Polecam słuchanie piosenki EXO z tytułu odcinka...
Gdy się obudziłam nie było obok nikogo. Było ciemno. Powoli podniosłam sie do siadu, przecierając oczy. Rozejrzałam sie po pokoju. Wszystko było tak samo, te same meble, ten sam porządek. Było tak samo ale wydawało się inaczej. Wzruszyłam ramionami, po czym wstałam, czemu towarzyszyły strzyknięcia moich kości. Przeciągnęłam się leniwie i spojrzałam na łóżko. Zmarszczyłam brwi, gdyż wyglądało tak, jakbym tylko ja na nim spała. Pewnie Dyo ogarnął część na której spał on i na której spał Kai. Wzruszyłam po raz kolejny ramionami. Zaczesałam włosy so tyłu, lecz i tak spadały mi samowolnie na twarz. Wyjrzałam za okno. Było ciemno. Za ciemno. Padało. Była burza. Wystraszyłam się trochę i pośpiesznie opuściłam pokój, chcąc znaleźć kogokolwiek. Panowała straszna cisza, było zdecydowanie za cicho. Nawet moich kroków nie było słychać. Drzwi do innych pokoi były zamknięte. Weszłam do każdego z nich. Były puste. Pewnie pochowali się w salonie, jestem pewna. Zaśmiałam sie cicho chcąc trochę się uspokoić. Ciszę przerwał głośny grzmot za oknem. Krzyknęłam głośno i zakryłam uszy, opierając sie o ścianę. Oddychałam szybko, moje serce biło w zawrotnym tempie. Rozglądałam się w panice. Nie wiem czy to mój wzrok płata mi figle, ale miałam wrażenie że jest jeszcze ciemniej. Wzięłam kilka głębokich oddechów chcąc uspokoić serce. Ruszyłam wystraszona do przodu. Nogi miałam niczym z waty, rozglądałam sie chaotycznie. Zeszłam powoli ze schodów, trzymając sie poręczy jak małe dziecko. Weszłam do salonu. Był pusty. Dosłownie. Meble, dekoracje. Wszystko zniknęło. Pod powiekami poczułam pieczenie. Nie, nie teraz. Zamrugałam kilka razy, a gdy poczułam sie niewiele lepiej, zrobiłam kolejny krok. Ciszę przerwało skrzypienie ciemnych desek po których stąpałam wystraszona. Poszłam do kuchni. Tam również było pusto, lecz okna były zasłonięte. Zrobiło mi się zimno. Jęknęłam wystraszona. Co się dzieje, gdzie są wszyscy? Co sie stało? Ostatnie co pamiętam to Dyo tulący się do mnie, oraz Kai tulący mnie. Czemu zniknęli? Wróciłam do salonu. Było tak cicho, że bicie mojego serca stało sie nader słyszalne. Usłyszałam chichot. Męski. Zadrżałam. Nie był to zwykły śmiech. Słyszeliście kiedyś śmiejącego sie psychopatę? Tak, to był taki śmiech. Gdy odwracałam głowę w stronę z której dobiegał, on cichł i słychać go było już gdzie indziej. Zamknęłam oczy na chwilę i wzięłam drżący oddech. Spokojnie, to się jakoś wyjaśni. Oni się ze mnie nabijają. Otwarłam oczy. Wrzasnęłam przerażona i upadłam na kolana. Krew. Spływała ze ściany przede mną. Jej metaliczny zapach drażnił i o mało nie doprowadzał do torsji. Śmiech się nasilał. Dobiegał z każdej strony. Próbowałam wstać, po kilku próbach mi się udało. Przede mną pojawiło się coś dziwnego. Duże lustro, okryte materiałem skropionym krwią kąpiącą teraz z sufitu. Mimo to na mnie nic nie spływało. Wyciągnęłam rękę przed siebie. Była nienaturalnie biała, widać było błękitne żyły. Przełknęłam głośno ślinę, po mojej twarzy zaczęło coś spływać, prawdopodobnie łzy, bo leciały z oczu. Mocnym ruchem ściągnęłam materiał z lustra. Zaczęłam wrzeszczeć. Moje oczy. Nie było ich. Czarne dziury niczym bez dna znajdywały sie na miejscu oczu. A z nich ciekła krew. Na szyi uwidoczniły sie wszystkie żyły. Krzyczałam przerażona, krwi było coraz więcej. Śmiech sie nasilał, był głośniejszy. Dobiegał zza moich pleców. Poczułam dłoń ramieniu. Przestałam krzyczeć. Przestałam sie ruszać. Przestałam oddychać. Nic nie mogłam, patrzyłam sie tylko w to lustro. Nikogo za mną nie było, a czułam tą dłoń i oddech na szyi przerywany psychicznym śmiechem. Poczułam jak to coś zbliża sie do mojego ucha.
- Zginiesz sama.. Umrzesz sama.. Będziesz sama.. - szeptał dziwnym, upiornym tonem. Upadłam na ziemię, leżałam sparaliżowana na plecach. Nie widziałam już nic. Tylko ciemność. Coś złapało mnie za ramiona. Coś mnie odblokowało. Zaczęłam sie szamotać, błagać o litość. To coś szarpało mnie. Słyszałam jakieś głosy, ktoś mnie wolał. Robiło się cieplej. Słyszałam męski głos. Lub kilka, nie wiem. Otwarłam oczy z krzykiem. Serce biło szybko jak nigdy wcześniej. Oddech był szybki i urywany. Wzrok rozbiegany i wystraszony, skupiony na jego twarzy. Kai. To był Kai. Nie mogłam nic z siebie wydusić. Nadal płakałam i majaczyłam coś. Był wystraszony i zmartwiony. Rozejrzałam sie powoli na boki. Dyo, Suho, Chen i Lay, dalej za nimi Sehun, Chanyeol, Baekhyun i Xiumin. Patrzyli sie na mnie też wystraszeni, z bólem. Przełknęłam głośno ślinę. Coś szarpnęło mnie w środku, wzięłam bardzo głęboki oddech, jakbym dopiero co odzyskała możliwość oddychania. Kai nadal trzymał mnie za ramiona, a Suho i Dyo za dłonie.
- Lara? Lara, powiedz coś! - wykrzyknął przerażony Kai. Suho dotknął mojego mokrego policzka. Wbiłam w niego swoje spojrzenie.
- Już jest dobrze, spokojnie. Nic ci nie jest. Jesteśmy z tobą - mówił patrząc mi w oczy z bólem. Łzy dalej wypływały mi z oczu. "Będziesz sama". Te słowa dudniły mi w głowie.
- Nie płacz, to był tylko sen. - usłyszałam głos Dyo. Spojrzałam na niego. Był bardzo blady i smutny. Spojrzałam na Kaia.
- Nikt cie nie skrzywdzi. - powiedział cicho. Puścili mnie. Podniosłam się do siadu zaczęłam rozglądać sie po pokoju. Zakryłam twarz dłońmi i zaczęłam płakać. "Będziesz sama". Suho przysunął sie do mnie i objął mnie mocno. Zaczął głaskać po głowie, abym się uspokoiła. Szeptał coś, ale nie rozumiałam co. W głowie miałam tylko te dwa, przeklęte słowa. "Będziesz sama". Wtuliłam sie w niego, zaciskając ręce na jego bluzie. Poczułam jak i Lay zaczyna mnie tulić. Potem dołączyli sie inni. Ściskali mnie w swych ramionach, jakby chcieli mnie zasłonić przed tym wszystkim. Nadal płakałam. Tulili mnie chwilę, ale odsunęli sie po jakimś czasie. Tylko Suho był nadal obok.
- Idźcie do salonu.. Ja z nią porozmawiam.. - powiedział do nich. Kai chyba sie sprzeciwił.
- Dawałem radę pomagać Tao, dam radę pomóc jej. - powiedział stanowczo, głaszcząc mnie po głowie. Nadal trzymałam sie go mocno, aby nie rozpłynął sie, zostawiając mnie znów samą jak palec. Chłopcy chyba wyszli, słyszałam jak zamykają sie drzwi. Suho tulił mnie jeszcze dłuższą chwilę. Osunął się nieznacznie. Ja mimo to nadal wtulałam sie w jego tors.
- Spokojnie.. Nie jesteś sama.. Nie pozwolimy by ktokolwiek cię skrzywdził. Pamiętaj o tym. Nie znamy sie za długo i za dobrze, ale i tak jesteś dla nas ważna. Zapełniasz pustkę w naszych sercach po utracie Krisa, Luhana i Tao. Jesteś jak młodsza siostra. Nie damy cie nikomu. - mówił głaszcząc mnie po plecach. Wzięłam głębszy oddech.
- Kre.. Krew.. Była wszędzie.. Byłam sama.. Moje oczy.. Ja.. Umierałam.. - mówiłam chaotycznie między napadami płaczu. Suho nadal mnie tulił. Westchnął cicho i oparł głowę o moją.
- Wiesz co oznacza moje imie sceniczne, prawda? Jestem stróżem EXO, ale też i twoim. Pamiętaj o tym. Nie będziesz już nigdy sama.. Nie pozwolę na to ja i reszta. - rzekł smyrając mnie po włosach. Moje serce powoli się uspokajało, oddech też. Płacz słabnął, lub po prostu brakowało mi już łez. Siedziałam wtulona w niego.
- Sigani jinado malhaji mothago, mamsogeuro samkineun na , mianhadago neol saranghandao, jigeumcheoreom mideodallago, neol anajulge du son jabajulge, yeongwonhi hamkke hal su itdamyeon, nae modeungeol bachilge.. I promise you.. - śpiewał cicho, i jak zwykle piękne. Ostatnie zdanie wyszeptał. Najpiękniejsza piosenka.. Wtuliłam sie w niego jeszcze mocniej.
- Dziękuje.. Nawet.. Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy.. Jak ja wam sie odwdzięczę.. - zaczęłam mówić, starając sie logicznie kleić zdania. Suho odsunął sie trochę. Spojrzał mi s oczy. Uśmiechnął sie lekko i otarł moje łzy, po czym ponownie przytulił.
- Byłem u twojego taty jak jeszcze spokojnie spałaś.. Porozmawiałem z nim i powiedziałem o naszych relacjach. Zgodził sie abyś u nas zostawała kiedy zechcesz. Oczywiście musiałem go z menadżerem przekonywać, ale udało sie - powiedział. Tata się zgodził? Będę mogła przychodzić kiedy zechcę? To.. To jest piękne. Nie będę musiała kłamać mamie.
- Dziękuje, Stróżu.. - szepnęłam wzruszona. On tylko pogłaskał mnie po głowie. Uśmiechnął sie lekko i odsunął sie ode mnie. Wstał z łóżka.
- Dzisiaj śpisz z Kaiem. Będziemy się zmieniać, potem będziesz kimała z Dyo, w sensie jak będziesz miała kolejny raz nocować. - powiedział. Spojrzałam na łóżko Kaia. Poduszka była mokra od łez.
- Suho.. Która godzina? - spytałam zerkając na niego. Ten wyciągnął telefon, po czym go schował.
- Po północy, jest okej - powiedział. No nie,co ja zrobiłam.. Obudziłam ich wszystkich.. Zarumieniłam się.
- Przepraszam że sprawiłam tyle problemów.. - powiedziałam zawstydzona. Suho uśmiechnął sie po raz kolejny.
- Na prawdę nic się nie stało. - powiedział.
- A teraz idź do łazienki, podrzucę ci jakąś piżamkę czy coś. - powiedział. Wstałam powoli i przetarłam twarz dłonią. Udałam sie powoi do łazienki. Suho, tak jak mówił dał mi piżamkę, czyli luźne, szare dresy i bluzę z kapturem w kolorze czekolady. Umyłam się szybciutko i założyłam czyste ubrania. Nadal nie wierzyłam w to, co dla mnie robią. Zeszłam powoli do salonu. Wszyscy, oprócz Laya którego gdzieś wcięło, siedzieli ze smętnymi minami. Gdy tylko usłyszeli że schodzę, wstali i podeszli do mnie. Chen przytulił mnie na chwile.
- Ale nas nastraszyłaś. - powiedział smutno. Przeprosiłam ich wszystkich, ale ci i tak upierali sie że wszystko jest okej. Według mnie nie było. Czułam sie źle, wiedząc że pobudziłam ich wszystkich. Po chwili do salonu wszedł Lay i jakimś dużym kubkiem. Dał go Kaiowi, po czym spojrzał na mnie.
- Pogrzałem ci mleko z miodem. Kai, idź już z nią spać. Dopilnuj tego, aby wypiła mleko. Tak to szybko uśnie i będzie czuła sie dużo lepiej. - powiedział zerkając to na mnie, to na Kaia. Ten kiwnął głową, po czym podszedł do mnie. Ja natomiast podeszłam do Laya i przytuliłam go mocno w ramach podziękowania. Spojrzałam na resztę.
- Nawet nie wiecie ile dla mnie znaczycie. Wszyscy i każdy z osobna. Nie wiecie jak mi źle z tym że was pobudziłam. A wy mi jeszcze pomogliście. Nie wiem jak mam wam dziękować. Będę waszą dłużniczką, odwdzięczę sie wam jakoś, tylko nie wiem co ktoś taki jak ja może dla was cokolwiek zrobić. - rzekłam patrząc na wszystkich. Ci uśmiechnęli się pocieszająco i zaczęli mówić, że to nic takiego. W moim sercu rozlało sie cudowne ciepło. Wszyscy poszliśmy na górę. Rozeszliśmy sie do pokoi, ja podążałam za Kaiem. Usiadłam na jego łóżku, a on obok mnie. Xiumin i Dyo usiedli na swoich. Kai wręczył mi kubek.
- A teraz pij - powiedział z uśmiechem. Upiłam łyczek ciepłego mleka i mruknęłam cicho. Było takie pyszniutkie.
- My tam powiemy Layowi jak nie wypijesz do końca - powiedział Xiumin kładąc sie na łóżku i nakrywając kołdrą.
- Właśnie, a jak Lay sie obrazi to jeszcze Kaiowi sie oberwie - powiedział Dyo. Nuu, nie Kai. Ja powinnam dostać ewentualny opierdziel. Ale i tak wypije wszystko bo to jest pyszniutkie. Gdy skończyłam pić, Kai wziął kubek i postawił go na biurku. Położył sie na łóżku od strony ściany. Spojrzałam na niego niepewnie. Ten uśmiechnął sie minimalnie i nakrył kołdrą, po czym uchylił ją.
- Chodziaj tu.. Ja nie gryzę - powiedział. Położyłam sie powoli obok, a moje serce znów zaczynało bić szybciej. Kai nakrył mnie po uszy kołdrą i uśmiechnął się. Xiumin już chyba spał. Dyo zgasił światło i również położył sie spać. Kai wsunął ramię pod moją głowę jak wcześniej, i oparł sie o mnie. Zamknął oczy i wyszeptał "dobranoc".
- Przepraszam za to co zrobię.. - mruknęłam po czym wtuliłam sie w jego tors. Głupia jestem. Ale ja naprawdę chciałam poczuć sie bezpieczna. Kai drgnął lekko, ale objął mnie po chwili. Zastanawiam czy to czasem nie dzieje sie za szybko. Na pewno za szybko. Dla mnie to nie problem, ale skoro im to pasuje.. To czemu ja mam mieć wątpliwości? Powinnam przestać myśleć.. Tak, to dobre wyjście. Zaczęłam robić się senna. Lay miał rację,szybko zasnę. Ostatnie co pamiętam to Kai tulący mnie i cicho chrapiący Xiumin i Dyo.
JA PIERDZIELE JAK MI LZY LECIALY NO NIE ;(
OdpowiedzUsuńBOZE NIECH LARA BEDZIE Z KAIEM BLAGAM BLAGAM
next next szybkoo
Aż się poplakalam :') i to jak Lara poszła spać z Kaiem *-* tak do siebie pasują choć D.O również pasuje do Lary. Czekam na następny tylko blagam szybko bo nie mogę się doczekać :*
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń