wtorek, 5 stycznia 2016

Amnezja

Nic nie czułam. Nic a nic. Jakby ktoś zabrał mi ciało i byłabym jakimś latającym duszkiem, bez zmartwień i problemów. Czułam się taka lekka, taka nierealna. Jakby nic sie nie stało. A przecież tak nie było. Było zupełnie inaczej i nie ważne jak bardzo chciałam zapomnieć to i tak to wracało i nie pozwalało myśleć o czymkolwiek innym. Nagle ciemność zaczęła zanikać. Zaczynałam słyszeć, czuć. Bolało mnie wszystko, ktoś smyrał mnie po głowie i szeptał coś cicho. Czułam ten znajomy zapach, kojarzący sie z bezpieczeństwem, beztroską. Chciałam otworzyć oczy, ale powstrzymał mnie ostry ból głowy. Poruszyłam się nerwowo co wywołało falę bólu. Jęknęłam jak najciszej. Ktoś dotknął mojego policzka. Bolało.
- Haloooo.. Słyszysz mnie? - usłyszałam dziwnie znajomy szept. Tata? Czy to on? Gdzie ja jestem? Chce otworzyć oczy, chce zobaczyć.
- Tata..? - szepnęłam cicho unosząc powoli powieki. Widziałam jakąś męską twarz, ale obraz nadal miałam rozmazany. Ciemne włosy, karnacja, oczy. Zamknęłam oczy i otworzyłam je ponownie. Mruknęłam cicho i przyjrzałam sie tajemniczemu gościowi. To był.. Kai? Chyba on. Uśmiechał się.
- Twój ojciec śpi, był bardzo zmęczony. - rzekł spokojnie i cicho. Śpi? To ja w domu jestem? Co robi tu Kai? Szybko poderwałam sie do siadu co było ogromnym błędem. Poczułam straszny ból. Kai położył dłoń na moim ramieniu.
- Spokojnie, leż.. - szepnął. Opadłam bezwładnie na łóżko i dotknęłam swojej twarzy. Była poklejona gdzieniegdzie plastrami. Co sie właściwie stało? Ostatnie co pamiętam to wejście na drzewo.. Czy ja z niego spadłam?
- Co sie stało.. - szepnęłam bardziej do siebie niż do Kaia. Ten westchnął i spojrzał na mnie. Wyglądał tak jakby chciał coś powiedzieć, jakby coś ukrywał.
- Spadłaś z drzewa i przygniotła cię gałąź. Szukaliśmy cie po całym lesie, już traciliśmy nadzieję.. Ale zauważyłem cie jakimś cudem i z chłopakami cie wyciągnąłem.. I przyniosłem tutaj.. - powiedział cicho. Szukali mnie? Dlaczego? Przyniósł mnie tu? Jejku.. Jak zawsze muszę przysporzyć tyle problemów..
- Dlaczego mnie szukaliście.. Po jakimś czasie pewnie bym się ocknęła.. I wróciła do domu.. - powiedziałam zawstydzona. Kai usiadł bliżej i spojrzał mi w oczy.
- Martwiliśmy sie bardzo. Wybiegłaś tak nagle.. Wszyscy myśleliśmy że jesteś u siebie w domu. Suho chciał z Toba porozmawiać ale ciebie nie było nigdzie. - odpowiedział smutno. Jakim cudem ja znalazłam sie w lesie?
- Ale ja.. Ja nie wiem.. Nie wiem czemu byłam w lesie. - szepnęłam. Ten spojrzał na mnie niezrozumiale.
- Nie pamiętasz? Nic a nic? - spytał podejrzliwie. Wzięłam oddech i starałam sie przypomnieć sobie cokolwiek. Byłam u nich w domu.. Oglądaliśmy film.. Kai usnął.. Przyszedł Dyo.. Jedliśmy sushi.. I co dalej? Kurcze.. Dlaczego nie mogę sobie nic przypomnieć?!
- Ostatnie co pamiętam to to że jadłam z Dyo sushi.. A potem.. Tylko to że byłam na drzewie.. - odpowiedziałam niepewnie. Dlaczego ja nie pamiętam.. Kai kiwnął głową, zamyślił się.
- A czy ty.. Wiesz może czemu poszłam do lasu? - spytałam. Kai przygryzł wargę i uśmiechnął się minimalnie.
- Nie mam pojęcia.. - rzekł smutno. Chyba sie nie dowiem.. Chyba że sobie wszystko przypomnę. Kai dotknął mojej głowy.
- Uderzyłaś sie dość mocno, to możliwe dlatego nie pamiętasz kilku rzeczy - rzekł. Kiwnęłam lekko głową. Pewnie ma racje. Spojrzałam na swoje ręce. Były albo w bandażach albo w plastrach. Wyglądałam strasznie. Chciałam podrapać sie po karku, ale na szyi wyczułam kolejny opatrunek. Zabijcie mnie, prosze.
- Wyglądam strasznie.. Nie powinieneś widzieć w takim stanie - rzekłam patrząc na okno. Było już widno.
- Nie dramatyzuj. Gorszego widoku, niż ten gdy znalazłem cie pod gałęzią chyba nie zobaczę. - odparł. Westchnęłam cicho, jestem debilem.
- To moja wina.. - szepnęłam ledwo słyszalnie. Kai objął mnie jak najdelikatniej. Drgnęłam lekko z bólu i zaskoczenia.
- Nie mów tak. Nie wiesz jak bardzo sie cieszyliśmy się gdy okazało sie że żyjesz. - rzekł tuląc mnie. Przymknęłam oczy i wtuliłam sie w jego tors. Ale.. Co by sie takiego stało jakbym umarła? Popłakaliby i potem byłoby tak jak dawniej. Żadna wielka strata. Siedzieliśmy wtuleni w siebie, towarzyszyła nam cisza, przerywana naszymi oddechami. Tyle sie wydarzyło.. Taki moment pauzy był tym, co było nam potrzebne.
- Nigdy więcej nie rób takich głupot, dobrze? - spytał po dłuższej chwili. Westchnęłam cicho.
- Dobrze.. - mruknęłam i poczułam jak jego uścisk staje sie nieco mocniejszy na krótki moment. Mogłabym tak siedzieć chyba do usranej śmierci. On z niczym nie naciskał, traktował normalnie.. Chociaż czasem wprawiał mnie w osłupienie. Westchnęłam cicho, Kai odsunął sie nieznacznie po czym spojrzał mi w oczy.
- Od tej pory będę cie pilnował. Nigdzie nie idziesz bez mojej wiedzy - powiedział dźgając mnie palcem w policzek. Uśmiechnęłam sie lekko, tłumiąc sykniecie z bólu.
- Dobrze braciszku - odpowiedziałam cicho a on przysunął sie do mnie i pocałował mnie w czoło. Zarumieniłam sie dość mocno, to było takie cudowne.. Ktoś, kim jarasz sie od kilku lat nagle staje sie twoim najlepszym przyjacielem którego nigdy nie miałaś i chce cie chronić, jest blisko. Jakbym komuś to kiedyś powiedziała, to zabił by mnie swoimi wyzwiskami i wyśmiewaniem sie. Nie zdziwiłabym się, przecież to tak nierealne. A jednak tak jest. Wierzyć sie nie chce po prostu.
- Tęsknię za rodziną.. Za siostrami.. Teraz tak jakoś mniej, odkąd poznałem ciebie - powiedział uśmiechając sie lekko. Wyglądał na na prawdę szczęśliwego. Jego oczy o odcieniu ciemnej czekolady lśniły radością, a jego uśmiech jeszcze dodatkowo dodawał jego twarzy blasku. Uśmiechnęłam sie lekko, wpatrując się w niego.
- Miło mi że tak mówisz.. Ty jesteś jak brat, którego niby mam, ale on zrobił mi tyle krzywd, ile żaden wróg mi nie zrobił. Dziękuje Kai - powiedziałam po czym wtuliłam sie w niego, zupełnie ignorując ból pulsujący w całych plecach i karku. On odwzajemnił uścisk i zaśmiał sie cicho.
- Nie masz za co - powiedział kiwając sie lekko na boki. Siedzieliśmy tak sobie wtuleni, aż Kai postanowił po raz kolejny przerwać panującą ciszę.
- Masz dużo moich plakatów.. Czy jestem twoim ulubieńcem? - spytał. Zamarłam na chwilę. Co? No tak, przecież jesteśmy u mnie w pokoju. No to dupa zbita, nie wymigam sie. Zarumieniłam sie i wtuliłam twarz w jego szyję starając sie jakoś schować. Jejku, jak om cudnie pachniał.. Nioh nioh.
- N-no.. Ten no.. Sam sobie odpowiedz. Tylko sobie nie schlebiaj czasem - powiedziałam jakoś bez sensu. Powinni mnie zamknąć w gablotce z tabliczką "debil roku". Kai zaczął sie śmiać.
- Oj, no już sie nie złość tak. To na pewno ja, gdybym to nie był ja to byś sie tak nie bulwersowała. - powiedział ze śmiechem. Warknęłam cicho i dźgnęłam go w przerwę między żebrami. Ten drgnął jakoś i wydał z siebie jakiś dziwny dźwięk.
- Co ty, walenia zabijasz tu czy co? - spytałam patrząc na niego.
- Tak. Buuuuuraaaak - rzekł dźgając palcem ostrożnie mój policzek. Warknęłam cicho i pacnęłam go w głowę. Ten spojrzał na mnie z politowaniem.
- Chyba nie jest z tobą tak źle, skoro już zaczynasz mnie bić - powiedział ze śmiechem. Momentalnie zaczęłam kaszleć i złapałam sie za rękę.
- Łeeheheee, jestem chora, umieram - zaczęłam majaczyć, a Kai tak się śmiał że niemalże spadł z łóżka. Patrzyłam na niego z lekkim uśmiechem. No co za dziecko. Nagle usłyszeliśmy jak ktoś wchodzi po schodach na piętro. Szybko poprawiłam kołdrę i położyłam sie, a Kai usiadł nieco dalej ode mnie. Do pokoju weszła moja matka. Oczy miała podkrążone, była wyraźnie przemęczona. Gdy mnie zobaczyła uśmiechnęła sie i odetchnęła z ulgą.
- Laro, jak dobrze że w końcu sie obudziłaś - powiedziała podbiegając do łóżka. Kai przeszedł na drugi bok, robiąc miejsce, które po chwili zajęła moja mama.
- Jak sie czujesz? - spytała dotykając mojego policzka. Uśmiechnęłam sie lekko.
- Wszystko mnie boli.. Ale z samopoczuciem jest dobrze, dzięki Kaiowi - odpowiedziałam wskazując ręką na uśmiechniętego kkhamjonga. Mama spojrzała na niego i uśmiechnęła sie w jego stronę.
- Dziękuję za pilnowanie Larusi i za pomoc - powiedziała. Kai tylko się uśmiechnął.
- Nie ma pani za co dziękować - powiedział zerkając na mnie.
- Laro, dlaczego poszłaś do lasu? Na rozum ci padło? - spytała zupełnie innym tonem. Moja mama to jakieś ufo, raz jest milusia że każdemu by do dupy niemalże wlazła a po sekundzie jest tak wredna, że nawet ja przy niej wymiękam. Westchnęłam cicho.
- Właśnie tu jest problem. Nic nie pamiętam - odpowiedziałam wzruszając ramionami. Matka tylko spojrzała na mnie krzywo.
- Jakoś w to wątpię. Pewnie zrobiłaś coś głupiego i sie wstydzisz. Ja sie dowiem i tak - powiedziała wstając z łóżka. O co tej kobiecie chodzi? Rozdziawiłam buźke i patrzyłam na nią smutno. Kai siedział podejrzanie cicho. Weź mi pomóż!
- Ale mamo no.. ja mówie prawdę - jęknęłam. Ona wyszła z pokoju bez słowa. Westchnęłam i gdy drzwi sie zamknęły to pokazałam im fakersa. Opadłam bezsilnie na łóżko i nakryłam sie kołdrą jeszcze wyżej. I to jej "ja sie i tak dowiem". Jak nawet Kai nic nie wie.. Ale może ktoś coś jednak wie? Weźcie mnie gdzieś schowajcie daleko. Wszyscy tylko pretensje, jakby nie rozumieli że mi też wbrew pozorom jest źle. Nie wiecie jak bardzo chciałabym wiedzieć co sie jednak takiego stało, co skłoniło mnie do pójścia do tego pieprzonego lasu. Mam nadzieje że w najbliższym czasie sobie to wszystko przypomnę bo inaczej chyba zwariuję. Ale to że nie pamiętam wcale nie zmienia faktu że jestem debilem bo i tak tam pobiegłam. Jestem debilem i nic więcej. Gdy przeklinałam siebie w myślach, poczułam jak ktoś ściąga kołdrę z mojej głowy i przyciąga mnie do siebie po czym tuli. Tą osobą był oczywiście Kai.
- Co za kobieta, ona tak zawsze? - spytał wyraźnie zaskoczony. Westchnęłam.
- Tak. Nic nie poradzę na ten fakt. - odpowiedziałam wtulając twarz w jego szyję. Czy mówiłam już jak on bosko pachnie? Nioh nioh hyhy.
- Może jej sie odmieni wkrótce - rzekł miziając mnie po plecach. Milusio. Bardzo milusio, zaraz zasne chyba. On taki cieplutki. Nagle wpadłam na jakiś dziwny pomysł. Przyłożyłam swoją dłoń do jego.
- Przy tobie wyglądam jak albinos - mruknęłam. Kai zaśmiał sie
- Jesteś jak Sehun - rzekł przyglądając się naszym dłonią.
- Nie ważne ile będę sie smażyć na słońcu to i tak nic nie daje. - jęknęłam - Raz tylko tak żeby opaliłam sobie przedramiona, ale to zniknęło po jakimś czasie - dodałam patrząc na swoją rękę. Pamiętam to, byłam u cioci na wsi i latałam z grabiami po skoszonej łące. Nie dość, że o te grabki prawie zębów nie wybiłam to jeszcze wtedy wpadłam do rowu. Ale przynajmniej złapałam żabkę i straszyłam Rin, do tej pory czasem tak robię. Tak wiem, mam chore pomysły, ale przynajmniej mam kolorowe dzieciństwo.
- Może taki masz urok - odparł znów kołysząc sie na boki. Kiwnęłam lekko głową i przymknęłam oczy.
- Tulaj mnie częściej.. - mruknęłam cicho. Kai zaśmiał sie po raz kolejny i na moment przytulił mnie mocniej.
- Jak chcesz, ale zobaczysz. Będziesz miała mnie nawet dość. - odpowiedział ze śmiechem. Zaśmiałam sie cicho i wtuliłam w niego ponownie. Tak bardzo cudownie. Nagle usłyszałam warkot gasnącego silnika auta. Odkleiłam sie od kkamjonga i spojrzałam za okno. O nie, nie teraz! Złapałam sie za głowę.
Kai spojrzał na mnie krzywo.
- Co jest? - spytał zdziwiony. Wskazałam ręką na okno i stojący przed domem samochód.
- Siostra wróciła. Ona nie może cie zobaczyć, nie może sie dowiedzieć - powiedziałam już zupełnie wpadając w panikę. Kai znów sie zaśmiał.
- Ale dlaczego? Nie lubi EXO? - spytał. Zaprzeczyłam od razu.
- Nie, ona was kocha jak ja, ale ona jak zobaczy was to rozgada to wszystkim i nie da wam spokoju. I przy okazji mnie zabije za to że je nie powiedziałam. - odpowiedziałam. Kai kiwnął głową.
- Rozumiem. Nikt sie nie może dowiedzieć że tu mieszkamy. Tak więc co proponujesz? - spytał. Zaczęłam myśleć, co mi sie rzadko zdarza.
- Szybko wyjdziesz, założysz kaptur i nic sie nie odezwiesz, tylko tyle sie da zrobić. - odparłam. Kai kiwnął głową po czym wstał, założył swoją czarną kurtkę. Zasunął suwak i założył kaptur. Już miał wychodzić, gdy nagle cofnął sie i pochylił nade mną. Spojrzałam mu w oczy jakbym to w nich szukała odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Kai uśmiechnął sie.
- Uważaj na siebie i odpoczywaj. Zajrzę jeszcze do ciebie, narazie możemy pisać - rzekł po czym cmoknął mnie delikatnie w czoło. Pożegnał sie i wybiegł z pokoju, a ja nadal siedziałam jak kołek i patrzyłam sie na miejsce, na którym do niedawna siedział Kai. Panowała taka cisza, że zaczynało mi huczeć w głowie. Opadłam na łóżko i zaczęłam sie patrzeć na sufit. Znowu jestem sama. Może posłucham muzyki, poczuje sie lepiej i przy okazji sprawdzę czy ktoś czasem  nie napisał. Z bólem wyciągnęłam rękę aby sięgnąć leżącą na szafeczce lumie. Sięgnęłam też słuchawki i podłączyłam je do telefonu. Odblokowałam go, a moim oczom ukazało się  39 smsów, z czego 6 było od jakichś obcych numerów. Otworzyłam pierwszą wiadomość.
" Pewnie wypoczywasz i takie tam ale jak sie obudzisz to powiedz tej pale aby wrócił do domu, trochu sie zasiedział. Wracaj do zdrowia i przy okazji - do nas.~ Sehun" O lool on napisał? Do mnie? Od razu zrobiło mi sie jakoś miło na sercu, to urocze że sie troszczy. Otworzyłam kolejną. " Heeeej, tu Baekhyun! Kai nadal u ciebie? Jak sie czujesz? Przyjdziesz do nas dzisiaj? Odpowiedz szybko!" Jak zwykle taki porąbany. Zaczęłam pisać odpowiedź. "Hej Hyunnie~ niestety nie jestem na siłach aby do was przyjść. Ale za to wy moglibyście przyjść wieczorem do mnie, tylko max 2 osoby ;-; " Wysłałam smsa i zabrałam sie za dalsze czytanie smsów. "Lukri? Jeśli to czytasz to na pewno już sie obudziłaś. Kai jeszcze nie wrócił więc nie wiemy co z Tobą, ale mam nadzieję jakoś sie z tego wyliżesz. Pusto tu jakoś tak bez Ciebie, a Dyo chodzi jak struty. Wracaj do zdrowia i informuj mnie nas o wszystkim <3 Bajoo~ Suho". Kolejny sie martwi. Jejku, może ja umarłam? Chociaż nie, powinnam już logicznie umrzeć w dniu stanięcia z nimi twarzą w twarz. Moje życie nagle zrobiło sie takie piękne. Odczytałam kolejnego smsa. "Kkamjong śpi? Czy je? Niech już wraca bo całą noc tam siedział. Właśnie, co wy tam robiliście? :3 Hehehe nie no, dowiem sie jak przyjdzie xD tak czy inaczej, wracaj do zdrówka! :* ~pcy" C-co? O co mu chodzi? Ja tam w sumie nie wiem co Kai robił jak ja leżałam nieprzytomna, ale raczej nic. Ufam mu, on nie jest jakimś gwałcicielem, przynajmniej na takiego nie wygląda, ale kto go tam wie.. Odczytałam kolejnego smsa. "Ohayoo! Jak sie czujesz? Bardzo Cie wszystko boli? Jadłaś już cokolwiek? Powinnaś nie jeść nic zbyt mocnego, najlepiej owsiankę. I weź witaminy, długo leżałaś w mrozie. Uważaj na siebie, zajrzę potem jak będziesz chciała ~ Baozi". Może powinien podpisać sie mama? Kawaii króliczek, wytarmosiłabym go za policzki. Kolejny sms był od Laya, o podobnej treści. Pisał abym jadła zdrowo i uważała na siebie. Są tacy troskliwi, w życiu nikt tak sie o mnie nie troszczył. Nawet matka. Reszta smsów była Dyo. Całe 33. Dziwne. Otwarłam konwersację a moim oczom okazały sie dziwne smsy. "Odbierz, błagam", "Dlaczego nie obierasz?", "Przepraszam" i podobne. Były też smsy o nagranych wiadomościach głosowych i nieodebranych połączeniach. Czemu tylko on tak pisał i dzwonił? To na serio dziwne, musze sie go osobiście spytać o co mu chodziło. On możliwie wie co zaszło. Albo bo porostu sie troszczył i wybrali go aby do mnie dzwonił, gdy oni mnie szukali. Nie wiem, scenariuszy jest wiele. Wyszłam z wiadomości i puściłam sobie playliste EXO. Nie zdążyłam nawet zacząć jednej piosenki, bo do pokoju wparowała Rin. Stała jak wryta po czym wskazała na drzwi.
- Mam zwidy, Michael mi coś dał, nie jade do niego już więcej. - powiedziała zdziwiona i usiadła obok mnie. Spojrzałam na nią
- Czemu? - spytałam zaciekawiona. Rin poprawiła włosy i wzięła oddech.
- Wychodze z auta i nagle ktoś wybiega z domu. Byłoby okej, gdyby na mnie nie wpadł. Już miałam zwyzywać tego typa, ale zobaczyłam jego paszczaka. Wyglądał praktycznie jak Kai! - wykrzyknęła. Oj niedobrze. Bardzo niedobrze.
- Mógł wyglądać podobnie przecież, nie panikuj - uspokajałam nią. Co za dekiel, wszystko pjerun szczeli. Tak bardzo moia ortografgja.
- Masz racje.. Ale i tak zryło mi to mózg. Właśnie, jak tam z tobą? - spytała. Uśmiechnęłam sie lekko.
- Ujdzie - podsumowałam szybko. Rin posmyrała mnie po głowie po czym spojrzała na mnie dziwnie.
- Co tym razem? - spytałam. Rin przysunęła sie do mnie mocno.
- Wyczuwam faceta - mruknęła zdziwiona.
- Mówiłam że zmienisz sie dla faceta to zaprzeczałaś! - wykrzyknęła za śmiechem. Jebne ją zaraz.
- Na dekiel ci padło? To był tylko przyjaciel, nikt więcej. On mnie znalazł i przyniósł do domu, z tego co słyszałam - odparłam. Rin uśmiechnęła sie jakoś tak dziwnie.
- I tak ci nie wierzę - podsumowała i wyszła z pokoju. Westchnęłam cicho. Nie dobrze, ona sie i tak dowie. Tylko co wtedy? Rozgada wszystkim, znam ją. Cóż, pożyjemy zobaczymy. Może nie będzie aż tak źle.

1 komentarz:

  1. AAAA O BOZE TAK KAI TAAAAK
    DO TY CHOLERYKU
    boze omaiga no ja Cie blagam niech Lara bedzie z Kaiem blaaagaam<3

    OdpowiedzUsuń