Hej :D Chciałabym Wam podziękować za ponad 1000 wyświetleń! Jesteście cudowni, nawet nie marzyłam o takiej ilości wyświetleń xD a co do odcinka.. Jest to taki jakby bonus, pisany z innej perspektywy. Mam nadzieje że się Wam spodoba :3
~~~~~
Dyo chodził z kąta w kąt. Dzwonił - odzywała sie sekretarka. Pisał - brak odpowiedzi. Źle zrobił dając sie ponieść emocjom. Po części żałował, po części nie. Usiadł zdołowany na kanapie i westchnął.
- Co sie właściwie stało? Miała zostać chyba znowu na noc - rzekł Suho patrząc na rozżalonego przyjaciela. Dawno nie widział go aż tak smutnego i wkurzonego.
- Jestem idiotą. To sie stało.. - warknął. Suho uniósł brwi w zdziwieniu. Coś musiało być na rzeczy.
- Wiesz że mi możesz o wszystkim powiedzieć. Postaram sie pomóc. - rzekł poklepując Dyo po ramieniu. Ten westchnął cicho i spojrzał na lidera.
- Miałeś kiedyś tak że zrobiłeś coś czego chciałeś a to okazało sie czymś złym i przysporzyło więcej kłopotów niż korzyści? - spytał patrząc mu w oczy. Suho zastanowił sie chwilę. Nie usłyszeli że po schodach ktoś schodzi. Kai miał wparować ze śmiechem, ale wyczuł że coś jest nie tak. Zatrzymał sie i stanął za ścianą, przysłuchując sie uważnie.
- Zależy.. Pewnie miałem taką sytuację, ale jaki to ma związek z Lukri? Co sie stało? - spytał lekko zaniepokojony. Wiedział że Dyo bardzo łatwo sie zadurza w dziewczynach i to nigdy nie było łatwe to okiełznania.
- Dałem sie ponieść emocjom. - westchnął sfrustrowany. Suho spojrzał na niego nie do końca rozumiejąc o co mu chodzi.
- Powiedziałeś za dużo? - spytał patrząc na przyjaciela. Ten pokiwał przecząco głową.
- Jeszcze gorzej. Zrobiłem za dużo.. - rzekł cicho zawstydzony. Suho zamarł.
- Czy wy coś.. - zaczął ale Dyo mu przerwał.
- Pocałowałem ją. - powiedział. Kai zamarł i zacisnął dłoń w pięść. Suho wciągnął powietrze ze świstem.
- C-co? Nie, ty sobie żartujesz. - powiedział zszokowany. Dyo spuścił smętnie głowę.
- Nie żartuje. Jeżeli masz zamiar mnie opieprzać o to, to nie musisz. Żałuję tego.. - powiedział smutno. Suho objął go i poklepał po plecach.
- Nie mam takiego zamiaru.. Zbyt sie pośpieszyłeś. Ona jest naszą fanką, znamy sie kilka dni. Może to źle odebrać. - powiedział.
- I tak źle odebrała.. Wybiegła z domu.. Pewnie jest u siebie.. - powiedział smutno. Suho zamyślił sie chwilę.
- Jak chcesz mogę tam iść i spytać sie czy mógłbym z nią pogadać. Mnie raczej wpuści, ja jej nic nie zrobiłem takiego.. - powiedział odsuwając sie od Dyo by na niego spojrzeć. Ten podniósł głowę i rozdziawił buźkę.
- Zrobiłbyś to dla mnie? Jeżeli ona nie będzie chciała tu przychodzić to ja sie chyba powiesze a reszta zespołu mi dokopie.. - powiedział smutno patrząc na Suho. Ten zaśmiał się cicho.
- Spokojnie, pójdę tam. A ty tu czekaj jak coś - rzekł wstając z kanapy. Kai poszedł cicho za schody aby lider go nie widział. To co usłyszał nadal dzwoniło mu w głowie. Jak ona musi sie czuć? Pewnie myśli że sie nią bawią. Biedna dziewczyna. Jak ona tu już nie przyjdzie, to chyba pierwszy raz w życiu mu przywali. Suho ubrał sie i udał się do domu naprzeciw. Zapukał do drzwi, po chwili czekania otworzyła mu pewna kobieta, pewnie matka Lary.
- Dobry wieczór. Przepraszam że przychodzę o tak późnej porze, ale chciałbym porozmawiać z pani córką. - powiedział grzecznie uśmiechając sie lekko. Kobieta spojrzała na niego krzywo.
- Przecież ona u państwa jest. Nie ma jej tu. - powiedziała zdziwiona. Suho wytrzeszczył oczy. Jak to jej nie ma? To w takim razie gdzie jest?
- Ale.. Ale ona wybiegła od nas, myśleliśmy że wróciła do domu. - powiedział zaniepokojony. Kobieta zawołała męża. Powiedziała mu że córka gdzieś zniknęła. Mężczyzn na początku wziął to za szczeniacki żart, ale gdy Suho zaczął tłumaczyć wszystko, ten zaczął mu wierzyć. Kazał żonie przedzwonić do rodziny, czy czasem nie ma tam Lary. Na całe szczęście Rin niebyło w domu, bo zaczęłaby panikować. Lepiej oszczędzić jej stresu, zwłaszcza że bardzo kochał siostrę. Tym czasem Suho wrócił szybko do domu. Nawet nie ściągając kurtki wbiegł do salonu.
- Lara zniknęła - powiedział przerażony. W salonie już była reszta. Wszyscy spojrzeli na niego jak na ufo. Nie wiedzieli czy sie przesłyszeli czy on coś nie wyraźnie bełkotał.
- Jak to zniknęła? Nie ma jej w domu? - spytał nic nierozumiejący Lay. Suho wziął oddech.
- Nie ma jej tam, właśnie rozmawiałem z jej rodzicami. Nie ma jej - powiedział zaczynając panikować. Dyo zakrył twarz dłońmi a Kai spojrzał na niego krzywo.
- To co teraz? - spytał Chen patrząc na lidera. Będą kłopoty, jak coś jej sie stanie będą za to odpowiedzialni. Będzie skandal na całą Azje.
- Nie mam pojęcia.. - westchnął smutno Suho. Kai wstał i pobiegł po kurtkę do korytarza, po chwili wrócił w nią ubrany do salonu.
- Nie wiem jak wy, ale ja nie zamierzam siedzieć z założonymi rękoma. - rzekł poddenerwowany. Dyo spojrzał na niego.
- Wokół tego miasteczka jest las.. Jak chcesz jej szukać? - spytał. Kai prychnął cicho. Co jak co ale Dyo powinien jako pierwszy wybiec z domu i jej szukać. W końcu to przez niego zniknęła.
- Nie będzie sam, ja z nim idę. - powiedział Suho podnosząc lekko rękę. Kai poklepał go po ramieniu.
- I ja - rzekł Lay po czym wstał. Dyo patrzył na nich smutno.
- Ja też ide, nie ma bata. - rzekł Chanyeol, potem Sehun i reszta. Dyo tylko siedział cicho.
- Ty też powinieneś iść z nami. Jesteśmy zespołem, jednością - rzekł Chen. Dyo wstał i z resztą poszedł do korytarza aby sie ubrać. Wzięli latarki i wyszli z domu, uprzednio zamykając go. Stali razem, nie za bardzo wiedząc co zrobić. Kaiowi zaczynały puszczać nerwy. Wziął oddech i spojrzał na wszystkich.
- Dzielimy sie na 2 grupy. Ja, Lay, Chen, Sehun i Baekhyun idziemy w prawo, Dyo, Xiumin, Suho i Chanyeol idą w lewo. Pamiętajcie, dzwońcie jak coś. Szukajcie uważnie - rzekł poważnie Kai. Wszyscy sie z nim zgodzili i rozeszli sie w dwie strony. Weszli w las. Krzyczeli jej imie, zaglądali w każdy kąt. Za każdym razem gdy zdawało sie im że nią znaleźli, spotykało ich rozczarowanie. Zaczynało sie robić coraz zimniej i ciemniej, chociaż księżyc dawał lekki blask. Szanse na jej znalezienie malały z każdą minutą.
- Padam z nóg.. - jęknął Chen opierając sie o drzewo. Lay pochylił sie i odchrząknął. Zrobili sobie przerwę.
- To jak szukanie igły w stogu siana.. - rzekł smutno. Kai spojrzał na nich.
- Kai.. Może być za późno - odparł Baekhyun smutno. Kai patrzył sie na nich. Oni mieli racje.. Może być za późno. A co jak ona już nie żyje? Jak jakiś zwierz ją napadł?
- Czy wam to już na dekle wali? Wstawać mi tu i szukać jej! Ona żyje, czuje to w kościach. Nie ma tak łatwo. Jesteśmy EXO, nie poddajemy sie - powiedział zirytowany Sehun. Kai kiwnął głową.
- Zgadzam sie z maknae. Szukajmy jej do skutku. - powiedział po czym ruszył na przód. Biegł przed siebie świecąc latarką w ciemniejsze miejsca. Dotarł na jakąś polanę, na której środku stał wielki dąb. Miał oberwaną gałąź. Podszedł do niego i oparł sie o jego pień. Spojrzał w niebo, na srebrzysty księżyc częściowo skryty za ciemnymi chmurami.
- Gdzie jesteś.. - szepnął smutno. Musi gdzieś tu być. Jak nie tu to gdzie? Mówiła że nie ma przyjaciół, więc w miasto raczej nie poszła.. Zaczął ponownie sie rozglądać. Jego uwagę przykuło coś dziwnego leżącego pod zerwaną gałęzią. Podszedł do tego czegoś i odchylił część gałęzi. Obawiał sie, że to znowu jakiś zając albo inny zwierzak. Ale jednak nie. Serce mu stanęło.
- Chłopaki!!! Szybko, pomóżcie!!! - wrzasnął z całych sił. Po chwili z ciemności wyłoniły się sylwetki przyjaciół. Patrzyli sie zszokowani na Kaia.
- Szybko, weźcie tą gałąź - krzyknął usiłując ściągnąć nią z dziewczyny. Podbiegł do niego Sehun i Lay. Gałąź okazała sie jednak zbyt ciężka więc dołączył jeszcze Chen, a Baekhyun dzwonił do reszty.
- Chodźcie na taką wielką polane, szybko. Tu jest taki wielki dąb z oberwaną gałęzią szybko - zaczął szybko mówić po czym rozłączył sie.
- Już? - spytał patrząc na siłujących sie z drewnem chłopaków.
- Nie.. Nie damy rady, za ciężka jest.. - stęknął Chen puszczając nią. Kai nadal siłował sie z ciężarem.
- Kai.. Poczekaj na resztę.. - mruknął Sehun opierając sie o drzewo. Kai rzucił mu gniewne spojrzenie.
- Poczekam i co? Może umrzeć - warknął, co zdziwiło resztę. Zwykle był zabawny i miły, co mu sie stało? Po chwili zjawiła sie reszta zespołu. Baekhyun złapał szybko Xiumina i Chanyeola za rękę.
- Szybko, pomóżcie im - rzekł pchając ich w stronę gałęzi. Siłowali sie z nią dłuższą chwilę, aż z trudem odrzucili nią na bok. Ich oczom ukazała sie kobieca sylwetka. Leżała tyłem do nich, widać było tylko białawe włosy. Dyo stał i patrzył sie na ciało, nie mogąc uwierzyć w to co widzi.
- Ej, ona żyje? - spytał Suho klękając przy niej. Kai szybko odepchnął go po czym ostrożnie ale szybko wziął nią na ręce.
- Żyje, czuje tętno - rzekł przysuwając twarz do jej szyi. Wszyscy z wyjątkiem Dyo, który dalej był w szoku, odetchnęli z ulgą. Chanyeol dotknął jej policzka.
- Jest lodowacie zimna.. - mruknął patrząc na resztę chłopaków. Byli strasznie zestresowani, bali sie jak to może się skończyć. W końcu mieli sie nią jakoś zająć, a ona wybiegła po prostu z domu. Tylko Dyo, Suho, Kai i sama Lara wiedzieli czemu tak sie stało. Wszyscy bali sie konsekwencji tego wybryku. Jak ojciec dziewczyny zrobi halo to mogą sie pożegnać z karierą.
- A teraz szybko, do jej domu. - rzekł Kai , po czym zaczął biec, tuląc dziewczynę do siebie. Była dość lekka, co go zdziwiło. Reszta ruszyła za nim. Dyo tylko był w tyle. Patrzył sie tępo w oberwaną gałąź. To jego wina, to przez niego tu przybiegła. Zakrył twarz dłońmi i zaczął szybko oddychać. Po chwili z jego piersi wydarł sie krzyk bólu i złości. Kopnął drzewo, po czym zaczął biec za resztą. Jeżeli coś jej sie stało, nie wybaczy sobie. Gdy wybiegli z lasu, popędzili do domu Lary. Suho dobijał sie do drzwi, aż otworzył ojciec dziewczyny. Gdy zobaczył córkę na rękach Kaia, od razu wpuścił zespół. Chłopcy patrzyli smutno na mężczyzn który nadal chyba był w szoku. Teraz, w lepszym świetle szło dostrzec jak blada i pokaleczona była dziewczyna. Facet zawołał żonę która widząc córkę i to w jakim jest stanie, zaczęła płakać. Kobieta szybko zaprowadziła chłopaków do jej pokoju.
- Szybko, kładźcie nią tu. - rzekła wskazując na łóżko. Kai położył nią najdelikatniej jak potrafił, po czym odgarnął włosy z jej twarzy. Policzki i czoło miała pokaleczone, a oczy były widocznie podkrążone.
- Odsuńcie sie - rozkazał ojciec po czym usiadł obok córki. EXO stało przed pokojem i nie odważyli sie nawet odezwać
- Sakura, odprowadź chłopaków do ich domu. - powiedział do żony. Ta kiwnęła głową.
- Przepraszam, mógłbym zostać? - spytał Dyo cicho. Wszyscy spojrzeli na niego.
- Ty lepiej idź do domu.. I tak przesadziłeś.. Ja zostanę - rzekł Kai patrząc na ojca dziewczyny. Wszystkich zdziwiło to co powiedział. Z czym on mógł przesadzić? A może nie miał nic konkretnego na myśli? Nie wiadomo. Jedno było pewne - wszyscy chcieli tu zostać aby jakoś odpokutować za to co sie stało.
- Dobrze, pan może zostać. - rzekł po czym reszta wyszła z domu i wróciła do siebie, modląc się w duchu aby ich przyjaciółce nic nie było. Wrócili do siebie, a Kai pomógł ojcu Lary zdjąć jej kurtkę oraz buty. Opatrzyli jej rany na twarzy, oraz zranioną dłoń, ramię oraz szyje. Wyglądała jakby uczestniczyła w jakiejś bójce. Gdy jej rany był opatrzone, usiedli na łóżku obok niej.
- Gdzie ona była? - spytał poważnie mężczyzna. Kai wziął oddech. To będzie ciężki moment. Musi uważać co mówi, bo to może przesadzić o ich dalszej znajomości.
- W lesie.. Pod oberwaną gałęzią jakiegoś dębu.. Ledwo nią wyciągnęliśmy - odpowiedział starając się opanować emocje.
- Co jej do głowy strzeliło.. Dlaczego nią wypuściliście? Myślałem że sie nią zaopiekujecie! Dlaczego nikt nie zatrzymał jej jak wybiegała?! - krzyknął. Kai drgnął nerwowo. Zamknął oczy na moment. Za błędy tego bencwała ma zbierać opierdziel. Tego jeszcze nie było.
- Wiem, źle sie stało. Ale ona zrobiła to tak nagle, że było za późno jak sie połapaliśmy. Żałujemy tego co sie stało, bardzo nam przykro. To nasza wina.. - powiedział przepraszającym tonem. Teraz zabroni jej sie z nimi spotykać, to jest bardziej niż pewne. Mężczyzna wziął oddech i przetarł twarz dłonią.
- Przepraszam.. Ja po prostu nie rozumiem jak to sie mogło stać.. Co ją skłoniło do pójścia do tego lasu.. - rzekł cicho. Kai przygryzł wargę. Miał ochotę powiedzieć wszystko ojcu dziewczyny. Ale nie. Nie będzie taki.
- Bardzo mi przykro.. Nie wiem co sie stało.. Następnym razem będę miał nią na oku.. - rzekł poklepując go po ramieniu. Obydwoje spojrzeli teraz na nadal nieprzytomną Larę, leżącą pod kocem.
- Dlaczego nie zadzwonił pan na pogotowie? - spytał ciekawy Kai.
- Nie chciałem robić skandalu.. Poza tym, studiowałem medycynę i wiem że powinna sie z tego wylizać.. Powinna.. - odpowiedział. Kai westchnął cicho. Mężczyzna oparł sie o oparcie łóżka.
- Niech pan idzie odpocząć, ja przy niej posiedzę - rzekł Kai. Ojciec Lary spojrzał na niego.
- No dobrze.. - mruknął wstając z łóżka.
- Dziękuje za ocalenie Lary.. - dodał poklepując go po ramieniu, po czym wyszedł z pokoju córki. Kai ściągnął kurtkę i położył ją na oparciu krzesła. Rozejrzał sie po niedużym pokoju. Drzwi i część ściany pokrywały plakaty i rysunki. Co dziwniejsze, większość zdjęć przedstawiały jego. Było też całe EXO, Adam Lambert, i kilka innych osób. Kai wstał i podszedł do wiszących rysunków. Były to smoki, pejzaże, wszystko w ołówku. Rysowała na prawdę dobrze. Na biurku stała kupka zeszytów, wszystkie z logiem zespołu.
- Prawdziwa fanka.. - szepnął do siebie. Podszedł do niewielkiej komody. Stały na niej figurki, pluszaki oraz zdjęcia oprawione w czarne ramki. Jedno z nich przedstawiało uśmiechniętą brunetkę z długimi włosami, czerwonymi okularami. Trzymała na rękach małego, biszkoptowego psiaka.
- To pewnie ona i.. Jak mu było.. Felix chyba.. - mruknął do siebie biorą zdjęcie by lepiej mu sie przyjrzeć. Dziewczyna była na prawdę szczęśliwa. Co sie się musiało wydarzyć, że aż tak sie zmieniła? A może tylko udawała szczęśliwą? Nie wiedział tego. Odłożył zdjęcie nana odpowiednie miejsce, po czym przyjrzał się kolejnemu. Przedstawiało tą samą długowłosą dziewczynę, tym razem na scenie. Ubrana była w białe spodnie, glany i czarną koszulę z czerwony krawatem. Miał zamknięte oczy i spokojny wyraz twarzy. Wczuła sie w to co śpiewała, tak przy najmniej sądził. Nie był tam żadnego zdjęcia na którym miałaby krótkie włosy, więc pewnie ścięła je niedawno. Westchnął cicho po czym usiadł z powrotem obok niej i wpatrywał się w jej bladą twarz, do niedawna rumieniącą sie i promieniującą. Złapał delikatnie jej dłoń i ścisnął lekko.
- Wyjdziesz z tego, jestem pewien.. Wiesz, mam ochotę zadźgać wykałaczką tego kiepa.. Jak on mógł ci to zrobić.. Nigdy nie potrafił się ogarnąć z okazywaniem uczuć.. Poza tym, dlaczego pobiegłaś do lasu? Czemu właziłaś na to drzewo? Na serio masz nie równo pod deklem... - mówił do niej z wyrzutem. Westchnął cicho po czym przygryzł wargę.
- Mam nadzieję że po tym wszystkim jeszcze przyjdziesz do nas.. Że jeszcze zrobimy ciastka, pogramy na konsoli.. I że zrobimy jeszcze wiele innych głupich rzeczy.. - dodał cicho. Przywiązał sie do tego małego dziwoląga, z resztą, nie tylko on. Nie wiedział czemu, ale czuł sie przy niej bardzo swobodnie, swoim zachowaniem potrafiła przykuć uwagę ich wszystkich. Rumieniła sie z byle powodu, była wstydliwa, ale potrafiła też sie pokazać z odważniejszej strony. Taki tam dziwoląg. Co dziwniejsze, nie była jak inne fanki. Nie piszczała, nie śledziła, nie była natarczywa. Była taka.. Naturalna. Traktowała ich jak zwykłych ludzi. Mogli sie czuć przy niej normalnie. Wypełniała pustkę i rany po odejściu Tao, Luhana i Krisa. Taka mała osoba która robi aż tyle samą swoją obecnością. Magiczne. Kai siedział przy niej dalej, kolejne minuty. Zaczynał robić się senny. Mimo to, nadal ściskał jej dłoń. Oparł sie o oparcie łóżka i przymknął oczy. Zmęczenie zaczynało z nim wygrywać. Usnął zmęczony, czuwając nad przyjaciółką, którą zdobył tak łatwo i której tak łatwo nie odda.
O LOL Kaiah pikne wiesz na co czekam
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny *-*
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń