem moje oczy jeszcze bardziej sie wytrzeszczały.
- Hyung, zjesz to? - spytałam lekko zniżając głos aby brzmiał trochu męsko. To żaden problem, umiem nawet śpiewać jak chłopak.
- To dla nas oboje. Mówiłeś ze jesteś głodny, ja też jestem więc potrzeba dużo żarcia. - wytłumaczył.
- No rozumiem - odpowiedziałam. Kelner poszedł już, a Chan podparł głowę o rękę. Uśmiechał się uroczo i wpatrywał we mnie, wprawiając mnie w lekkie zakłopotanie.
-Umm.. Jak tam u was? - spytałam sięgając po serwetkę. Zaczęłam ją jakoś składać aby zająć czymś ręce.
Dobrze, ale nudno. Kai i Dyo się cały czas chlają nie wiadomo dlaczego , a w domu jest jakoś dziwnie bez ciebie. - odpowiedział poprawiając włosy. Spojrzałam na niego.
-Dziwnie? - spytałam zaciekawiona. Zwykle moja nieobecność nie była jakimś problemem, było to raczej obojętne.
- No tak, jesteś jedyną dziewczyną w grupie. I coś czuje, że to właśnie tak wpływa na zespół - rzekł uśmiechając się.
- Tak czyli jak? - spytałam. Chanyeol był tak pogmatwany z tą jego paplaniną, że nic nie szło zrozumieć. Chan strzelił facepalma.
- Dziewczyna jesteś, skup się. - rzekł wyciągając ręke w moją stronę i stuknął mnie palcem w czoło. Warknęłam cichutko, co wywołało śmiech u Happy Virusa. O co mu w ogóle chodzi?
- Nie ogarniam - mruknęłam po czym wzięłam oddech.
- Co robiłeś tu w Seoulu? Jakieś sprawy do załatwienia? - spytałam zmieniając temat. Mam nadzieje, że nie będzie drążył tego dłużej bo na serio nic nie czaje. Co ma moja płeć do EXO?
- Nie, zostałem tu wysłany przez Yixinga i Minseoka - powiedział stukając palcami w blat stolika.
- A po co? Chcieli coś z miasta? - spytałam zaciekawiona.
- Teoretycznie tak. Miałem jechać po ciebie - opowiedział z bananem na buźce. Wytrzeszczyłam oczka. What?
- Ale.. Oni nie wiedzieli przecież że mam tu jechać - powiedziałam zaskoczona.
- Ale Xiumin widział jak wychodziłaś z domu i wsiadłaś do busa który jeździ tylko do Seoulu. A Lay widział jak ten bus wracał potem i ciebie w nim nie było. Dziwne co nie? Z naszego domu widać przystanek - rzekł śmiejąc sie. A ja siedziałam tylko patrząc sie na łabędzia zrobionego przeze mnie z serwetki. Serio? Czy oni wszystko wiedzą? Widzą? Zaczynam sie bać. Nie no, co wy. Nie ma czego. Chyba..
- Lol.. To nieźle.. - mruknęłam. Po chwili papu przyszło i zaczęliśmy jeść. Najpierw dorwaliśmy pizzę. Chanyeol tak wsuwał to żarcie, jakby go wcale nie karmili. Po zjedzeniu pizzy poszły cheeseburgery. W sumie nie ukrywam, sama byłam strasznie głodna, dobrze że zamówił tyle papu. Jedzonko znikało, cola też a my byliśmy coraz bardziej nażarci. Chanyeol skończył swoją zapiekankę i dopił cole. Westchnął rozanielony.
- O tak.. W końcu fast food.. - mruknął zadowolony. Ja dalej kończyłam zapiekankę. Gdy została mi końcówka, odłożyłam ją na talerz.
- Poddaje sie - jęknęłam po czym oparłam na oparcie krzesła.
- Dzieci w Afryce umierają z głodu a ty jeść nie chcesz - rzekł po czym wziął tą końcówkę i przysunął mi do paszczy.
- No weź - mruknął - Zrób aaaaa - dodał po czym wyszczerzył się. Westchnęłam po czym spełniłam prośbę. Chan wpakował mi to do buźki, a ja nie mając wyboru zjadłam to. Dopiłam colę i czułam że w tym stanie chyba nie wstanę.
- Trzeba dotoczyć sie do domu teraz - powiedziałam chichrając sie pod nosem. Chan też sie zaśmiał.
- Zanieść cie do auta? - spytał. Spojrzałam na niego dziwnie.
- Niee, pogrzało cie? Dam sobie rade - powiedziałam. Happy Virus zawołał kelnera. Ja sięgnęłam z płaszczyka portfel.
- Chowaj to, ja płacę - rzekł puszczając mi oczko i dał kelnerowi hajsy. Zrezygnowana schowałam portfel. Co on taki..
- A teraz chodź do auta. Pospalamy kalorie - rzekł uśmiechając sie uwodzicielsko. Oczy mało mi z orbit nie wyszły, a serce przyśpieszyło. Chanyeol zaczął sie śmiać.
- Ja wale, twoja mina.. Bezcenne - rzekł między spazmami śmiechu. Prychnęłam obrażona pod nosem. Chan wstał i zaczął sie ubierać. Uczyniłam to samo. Złapał mnie za rękę. Czując jego dotyk przeszedł mnie przyjemny dreszcz. Uśmiechnęłam się lekko. Chanyeol zaśmiał sie i ścisnął lekko mą dłoń.
- Na serio jesteś urocza - rzekł z urzekającym uśmiechem. Zarumieniłam sie nieznacznie,
- Chodźmy już.. - powiedziałam ciszej, szczerząc sie do siebie. Opuściliśmy lokal i wsiedliśmy do auta. Zapięliśmy pasy. Chanyeol zerknął na mnie po czym odpalił auto i wyjechaliśmy z parkingu. Towarzyszyła nam przyjemna cisza, ale Chan i tak postanowił ją przerwać.
- A ty? Po co przyjechałaś do miasta? I czo tam masz w torbie? - spytał skupiając sie na drodze.
- Siostra ma w gimnazjum imprezę sylwestrową. Kupiłam jej sukienkę i przy okazji w ramach prezentu naszyjnik - wytłumaczyłam. Chan pokiwał głową na znak zrozumienia. W radiu leciała jakaś amerykańska piosenka. Chan musiał ją znać, ponieważ zaczął sobie śpiewać. Wsłuchiwałam się jego głęboki głos.
- Bosko śpiewasz.. - szepnęłam. Chanyeol zaśmiał się i spojrzał na mnie.
- Dziękuje Lulu. Ja natomiast nie mam pojęcia jak ty śpiewasz - rzekł z uśmiechem. Westchnęłam. Przecież nie będę mu tu wyć. Jeszcze się biedaczyna wystraszy albo szyby pękną. A tego bym nie chciała. Do końca drogi siedzieliśmy cicho. Gdy Happy Virus zatrzymał się przed swoim domem, spojrzał na mnie. Wzięła zakupy, wysiedliśmy z auta. Swe kroki skierowałam do domu, ale Chan złapał mnie za rękę. Odwróciłam się i spojrzałam na niego pytająco. Chanyeol przyciągnął mnie do siebie mocnym ruchem. Aby nie stracić równowagi, oparłam dłoń na jego torsie. Czułam bicie jego serca, które było mocne, ale powolne. Uniosłam głowę i spojrzałam mu w oczy. Uśmiechnął się lekko.
- Zapomniałaś o czymś - szepnął po czym przybliżył się. Ucałował delikatnie opatrunek chroniący ranę na policzku. Zarumieniłam sie mocno, co wywołało szeroki uśmiech na twarzy Chanyeola. Odgarnął mi z twarzy lecące pasemko i odsunął się.
- Dziękuje za spędzony czas - rzekł robiąc kolejny krok w tył.
- Do zobaczenia! - wykrzyknął po czym pobiegł do domu. Ja stałam tam dalej. Dotknęłam miejsca które wcześniej pocałował. Uśmiechnęłam się po czym przeszłam przez ulicę i weszłam do domu. Położyłam na szafce torbę, zdjęłam buty, szalik, czapkę i płaszczyk. Wraz z zakupami poszłam do pokoju. Położyłam je w kącie pokoju, po czym glebłam na łóżko, mając w dupie to że boli. Zaczęłam się śmiać. To był jeden z najlepszych dni mojego życia. Udane zakupy, wypad na papu z Chanyeolem, powrót z nim do domu i jeszcze na koniec buziak od niego. Czysta cudowność. Zastanawiam się czy potem jeszcze do nich iść. Sprawdziłam szybko godzinę na telefonie. Po piętnastej. Opłaca mi się?
Witam~! Poniższy blog to opowiadanie ff o losach Lary i EXO. Inspirowane po części dramą EXO Next Door. Zapraszam do czytania i komentowania!
sobota, 23 stycznia 2016
piątek, 15 stycznia 2016
Męczarnie w domu - dzień pierwszy
Leżałam tak w tym łóżku, kości wydawały sie kamieniami. Każdy ruch mnie bolał. Dołączając do tego polepioną plastrami twarz, ramiona, kark i szyje - ogólnie byłam wrakiem człowieka. Nudziło mi sie niemiłosiernie, a przecież od wyjścia Kaia minęły raptem 3 godziny. Jak ja mam wytrzymać tutaj samiuśka? Siedziałam na łóżku, przykryta kołderką, a na moich nogach leżał notes. W ręku trzymałam ołówek. Chciałam cokolwiek narysować, ale nadgarstek przeszywał tępy ból, za każdym razem gdy ściskałam go przyglądając do kartki. Nawet tego nie zrobię. No to co ja mam robić niby? Odłożyłam notes i piórnik na szafkę, i glebłam plackiem na miękki materac. Nudy. Nuuudno. Ładny ten sufit, taki czerwony. Ooo, padżonga mam na ścianie, będę miała co dręczyć. Trututututu, nudzi mi sie. Głodna jestem. Kuchnia tak daleko, papu potrzebne. Życie złe tak bardzo. Pomocy! Co robi EXO? Nudzę się. Ring ding dong,ring ding dong. Wali ma dekiel. Potrzebna izolatka! Ale nie, zwariuje tam sama. STOP! Tyle czasu byłam sama, czemu teraz nagle mi tak wali? Ale wcześniej nie leżałam przykuta do łóżka, nie mogąc nic zrobić. NUUUDYYYY!!! Trzeba przerwać tą cisze. Wzięłam tak głęboki oddech, na jaki tylko pozwalały mi moje obolałe żebra.
- CARELESS CARELESS, SHOOT ANNONYMOUS, ANNONYMOUS!!! HEARTLESS, MINDLESS NO ONE WHO CARES ABOUT MEEEE!!! - zaczęłam drzeć jape. Aż mnie gardło zabolało.
- Czego kapcia drzesz? Walnąć cie w ten pusty dekiel?! - usłyszałam wrzask siostry dobiegający z jej pokoju. Zaśmiałam sie pod nosem. No to co teraz? Może popiszę z kimś? Ale z kim? EXO? A co ja są zajęci? Nie chce im przeszkadzać.. Ale chwila, jak będą zajęci to nie odpiszą, logiczne! Sięgnęłam telefon i odblokowałam go. Teraz najgorsze. Do którego konkretniej napisać.. Życie jest złe. Czemu ich musi być aż dziewięciu? Co ja narzekam, gorzej bym miała jakby było ich nadal dwunastu. Oo tak, to był by na serio dramat. Po długachnym namyśle trwającym konkretniej z 2 minuty, wybrałam Xiumina. "Hej Baozi ;--;" napisałam i wysłałam wiadomość. Niech odpisze, inaczej zdechne tu z nudów. Na szczęście odpisał. "Yo~ Jak się czujesz? •w•" Xiudaddy.. NIE, WYOBRAŹNIO SIEDŹ CICHO NA DUPIE. Xiudaddy i jego ABS.. Nie, mój mózg płonie. "Strasznie. Wszystko mnie boli przy najmniejszym ruchu, rodzina zapomniała chyba że jestem i w dodatku strasznie sie nuuudze -.- a jak tam u was?" Odpisałam mu. Marshmallow~! Po chwili otrzymałam kolejnego smsa. "Ojj, to paskudnie :C Kai ma okres, aaaalbo jest w ciąży ._. XD" What? O co cho? Zaśmiałam sie cicho. "Kaisoo?.. XD a tak na serio, o co chodzi? o.o" wystukałam odpowiedź i wysłałam ją. Przecież jak wychodził to był w dobrym humorze.. O co może chodzić? "W tym wypadku - hell no! XD gdy jest ze mną lub prawie resztą zespołu to jest gicio. Ale jak wpadnie na Dyo.. Zaczyna sie robić jakiś cięty, co prawda, nie drze sie na niego, ale wiesz.. Pyskówki, bycie wrednym itp. Nawet go omija o.o a to już mega dziwne" Zrobiłam karpia. Kai? Omija Dyo? On!? A co z Kaisoo.. Przecież oni sie lubią. Co musiało sie stać? Jak ostatnio ich widziałam było dobrze, jak Kai był jeszcze u mnie to był w dobrym humorze. "WTF? .__. serio? Nie wiesz może czemu?" Odpisałam szybciutko. Niestety, Xiumin nic nie wiedział, reszta zespołu też. Pisaliśmy potem o jakichś pierdołach, aż w końcu Baozi musiał iść. Odłożyłam telefon i położyłam sie na boku, twarzą do okna. Niebo było pochmurne, lecz nie zanosiło sie raczej na deszcz. Kocham taką pogodę. Leżałam sobie i patrzyłam na latające wróble. Mama przyniosła mi w końcu papu. Podniosłam sie z trudem do siadu.
- Co tam masz? - spytałam patrząc na moją rodzicielkę, która niosła teraz tacę z jedzeniem.
- Płatki ryżowe i herbatę. - powiedziała zsuwając notes na szafce na bok, i kładąc na niej tacę. Płatki ryżowe, mniam! Jedyne płatki jakie lubie. Bycie Azjatką tak bardzo.
- W końcu sie najem.. Z głodu tu umierałam - powiedziałam z pretensją. Ona tylko uśmiechnęła sie.
- Nie narzekaj, tylko jedz. Ja mam prace w przeciwieństwie do ciebie - powiedziała ze śmiechem wychodząc. Warknęłam cicho, gdy już wyszła. Wzięłam tacę na swoje nogi i zaczęłam jeść.
- Ciekawe jakbyś sie śmiała, gdyby mnie nie znaleźli.. - mruknęłam cicho dziamkając płatki. Zjadłam wszystko i odstawiłam tacę na szafkę. Wzięłam telefon i puściłam jakaś muzykę. Wzięłam z tacy kubek i zaczęłam pić herbatkę. Wzięłam jej łyk, ledwo ją przełknęłam, a już zaczęłam kaszleć. Ohyyyda! Czemu jest gorzka? Skrzywiłam minę i odstawiłam kubek. Gorzkieee, ohydne takie buu.
- Co za rodzina - mruknęłam i weszłam w wiadomości na telefonie. Miałam smsa od Suho. "Beakhyun dostał orgazmu na Twojego smsa a Xiumin zaczął trąbić że żyjesz. Cieszę sie że nic Ci nie jest <3 mógłbym wpaść do Ciebie z Sehunem? Strasznie chce przyjść" Sehun chce przyjść? Do mnie? Co to za święto? "A co mu jest że chce przyjść? O.O ale spoczko, przychodźcie. Tylko tak aby was siostra nie widziała, bo jak was zobaczy to duuupa zbita" wysłałam odpowiedź. I tak czuje, że ona sie dowie niedługo. To sie źle skończy. "Wiem, Kai mówił mi o tej sytuacji. To okej, to my już będziemy do Ciebie szli <3" otrzymałam kolejnego smsa. Poprawiłam odruchowo włosy. Ale po co, skoro i tak wyglądam jak kupa. Westchnęłam cicho. Rin siedzi zamknięta w pokoju, więc jeżeli wejdą cicho i zamkną za sobą drzwi na klucz to będzie gites. Czekałam na nich, uprzednio pisząc jeszcze mamie że przyjaciele do mnie wpadną. Nie była tym zachwycona, ale przynajmniej sie nie czepiała. Po jakimś czasie usłyszałam jak ktoś wchodzi do domu. Chyba juz przyszli. Musze im powiedzieć aby sie pośpieszyli. Tylko jak? Mam jedno wyjście. Podparłam sie mocno dłońmi o materac i ignorując ból zsunęłam nogi z łóżka. Poczułam jak jeden opatrunek na szyi odkleja mi sie, rozrywając chyba zasklepioną już ranę. Syknęłam z bólu ale podniosłam sie. Małymi kroczkami podeszłam do drzwi i uchyliłam je. Suho i Sehun byli już na schodach. Gdy mnie zobaczyli oczy mało im z orbit nie wyszły.
- Chodźcie szybko, Rin zaraz przylezie. - szepnęłam i odeszłam od drzwi. Suho wszedł pierwszy a maknae zamknął za nim drzwi. Stali teraz przede mną i nie wiedzieli chyba czy sie cieszyć czy ryczeć. Sehun złapał mnie za rękę.
- Lu, miałaś chyba leżeć. - powiedział prowadząc mnie do łóżka. Westchnęłam zrezygnowana i spojrzałam na niego.
- Wiem.. Ale chciałam was pośpieszyć tylko - odpowiedziałam odwracając sie twarzą do nich. Suho pokiwał głową z zrezygnowaniem.
- Nie musiałaś. Sehun, popraw jej opatrunek na szyi - rzekł wskazując na mnie. Sehun zbliżył się i pochylił głowę. Na karku czułam jego ciepły oddech. Ostrożnie przykleił opatrunek i pogłaskał po ramieniu. Spojrzał na mnie.
- Już. A teraz do wyrka - rozkazał wskazując na białe łóżko. Posłusznie położyłam się i nakryłam kołdrą. Sehun i Suho usiedli obok mnie.
- Kai mówił nam że jest lepiej. Że skoro sie śmiejesz i nawet go pacnęłaś to wszystko jest okej - rzekł z uśmiechem. Zaśmiałam sie cicho.
- Wiesz, stan psychiczny w moim przypadku mija sie z fizycznym. Niby jest okej, ale nawet przy oddychaniu mnie boli - odpowiedziałam poprawiając włosy. Suho pokiwał głową. Przygryzł wargę i zamyślił się na chwile.
- Na serio nic nie pamiętasz? - spytał podejrzliwie. Zmarszczyłam brwi.
- No tak. To chyba od uderzenia tutaj. - odpowiedziałam wskazując na głowę. Lider pokiwał tylko głową, po czym uśmiechnął się.
- No dobrze, szkoda. Ale to nie zmienia faktu że byłaś nieodpowiedzialna i wybiegłaś bez uprzedzenia. Nie rób tak więcej - odparł poważnie. Sehun prychnął cicho.
- Hyung, daj jej spokój. Dziewczyna mało nie pierdykła w kalendarz, dopiero co sie obudziła praktycznie, a ty już jej kazanie prawisz. To nie msza. - powiedział podirytowany. Czy on mnie bronił? Suho zaśmiał sie zawstydzony.
- No tak, racja. Przepraszam - rzekł z uśmiechem. Odwzajemniłam go po czym spojrzałam najpierw na maknae a potem na niego.
- A jak u was? Właśnie. O co chodzi z Kyungsoo i Kaiem? - spytałam zaciekawiona, tuląc poduszkę w kotki. Różową w dodatku. Lel jaka wiocha. Sehun zaśmiał sie.
- Kai nagle zrobił sie jakiś wredny dla niego. W stosunku do nas jest okej, ale przy nim jest jakiś inny - odpowiedział Sehun. Wytrzeszczyłam oczka.
- No tak, Sehun ma racje. - przytaknął lider. Podrapałam sie lekko po głowie. No to niezły pasztet, ciekawe o co chodzi.
- Wiecie może dlaczego? - spytałam. Sehun zaprzeczył, Suho też ale po chwili jakiegoś dziwnego zawahania. No to dupa, nie dowiem sie.
- Zawsze jak mnie nie ma to coś sie dzieje - mruknęłam obrażona. Chłopcy zaśmiali sie.
- Oj tam, nie dramatyzuj - powiedział Sehun przysiadając sie jeszcze bliżej.
- Ale masz paszcze poharataną - powiedział przyglądając sie mojej twarzy. Westchnęłam.
- Wiem, wyglądam strasznie - odpowiedziałam wzruszając ramionami. Sehun zaśmiał sie, po czym złapał mnie za dłoń.
- Będziesz miała zarąbiste blizny - powiedział, starając sie mnie pocieszyć. Zaśmiałam sie cicho.
- Widzisz tą bliznę na mojej dolnej wardze? - spytałam wskazując na miejsce przy prawym kąciku ust. Sehun przyjrzał sie jej.
- No widze. - odpowiedział patrząc na mnie.
- Nudziło mi sie kiedyś i trzymałam wargami żyletkę. - odpowiedziałam z uśmiechem. Sehunowi o mało oczy z orbit nie wyszły. Zaśmiałam sie.
- Serio? - spytał zdziwony. Pokiwałam głową. Nagle ten wymierzył mi bolesnego pstryczka w czoło. Jęknęłam z bólu po czym zakryłam obolałe miejsce dłonią.
- A to za co? - spytałam z wyrzutem.
- Za bycie głupim deklem - odpowiedział poważnie. Suho nagle sie wtrącił.
- Ładnie to tak chorego bić ? - spytał. Wyszczerzyłam sie w jego stronę i wyciągnęłam ręce.
- Omma! - powiedziałam jak Baekhyun podczas EXO's Showtime, gdy to imitował Krisa. Chłopaki momentalnie wybuchli śmiechem. Nagle rozległo sie pukanie do drzwi. Wszyscy zamarliśmy.
- Czego? - krzyknęłam.
- Niczego, czego tak jape drzesz? Gorzej ci? I kto u ciebie jest? Znowu jakichś kolesi sprowadzasz do domu? Nie wstyd ci? A co z celibatem EXO-L? - zaczęła pytać, na co chłopcy ledwo powstrzymywali śmiech, a ja miałam ochotę zapaść się pod ziemię ze wstydu.
- Ty wredny kutachu, idź stąd albo twoja poduszka z EXO magicznym sposobem wyląduje u Feliksa w budzie - krzyknęłam wkurzona. Ta zaśmiała sie.
- Jak ja Ci potne bluzę z Kaiem to zobaczysz. - zagroziła. Siedź cicho! Sehun i Suho spojrzeli na mnie zdziwieni. Ale wtopa. Wydało sie że moim biasem jest Kai. No to pięknie.
- Idź stąd albo na serio pożałujesz. U mnie nikogo nie ma - skłamałam. Jak na nieszczęście odezwał sie Sehun.
- Twoja siostra ma dziewięcioosobowy harem, wiesz o tym? - spytał lekko zmienionym głosem. Rin zaśmiała sie, a ja dźgnęłam go łokciem w żebra.
- Wiem, każdemu tak mówi. "EXO to moi mężowie", "Kai to mój bias", "EXO należą do mnie" i takie tam. - zaczęła mnie udawać. Sehun spojrzał na mnie z bananem na buźce. Wstał z łóżka i podszedł do drzwi.
- A co jeżeli na serio tak jest? - spytał, tym razem swoim naturalnym głosem. Nawet z łóżka słyszałam, jak zaczęła dyszeć.
- Kim jesteś? - spytała drżącym głosem.
- Chłopakiem twojej siostry - odpowiedział opierając sie o drzwi. Suho prawie zleciał z łóżka ze śmiechu. Rin zaczęła sie śmiać.
- Ona i chłopak? Człowieku, to nawet przyjaciół nie ma - odpowiedziała ze śmiechem.
- Eee, gnoju! Kopnąć cie w ten twój tłusty zad? - krzyknęłam. Rin znów sie zaśmiała.
- Chyba nie tłusty, to nie pode mną zarwała sie gałąź. - odpowiedziała. Sehun spojrzał na mnie ze śmiechem i z jego ust wyczytałam jak szeptał "ale pocisk". Warknęłam.
- Przypominam skromnie, że jak TY tańczyłaś to sie kredens od wstrząsów przewrócił. Ten dąb był stary i spróchniały tępa pało - odpowiedziałam ze śmiechem. Suho zabił mi brawo. Sehun też z resztą.
- A weź sie zamknij - odpowiedziała i wróciła do siebie. Gdy usłyszeliśmy, jak zamyka sie w pokoju, wybuchliśmy takim śmiechem że praktycznie płakaliśmy.
- Ej, niezły agent - powiedział Suho trzymając sie za brzuch.
- Ale ja lepsza - odpowiedziałam dumnie. Sehun pokiwał głową.
- No no, nieźle. A teraz chodź do selfie. - powiedział wyciągając telefon z kieszeni czarnych spodni.
- No oke.- powiedziałam. Zrobiłam dzióbek i znak peace, a Sehun tylko sie uśmiechnął. Id dołu wtranrzolił sie jeszcze Bogacz. Maknae zrobił zdjęcie i schował telefon.
- Nie będziesz miała mi za złe jak pójdę w ślady Chanyeola? - spytał.
- Nie, możesz to udostępnić jak chcesz. - odpowiedziałam. W sumie co mi tam. Nikt mnie nie zna więc co mam sie przejmować.
- Tylko mnie oznacz. Na insta nazywam sie LuKriTao jak cuś - dodałam po chwili. Sehun kiwnął głową po czym przeciągnął sie.
- Ja wale, już południe. Jak ten czas zapierdziela -westchnął. Suho zaśmiał się wraz ze mną. Co ty wiesz Sehun, ty sie nie nudzisz tak jak ja.
- Nie idziesz jutro do szkoły co nie? - spytał lider. Spojrzałam na niego zdziwiona. To jutro poniedziałek!? Nieee!!! Znowu muzyka!!! Ale chwilunia, może nie pójdę przez ten wypadek.
- Raczej nie. W moim stanie nie wytrzymałabym nawet lekcji z tymi debilami. A w poniedziałek mam muzykę i taką kretynką która czepia mnie sie o wszystko. - odpowiedziałam podirytowana na samo wspomnienie o tej pindzie.
- Mówie wam.. Co za kobieta, trzeba sie cofnąć w czasie i dać jej ojcu kondoma, na serio. - dodałam. Sehun zaśmiał się.
- To na prawde musi być do dupy skoro tak po niej jeździsz - odpowiedział uśmiechając sie.
- Nie przejmuj sie nią. Jak jej kiedyś sie pokażesz z mocnej strony, to da ci spokój. - rzekł Suho. Co ma na myśli?
- Ale że.. Mam jej zaśpiewać? Zagrać? Czy co? - spytałam nic nie rozumiejąc. Suho przytaknął.
- No tak, coś w ten deseń. - odpowiedział. To nie jest taki zły pomysł. Ale tylko ta moja nieśmiałość stoi trochę na drodze.
- Oppa, ja nawet boje sie do tablicy na matmie iść, a co dopiero wyć przed bandą debili z tą szmatą na czele? - spytałam zrezygnowana. Sehun poklepał mnie po głowie.
- Popracujemy nad tym - rzekł uśmiechając sie lekko. Jakie to urocze.
- No oke.. Ale i tak mam obiekcje - odparłam tuląc poduszkę. Nagle Sehun zdjął buty, wlazł na łóżko i usiadł naprzeciw mnie. Uśmiechnął sie lekko i uniósł dłonie.
- Jeden plus jeden~ gwiyomi - zaczął wykonywać tą piosenkę a mi cukier skoczyła do miliona.
- Dwa plus dwa~ gwiyomi - kontynuował uśmiechając sie niewinnie. Jak on to robi? Magia maknae. Gdy już skończył, poprawił swoje brązowe włosy.
- Widze że już ci lepiej. Mission Complete! - wykrzyknął zadowolony. Suho zaśmiał sie i położył dłoń na jego ramieniu.
- Widzisz, na nas zawsze możesz liczyć. Pamiętaj, We Are One - odparł lider. Uśmiechnęłam sie po czym przytuliłam ich oboje, mając gdzieś ból.
- Jesteście boscy - odpowiedziałam odsuwając sie od nich po chwili. Suho zaśmiał sie.
- Wiemy wieeemy - odpowiedział. Sehun spojrzał na niego.
- Czy ty czasem nie podwędziłeś Chanyeolowi książek o pewności siebie etc? - spytał zdziwiony. Zaśmiałam sie, a Suho pieprznął go w głowę. Jak oni się lubią, to jest takie genialne. Sehun nie pozostał dłużny, oddał mu i takim sposobem tłukli sie oboje.
- Ej, ogar no. Jak małe dzieci - westchnęłam odciągając maknae od lidera. Kłótnia mimo oburzenia Sehuna została zażegnana. Siedzieliśmy sobie jeszcze trochę, gadaliśmy o moim stanie, o szkole, o planach na najbliższy czas. Suho umówił sie z menadżerem że biorą mnie na tą całą sesje. Ale po co? Nie chce sie im wpierdzielać w pracę. Ale uparli sie. To miłe, że tak chcą abym jechała, ale źle będę sie z tym czuć. No ale - uparli sie. Wszystko zależy od daty sesji. W sumie ciekawe jak to wszystko wygląda. Ten blask migawki aparatu, cała masa ludzi, rekwizyty i ten profesjonalny harmider.
- Lu, my sie chyba będziemy zbierać. - rzekł smutno Suho, wyciągając mnie z zamyślenia. Spojrzałam na niego.
- Nuu.. No oke, popiszemy potem jak coś. - odpowiedziałam starając się ukryć smutek. Znowu będę tu sama.
- Oke oke. Chodź no tu, nie smutaj - rzekł lider tuląc mnie do siebie. Puścił mnie po chwili. Spojrzałam na Sehuna.
- Do mnie też pisz. - rzekł po czym również mnie przytulił. Westchnęłam cicho.
- Oki oki. Wyściskajcie ode mnie resztę. - odparłam przyglądając sie zbierającym swoje rzeczy chłopakom. Gdy byli gotowi do wyjścia, Sehun szybko cofnął sie i pochylił w moją stronę. Spojrzał mi w oczy.
- Przepraszam że byłem sukinsynem na początku - rzekł z lekkim uśmiechem, po czym pocałował mnie w policzek. Momentalnie nabrałam rumieńców. Pożegnali sie i wyszli, a ja siedziałam na łóżku i patrzyłam sie na zamknięte już drzwi. Dotknęłam tego miejsca które pocałował. Była tam mała rana. Uśmiechnęłam sie do was siebie, po czym zagrzebałam w kołdrze i położyłam na boku. Patrzyłam na ciemne już niebo. Wszystko wydawało mi sie łatwiejsze, wiedząc że nie jestem już sama. Usnęłam z myślą, że mam na prawdę wspaniałych przyjaciół.
- CARELESS CARELESS, SHOOT ANNONYMOUS, ANNONYMOUS!!! HEARTLESS, MINDLESS NO ONE WHO CARES ABOUT MEEEE!!! - zaczęłam drzeć jape. Aż mnie gardło zabolało.
- Czego kapcia drzesz? Walnąć cie w ten pusty dekiel?! - usłyszałam wrzask siostry dobiegający z jej pokoju. Zaśmiałam sie pod nosem. No to co teraz? Może popiszę z kimś? Ale z kim? EXO? A co ja są zajęci? Nie chce im przeszkadzać.. Ale chwila, jak będą zajęci to nie odpiszą, logiczne! Sięgnęłam telefon i odblokowałam go. Teraz najgorsze. Do którego konkretniej napisać.. Życie jest złe. Czemu ich musi być aż dziewięciu? Co ja narzekam, gorzej bym miała jakby było ich nadal dwunastu. Oo tak, to był by na serio dramat. Po długachnym namyśle trwającym konkretniej z 2 minuty, wybrałam Xiumina. "Hej Baozi ;--;" napisałam i wysłałam wiadomość. Niech odpisze, inaczej zdechne tu z nudów. Na szczęście odpisał. "Yo~ Jak się czujesz? •w•" Xiudaddy.. NIE, WYOBRAŹNIO SIEDŹ CICHO NA DUPIE. Xiudaddy i jego ABS.. Nie, mój mózg płonie. "Strasznie. Wszystko mnie boli przy najmniejszym ruchu, rodzina zapomniała chyba że jestem i w dodatku strasznie sie nuuudze -.- a jak tam u was?" Odpisałam mu. Marshmallow~! Po chwili otrzymałam kolejnego smsa. "Ojj, to paskudnie :C Kai ma okres, aaaalbo jest w ciąży ._. XD" What? O co cho? Zaśmiałam sie cicho. "Kaisoo?.. XD a tak na serio, o co chodzi? o.o" wystukałam odpowiedź i wysłałam ją. Przecież jak wychodził to był w dobrym humorze.. O co może chodzić? "W tym wypadku - hell no! XD gdy jest ze mną lub prawie resztą zespołu to jest gicio. Ale jak wpadnie na Dyo.. Zaczyna sie robić jakiś cięty, co prawda, nie drze sie na niego, ale wiesz.. Pyskówki, bycie wrednym itp. Nawet go omija o.o a to już mega dziwne" Zrobiłam karpia. Kai? Omija Dyo? On!? A co z Kaisoo.. Przecież oni sie lubią. Co musiało sie stać? Jak ostatnio ich widziałam było dobrze, jak Kai był jeszcze u mnie to był w dobrym humorze. "WTF? .__. serio? Nie wiesz może czemu?" Odpisałam szybciutko. Niestety, Xiumin nic nie wiedział, reszta zespołu też. Pisaliśmy potem o jakichś pierdołach, aż w końcu Baozi musiał iść. Odłożyłam telefon i położyłam sie na boku, twarzą do okna. Niebo było pochmurne, lecz nie zanosiło sie raczej na deszcz. Kocham taką pogodę. Leżałam sobie i patrzyłam na latające wróble. Mama przyniosła mi w końcu papu. Podniosłam sie z trudem do siadu.
- Co tam masz? - spytałam patrząc na moją rodzicielkę, która niosła teraz tacę z jedzeniem.
- Płatki ryżowe i herbatę. - powiedziała zsuwając notes na szafce na bok, i kładąc na niej tacę. Płatki ryżowe, mniam! Jedyne płatki jakie lubie. Bycie Azjatką tak bardzo.
- W końcu sie najem.. Z głodu tu umierałam - powiedziałam z pretensją. Ona tylko uśmiechnęła sie.
- Nie narzekaj, tylko jedz. Ja mam prace w przeciwieństwie do ciebie - powiedziała ze śmiechem wychodząc. Warknęłam cicho, gdy już wyszła. Wzięłam tacę na swoje nogi i zaczęłam jeść.
- Ciekawe jakbyś sie śmiała, gdyby mnie nie znaleźli.. - mruknęłam cicho dziamkając płatki. Zjadłam wszystko i odstawiłam tacę na szafkę. Wzięłam telefon i puściłam jakaś muzykę. Wzięłam z tacy kubek i zaczęłam pić herbatkę. Wzięłam jej łyk, ledwo ją przełknęłam, a już zaczęłam kaszleć. Ohyyyda! Czemu jest gorzka? Skrzywiłam minę i odstawiłam kubek. Gorzkieee, ohydne takie buu.
- Co za rodzina - mruknęłam i weszłam w wiadomości na telefonie. Miałam smsa od Suho. "Beakhyun dostał orgazmu na Twojego smsa a Xiumin zaczął trąbić że żyjesz. Cieszę sie że nic Ci nie jest <3 mógłbym wpaść do Ciebie z Sehunem? Strasznie chce przyjść" Sehun chce przyjść? Do mnie? Co to za święto? "A co mu jest że chce przyjść? O.O ale spoczko, przychodźcie. Tylko tak aby was siostra nie widziała, bo jak was zobaczy to duuupa zbita" wysłałam odpowiedź. I tak czuje, że ona sie dowie niedługo. To sie źle skończy. "Wiem, Kai mówił mi o tej sytuacji. To okej, to my już będziemy do Ciebie szli <3" otrzymałam kolejnego smsa. Poprawiłam odruchowo włosy. Ale po co, skoro i tak wyglądam jak kupa. Westchnęłam cicho. Rin siedzi zamknięta w pokoju, więc jeżeli wejdą cicho i zamkną za sobą drzwi na klucz to będzie gites. Czekałam na nich, uprzednio pisząc jeszcze mamie że przyjaciele do mnie wpadną. Nie była tym zachwycona, ale przynajmniej sie nie czepiała. Po jakimś czasie usłyszałam jak ktoś wchodzi do domu. Chyba juz przyszli. Musze im powiedzieć aby sie pośpieszyli. Tylko jak? Mam jedno wyjście. Podparłam sie mocno dłońmi o materac i ignorując ból zsunęłam nogi z łóżka. Poczułam jak jeden opatrunek na szyi odkleja mi sie, rozrywając chyba zasklepioną już ranę. Syknęłam z bólu ale podniosłam sie. Małymi kroczkami podeszłam do drzwi i uchyliłam je. Suho i Sehun byli już na schodach. Gdy mnie zobaczyli oczy mało im z orbit nie wyszły.
- Chodźcie szybko, Rin zaraz przylezie. - szepnęłam i odeszłam od drzwi. Suho wszedł pierwszy a maknae zamknął za nim drzwi. Stali teraz przede mną i nie wiedzieli chyba czy sie cieszyć czy ryczeć. Sehun złapał mnie za rękę.
- Lu, miałaś chyba leżeć. - powiedział prowadząc mnie do łóżka. Westchnęłam zrezygnowana i spojrzałam na niego.
- Wiem.. Ale chciałam was pośpieszyć tylko - odpowiedziałam odwracając sie twarzą do nich. Suho pokiwał głową z zrezygnowaniem.
- Nie musiałaś. Sehun, popraw jej opatrunek na szyi - rzekł wskazując na mnie. Sehun zbliżył się i pochylił głowę. Na karku czułam jego ciepły oddech. Ostrożnie przykleił opatrunek i pogłaskał po ramieniu. Spojrzał na mnie.
- Już. A teraz do wyrka - rozkazał wskazując na białe łóżko. Posłusznie położyłam się i nakryłam kołdrą. Sehun i Suho usiedli obok mnie.
- Kai mówił nam że jest lepiej. Że skoro sie śmiejesz i nawet go pacnęłaś to wszystko jest okej - rzekł z uśmiechem. Zaśmiałam sie cicho.
- Wiesz, stan psychiczny w moim przypadku mija sie z fizycznym. Niby jest okej, ale nawet przy oddychaniu mnie boli - odpowiedziałam poprawiając włosy. Suho pokiwał głową. Przygryzł wargę i zamyślił się na chwile.
- Na serio nic nie pamiętasz? - spytał podejrzliwie. Zmarszczyłam brwi.
- No tak. To chyba od uderzenia tutaj. - odpowiedziałam wskazując na głowę. Lider pokiwał tylko głową, po czym uśmiechnął się.
- No dobrze, szkoda. Ale to nie zmienia faktu że byłaś nieodpowiedzialna i wybiegłaś bez uprzedzenia. Nie rób tak więcej - odparł poważnie. Sehun prychnął cicho.
- Hyung, daj jej spokój. Dziewczyna mało nie pierdykła w kalendarz, dopiero co sie obudziła praktycznie, a ty już jej kazanie prawisz. To nie msza. - powiedział podirytowany. Czy on mnie bronił? Suho zaśmiał sie zawstydzony.
- No tak, racja. Przepraszam - rzekł z uśmiechem. Odwzajemniłam go po czym spojrzałam najpierw na maknae a potem na niego.
- A jak u was? Właśnie. O co chodzi z Kyungsoo i Kaiem? - spytałam zaciekawiona, tuląc poduszkę w kotki. Różową w dodatku. Lel jaka wiocha. Sehun zaśmiał sie.
- Kai nagle zrobił sie jakiś wredny dla niego. W stosunku do nas jest okej, ale przy nim jest jakiś inny - odpowiedział Sehun. Wytrzeszczyłam oczka.
- No tak, Sehun ma racje. - przytaknął lider. Podrapałam sie lekko po głowie. No to niezły pasztet, ciekawe o co chodzi.
- Wiecie może dlaczego? - spytałam. Sehun zaprzeczył, Suho też ale po chwili jakiegoś dziwnego zawahania. No to dupa, nie dowiem sie.
- Zawsze jak mnie nie ma to coś sie dzieje - mruknęłam obrażona. Chłopcy zaśmiali sie.
- Oj tam, nie dramatyzuj - powiedział Sehun przysiadając sie jeszcze bliżej.
- Ale masz paszcze poharataną - powiedział przyglądając sie mojej twarzy. Westchnęłam.
- Wiem, wyglądam strasznie - odpowiedziałam wzruszając ramionami. Sehun zaśmiał sie, po czym złapał mnie za dłoń.
- Będziesz miała zarąbiste blizny - powiedział, starając sie mnie pocieszyć. Zaśmiałam sie cicho.
- Widzisz tą bliznę na mojej dolnej wardze? - spytałam wskazując na miejsce przy prawym kąciku ust. Sehun przyjrzał sie jej.
- No widze. - odpowiedział patrząc na mnie.
- Nudziło mi sie kiedyś i trzymałam wargami żyletkę. - odpowiedziałam z uśmiechem. Sehunowi o mało oczy z orbit nie wyszły. Zaśmiałam sie.
- Serio? - spytał zdziwony. Pokiwałam głową. Nagle ten wymierzył mi bolesnego pstryczka w czoło. Jęknęłam z bólu po czym zakryłam obolałe miejsce dłonią.
- A to za co? - spytałam z wyrzutem.
- Za bycie głupim deklem - odpowiedział poważnie. Suho nagle sie wtrącił.
- Ładnie to tak chorego bić ? - spytał. Wyszczerzyłam sie w jego stronę i wyciągnęłam ręce.
- Omma! - powiedziałam jak Baekhyun podczas EXO's Showtime, gdy to imitował Krisa. Chłopaki momentalnie wybuchli śmiechem. Nagle rozległo sie pukanie do drzwi. Wszyscy zamarliśmy.
- Czego? - krzyknęłam.
- Niczego, czego tak jape drzesz? Gorzej ci? I kto u ciebie jest? Znowu jakichś kolesi sprowadzasz do domu? Nie wstyd ci? A co z celibatem EXO-L? - zaczęła pytać, na co chłopcy ledwo powstrzymywali śmiech, a ja miałam ochotę zapaść się pod ziemię ze wstydu.
- Ty wredny kutachu, idź stąd albo twoja poduszka z EXO magicznym sposobem wyląduje u Feliksa w budzie - krzyknęłam wkurzona. Ta zaśmiała sie.
- Jak ja Ci potne bluzę z Kaiem to zobaczysz. - zagroziła. Siedź cicho! Sehun i Suho spojrzeli na mnie zdziwieni. Ale wtopa. Wydało sie że moim biasem jest Kai. No to pięknie.
- Idź stąd albo na serio pożałujesz. U mnie nikogo nie ma - skłamałam. Jak na nieszczęście odezwał sie Sehun.
- Twoja siostra ma dziewięcioosobowy harem, wiesz o tym? - spytał lekko zmienionym głosem. Rin zaśmiała sie, a ja dźgnęłam go łokciem w żebra.
- Wiem, każdemu tak mówi. "EXO to moi mężowie", "Kai to mój bias", "EXO należą do mnie" i takie tam. - zaczęła mnie udawać. Sehun spojrzał na mnie z bananem na buźce. Wstał z łóżka i podszedł do drzwi.
- A co jeżeli na serio tak jest? - spytał, tym razem swoim naturalnym głosem. Nawet z łóżka słyszałam, jak zaczęła dyszeć.
- Kim jesteś? - spytała drżącym głosem.
- Chłopakiem twojej siostry - odpowiedział opierając sie o drzwi. Suho prawie zleciał z łóżka ze śmiechu. Rin zaczęła sie śmiać.
- Ona i chłopak? Człowieku, to nawet przyjaciół nie ma - odpowiedziała ze śmiechem.
- Eee, gnoju! Kopnąć cie w ten twój tłusty zad? - krzyknęłam. Rin znów sie zaśmiała.
- Chyba nie tłusty, to nie pode mną zarwała sie gałąź. - odpowiedziała. Sehun spojrzał na mnie ze śmiechem i z jego ust wyczytałam jak szeptał "ale pocisk". Warknęłam.
- Przypominam skromnie, że jak TY tańczyłaś to sie kredens od wstrząsów przewrócił. Ten dąb był stary i spróchniały tępa pało - odpowiedziałam ze śmiechem. Suho zabił mi brawo. Sehun też z resztą.
- A weź sie zamknij - odpowiedziała i wróciła do siebie. Gdy usłyszeliśmy, jak zamyka sie w pokoju, wybuchliśmy takim śmiechem że praktycznie płakaliśmy.
- Ej, niezły agent - powiedział Suho trzymając sie za brzuch.
- Ale ja lepsza - odpowiedziałam dumnie. Sehun pokiwał głową.
- No no, nieźle. A teraz chodź do selfie. - powiedział wyciągając telefon z kieszeni czarnych spodni.
- No oke.- powiedziałam. Zrobiłam dzióbek i znak peace, a Sehun tylko sie uśmiechnął. Id dołu wtranrzolił sie jeszcze Bogacz. Maknae zrobił zdjęcie i schował telefon.
- Nie będziesz miała mi za złe jak pójdę w ślady Chanyeola? - spytał.
- Nie, możesz to udostępnić jak chcesz. - odpowiedziałam. W sumie co mi tam. Nikt mnie nie zna więc co mam sie przejmować.
- Tylko mnie oznacz. Na insta nazywam sie LuKriTao jak cuś - dodałam po chwili. Sehun kiwnął głową po czym przeciągnął sie.
- Ja wale, już południe. Jak ten czas zapierdziela -westchnął. Suho zaśmiał się wraz ze mną. Co ty wiesz Sehun, ty sie nie nudzisz tak jak ja.
- Nie idziesz jutro do szkoły co nie? - spytał lider. Spojrzałam na niego zdziwiona. To jutro poniedziałek!? Nieee!!! Znowu muzyka!!! Ale chwilunia, może nie pójdę przez ten wypadek.
- Raczej nie. W moim stanie nie wytrzymałabym nawet lekcji z tymi debilami. A w poniedziałek mam muzykę i taką kretynką która czepia mnie sie o wszystko. - odpowiedziałam podirytowana na samo wspomnienie o tej pindzie.
- Mówie wam.. Co za kobieta, trzeba sie cofnąć w czasie i dać jej ojcu kondoma, na serio. - dodałam. Sehun zaśmiał się.
- To na prawde musi być do dupy skoro tak po niej jeździsz - odpowiedział uśmiechając sie.
- Nie przejmuj sie nią. Jak jej kiedyś sie pokażesz z mocnej strony, to da ci spokój. - rzekł Suho. Co ma na myśli?
- Ale że.. Mam jej zaśpiewać? Zagrać? Czy co? - spytałam nic nie rozumiejąc. Suho przytaknął.
- No tak, coś w ten deseń. - odpowiedział. To nie jest taki zły pomysł. Ale tylko ta moja nieśmiałość stoi trochę na drodze.
- Oppa, ja nawet boje sie do tablicy na matmie iść, a co dopiero wyć przed bandą debili z tą szmatą na czele? - spytałam zrezygnowana. Sehun poklepał mnie po głowie.
- Popracujemy nad tym - rzekł uśmiechając sie lekko. Jakie to urocze.
- No oke.. Ale i tak mam obiekcje - odparłam tuląc poduszkę. Nagle Sehun zdjął buty, wlazł na łóżko i usiadł naprzeciw mnie. Uśmiechnął sie lekko i uniósł dłonie.
- Jeden plus jeden~ gwiyomi - zaczął wykonywać tą piosenkę a mi cukier skoczyła do miliona.
- Dwa plus dwa~ gwiyomi - kontynuował uśmiechając sie niewinnie. Jak on to robi? Magia maknae. Gdy już skończył, poprawił swoje brązowe włosy.
- Widze że już ci lepiej. Mission Complete! - wykrzyknął zadowolony. Suho zaśmiał sie i położył dłoń na jego ramieniu.
- Widzisz, na nas zawsze możesz liczyć. Pamiętaj, We Are One - odparł lider. Uśmiechnęłam sie po czym przytuliłam ich oboje, mając gdzieś ból.
- Jesteście boscy - odpowiedziałam odsuwając sie od nich po chwili. Suho zaśmiał sie.
- Wiemy wieeemy - odpowiedział. Sehun spojrzał na niego.
- Czy ty czasem nie podwędziłeś Chanyeolowi książek o pewności siebie etc? - spytał zdziwiony. Zaśmiałam sie, a Suho pieprznął go w głowę. Jak oni się lubią, to jest takie genialne. Sehun nie pozostał dłużny, oddał mu i takim sposobem tłukli sie oboje.
- Ej, ogar no. Jak małe dzieci - westchnęłam odciągając maknae od lidera. Kłótnia mimo oburzenia Sehuna została zażegnana. Siedzieliśmy sobie jeszcze trochę, gadaliśmy o moim stanie, o szkole, o planach na najbliższy czas. Suho umówił sie z menadżerem że biorą mnie na tą całą sesje. Ale po co? Nie chce sie im wpierdzielać w pracę. Ale uparli sie. To miłe, że tak chcą abym jechała, ale źle będę sie z tym czuć. No ale - uparli sie. Wszystko zależy od daty sesji. W sumie ciekawe jak to wszystko wygląda. Ten blask migawki aparatu, cała masa ludzi, rekwizyty i ten profesjonalny harmider.
- Lu, my sie chyba będziemy zbierać. - rzekł smutno Suho, wyciągając mnie z zamyślenia. Spojrzałam na niego.
- Nuu.. No oke, popiszemy potem jak coś. - odpowiedziałam starając się ukryć smutek. Znowu będę tu sama.
- Oke oke. Chodź no tu, nie smutaj - rzekł lider tuląc mnie do siebie. Puścił mnie po chwili. Spojrzałam na Sehuna.
- Do mnie też pisz. - rzekł po czym również mnie przytulił. Westchnęłam cicho.
- Oki oki. Wyściskajcie ode mnie resztę. - odparłam przyglądając sie zbierającym swoje rzeczy chłopakom. Gdy byli gotowi do wyjścia, Sehun szybko cofnął sie i pochylił w moją stronę. Spojrzał mi w oczy.
- Przepraszam że byłem sukinsynem na początku - rzekł z lekkim uśmiechem, po czym pocałował mnie w policzek. Momentalnie nabrałam rumieńców. Pożegnali sie i wyszli, a ja siedziałam na łóżku i patrzyłam sie na zamknięte już drzwi. Dotknęłam tego miejsca które pocałował. Była tam mała rana. Uśmiechnęłam sie do was siebie, po czym zagrzebałam w kołdrze i położyłam na boku. Patrzyłam na ciemne już niebo. Wszystko wydawało mi sie łatwiejsze, wiedząc że nie jestem już sama. Usnęłam z myślą, że mam na prawdę wspaniałych przyjaciół.
wtorek, 5 stycznia 2016
Amnezja
Nic nie czułam. Nic a nic. Jakby ktoś zabrał mi ciało i byłabym jakimś latającym duszkiem, bez zmartwień i problemów. Czułam się taka lekka, taka nierealna. Jakby nic sie nie stało. A przecież tak nie było. Było zupełnie inaczej i nie ważne jak bardzo chciałam zapomnieć to i tak to wracało i nie pozwalało myśleć o czymkolwiek innym. Nagle ciemność zaczęła zanikać. Zaczynałam słyszeć, czuć. Bolało mnie wszystko, ktoś smyrał mnie po głowie i szeptał coś cicho. Czułam ten znajomy zapach, kojarzący sie z bezpieczeństwem, beztroską. Chciałam otworzyć oczy, ale powstrzymał mnie ostry ból głowy. Poruszyłam się nerwowo co wywołało falę bólu. Jęknęłam jak najciszej. Ktoś dotknął mojego policzka. Bolało.
- Haloooo.. Słyszysz mnie? - usłyszałam dziwnie znajomy szept. Tata? Czy to on? Gdzie ja jestem? Chce otworzyć oczy, chce zobaczyć.
- Tata..? - szepnęłam cicho unosząc powoli powieki. Widziałam jakąś męską twarz, ale obraz nadal miałam rozmazany. Ciemne włosy, karnacja, oczy. Zamknęłam oczy i otworzyłam je ponownie. Mruknęłam cicho i przyjrzałam sie tajemniczemu gościowi. To był.. Kai? Chyba on. Uśmiechał się.
- Twój ojciec śpi, był bardzo zmęczony. - rzekł spokojnie i cicho. Śpi? To ja w domu jestem? Co robi tu Kai? Szybko poderwałam sie do siadu co było ogromnym błędem. Poczułam straszny ból. Kai położył dłoń na moim ramieniu.
- Spokojnie, leż.. - szepnął. Opadłam bezwładnie na łóżko i dotknęłam swojej twarzy. Była poklejona gdzieniegdzie plastrami. Co sie właściwie stało? Ostatnie co pamiętam to wejście na drzewo.. Czy ja z niego spadłam?
- Co sie stało.. - szepnęłam bardziej do siebie niż do Kaia. Ten westchnął i spojrzał na mnie. Wyglądał tak jakby chciał coś powiedzieć, jakby coś ukrywał.
- Spadłaś z drzewa i przygniotła cię gałąź. Szukaliśmy cie po całym lesie, już traciliśmy nadzieję.. Ale zauważyłem cie jakimś cudem i z chłopakami cie wyciągnąłem.. I przyniosłem tutaj.. - powiedział cicho. Szukali mnie? Dlaczego? Przyniósł mnie tu? Jejku.. Jak zawsze muszę przysporzyć tyle problemów..
- Dlaczego mnie szukaliście.. Po jakimś czasie pewnie bym się ocknęła.. I wróciła do domu.. - powiedziałam zawstydzona. Kai usiadł bliżej i spojrzał mi w oczy.
- Martwiliśmy sie bardzo. Wybiegłaś tak nagle.. Wszyscy myśleliśmy że jesteś u siebie w domu. Suho chciał z Toba porozmawiać ale ciebie nie było nigdzie. - odpowiedział smutno. Jakim cudem ja znalazłam sie w lesie?
- Ale ja.. Ja nie wiem.. Nie wiem czemu byłam w lesie. - szepnęłam. Ten spojrzał na mnie niezrozumiale.
- Nie pamiętasz? Nic a nic? - spytał podejrzliwie. Wzięłam oddech i starałam sie przypomnieć sobie cokolwiek. Byłam u nich w domu.. Oglądaliśmy film.. Kai usnął.. Przyszedł Dyo.. Jedliśmy sushi.. I co dalej? Kurcze.. Dlaczego nie mogę sobie nic przypomnieć?!
- Ostatnie co pamiętam to to że jadłam z Dyo sushi.. A potem.. Tylko to że byłam na drzewie.. - odpowiedziałam niepewnie. Dlaczego ja nie pamiętam.. Kai kiwnął głową, zamyślił się.
- A czy ty.. Wiesz może czemu poszłam do lasu? - spytałam. Kai przygryzł wargę i uśmiechnął się minimalnie.
- Nie mam pojęcia.. - rzekł smutno. Chyba sie nie dowiem.. Chyba że sobie wszystko przypomnę. Kai dotknął mojej głowy.
- Uderzyłaś sie dość mocno, to możliwe dlatego nie pamiętasz kilku rzeczy - rzekł. Kiwnęłam lekko głową. Pewnie ma racje. Spojrzałam na swoje ręce. Były albo w bandażach albo w plastrach. Wyglądałam strasznie. Chciałam podrapać sie po karku, ale na szyi wyczułam kolejny opatrunek. Zabijcie mnie, prosze.
- Wyglądam strasznie.. Nie powinieneś widzieć w takim stanie - rzekłam patrząc na okno. Było już widno.
- Nie dramatyzuj. Gorszego widoku, niż ten gdy znalazłem cie pod gałęzią chyba nie zobaczę. - odparł. Westchnęłam cicho, jestem debilem.
- To moja wina.. - szepnęłam ledwo słyszalnie. Kai objął mnie jak najdelikatniej. Drgnęłam lekko z bólu i zaskoczenia.
- Nie mów tak. Nie wiesz jak bardzo sie cieszyliśmy się gdy okazało sie że żyjesz. - rzekł tuląc mnie. Przymknęłam oczy i wtuliłam sie w jego tors. Ale.. Co by sie takiego stało jakbym umarła? Popłakaliby i potem byłoby tak jak dawniej. Żadna wielka strata. Siedzieliśmy wtuleni w siebie, towarzyszyła nam cisza, przerywana naszymi oddechami. Tyle sie wydarzyło.. Taki moment pauzy był tym, co było nam potrzebne.
- Nigdy więcej nie rób takich głupot, dobrze? - spytał po dłuższej chwili. Westchnęłam cicho.
- Dobrze.. - mruknęłam i poczułam jak jego uścisk staje sie nieco mocniejszy na krótki moment. Mogłabym tak siedzieć chyba do usranej śmierci. On z niczym nie naciskał, traktował normalnie.. Chociaż czasem wprawiał mnie w osłupienie. Westchnęłam cicho, Kai odsunął sie nieznacznie po czym spojrzał mi w oczy.
- Od tej pory będę cie pilnował. Nigdzie nie idziesz bez mojej wiedzy - powiedział dźgając mnie palcem w policzek. Uśmiechnęłam sie lekko, tłumiąc sykniecie z bólu.
- Dobrze braciszku - odpowiedziałam cicho a on przysunął sie do mnie i pocałował mnie w czoło. Zarumieniłam sie dość mocno, to było takie cudowne.. Ktoś, kim jarasz sie od kilku lat nagle staje sie twoim najlepszym przyjacielem którego nigdy nie miałaś i chce cie chronić, jest blisko. Jakbym komuś to kiedyś powiedziała, to zabił by mnie swoimi wyzwiskami i wyśmiewaniem sie. Nie zdziwiłabym się, przecież to tak nierealne. A jednak tak jest. Wierzyć sie nie chce po prostu.
- Tęsknię za rodziną.. Za siostrami.. Teraz tak jakoś mniej, odkąd poznałem ciebie - powiedział uśmiechając sie lekko. Wyglądał na na prawdę szczęśliwego. Jego oczy o odcieniu ciemnej czekolady lśniły radością, a jego uśmiech jeszcze dodatkowo dodawał jego twarzy blasku. Uśmiechnęłam sie lekko, wpatrując się w niego.
- Miło mi że tak mówisz.. Ty jesteś jak brat, którego niby mam, ale on zrobił mi tyle krzywd, ile żaden wróg mi nie zrobił. Dziękuje Kai - powiedziałam po czym wtuliłam sie w niego, zupełnie ignorując ból pulsujący w całych plecach i karku. On odwzajemnił uścisk i zaśmiał sie cicho.
- Nie masz za co - powiedział kiwając sie lekko na boki. Siedzieliśmy tak sobie wtuleni, aż Kai postanowił po raz kolejny przerwać panującą ciszę.
- Masz dużo moich plakatów.. Czy jestem twoim ulubieńcem? - spytał. Zamarłam na chwilę. Co? No tak, przecież jesteśmy u mnie w pokoju. No to dupa zbita, nie wymigam sie. Zarumieniłam sie i wtuliłam twarz w jego szyję starając sie jakoś schować. Jejku, jak om cudnie pachniał.. Nioh nioh.
- N-no.. Ten no.. Sam sobie odpowiedz. Tylko sobie nie schlebiaj czasem - powiedziałam jakoś bez sensu. Powinni mnie zamknąć w gablotce z tabliczką "debil roku". Kai zaczął sie śmiać.
- Oj, no już sie nie złość tak. To na pewno ja, gdybym to nie był ja to byś sie tak nie bulwersowała. - powiedział ze śmiechem. Warknęłam cicho i dźgnęłam go w przerwę między żebrami. Ten drgnął jakoś i wydał z siebie jakiś dziwny dźwięk.
- Co ty, walenia zabijasz tu czy co? - spytałam patrząc na niego.
- Tak. Buuuuuraaaak - rzekł dźgając palcem ostrożnie mój policzek. Warknęłam cicho i pacnęłam go w głowę. Ten spojrzał na mnie z politowaniem.
- Chyba nie jest z tobą tak źle, skoro już zaczynasz mnie bić - powiedział ze śmiechem. Momentalnie zaczęłam kaszleć i złapałam sie za rękę.
- Łeeheheee, jestem chora, umieram - zaczęłam majaczyć, a Kai tak się śmiał że niemalże spadł z łóżka. Patrzyłam na niego z lekkim uśmiechem. No co za dziecko. Nagle usłyszeliśmy jak ktoś wchodzi po schodach na piętro. Szybko poprawiłam kołdrę i położyłam sie, a Kai usiadł nieco dalej ode mnie. Do pokoju weszła moja matka. Oczy miała podkrążone, była wyraźnie przemęczona. Gdy mnie zobaczyła uśmiechnęła sie i odetchnęła z ulgą.
- Laro, jak dobrze że w końcu sie obudziłaś - powiedziała podbiegając do łóżka. Kai przeszedł na drugi bok, robiąc miejsce, które po chwili zajęła moja mama.
- Jak sie czujesz? - spytała dotykając mojego policzka. Uśmiechnęłam sie lekko.
- Wszystko mnie boli.. Ale z samopoczuciem jest dobrze, dzięki Kaiowi - odpowiedziałam wskazując ręką na uśmiechniętego kkhamjonga. Mama spojrzała na niego i uśmiechnęła sie w jego stronę.
- Dziękuję za pilnowanie Larusi i za pomoc - powiedziała. Kai tylko się uśmiechnął.
- Nie ma pani za co dziękować - powiedział zerkając na mnie.
- Laro, dlaczego poszłaś do lasu? Na rozum ci padło? - spytała zupełnie innym tonem. Moja mama to jakieś ufo, raz jest milusia że każdemu by do dupy niemalże wlazła a po sekundzie jest tak wredna, że nawet ja przy niej wymiękam. Westchnęłam cicho.
- Właśnie tu jest problem. Nic nie pamiętam - odpowiedziałam wzruszając ramionami. Matka tylko spojrzała na mnie krzywo.
- Jakoś w to wątpię. Pewnie zrobiłaś coś głupiego i sie wstydzisz. Ja sie dowiem i tak - powiedziała wstając z łóżka. O co tej kobiecie chodzi? Rozdziawiłam buźke i patrzyłam na nią smutno. Kai siedział podejrzanie cicho. Weź mi pomóż!
- Ale mamo no.. ja mówie prawdę - jęknęłam. Ona wyszła z pokoju bez słowa. Westchnęłam i gdy drzwi sie zamknęły to pokazałam im fakersa. Opadłam bezsilnie na łóżko i nakryłam sie kołdrą jeszcze wyżej. I to jej "ja sie i tak dowiem". Jak nawet Kai nic nie wie.. Ale może ktoś coś jednak wie? Weźcie mnie gdzieś schowajcie daleko. Wszyscy tylko pretensje, jakby nie rozumieli że mi też wbrew pozorom jest źle. Nie wiecie jak bardzo chciałabym wiedzieć co sie jednak takiego stało, co skłoniło mnie do pójścia do tego pieprzonego lasu. Mam nadzieje że w najbliższym czasie sobie to wszystko przypomnę bo inaczej chyba zwariuję. Ale to że nie pamiętam wcale nie zmienia faktu że jestem debilem bo i tak tam pobiegłam. Jestem debilem i nic więcej. Gdy przeklinałam siebie w myślach, poczułam jak ktoś ściąga kołdrę z mojej głowy i przyciąga mnie do siebie po czym tuli. Tą osobą był oczywiście Kai.
- Co za kobieta, ona tak zawsze? - spytał wyraźnie zaskoczony. Westchnęłam.
- Tak. Nic nie poradzę na ten fakt. - odpowiedziałam wtulając twarz w jego szyję. Czy mówiłam już jak on bosko pachnie? Nioh nioh hyhy.
- Może jej sie odmieni wkrótce - rzekł miziając mnie po plecach. Milusio. Bardzo milusio, zaraz zasne chyba. On taki cieplutki. Nagle wpadłam na jakiś dziwny pomysł. Przyłożyłam swoją dłoń do jego.
- Przy tobie wyglądam jak albinos - mruknęłam. Kai zaśmiał sie
- Jesteś jak Sehun - rzekł przyglądając się naszym dłonią.
- Nie ważne ile będę sie smażyć na słońcu to i tak nic nie daje. - jęknęłam - Raz tylko tak żeby opaliłam sobie przedramiona, ale to zniknęło po jakimś czasie - dodałam patrząc na swoją rękę. Pamiętam to, byłam u cioci na wsi i latałam z grabiami po skoszonej łące. Nie dość, że o te grabki prawie zębów nie wybiłam to jeszcze wtedy wpadłam do rowu. Ale przynajmniej złapałam żabkę i straszyłam Rin, do tej pory czasem tak robię. Tak wiem, mam chore pomysły, ale przynajmniej mam kolorowe dzieciństwo.
- Może taki masz urok - odparł znów kołysząc sie na boki. Kiwnęłam lekko głową i przymknęłam oczy.
- Tulaj mnie częściej.. - mruknęłam cicho. Kai zaśmiał sie po raz kolejny i na moment przytulił mnie mocniej.
- Jak chcesz, ale zobaczysz. Będziesz miała mnie nawet dość. - odpowiedział ze śmiechem. Zaśmiałam sie cicho i wtuliłam w niego ponownie. Tak bardzo cudownie. Nagle usłyszałam warkot gasnącego silnika auta. Odkleiłam sie od kkamjonga i spojrzałam za okno. O nie, nie teraz! Złapałam sie za głowę.
Kai spojrzał na mnie krzywo.
- Co jest? - spytał zdziwiony. Wskazałam ręką na okno i stojący przed domem samochód.
- Siostra wróciła. Ona nie może cie zobaczyć, nie może sie dowiedzieć - powiedziałam już zupełnie wpadając w panikę. Kai znów sie zaśmiał.
- Ale dlaczego? Nie lubi EXO? - spytał. Zaprzeczyłam od razu.
- Nie, ona was kocha jak ja, ale ona jak zobaczy was to rozgada to wszystkim i nie da wam spokoju. I przy okazji mnie zabije za to że je nie powiedziałam. - odpowiedziałam. Kai kiwnął głową.
- Rozumiem. Nikt sie nie może dowiedzieć że tu mieszkamy. Tak więc co proponujesz? - spytał. Zaczęłam myśleć, co mi sie rzadko zdarza.
- Szybko wyjdziesz, założysz kaptur i nic sie nie odezwiesz, tylko tyle sie da zrobić. - odparłam. Kai kiwnął głową po czym wstał, założył swoją czarną kurtkę. Zasunął suwak i założył kaptur. Już miał wychodzić, gdy nagle cofnął sie i pochylił nade mną. Spojrzałam mu w oczy jakbym to w nich szukała odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Kai uśmiechnął sie.
- Uważaj na siebie i odpoczywaj. Zajrzę jeszcze do ciebie, narazie możemy pisać - rzekł po czym cmoknął mnie delikatnie w czoło. Pożegnał sie i wybiegł z pokoju, a ja nadal siedziałam jak kołek i patrzyłam sie na miejsce, na którym do niedawna siedział Kai. Panowała taka cisza, że zaczynało mi huczeć w głowie. Opadłam na łóżko i zaczęłam sie patrzeć na sufit. Znowu jestem sama. Może posłucham muzyki, poczuje sie lepiej i przy okazji sprawdzę czy ktoś czasem nie napisał. Z bólem wyciągnęłam rękę aby sięgnąć leżącą na szafeczce lumie. Sięgnęłam też słuchawki i podłączyłam je do telefonu. Odblokowałam go, a moim oczom ukazało się 39 smsów, z czego 6 było od jakichś obcych numerów. Otworzyłam pierwszą wiadomość.
" Pewnie wypoczywasz i takie tam ale jak sie obudzisz to powiedz tej pale aby wrócił do domu, trochu sie zasiedział. Wracaj do zdrowia i przy okazji - do nas.~ Sehun" O lool on napisał? Do mnie? Od razu zrobiło mi sie jakoś miło na sercu, to urocze że sie troszczy. Otworzyłam kolejną. " Heeeej, tu Baekhyun! Kai nadal u ciebie? Jak sie czujesz? Przyjdziesz do nas dzisiaj? Odpowiedz szybko!" Jak zwykle taki porąbany. Zaczęłam pisać odpowiedź. "Hej Hyunnie~ niestety nie jestem na siłach aby do was przyjść. Ale za to wy moglibyście przyjść wieczorem do mnie, tylko max 2 osoby ;-; " Wysłałam smsa i zabrałam sie za dalsze czytanie smsów. "Lukri? Jeśli to czytasz to na pewno już sie obudziłaś. Kai jeszcze nie wrócił więc nie wiemy co z Tobą, ale mam nadzieję jakoś sie z tego wyliżesz. Pusto tu jakoś tak bez Ciebie, a Dyo chodzi jak struty. Wracaj do zdrowia i informuj mnie nas o wszystkim <3 Bajoo~ Suho". Kolejny sie martwi. Jejku, może ja umarłam? Chociaż nie, powinnam już logicznie umrzeć w dniu stanięcia z nimi twarzą w twarz. Moje życie nagle zrobiło sie takie piękne. Odczytałam kolejnego smsa. "Kkamjong śpi? Czy je? Niech już wraca bo całą noc tam siedział. Właśnie, co wy tam robiliście? :3 Hehehe nie no, dowiem sie jak przyjdzie xD tak czy inaczej, wracaj do zdrówka! :* ~pcy" C-co? O co mu chodzi? Ja tam w sumie nie wiem co Kai robił jak ja leżałam nieprzytomna, ale raczej nic. Ufam mu, on nie jest jakimś gwałcicielem, przynajmniej na takiego nie wygląda, ale kto go tam wie.. Odczytałam kolejnego smsa. "Ohayoo! Jak sie czujesz? Bardzo Cie wszystko boli? Jadłaś już cokolwiek? Powinnaś nie jeść nic zbyt mocnego, najlepiej owsiankę. I weź witaminy, długo leżałaś w mrozie. Uważaj na siebie, zajrzę potem jak będziesz chciała ~ Baozi". Może powinien podpisać sie mama? Kawaii króliczek, wytarmosiłabym go za policzki. Kolejny sms był od Laya, o podobnej treści. Pisał abym jadła zdrowo i uważała na siebie. Są tacy troskliwi, w życiu nikt tak sie o mnie nie troszczył. Nawet matka. Reszta smsów była Dyo. Całe 33. Dziwne. Otwarłam konwersację a moim oczom okazały sie dziwne smsy. "Odbierz, błagam", "Dlaczego nie obierasz?", "Przepraszam" i podobne. Były też smsy o nagranych wiadomościach głosowych i nieodebranych połączeniach. Czemu tylko on tak pisał i dzwonił? To na serio dziwne, musze sie go osobiście spytać o co mu chodziło. On możliwie wie co zaszło. Albo bo porostu sie troszczył i wybrali go aby do mnie dzwonił, gdy oni mnie szukali. Nie wiem, scenariuszy jest wiele. Wyszłam z wiadomości i puściłam sobie playliste EXO. Nie zdążyłam nawet zacząć jednej piosenki, bo do pokoju wparowała Rin. Stała jak wryta po czym wskazała na drzwi.
- Mam zwidy, Michael mi coś dał, nie jade do niego już więcej. - powiedziała zdziwiona i usiadła obok mnie. Spojrzałam na nią
- Czemu? - spytałam zaciekawiona. Rin poprawiła włosy i wzięła oddech.
- Wychodze z auta i nagle ktoś wybiega z domu. Byłoby okej, gdyby na mnie nie wpadł. Już miałam zwyzywać tego typa, ale zobaczyłam jego paszczaka. Wyglądał praktycznie jak Kai! - wykrzyknęła. Oj niedobrze. Bardzo niedobrze.
- Mógł wyglądać podobnie przecież, nie panikuj - uspokajałam nią. Co za dekiel, wszystko pjerun szczeli. Tak bardzo moia ortografgja.
- Masz racje.. Ale i tak zryło mi to mózg. Właśnie, jak tam z tobą? - spytała. Uśmiechnęłam sie lekko.
- Ujdzie - podsumowałam szybko. Rin posmyrała mnie po głowie po czym spojrzała na mnie dziwnie.
- Co tym razem? - spytałam. Rin przysunęła sie do mnie mocno.
- Wyczuwam faceta - mruknęła zdziwiona.
- Mówiłam że zmienisz sie dla faceta to zaprzeczałaś! - wykrzyknęła za śmiechem. Jebne ją zaraz.
- Na dekiel ci padło? To był tylko przyjaciel, nikt więcej. On mnie znalazł i przyniósł do domu, z tego co słyszałam - odparłam. Rin uśmiechnęła sie jakoś tak dziwnie.
- I tak ci nie wierzę - podsumowała i wyszła z pokoju. Westchnęłam cicho. Nie dobrze, ona sie i tak dowie. Tylko co wtedy? Rozgada wszystkim, znam ją. Cóż, pożyjemy zobaczymy. Może nie będzie aż tak źle.
- Haloooo.. Słyszysz mnie? - usłyszałam dziwnie znajomy szept. Tata? Czy to on? Gdzie ja jestem? Chce otworzyć oczy, chce zobaczyć.
- Tata..? - szepnęłam cicho unosząc powoli powieki. Widziałam jakąś męską twarz, ale obraz nadal miałam rozmazany. Ciemne włosy, karnacja, oczy. Zamknęłam oczy i otworzyłam je ponownie. Mruknęłam cicho i przyjrzałam sie tajemniczemu gościowi. To był.. Kai? Chyba on. Uśmiechał się.
- Twój ojciec śpi, był bardzo zmęczony. - rzekł spokojnie i cicho. Śpi? To ja w domu jestem? Co robi tu Kai? Szybko poderwałam sie do siadu co było ogromnym błędem. Poczułam straszny ból. Kai położył dłoń na moim ramieniu.
- Spokojnie, leż.. - szepnął. Opadłam bezwładnie na łóżko i dotknęłam swojej twarzy. Była poklejona gdzieniegdzie plastrami. Co sie właściwie stało? Ostatnie co pamiętam to wejście na drzewo.. Czy ja z niego spadłam?
- Co sie stało.. - szepnęłam bardziej do siebie niż do Kaia. Ten westchnął i spojrzał na mnie. Wyglądał tak jakby chciał coś powiedzieć, jakby coś ukrywał.
- Spadłaś z drzewa i przygniotła cię gałąź. Szukaliśmy cie po całym lesie, już traciliśmy nadzieję.. Ale zauważyłem cie jakimś cudem i z chłopakami cie wyciągnąłem.. I przyniosłem tutaj.. - powiedział cicho. Szukali mnie? Dlaczego? Przyniósł mnie tu? Jejku.. Jak zawsze muszę przysporzyć tyle problemów..
- Dlaczego mnie szukaliście.. Po jakimś czasie pewnie bym się ocknęła.. I wróciła do domu.. - powiedziałam zawstydzona. Kai usiadł bliżej i spojrzał mi w oczy.
- Martwiliśmy sie bardzo. Wybiegłaś tak nagle.. Wszyscy myśleliśmy że jesteś u siebie w domu. Suho chciał z Toba porozmawiać ale ciebie nie było nigdzie. - odpowiedział smutno. Jakim cudem ja znalazłam sie w lesie?
- Ale ja.. Ja nie wiem.. Nie wiem czemu byłam w lesie. - szepnęłam. Ten spojrzał na mnie niezrozumiale.
- Nie pamiętasz? Nic a nic? - spytał podejrzliwie. Wzięłam oddech i starałam sie przypomnieć sobie cokolwiek. Byłam u nich w domu.. Oglądaliśmy film.. Kai usnął.. Przyszedł Dyo.. Jedliśmy sushi.. I co dalej? Kurcze.. Dlaczego nie mogę sobie nic przypomnieć?!
- Ostatnie co pamiętam to to że jadłam z Dyo sushi.. A potem.. Tylko to że byłam na drzewie.. - odpowiedziałam niepewnie. Dlaczego ja nie pamiętam.. Kai kiwnął głową, zamyślił się.
- A czy ty.. Wiesz może czemu poszłam do lasu? - spytałam. Kai przygryzł wargę i uśmiechnął się minimalnie.
- Nie mam pojęcia.. - rzekł smutno. Chyba sie nie dowiem.. Chyba że sobie wszystko przypomnę. Kai dotknął mojej głowy.
- Uderzyłaś sie dość mocno, to możliwe dlatego nie pamiętasz kilku rzeczy - rzekł. Kiwnęłam lekko głową. Pewnie ma racje. Spojrzałam na swoje ręce. Były albo w bandażach albo w plastrach. Wyglądałam strasznie. Chciałam podrapać sie po karku, ale na szyi wyczułam kolejny opatrunek. Zabijcie mnie, prosze.
- Wyglądam strasznie.. Nie powinieneś widzieć w takim stanie - rzekłam patrząc na okno. Było już widno.
- Nie dramatyzuj. Gorszego widoku, niż ten gdy znalazłem cie pod gałęzią chyba nie zobaczę. - odparł. Westchnęłam cicho, jestem debilem.
- To moja wina.. - szepnęłam ledwo słyszalnie. Kai objął mnie jak najdelikatniej. Drgnęłam lekko z bólu i zaskoczenia.
- Nie mów tak. Nie wiesz jak bardzo sie cieszyliśmy się gdy okazało sie że żyjesz. - rzekł tuląc mnie. Przymknęłam oczy i wtuliłam sie w jego tors. Ale.. Co by sie takiego stało jakbym umarła? Popłakaliby i potem byłoby tak jak dawniej. Żadna wielka strata. Siedzieliśmy wtuleni w siebie, towarzyszyła nam cisza, przerywana naszymi oddechami. Tyle sie wydarzyło.. Taki moment pauzy był tym, co było nam potrzebne.
- Nigdy więcej nie rób takich głupot, dobrze? - spytał po dłuższej chwili. Westchnęłam cicho.
- Dobrze.. - mruknęłam i poczułam jak jego uścisk staje sie nieco mocniejszy na krótki moment. Mogłabym tak siedzieć chyba do usranej śmierci. On z niczym nie naciskał, traktował normalnie.. Chociaż czasem wprawiał mnie w osłupienie. Westchnęłam cicho, Kai odsunął sie nieznacznie po czym spojrzał mi w oczy.
- Od tej pory będę cie pilnował. Nigdzie nie idziesz bez mojej wiedzy - powiedział dźgając mnie palcem w policzek. Uśmiechnęłam sie lekko, tłumiąc sykniecie z bólu.
- Dobrze braciszku - odpowiedziałam cicho a on przysunął sie do mnie i pocałował mnie w czoło. Zarumieniłam sie dość mocno, to było takie cudowne.. Ktoś, kim jarasz sie od kilku lat nagle staje sie twoim najlepszym przyjacielem którego nigdy nie miałaś i chce cie chronić, jest blisko. Jakbym komuś to kiedyś powiedziała, to zabił by mnie swoimi wyzwiskami i wyśmiewaniem sie. Nie zdziwiłabym się, przecież to tak nierealne. A jednak tak jest. Wierzyć sie nie chce po prostu.
- Tęsknię za rodziną.. Za siostrami.. Teraz tak jakoś mniej, odkąd poznałem ciebie - powiedział uśmiechając sie lekko. Wyglądał na na prawdę szczęśliwego. Jego oczy o odcieniu ciemnej czekolady lśniły radością, a jego uśmiech jeszcze dodatkowo dodawał jego twarzy blasku. Uśmiechnęłam sie lekko, wpatrując się w niego.
- Miło mi że tak mówisz.. Ty jesteś jak brat, którego niby mam, ale on zrobił mi tyle krzywd, ile żaden wróg mi nie zrobił. Dziękuje Kai - powiedziałam po czym wtuliłam sie w niego, zupełnie ignorując ból pulsujący w całych plecach i karku. On odwzajemnił uścisk i zaśmiał sie cicho.
- Nie masz za co - powiedział kiwając sie lekko na boki. Siedzieliśmy tak sobie wtuleni, aż Kai postanowił po raz kolejny przerwać panującą ciszę.
- Masz dużo moich plakatów.. Czy jestem twoim ulubieńcem? - spytał. Zamarłam na chwilę. Co? No tak, przecież jesteśmy u mnie w pokoju. No to dupa zbita, nie wymigam sie. Zarumieniłam sie i wtuliłam twarz w jego szyję starając sie jakoś schować. Jejku, jak om cudnie pachniał.. Nioh nioh.
- N-no.. Ten no.. Sam sobie odpowiedz. Tylko sobie nie schlebiaj czasem - powiedziałam jakoś bez sensu. Powinni mnie zamknąć w gablotce z tabliczką "debil roku". Kai zaczął sie śmiać.
- Oj, no już sie nie złość tak. To na pewno ja, gdybym to nie był ja to byś sie tak nie bulwersowała. - powiedział ze śmiechem. Warknęłam cicho i dźgnęłam go w przerwę między żebrami. Ten drgnął jakoś i wydał z siebie jakiś dziwny dźwięk.
- Co ty, walenia zabijasz tu czy co? - spytałam patrząc na niego.
- Tak. Buuuuuraaaak - rzekł dźgając palcem ostrożnie mój policzek. Warknęłam cicho i pacnęłam go w głowę. Ten spojrzał na mnie z politowaniem.
- Chyba nie jest z tobą tak źle, skoro już zaczynasz mnie bić - powiedział ze śmiechem. Momentalnie zaczęłam kaszleć i złapałam sie za rękę.
- Łeeheheee, jestem chora, umieram - zaczęłam majaczyć, a Kai tak się śmiał że niemalże spadł z łóżka. Patrzyłam na niego z lekkim uśmiechem. No co za dziecko. Nagle usłyszeliśmy jak ktoś wchodzi po schodach na piętro. Szybko poprawiłam kołdrę i położyłam sie, a Kai usiadł nieco dalej ode mnie. Do pokoju weszła moja matka. Oczy miała podkrążone, była wyraźnie przemęczona. Gdy mnie zobaczyła uśmiechnęła sie i odetchnęła z ulgą.
- Laro, jak dobrze że w końcu sie obudziłaś - powiedziała podbiegając do łóżka. Kai przeszedł na drugi bok, robiąc miejsce, które po chwili zajęła moja mama.
- Jak sie czujesz? - spytała dotykając mojego policzka. Uśmiechnęłam sie lekko.
- Wszystko mnie boli.. Ale z samopoczuciem jest dobrze, dzięki Kaiowi - odpowiedziałam wskazując ręką na uśmiechniętego kkhamjonga. Mama spojrzała na niego i uśmiechnęła sie w jego stronę.
- Dziękuję za pilnowanie Larusi i za pomoc - powiedziała. Kai tylko się uśmiechnął.
- Nie ma pani za co dziękować - powiedział zerkając na mnie.
- Laro, dlaczego poszłaś do lasu? Na rozum ci padło? - spytała zupełnie innym tonem. Moja mama to jakieś ufo, raz jest milusia że każdemu by do dupy niemalże wlazła a po sekundzie jest tak wredna, że nawet ja przy niej wymiękam. Westchnęłam cicho.
- Właśnie tu jest problem. Nic nie pamiętam - odpowiedziałam wzruszając ramionami. Matka tylko spojrzała na mnie krzywo.
- Jakoś w to wątpię. Pewnie zrobiłaś coś głupiego i sie wstydzisz. Ja sie dowiem i tak - powiedziała wstając z łóżka. O co tej kobiecie chodzi? Rozdziawiłam buźke i patrzyłam na nią smutno. Kai siedział podejrzanie cicho. Weź mi pomóż!
- Ale mamo no.. ja mówie prawdę - jęknęłam. Ona wyszła z pokoju bez słowa. Westchnęłam i gdy drzwi sie zamknęły to pokazałam im fakersa. Opadłam bezsilnie na łóżko i nakryłam sie kołdrą jeszcze wyżej. I to jej "ja sie i tak dowiem". Jak nawet Kai nic nie wie.. Ale może ktoś coś jednak wie? Weźcie mnie gdzieś schowajcie daleko. Wszyscy tylko pretensje, jakby nie rozumieli że mi też wbrew pozorom jest źle. Nie wiecie jak bardzo chciałabym wiedzieć co sie jednak takiego stało, co skłoniło mnie do pójścia do tego pieprzonego lasu. Mam nadzieje że w najbliższym czasie sobie to wszystko przypomnę bo inaczej chyba zwariuję. Ale to że nie pamiętam wcale nie zmienia faktu że jestem debilem bo i tak tam pobiegłam. Jestem debilem i nic więcej. Gdy przeklinałam siebie w myślach, poczułam jak ktoś ściąga kołdrę z mojej głowy i przyciąga mnie do siebie po czym tuli. Tą osobą był oczywiście Kai.
- Co za kobieta, ona tak zawsze? - spytał wyraźnie zaskoczony. Westchnęłam.
- Tak. Nic nie poradzę na ten fakt. - odpowiedziałam wtulając twarz w jego szyję. Czy mówiłam już jak on bosko pachnie? Nioh nioh hyhy.
- Może jej sie odmieni wkrótce - rzekł miziając mnie po plecach. Milusio. Bardzo milusio, zaraz zasne chyba. On taki cieplutki. Nagle wpadłam na jakiś dziwny pomysł. Przyłożyłam swoją dłoń do jego.
- Przy tobie wyglądam jak albinos - mruknęłam. Kai zaśmiał sie
- Jesteś jak Sehun - rzekł przyglądając się naszym dłonią.
- Nie ważne ile będę sie smażyć na słońcu to i tak nic nie daje. - jęknęłam - Raz tylko tak żeby opaliłam sobie przedramiona, ale to zniknęło po jakimś czasie - dodałam patrząc na swoją rękę. Pamiętam to, byłam u cioci na wsi i latałam z grabiami po skoszonej łące. Nie dość, że o te grabki prawie zębów nie wybiłam to jeszcze wtedy wpadłam do rowu. Ale przynajmniej złapałam żabkę i straszyłam Rin, do tej pory czasem tak robię. Tak wiem, mam chore pomysły, ale przynajmniej mam kolorowe dzieciństwo.
- Może taki masz urok - odparł znów kołysząc sie na boki. Kiwnęłam lekko głową i przymknęłam oczy.
- Tulaj mnie częściej.. - mruknęłam cicho. Kai zaśmiał sie po raz kolejny i na moment przytulił mnie mocniej.
- Jak chcesz, ale zobaczysz. Będziesz miała mnie nawet dość. - odpowiedział ze śmiechem. Zaśmiałam sie cicho i wtuliłam w niego ponownie. Tak bardzo cudownie. Nagle usłyszałam warkot gasnącego silnika auta. Odkleiłam sie od kkamjonga i spojrzałam za okno. O nie, nie teraz! Złapałam sie za głowę.
Kai spojrzał na mnie krzywo.
- Co jest? - spytał zdziwiony. Wskazałam ręką na okno i stojący przed domem samochód.
- Siostra wróciła. Ona nie może cie zobaczyć, nie może sie dowiedzieć - powiedziałam już zupełnie wpadając w panikę. Kai znów sie zaśmiał.
- Ale dlaczego? Nie lubi EXO? - spytał. Zaprzeczyłam od razu.
- Nie, ona was kocha jak ja, ale ona jak zobaczy was to rozgada to wszystkim i nie da wam spokoju. I przy okazji mnie zabije za to że je nie powiedziałam. - odpowiedziałam. Kai kiwnął głową.
- Rozumiem. Nikt sie nie może dowiedzieć że tu mieszkamy. Tak więc co proponujesz? - spytał. Zaczęłam myśleć, co mi sie rzadko zdarza.
- Szybko wyjdziesz, założysz kaptur i nic sie nie odezwiesz, tylko tyle sie da zrobić. - odparłam. Kai kiwnął głową po czym wstał, założył swoją czarną kurtkę. Zasunął suwak i założył kaptur. Już miał wychodzić, gdy nagle cofnął sie i pochylił nade mną. Spojrzałam mu w oczy jakbym to w nich szukała odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Kai uśmiechnął sie.
- Uważaj na siebie i odpoczywaj. Zajrzę jeszcze do ciebie, narazie możemy pisać - rzekł po czym cmoknął mnie delikatnie w czoło. Pożegnał sie i wybiegł z pokoju, a ja nadal siedziałam jak kołek i patrzyłam sie na miejsce, na którym do niedawna siedział Kai. Panowała taka cisza, że zaczynało mi huczeć w głowie. Opadłam na łóżko i zaczęłam sie patrzeć na sufit. Znowu jestem sama. Może posłucham muzyki, poczuje sie lepiej i przy okazji sprawdzę czy ktoś czasem nie napisał. Z bólem wyciągnęłam rękę aby sięgnąć leżącą na szafeczce lumie. Sięgnęłam też słuchawki i podłączyłam je do telefonu. Odblokowałam go, a moim oczom ukazało się 39 smsów, z czego 6 było od jakichś obcych numerów. Otworzyłam pierwszą wiadomość.
" Pewnie wypoczywasz i takie tam ale jak sie obudzisz to powiedz tej pale aby wrócił do domu, trochu sie zasiedział. Wracaj do zdrowia i przy okazji - do nas.~ Sehun" O lool on napisał? Do mnie? Od razu zrobiło mi sie jakoś miło na sercu, to urocze że sie troszczy. Otworzyłam kolejną. " Heeeej, tu Baekhyun! Kai nadal u ciebie? Jak sie czujesz? Przyjdziesz do nas dzisiaj? Odpowiedz szybko!" Jak zwykle taki porąbany. Zaczęłam pisać odpowiedź. "Hej Hyunnie~ niestety nie jestem na siłach aby do was przyjść. Ale za to wy moglibyście przyjść wieczorem do mnie, tylko max 2 osoby ;-; " Wysłałam smsa i zabrałam sie za dalsze czytanie smsów. "Lukri? Jeśli to czytasz to na pewno już sie obudziłaś. Kai jeszcze nie wrócił więc nie wiemy co z Tobą, ale mam nadzieję jakoś sie z tego wyliżesz. Pusto tu jakoś tak bez Ciebie, a Dyo chodzi jak struty. Wracaj do zdrowia i informuj mnie nas o wszystkim <3 Bajoo~ Suho". Kolejny sie martwi. Jejku, może ja umarłam? Chociaż nie, powinnam już logicznie umrzeć w dniu stanięcia z nimi twarzą w twarz. Moje życie nagle zrobiło sie takie piękne. Odczytałam kolejnego smsa. "Kkamjong śpi? Czy je? Niech już wraca bo całą noc tam siedział. Właśnie, co wy tam robiliście? :3 Hehehe nie no, dowiem sie jak przyjdzie xD tak czy inaczej, wracaj do zdrówka! :* ~pcy" C-co? O co mu chodzi? Ja tam w sumie nie wiem co Kai robił jak ja leżałam nieprzytomna, ale raczej nic. Ufam mu, on nie jest jakimś gwałcicielem, przynajmniej na takiego nie wygląda, ale kto go tam wie.. Odczytałam kolejnego smsa. "Ohayoo! Jak sie czujesz? Bardzo Cie wszystko boli? Jadłaś już cokolwiek? Powinnaś nie jeść nic zbyt mocnego, najlepiej owsiankę. I weź witaminy, długo leżałaś w mrozie. Uważaj na siebie, zajrzę potem jak będziesz chciała ~ Baozi". Może powinien podpisać sie mama? Kawaii króliczek, wytarmosiłabym go za policzki. Kolejny sms był od Laya, o podobnej treści. Pisał abym jadła zdrowo i uważała na siebie. Są tacy troskliwi, w życiu nikt tak sie o mnie nie troszczył. Nawet matka. Reszta smsów była Dyo. Całe 33. Dziwne. Otwarłam konwersację a moim oczom okazały sie dziwne smsy. "Odbierz, błagam", "Dlaczego nie obierasz?", "Przepraszam" i podobne. Były też smsy o nagranych wiadomościach głosowych i nieodebranych połączeniach. Czemu tylko on tak pisał i dzwonił? To na serio dziwne, musze sie go osobiście spytać o co mu chodziło. On możliwie wie co zaszło. Albo bo porostu sie troszczył i wybrali go aby do mnie dzwonił, gdy oni mnie szukali. Nie wiem, scenariuszy jest wiele. Wyszłam z wiadomości i puściłam sobie playliste EXO. Nie zdążyłam nawet zacząć jednej piosenki, bo do pokoju wparowała Rin. Stała jak wryta po czym wskazała na drzwi.
- Mam zwidy, Michael mi coś dał, nie jade do niego już więcej. - powiedziała zdziwiona i usiadła obok mnie. Spojrzałam na nią
- Czemu? - spytałam zaciekawiona. Rin poprawiła włosy i wzięła oddech.
- Wychodze z auta i nagle ktoś wybiega z domu. Byłoby okej, gdyby na mnie nie wpadł. Już miałam zwyzywać tego typa, ale zobaczyłam jego paszczaka. Wyglądał praktycznie jak Kai! - wykrzyknęła. Oj niedobrze. Bardzo niedobrze.
- Mógł wyglądać podobnie przecież, nie panikuj - uspokajałam nią. Co za dekiel, wszystko pjerun szczeli. Tak bardzo moia ortografgja.
- Masz racje.. Ale i tak zryło mi to mózg. Właśnie, jak tam z tobą? - spytała. Uśmiechnęłam sie lekko.
- Ujdzie - podsumowałam szybko. Rin posmyrała mnie po głowie po czym spojrzała na mnie dziwnie.
- Co tym razem? - spytałam. Rin przysunęła sie do mnie mocno.
- Wyczuwam faceta - mruknęła zdziwiona.
- Mówiłam że zmienisz sie dla faceta to zaprzeczałaś! - wykrzyknęła za śmiechem. Jebne ją zaraz.
- Na dekiel ci padło? To był tylko przyjaciel, nikt więcej. On mnie znalazł i przyniósł do domu, z tego co słyszałam - odparłam. Rin uśmiechnęła sie jakoś tak dziwnie.
- I tak ci nie wierzę - podsumowała i wyszła z pokoju. Westchnęłam cicho. Nie dobrze, ona sie i tak dowie. Tylko co wtedy? Rozgada wszystkim, znam ją. Cóż, pożyjemy zobaczymy. Może nie będzie aż tak źle.
Subskrybuj:
Posty (Atom)