piątek, 26 lutego 2016

Prawda Bywa Bolesna

                  Sehun wziął głębszy oddech, chcąc się uspokoić, lecz czułam, że to i tak nic nie da. Puścił mnie i odwrócił się w stronę Kaia. Oparłam się o zlew i nawet nie miałam odwagi się odwrócić. Dlaczego sieje rozpierdziel samą swoją obecnością?
- Skąd ta pewność? Poza tym, twoją niby też nie jest, a jakoś  też lubisz sobie ją pomyziać po szyi albo przyciskać do podłogi w łazience, mając gdzieś, jak to odbiera - rzucił gniewnym tonem. Kai wstał i podszedł do niego szybko. Mam złe przeczucia. Poczułam, jak całe moje ciało napina się jak struna.
- Niby jest twoja? Heh, serio? - spytał rozbawiony Jongin. Coś we mnie pękło, poczułam się jak jakiś durny przedmiot. Jego ton wyrażał coś takiego, jakby współczuł Sehunowi nabycia tak nędznej zabawki, którą niby byłam.
- Nawet jeśli to co? - spytał Sehun. Moje serce biło szybko ze strachu, że coś sobie zrobią. Ściągnęłam rękawiczki i wytarłam dłonie, mimo to nadal stałam tyłem, by nie widzieli, że znowu zbierało mi się na płacz. Czy ja zawszę muszę się rozklejać, w takich momentach?
- No to gratuluje gustu, znalazłeś sobie zajebistą, płaską laske. Ciekawe czy już kopulowaliście w twoim pokoju - rzucił Kai. Że co?! Czy on mi zarzucał że ja i Sehun.. To była sekunda. W kuchni rozległ się dźwięk uderzenia. Nie wytrzymałam. Odwróciłam sie i spoliczkowałam Kaia. Sehun patrzył na mnie zszokowany, Kai również. Jego policzek pokrył się czerwienią, a ja tradycyjnie rozpłakałam się. lecz to było raczej bezgłośne spływanie łez po mym szpetnym ryju.
- Ja nie chciałem.. Ja.. - zaczął majaczyć Kai, ale przerwałam mu swoim krzykiem. Wszystkie emocje zaczęły ze mnie wyciekać.
- Za kogo sie kurwa uważasz, co?! Nie masz prawa mnie obrażać! - wrzeszczałam na niego, za każdym razem robiąc krok w przód, nawet fakt że Sehun trzymał mnie za ramie nic nie pomógł. Wyrwałam rękę z uścisku.
- Zaczynało mi na tobie zależeć kretynie! Wiedziałeś o tym! Ale nie, lepiej sie uważać za jebanego księcia od siedmiu boleści i wyrywać niewinne fanki, bawiąc się ich uczuciami a potem jeździć po nich, myśląc że to takie fajne.  Jesteś jednym wielkim idiotą! Nie odzywaj sie do mnie więcej! Zapomnij że byliśmy przyjaciółmi, nie chcę cie znać Jongi- dodałam po czym ruszyłam szybkim krokiem do przedpokoju. Oparłam się o ścianę by po chwili uderzyć w nią i tak mało sprawną ręką. Usłyszałam jakieś trząchnięcie. Przez przypływ emocji, nie wiedziałam od czego to było. Z kuchni słyszałam jak Sehun jechał po.. Po.. Tym debilu! Ugh, jak mógł! Nikt jeszcze mi nie wypominał tego faktu, że jestem inna niż typowe dziewczyny.
- Wiesz co Kai.. Przeholowałeś. Zejdź mi z oczu nim zrobię coś czego będę żałował - usłyszałam głos maknae. W tym czasie ktoś zbiegł z góry. Spojrzałam na schody. To był Baekhyun. Patrzył to na mnie, to na chłopaków w kuchni. Po chwili wahania podbiegł do mnie. Położył dłoń na moim ramieniu.
- Lu, co jest? - spytał zdziwiony. W kuchni Sehun i Kai dalej sie chlali.
- Ty nic nie rozumiesz. Nie chciałem tego - tłumaczył sie Jongin. Po co on to mówi.. Powiedział to! A to świadczy o tym, że jakaś jego część tak uważa!
- Ale powiedziałeś to kretynie. Nie zbliżaj sie do niej ani nie odzywaj. Dostaniesz ode mnie w ryj i przestaniesz kozakować - rzucił Sehun. Baekhyun przygryzł wargę i spojrzał na mnie. Widziałam współczucie w jego oczach.
- Nie wiem o co chodzi, ale chodź tu - powiedział po czym objął mnie lekko. Bez zastanowienia wtuliłam sie w niego. Nadal nie mogę uwierzyć w to, co się stało. Myślałam, że jesteśmy przyjaciółmi. A on okazał sie podłym kretynem. Baekhyun odsunął sie ode mnie, po czym spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem.
- Głowa do góry Lu, będzie okej. - powiedział dźgając mnie w policzek palcem. Pokiwałam lekko głową i chciałam poprawić włosy ręką, lecz gdy nią uniosłam, zauważyłam że fragment od nadgarstka do knykci jest pokryty krwią, przebijającą się przez bandaż. Baekhyun zaczął panikować.
- Ty krwawisz! - wykrzyknął. Po co wrzeszczysz? Jeszcze ktoś tu przyjdzie.. I tak sie stało. Z kuchni wyleźli Sehun i Jongin. Kai szybko podbiegł do mnie i chwycił mnie za przedramię.
- Daj, zobaczę co sie.. - zaczął mówić, lecz z rozmachem wyrwałam rękę z jego uścisku, przez co ponownie uderzyłam nią w ścianę. Krzyknęłam z bólu. Jego dotyk palił jak żywy ogień.
- Zostaw! Zostawcie mnie wszyscy! - krzyknęłam i rzuciłam się biegiem w stronę drzwi. Chwyciłam za klamkę i otworzyłam je. Niestety, wpadłam na Kyungsoo. Patrzył na mnie zszokowanym wzrokiem. Odskoczyłam od niego jak oparzona. Tym razem chyba nie ucieknę..
- To tu się dzieje? - spytał Chen zerkając na mnie. Wszyscy stali jak kołki. Przy drzwiach Chen i Dyo, w przedpokoju Baek, Sehun i Jongin, a pomiędzy nimi ja. Niedobrze. Przytuliłam do siebie bolący i mocno krwawiący nadgarstek.
- Zostawić was na chwile samych.. Idziemy do salonu. Teraz! - wykrzyknął Dyo poważnym tonem. Wszyscy poszli, tylko ja byłam z tyłu. Nagle wrócił się do mnie Sehun. Chwycił mą lewą, zdrową dłoń i poszedł do salonu prowadząc mnie za sobą. Usiedliśmy na kanapie, obok Sehuna siedział Kai i Chen. Kyungsoo chyba poszedł po Suho. No to mamy przechlapane. Po chwili wszyscy byli w salonie. Lider podszedł do mnie. Nie był w dobrym humorze.
- Pokaż rękę. - powiedział stanowczo. Spojrzałam na niego szklanymi oczyma i przytuliłam rękę do siebie.
- Nie trzeba.. Jest okej.. - wymamrotałam zawstydzona. Znowu jest wokół mnie zbiorowisko, nienawidzę takich sytuacji. Chciałam po prostu zniknąć gdzieś u siebie w pokoju, albo w lesie.
- Pokazuj i już! - wykrzyknął zdenerwowany. Drgnęłam wystraszona. Wysunęłam w jego stronę rękę, która była teraz cała pokryta szarłatem. Suho usiadł na stoliku przede mną i ostrożnie zaczął odwiązywać bandaż. Gdy go zdjął, o mało nie dostałam ataku torsji. Między kostką najmniejszego palca, a  kością nadgarstka widać było głębokie, duże rozcięcie. Wszyscy patrzyli na to i odebrało im mowę. Suho spojrzał na mnie.  jakim cudem rozcięłam sonie rękę uderzając w ścianę?
- Jedziemy do szpitala. - postanowił. Co? Nie! Będzie źle!
- Nie zgadzam się. Wrócę do domu i powiem mamie że miałam wypadek i to z nimi pojadę. Nie chce skandalu. - wytłumaczyłam. Suho rzucił mi gniewne spojrzenie.
- I trudno. Będąc u nas to ci się stało. Żadnych dyskusji. Sehun, Kai, jedziecie z nami. - powiedział. Spojrzałam na niego smutno.
- Nie boli mnie.. Dlaczego nie boli.. - mamrotałam cicho patrząc na rękę.
- To przez adrenalinę. Zaciśnij ząbki, spróbuje to jakoś zabezpieczyć. - powiedział po czym z apteczki wyjął bandaż i tony gaz jałowych. Poczułam jak Sehun obejmuje mnie lekko. Zamknęłam oczy i oparłam głowę o oparcie kanapy. Suho przystąpił do jakiegokolwiek zabezpieczania rany. Nic nie czułam, ale sama świadomość jak to wygląda była okropna. pewnie musiałam uderzyć w jedną z dekoracji w korytarzu.
- Już. A teraz do auta. Szybko. - powiedział po czym wstał. Nie przyjmując oferowanej od Kaia pomocy, o własnych siłach poszłam do auta. Suho prowadził, Sehun niestety musiał usiąść z przodu, a Kai ze mną. Usiadłam jak najbliżej drzwi, byleby nie być blisko niego. Ale Kai i tak sie przysunął. Oparłam głowę o szybę.
- Ja nie chciałem.. - szepnął cicho. Zaśmiałam sie pod nosem.
- Chcesz jeszcze raz dostać z liścia? - spytałam dość głośno. Suho spojrzał zdziwiony  na lusterko.
- Co sie wydarzyło? Walnęłaś Kaia? - spytał.
- Jak zasłużył, to dostał. - odpowiedział krótko Sehun.
- Przepraszam Lulu.. - powiedział smutno i odsunął się. Serce mi krwawiło. Potraktował mnie jak jakaś szmatę, a ja i tak dostawałam motyli w brzuchu będąc obok niego. Nienawidzę siebie. Po jakimś czasie dojechaliśmy do miejskiego szpitala. Nagle, ni stąd ni zowąd przypomniało mi się, że przecież w sylwestra mam występ. Co z nim będzie? Przecież nie będę chodzić z gipsem.. A co z tańcem? Nie, to nie może tak się skoczyć.. Jestem głupia. Wysiedliśmy z auta i poszliśmy do szpitala. Oczywiście kilka.. naście osób zrobiło wielkie halo. Nienawidzę siebie. Wraz z liderem weszliśmy do gabinetu lekarskiego. Pamiętam ból, igły, szwy, bandaże, zalecenia lekarza i Suho obiecującego wsparcie. Po zszyciu rany i usztywnieniu wszystkiego, siedziałam na łóżku, wyprana z sił, oparta o Suho. Lekarz wypisywał zwolnienie ze szkoły.
- Suho.. Jedź już do domu.. Moi rodzice pewnie i tak są w drodze.. - wyszeptałam. Suho pokiwał głową.
- No okej.. Uważaj na siebie i napisz jak coś. Albo przyjdź.. Ale najpierw powiedz co się stało - szepnął lider. Wzięłam głębszy oddech.
- Kai dowiedział się że.. Że.. Że jestem z Sehunem.. - zaczęłam opowiadać, ale zacięłam sie na początku.
- Zarzucił mi, że pewnie ja i on już.. No wiesz.. - szepnęłam, a lider kiwnął głową. Nie chcę wiedzieć, co musiał sobie wtedy o mnie myśleć.
- Dodatkowo powiedział kilka niemiłych rzeczy, ale to nic.. Uderzyłam do w przypływie złości.. I powiedziałam coś, co powinno zostać tylko w moim sercu.. - dodałam cicho. Czy można upaść niżej?
- Lu.. Czujesz coś do niego? - spytał. Lekarz nagle gdzieś poszedł.
- Lubię go.. Ale po tym co zrobił.. - szepnęłam. Suho uśmiechnął sie lekko.
- Nie oszukuj się, oboje wiemy, że i tak czujesz do niego miętę. - rzekł. Czemu on musi wszystko wiedzieć?
- Nie chce tego.. To nie prawda.. - szepnęłam patrząc na rękę.
- Nie oszukuj się Lu. Kai jest twoim ub, dużo spędzaliście czasu. A wasze powitanie niedawno? - spytał z lekkim uśmiechem. Suho, nie dobijaj mnie. Siedziałam tam i patrzyłam się na ten gips. Bałam sie odezwać.
- Kochasz go. A z Sehunem jesteś albo po to, by się tego pozbyć, albo by zrobić mu na złość - powiedział. Spojrzałam na niego zdziwiona. Skąd on to wszystko wie? Jakiś dodatkowy zmysł? Może. Najgorsze jest, to że uświadomił mnie, ściągnął z impetem na ziemię. Kocham Kaia. I nie mogę sie tego uczucia wyprzeć, nie ważne jak próbuje. Ale po tym co zrobił.. Nie zasłużył na to uczucie. Nie obchodzę go. Może to i lepiej, przynajmniej wiem na czym stoję. Suho opuścił szpital, a po mnie przyjechali rodzice. W drodze do domu milczeliśmy. Jednak po wejściu do domu.. Zaczęło się piekło. Chciałam jak zwykle uciec do pokoju, ale wiedziałam, że tym razem to się nie uda.  Wrzeszczeli na mnie, wyzywali od nierozsądnego bachora. Wróciliśmy do domu. Niestety, zatrzymali mnie w kuchni. Siedziałam przy stole, a nade mną stali oni. Jak jakieś sępy.
- Co sie z tobą dzieje? Najpierw spadasz z drzewa, teraz znowu rozcięcie i pieprzone szwy. - powiedział wkurzony ojciec.
- I jeszcze u tych piosenkarzy siedzi. Czy ty nie rozumiesz, że nie możesz? - spytała matka opierając sie o blat.
- Najwyraźniej nie. Lara, oni są sławni, a ty narobiłaś im problemów. - rzekł tata. Znowu zbierało mi sie na płacz. Zamknijcie sie już.. Wiem o tym doskonale, nie musicie mnie dołować bardziej.
- Poza tym, jak to wygląda? Dziewięciu facetów spędza czas z nastolatką. Co sobie ludzie pomyślą? - mówił dalej. Nawet sie nie odezwałam, bo i tak by mi przerwali.
- Jeszcze jedna kwestia. To, że ciebie przyjmują, nie znaczy że jesteś tam mile widziana. Twój dom jest tu, masz ty kochającą rodzinę i jeszcze.. - zaczęła matka, ale ja już nie wytrzymałam i wstałam gwałtownie, wywracając krzesło.
- Czy ty siebie w ogóle słyszysz? Kochającą rodzinę? Nawet Felix bardziej sie mną interesuje niż wy! Dom to miejsce do którego powinno chcieć sie wracać, a ja tu sie czuje jak w klatce. W ogóle was nie obchodzę, tylko mi wypominacie jak bardzo zła jestem. Jeszcze coś. Gdybym nie była tam mile widziana to czy zapraszali by mnie sami? Pomagali mi?  Czy szukaliby mnie w tym pieprzonym lesie, gdy wy sobie siedzieliście w domu? Nie! Oni są jak rodzina. Nie to co wy! - zaczęłam wrzeszczeć, wprawiając ich w osłupienie. Tym razem powstrzymałam łzy. W końcu to z siebie wydusiłam. Wyszłam z kuchni i pobiegłam do siebie. Zamknęłam się w pokoju, nie zauważywszy że jest w nim Rin. No to mam przekichane.
- Piosenkarze.. Kai.. Instagram.. - powiedziała te słowa, a ja już wiedziałam, że tym razem nie wcisnę jej kitu.
- Opowiesz mi wszystko? Czy dalej będziesz mówiła że to przypadek? - spytała patrząc na mnie. Usiadłam obok niej.
- Tak. EXO mieszka na przeciw nas. Tak, znam ich. Tak, to na Kaia wtedy wpadłaś. Tak, to Sehun i Suho byli wtedy u mnie. Tak, to ja jestem LuKriTao - odpowiedziałam patrząc jej w oczy. Jej twarz wyrażała zdziwienie, ale pewnie nie takie duże, jak to, gdy zaczynała odkrywać prawdę.
- Czemu mi nie powiedziałaś? - spytała. Westchnęłam cicho. Teraz zaczyna się głupie przesłuchanie.
- Bo wiedziałam, że rozgadasz to wszystkim. - powiedziałam. Rin zaśmiała sie. Zaczynała mnie boleć głowa. Nie dobrze, chcę iść spać..
- No aż tak głupia nie jestem. - odpowiedziała oburzona. Dziwne dziecko.. Na moim miejscu na pewno postąpiłaby tak samo.
- Polemizowałabym nad tym - szepnęłam, a po chwili dostałam w głowę miśkiem. Whatever. Wszysko coraz bardziej mi wisiało, chciałam tylko się przespać.
- Nie przejmuj sie rodzicami. Przedstawisz mnie im? - spytała z nadzieją w głosie. Daj juz spokój, nie widzsz, w jakim stanie jestem?
- Juz o tobie wiedzą. Wszyscy - odpowiedziałam. Rin wyszczerzyła się. Cieszy się jak sześciolatek.
- Dziękuje. Kiedy do nich idziesz? - spytała. No właśnie, kiedy? Narazie boję się nawet patrzeć na ten dom.
- Nie wiem, narazie nie mam ochoty.. - mruknęłam, a ona zmarszczyła brwi.
- Ale jak to? To przecież EXO! - wykrzyknęła zdziwiona, jeszcze bardziej mnie irytując. Miałam nadzieję, że niedługo odpuści, bo mogę stać się wredna, a to by było złe, przecież nic mi nie zrobiła.
- Nic nie rozumiesz.. - odpowiedziałam cicho. Rin przysunęła sie do mnie.Dziwnie się poczułam przez to.
- To mi wytłumacz. - powiedziała. Ech, chyba tak zrobię. I tak by się dowiedziała pewnie od któregoś z EXO.
- Tylko ma to pozostać między nami. I masz mnie nie zabić. - powiedziałam po czym zerknęłam na gips. Ona kiwnęła głową. i tak czułam, że mnie ukatrupi.
- Tak więc. Kocham sie w Kaiu, ale jestem z Sehunem. Dzisiaj dałam Jonginowi z liścia, potem jebłam w ścianę ręką, Sehun zabronił Kaiowi ze mną gadać, Baekhyun mnie jakoś pocieszał, potem Suho sie uparł aby jechać do szpitala, przyjechali rodzice. - powiedziałam na jednym wdechu. Nie wiem, czy jej brak reakcji to zły czy dobry znak.
- Jesteś z Sehunem? Jak to? - spytała drżącym głosem.  Wyczuwam wpierdziel.
- Jak ty go do tego zmusiłaś? Czym przekupiłaś? - spytała patrząc na mnie. Czy ona specjalnie mnie dobija? Aż tak miło jest się ze mnie nabijać i pogarszać mój stan mentalny?
- Sam zaproponował - odpowiedziałam krótko. Jej oczy były w tym momencie wielkości piłeczek do tenisa stołowego. Zabije mnie, jak nic.
- Nie wierzę ci.. On wtedy pod tymi drzwiami też kłamał. Poza tym.. Serio chlasnęłaś Kaia? - spytała. Pokiwałam twierdząco głową i wskazałam na zagipsowaną rękę.
- Tą ręką. - mruknęłam. Wzięłam głębszy oddech.
- Rinuś.. Idź do siebie.. Nie jestem w najlepszym stanie. Zajrzyj potem jak coś - powiedziałam, po czym wypuściłam ją z pokoju i ponownie zamknęłam drzwi na klucz. Jak będzie coś chciała, to ma zapasowy. Położyłam się na łóżku na lewym boku i nakryłam nieporadnie kołdrą. Wszystko zaczęło wracać. Nawet nie sprawdzając skrzynki odbiorczej położyłam telefon na szafce. Przymknęłam oczy. Leki przestawały działać, muszę usnąć nim ból sie nasili. W głowie przywołałam wspomnienie tulącego mnie Sehuna, choć serce ciągnęło do Jongina. Zasnęłam bijąc się z myślami. Sehun czy Kai? Umysł woli pierwsze, serce drugie. Ponoć trzeba podążać za głosem tej pikawki, ale skoro prowadzi mnie zguby? Mózg jest lepszy. Nie opiera sie na emocjach. To rozsądek. Jestem głupia. W bardziej żałosnej sytuacji być się nie da.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz