Ohayooo!!! Chciałabym życzyć Wam wszystkiego najlepszego z okazji świąt Bożego Narodzenia! Mam nadzieję że ten czas upłynie Wam w spokojnej, rodzinnej atmosferze. Dużo prezentów, zdrowia, szczęścia oraz miłości!!! A teraz zapraszam do czytania :)
Kai i Dyo patrzyli na siebie nawzajem. On podszedł do nas z uśmiechem.
- Przepraszam że przeszkadzam, ale chciałem przypomnieć że próbę mamy za chwile. - powiedział patrząc na Dyo. Nawet na mnie nie zerknął. Zabolało, chociaż nie powinno. Dyo poszedł na górę z Kaiem. Ja zostałam sama w kuchni. Siedziałam i myślałam nad tym, co właśnie zaszło. Dyo był blisko, wszedł Kai i nie patrzył na mnie. Niby nic, ale dziwnie sie czuje. Może przejdzie mi jak zajmę sie czymś innym. Oby tak było. Poszłam do salonu. Na zegarze widniała godzina 15 z minutami. Nie chce iść do domu. Wyciągnęłam telefon i zaczęłam pisać smsa. "Mamo, chce jeszcze tu trochę zostać. Pomagam im rozkładać rzeczy." Zaczęłam pisać. Już miałam wybrać przycisk "wyślij" ale zawahałam sie. Nie lubię kłamać, wręcz sie tym brzydzę. Dlaczego właściwie chce tu zostać? Nie mam konkretnego powodu.. Pewnie im sie narzucam.. Znowu zaczynam za dużo myśleć. Wysłałam smsa, a po chwili dostałam odpowiedź. "Skoro musisz to zostań. Tylko wiedz że nie obejdzie sie to bez konsekwencji. Pamiętaj kim jesteś TY, a kim są ONI." Westchnęłam smutno i schowałam telefon. Udałam sie na górę, do pokoju Xiumina, Dyo i Kaia. Było słychać Lightsaber z sali treningowej obok. Przetarłam twarz dłonią i zerkałam za okno. Zaczynało sie robić ciemno. Mój cały dobry humor gdzieś sobie poszedł. Wyszłam z pokoju i udałam sie do tego który należał do Laya, Chena i Chanyeola. Mieli tam chyba keyboard. Pogram sobie i pośpiewam, może mi sie polepszy. I tak nie usłyszą. Weszłam tam powoli i podeszłam do instrumentu. Podłączyłam wszystko, był gotowy do gry. Usiadłam na małym krześle i zaczęłam grać Miracles in December. Zaśpiewam po angielsku.. Tyle czasu pracowałam nad tym tłumaczeniem, w końcu trzeba je wykorzystać.
- I am searching for, the one I can't hear any more.. I am listening for, the one I can't hear any more.. I can see things I couldn't see, can hear the things I couldn't hear, you've given me this power, ever since you've left waiting here.. - śpiewałam zgodnie z melodią. Grałam powoli, starając sie by wszystko było idealne.
- Before I was selfish and I didnt care about you.. I didnt understand your heart I was a fool.. Right now Im tryin to change who I am, knowing that you're not by my side.. But its all because of you, that Im trying to change.. - śpiewałam ukazując wszystko co czuje. To jest jedna z piękniejszych piosenek jakie znam. Grałam i śpiewałam dalej, aż koniec końców, zaczęłam płakać. Zawsze tak mam z tą piosenką. Otarłam łzy i rozłączyłam keyboard. Wróciłam do pokoju Kaia, Xiumina i Dyo. Westchnęłam smutno i położyłam sie na łóżku Kaia. Zaczęłam tulić kołdrę, a moje policzki nadal były mokre od łez. Leżałam tak, starając sie uspokoić. Próba sie skończyła. Ja nakryłam twarz kołdrą. Czułam delikatny męski zapach od razu kojarzący mi sie z Kaiem. Przymknęłam oczy. Nie rozumiem siebie i swoich uczuć. Na serio. Wszyscy wyszli z sali i zaczęli sie rozchodzić. Co teraz co teraz! Udam że śpie, tak to dobre wyjście. Zdjęła szybko okulary i odłożyłam je na szafkę obok. Do pokoju weszły po kolei trzy osoby. Wzięły coś i wyszły. Jedna została i stała nade mną. Starałam sie wyglądać w miare naturalnie. Poczułam ugięcie się materaca pod wpływem ciężaru ciała tej osoby. Położył dłoń na moich włosach. Była taka ciepła. Poczułam jak sie pochyla.
- Nie udawaj że śpisz - szepnął mi na ucho. Nagle zerwałam sie do góry, co było wielkim bolesnym błędem. Ja i tajemnicza osoba zderzyliśmy sie głowami. Złapałam sie za nos i czoło jęcząc cicho z bólu.
- Auauauauauu.. - zaczął majaczyć.. Kai? Odkryłam twarz i spojrzałam na niego. Trzymał sie tak samo jak ja przed chwilą za czoło i nos. Dotknęłam jego dłoni.
- Przepraszam, ale ze mnie dekiel no.. Nic ci nie jest? - spytałam smutno. Kai zabrał rękę ze swojej twarzy, złapał moją i położył na swoim czole.
- Pomiziaj to nic nie będzie - powiedział smutno. Zarumieniłam sie lekko, ale zaczęłam jeździć dłonią po jego czole.
- Lepiej? - spytałam zawstydzona. Kai kiwnął głową i uśmiechnął sie. Zabrałam rękę z jego twarzy po czym złapałam kołdrę i nasunęłam nią na siebie tak bardzo, że nie było mnie widać.
- Zabijcie mnie nim sie rozmnożę.. Takiej głupoty trzeba oszczędzić ludzkości.. - zaczęłam mówić smutno.
- Oj tam, nic się przecież nie stało. Z resztą, teraz jesteśmy kwita, odpłaciłaś sie za to że zrobiłem sobie z ciebie pluszowego misia - powiedział klepiąc mnie po głowie. Westchnęłam cicho.
- Ale tamto było milusie, a to niekoniecznie.. - mruknęłam. Kai zaśmiał sie głośno po czym ściągnął ze mnie kołdrę. Spojrzałam na niego zawstydzona. Miał taki piękny uśmiech, i ten jego ciemny odcień skóry.. Chłopak cud normalnie. A teraz ja - płaski tomboy, z goglami, problemami życiowymi, bez życia społecznego i w dodatku hejtowany za samo istnienie na tym chorym świecie. Ech, niech na serio coś mnie jebnie, piorun na przykład, albo auto.
- Nad czym tak myślisz Lukritao? - spytał zaciekawiony podpierając głowę o nadgarstek.
- O niczym, staram sie trzymać bolesnej rzeczywistości - mruknęłam smutno. Kai poczochrał mnie lekko.
- Oj Laruś Laruś.. Nie zadręczaj sie. Nie masz ku temu powodów. - powiedział z subtelnym uśmiechem. Spojrzałam na niego.
- Nie mam? Mam ich aż za dużo - powiedziałam obojętnym tonem. Przetarłam twarz dłonią po czym sięgnęłam okulary i założyłam je. Teraz jest lepiej, ostrość obrazu, 10000mpxl i takie tam. Kai przysiadł sie bliżej.
- Co mam zrobić abyś sie nie smuciła? - spytał smutno. Westchnęłam i spojrzałam gdzieś w bok.
- Wątpię aby cokolwiek poprawiło mi w tym momencie humor.. - mruknęłam cicho. Kai podwinął rękawy bluzy po czym dźgnął mnie palcem w policzek.
- Smiiiile - rzekł uśmiechając się szeroko. Spojrzałam na niego po czym wymusiłam lekki uśmiech.
- Zadowolony - mruknęłam patrząc w bok. Ten klasnął w dłonie i zaśmiał sie.
- Ale ponury buc z ciebie nooo - mruknął czochrając moje włosy. Przeciągnął sie po czym przyciągnął mnie do siebie i przytulił mocno. Zamurowało mnie na początku, ale po chwili namysłu wtuliłam sie w niego. Czułam ciepło bijące od jego ciała, ten charakterystyczny zapach. Zaczął głaskać mnie po głowie i kiwać sie lekko na boki. Nucił coś pod nosem i dalej mnie tulił. Czułam bicie jego serca, było miarowe, wolne. Zupełne przeciwieństwo mojego, które było szybkie i jakieś.. Dziwne.
- Nie smuć sie mi tutaj. Nie pozwalam ci - powiedział opierając sie o moją głowę. Wtuliłam sie w niego mocniej, chcąc zapomnieć o tych wszystkich głupich rzeczach. Siedzieliśmy na łóżku, dalej się tuląc. Po na prawdę dłuższej chwili Kai odsunął sie ode mnie. Uśmiechnął sie lekko i poprawił swoje włosy.
- Lepiej? - spytał patrząc na mnie. Kiwnęłam twierdząco głową i westchnęłam cicho. Miałam ochotę powiedzieć "nie, tul mnie dalej, najlepiej cały czas" ale nie chciałam wyjść na debila. Ech, to sie nigdy nie skończy.
- To co teraz? Idziemy na dół? - spytał patrząc na mnie. Boje sie zobaczyć z Dyo. Chociaż.. Nie, nie powinnam, przecież do niczego nie doszło.
- Możemy iść - powiedziałam wstając z łóżka. Kai uczynił to samo i razem zeszliśmy na dół. W salonie na kanapie siedział Baekhyun, Chanyeol i Xiumin, reszta pewnie w kuchni albo w swoich pokojach. Kai wziął z kanapy poduszkę i usiadł obok Chanyeola, kładąc ją na kolanach. Usiadłam obok niego, a on oparł sie o moje ramie. Zauważyliśmy że chłopcy oglądali jakiś film, bodajże Spidermana. Dołączyliśmy sie do oglądania. Minuty leciały, robiło sie już ciemno. Film sie skończył. Baekhyun spał oparty o oparcie sofy, Chanyeol miał głowę zwisającą gdzieś za oparcie. Patrzyłam jak sobie uroczo śpią i uśmiechnęłam sie lekko. Poczułam jak coś opiera sie o moje ramie, a potem czułam czyjś oddech na swojej szyi. Drgnęłam lekko. Usłyszałam cichy śmiech.
- Zawsze tak reagujesz na jakikolwiek dotyk na szyi? - spytał szeptem Kai. Wzięłam gwałtowny oddech.
- Masz tak samo jak Lay.. A ciekawe co będzie jak zrobię tak.. - szepnął po czym musnął ustami moją szyję. Przełknęłam ślinę a mój kręgosłup przeszył dość mocny dreszcz. Serce zaczęło bić szybciej. Kai zaśmiał sie cicho.
- Interesujące - szepnął kładąc głowę na moim ramieniu. Westchnęłam cicho. Co sie ze mną dzieje? Czemu oni mi to robią? Bawią sie czy co? Siedziałam w bezruchu, aż Kai jakimś cudem gibnął sie na drugą stronę, lądując na ramieniu Chanyeola. Cała trójca spała jak dzieci. Wstałam ostrożnie, po czym sięgnęłam duży koc z flagą Wielkiej Brytanii i nakryłam ich nim. Tak uroczo wyglądali.
- Zupełne przeciwieństwo od tego jacy są gdy nie śpią, prawda? - usłyszałam cichy szept za sobą. Odwróciłam sie szybko. Za mną stał Dyo. Uśmiechał sie subtelnie, patrząc na chłopaków.
- Zgadzam sie.. - odpowiedziałam wsuwając dłonie w kieszenie dresów.
- Idziesz do kuchni coś zjeść? Lay wcześniej zamówił sushi. - szepnął przenosząc swój wzrok na mnie. Wzruszyłam ramionami.
- W sumie przydało by sie coś wszamać. -mruknęłam po czym wraz z Dyo udaliśmy sie po cichu do kuchni. Zaczęliśmy jeść leżące na stole suchi. Towarzyszyła nam głucha cisza, przerywana tylko stuknięciami pałeczek. Gdy skończyliśmy jeść, Dyo spojrzał na mnie.
- Twoja obecność bardzo dobrze wpływa na zespół, wiesz o tym? - spytał cicho. Spojrzałam na niego na ułamek sekundy, po czym zaczęłam sie bawić pałeczkami.
- Na serio? Dziwne.. Zwykle moja obecność gdziekolwiek kończy sie dramatem.. - odpowiedziałam wzruszając ramionami. Ludzie mnie nie lubili, taka prawda. Nic nie wiedzieli, a obgadywali. To że sie wyróżniam nie robi ze mnie kogoś gorszego. Przynajmniej tak uważam.
- Właśnie to mnie dziwi. - powiedział Dyo, wyciągając mnie z zamyślenia. Spojrzałam na niego niezrozumiale.
- Jesteś dziewczyną z piękną osobowością, ciekawym wyglądem i poglądami. Spędzanie z tobą czasu to sama przyjemność. - dodał uśmiechając sie lekko. Zarumieniłam sie i spuściłam smętnie głowę.
- Na serio. Ludzie muszą być ślepi i głusi skoro uważają inaczej. - rzekł poprawiając kaptur swojej bluzy. Poczułam jak moje policzki zaczynają bardziej sie czerwienić. Czemu musze zawsze strzelać buraka, to jest tak żenujące że za każdym razem mam ochotę gdzieś uciec, z dala od wszystkich ludzi. Patrzyłam sie na swoje dłonie, bojąc sie spojrzeć na niego. Poczułam jego dłoń na swoim policzku. Momentalnie podniosłam głowę. Dyo był zaledwie kilka cali ode mnie. Patrzył mi w oczy z lekkim uśmiechem. Rozwarłam usta i patrzyłam na niego.
- Wyglądasz tak uroczo gdy sie rumienisz.. - szepnął smykając mój policzek palcem. Znowu ta sytuacja. Ale co teraz mu może przeszkodzić? Część EXO śpi, a druga część odpoczywa po próbie. Co zrobić, co zrobić?! To sie źle skończy. Na pewno. Moje serce zaraz wyskoczy mi z piersi, przez te ekscesy nabawię sie zawału. Dyo zbliżył sie jeszcze bardziej. Oparł sie swoim czołem o moje. Nasze oddechy się mieszały. Błagam, nie mieszaj mi w głowie, potem nie będzie odwrotu. Uśmiechnął sie lekko i przechylił głowę na lewą stronę, zbliżając sie jeszcze bardziej. Mogłam czuć ciepło bijące od niego. Dlaczego nie mogę mu odmówić, uciec do domu? Czemu czuje sie sparaliżowana? Czemu tak sie dzieje? Zamarłam. Zrobił to. Niezwykle subtelnie musnął moje usta swoimi. Jego wargi były tak delikatne, że miałam ochotę prosić o więcej. Myśli zniknęły w momencie pocałunku. Nie myślałam o niczym. Spojrzałam mu w oczy. Dyo znów się zbliżył. Pocałował mnie ponownie, tym razem dłużej. Serce chyba mi eksplodowało. Oddawałam niepewnie pocałunek, starając sie jakkolwiek panować nad swym sercem. Dyo musnął mój policzek palcem, po czym przerwał pocałunek. Moje policzki i teraz chyba nawet nos były czerwone niczym krew. Dyo uśmiechnął sie szeroko i ukradkiem oblizał usta. Przełknęłam głośno ślinę. Co myśmy zrobili..
- J-Ja... Co my.. - zaczęłam sie jąkać. Oho, myśli wracają. Nie dobrze. Dyo spojrzał na mnie niezrozumiale. Zakryłam twarz dłońmi, oczy zaczęły mnie piec. Nie, nie teraz!
- Lara? Wszystko oke.. - zaczął lecz przerwałam mu.
- Przepraszam, muszę iść - mruknęłam tylko po czym wybiegłam z kuchni. Po moich policzkach już spływały strużki słonych łez. Jak najszybciej założyłam kurtkę i wybiegłam na dwór. Wzięłam drżący oddech, po czym zaczęłam biec. Gdziekolwiek, przed siebie. Tak, do lasu. Tam będę sama. Biegłam, a zimny wiatr niemalże kaleczył moje policzki. Co ja zrobiłam.. Nie.. Nie może tak być. Biegłam dalej, zaczynałam zagłębiać sie w las. Było ciemno, tylko blask księżyca oświetlał mi drogę. Zatrzymałam sie dopiero na wielkim dębie. Oplotłam go ramionami i już na dobre sie rozbeczałam. Co ja zrobiłam.. Co ja zrobiłam.. Nie chce tam wracać, jak ja spojrzę im wszystkim w oczy? Wspieram sie z trudem na drzewo i usiadłam na większej gałęzi. Otuliłam sie bardziej kurtką. Nie wrócę tam. Zakryłam twarz po raz kolejny. To.. To było jak ułamek sekundy. Trzask drewna i świst spadającego ciała. Ciemność.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz