środa, 2 grudnia 2015

Co to za ludzie?

           
                Pięć minut do siódmej. Znowu spóźnię się na autobus. Znaczy sie, spóźnię sie jak sie nie pośpieszę. W pośpiechu zakładałam glany i niedbale zawiązałam różowe sznurówki. Sięgnęłam po kurtkę, wyciągnęłam z rękawa moją beanie i założyłam nią, poprawiając grzywkę. Zarzuciłam kurtkę, wzięłam plecak. Nalałam do kubka herbaty upiłam niej spory łyk parząc sobie podniebienie. Przełknęłam pod nosem, po czym biegiem opuściłam dom.  Może sie nie spóźnie. Zerknęłam na telefon. 7:02. Szlag by to trafił, mam nadzieje że nie jest za późno. Zaczęłam biec w stronę przystanku z nadzieją że jeszcze zdążę. Na szczęście nie było morko, był początek grudnia i brak śniegu, chociaż mróz był niczym z lutego. Biegłam dalej, aż mym oczom ukazał sie przystanek i... czekający przed nim pomarańczowy szkolny bus. Zaczęłam biec jeszcze szybciej. Gdy byłam tuż obok, nie zauważyłam kamienia przed sobą. W ułamku sekundy znalazłam się na ziemi. Mogłam słyszeć śmiech dobiegający z busu. Moje policzki pokryły sie czerwienią, a oczy na moment zaszły łzami. Wstałam szybko i otrzepałam piach z kurtki i spodni, po czym z bólem wgramoliłam sie do tak zwanej w szkole "mandaryny". Wszyscy od razu wybuchli śmiechem. Warknęłam cicho po czym zajęłam wolne miejsce. Nadal sie śmiali, ale stwierdziłam że najlepiej będzie to zignorować. Wyciągnęłam telefon i słuchawki, po czym włożyłam je do uszu, podpięłam do telefonu i włączyłam muzykę. Przewijałam kolejne piosenki, aż natrafiłam na Wolf od EXO. Uśmiechnęłam sie lekko na wspomnienie teledysku i puchatych rękawków Luhana. Piosenka leciała, a mój humor sie poprawiał. Nim się obejrzałam, dotarliśmy do szkoły. Wzięłam plecak i pędem opuściłam bus. Udałam sie do szatni, zmieniłam buty, zdjęłam kurtkę i podreptałam pod klasę. Do 8 było jeszcze pół godziny, więc posłucham sobie jeszcze chłopaków. Czas leciał, ludzie mnie mijali, aż w końcu rozpoczęła sie lekcja. Muzyka. Tylko nie to. Nie żeby coś, kocham muzykę, na prawdę. Ale moja nauczycielka tak mi to obrzydza.. Typowa tapeciara, nabijająca sie z uczniów którym coś nie wyszło. Kiedyś, w 3 klasie gimnazjum grałam gamę na flecie. Ostatnie dźwięki mi nie wyszły, a ta zaczęła się śmiać, mówiąc że nawet przedszkolak gra lepiej. No chwila, nie każdy umie i lubi grać na jakiejś fujarce. Od tamtej pory straciłam do niej resztki szacunku. Nikt nie widział mej radości gdy skończyłam gimnazjum i uwolniłam sie od niej. Gdyby nie fakt że ona uczyła akurat w moim liceum.. Za co? Za to straszenie siostry, rysowanie jej karniaków w zeszycie? Raczej nie. Chyba. Siedziałam  w ławce, słuchając jej monologu o metrum czy jakichś tam rzeczach. Rysowałam z tyłu zeszytu różne cosie, wzory, szlaczki. Czas leciał. Pierwsza, druga, trzecia lekcja. Około godziny 15 szkoła sie skończyła. Jakaż była moja euforia na myśl że będę mogła obejrzeć w domu EXOShowTime z siostrą, pospać, potańczyć lub wymyślić jakieś jedzonko. Ostatnio zrobiłam ciastka ryżowe. Jak na pierwszy raz wyszły na prawdę niezłe. Wracałam z przystanku do domu, podziwiając zachodzące już o tej porze słońce. Gdy wróciłam do mojej ulicy, zauważyłam do domu naprzeciw ktoś się wprowadził. I tan ktoś miał dużo manatków, sądząc po ilości pudeł przed domem. Chwila, z tego co mówił mój ojciec, zarządca nieruchomości w tym mieście, to ten dom jest przeznaczony dla sporej ilości domowników. No okej, nie przeszkadza mi to. Jeżeli będą w porządku to może w końcu znajdę sobie przyjaciół. Bo nawet mój pies Felix ma mnie dość. Weszłam do domu, zdjęłam buty i kurtkę. Udałam sie do kuchni i kładąc plecak na krześle spojrzałam na stół. Leżała na nim kartka. " Jak pewnie widziałaś, mamy nowych sąsiadów. Pójdziesz z tymi mochi do nich i ich powitasz. Możesz wziąć Rin ze sobą jak chcesz. Ciastka są na blacie obok mikrofalówki. Mama" No tak, tradycja. Mam powitać nowych sąsiadów ciastkami. Nie no, jest okej. Tylko abym nie strzeliła jakiegoś faila. Bo to wtedy było by złe. Bardzo złe. Schowałam kartkę do kieszeni jeansów, po czym podeszłam do lodówki aby wziąć z niej butelkę mrożonej herbaty. Upiłam z niej łyk, po czym usiadłam w fotelu. Delektowałam sie ciszą, której tak mi brakowało w szkolnym harmiderze. Niestety moja radość nie trwała długo. Usłyszałam jak ktoś schodził na dół po schodach. Po chwili moim oczom, ukazała sie krótkowłosa blondynka, dość wysoka, z żółtymi okularami i wielkim bananem na twarzy. Zobaczywszy mnie, podbiegła do szafki i wyciągnęła z niej liona w białej czekoladzie. Rzuciła mi go i usiadła obok.
- Byłam dzisiaj w sklepie i tobie też kupiłam. - powiedziała Rin patrząc jak otwieram opakowanie. Już miałam go dziabnąć, lecz po chwili skierowałam go w stronę sis.
- Masz, urwij sobie troszku - rzekłam. Ta ucieszyła sie i ułamała sobie kawałek. Zaczęłyśmy jeść.
- Widziałaś może kto sie tu wprowadził ? - spytałam zerkając na budynek za oknem kuchni. Ta zastanowiła się chwilę
- Nie wiem, było ich 11, ale potem 2 wyszło z domu i gdzieś pojechało. - odpowiedziała. Czyli jedenaście osób. No oke.
- A widziałaś twarze, albo byłabyś w stanie stwierdzić ich płeć? - zadałam kolejne pytanie. Rin znów sie zamyśliła. 
- Wszyscy to faceci, ale mieli kaptury. - rzekła z uśmiechem.
- To skoro mieli kaptury to skąd wiesz że to faceci?  - spytałam z typowym dla mnie, dziwnym wyrazem twarzy. Ta puknęła mnie w czoło palcem
- Istnieje coś takiego jak charakterystyczne cechy w męskiej sylwetce. Spałaś na biologii czy co? - odparła patrząc na mnie jak na ułoma.
 - No chyba nie. Nie jestem taka młoda jak ty. Może mi sie cuś zapomnieć. - rzekłam robiąc obrażoną minę. Ta kiwnęła głową.
 - Lara taka stara - rzekła szczerząc sie. Szturchnęłam nią łokciem, na co Rin spojrzała na mnie dziwnie.
- Nie stara tylko dojrzała. Jak taka mądra jesteś to powiedz mi, co to mutualizm albo komensalizm. - powiedziałam patrząc na nią wyczekująco. Rin myślała myślała i nic.
- No dobra, już będę cicho.. Babciu.. - mruknęła. Strzeliłam nią w głowę na co ta zaczęła mamrotać przeprosiny. Cała Rin . Wstałam z fotela po czym przeciągnęłam sie. Poprawiłam przetarte jeansy, za duża czarną bluze i spojrzałam na mochi leżące obok mikrofalówki. Wzięłam je i spojrzałam na siostrę.
- Idziesz ze mną? - spytałam. Ta westchnęła tylko.
- Idź sama, ja mam dużo lekcji.. Poza tym, mama ciebie prosiła  - rzekła z uśmiechem. Prychnęłam cicho. Jeszcze menda mała będzie coś chciała. Założyłam kaptur od bluzy i wraz z ciastkami opuściłam dom. Przeszłam przez ulicę i po chwili stałam przed dużym nowoczesnym domem. Tata ma gust, nie ma co. Ciekawe kto tu zamieszka i na ile. Jest tylko jedno wyjście by się przekonać.

           Stałam przed tym domem dobre 5 minut. Westchnęłam cicho i weszłam po schodkach na mini werandę. Zapukałam do drzwi. Nikt nie otwierał. Dziwne, nikogo nie było w domu? Nacisnęłam dłonią na klamkę i ku mojemu zdziwieniu, drzwi były otwarte. Co jest grane, ktoś się włamał? Nie no, przecież ich rzeczy są przed domem, co jest wręcz szczytem głupoty. Po chwili wahania weszłam do środka. W korytarzu nie było nic poza wieszakiem i półką na buty. Nie ma ich tu? Niepewnym krokiem ruszyłam na przód rozglądając sie uważnie. Zdjęłam kaptur i poprawiłam krótkie włosy w kolorze mlecznej czekolady, przycięte na wzór fryzury Chanyeola, które w tym momencie wyglądały bardziej na gniazdo niosek. Przygryzłam wargę i wychyliłam sie zza ściny. Mym oczom okazał się dość spory salon. Na jego środku znajdowała się ogromna kanapa, a przed nią TV, konsola i wieża stereo.
- Tym to dobrze.. - mruknęłam do siebie. Na ścianach były półki z książkami, obrazy, różne kompozycje artystyczne. Moją uwagę przykuła płaskorzeźba przedstawiająca logo EXO  z teledysku Overdose. Czyżby jacyś fani? No no, zapowiada sie ciekawie. Udałam się do kuchni, która znajdowała się na lewo od salonu. Była średniej wielkości, nowoczesna. Położyłam na stole ciastka i westchnęłam.
- Skoro ich nie ma to może się rozejrzę.. - szepnęłam z chytrym uśmiechem. Poprawiłam okulary i szybkim krokiem wróciłam do salonu. Na półkach znajdowały sie mangi Naruto, książki kucharskie, i książki o.. Samodoskonaleniu? No nieźle. Weszłam po schodach na górę, gdzie znajdowały się 5 par drzwi po przeciwległych stronach. Między nimi, pod oknem stała sofa i donica z jakimś gąszczem. Przygryzłam wargę.
- Gdzie teraz.. - mruknęłam po czym otworzyłam pierwsze drzwi. Był tam pokój z trzema łóżkami, dwoma biurkami, 3 szafami i jakimś regałem. Mimo że wyglądał na przeznaczony na 3 osoby, równie dobrze zmieściły by się tu 4. Była tam jeszcze kanapa, stolik i tradycyjnie gąszcz w doniczkach. Kiwnęłam głową z aprobatą i poszłam dalej. Kolejne dwa pokoje wyglądały podobnie - 3 łóżka, 3 szafy i jakieś inne meble. To nam daje miejsce narazie na 9 osób. Wsunęłam dłonie w kieszeń bluzy i zaczęłam nucić jakaś melodię pod nosem. Za kolejnymi drzwiami kryła sie przestronna łazienka. Zagwizdałam widząc jaką wielką wannę mają. Damn, gdybym ja taką miała to bym w niej mieszkała. Opuściłam łazienkę i udałam sie do ostatniego pokoju. Zupełnie wyluzowana wkroczyłam do środka, śpiewając pod nosem Medals LuHana. Panie Sarno.. Nie, Jeleniu!! Tak, Panie Jeleniu, przepraszam za kaleczenie chińszczyzny a co gorsze twej piosenki! Wracając do tematu, weszłam do pomieszczenia a tam.. Niby sala z instrumentami, jakimiś pudłami. Ale było tam coś jeszcze. A raczej ktoś. Kilka ktosiów. Gdy mnie usłyszeli, momentalnie na mnie spojrzeli. I w tym momencie doszłam i zdechłam na raz. Czy Rin do tego batona dała mi jakieś dragi? Chyba tak. Bo moim oczom ukazało sie 8 chłopaków cud. Ośmiu bogów. Tak, mówie o EXO. Tak. O EXO. Co jest nie tak? Patrzyliśmy na siebie, a ja poczułam jak znów strzelam buraka. Bosz, przecież ja im po domu łaziłam. Chanyeol spojrzał na Suho.
- Mamy kolegę - rzekł zdziwiony. Co?! Kolegę?! Zmarszczyłam brwi. Po chwili już było słychać mój głos, brzmiący niczym ten należący do małej dziewczynki.
- Koleżankę psze pana, koleżankę. - powiedziałam obrażona. Sehun spojrzał na mnie chłodnym spojrzeniem.
- Co tu robisz? - spytał takim tonem, że cała moja pewności siebie poszła.. Gdzieś tam. Mocniej sie zaczerwieniłam.
- Ja tu tylko.. Przyniosłam mochi na powitanie.. A że myślałam że nikogo tu nie ma.. - powiedziałam patrząc na swoje glany.
- Jak widzisz ktoś tu jest - warknął. Ktoś, sądząc po głosie to chyba Lay, zwrócił mu uwagę aby był milszy. Panie Lay'u, chwała ci! Spojrzałam na nich.
- To ja sobie jednak pójdę.. Spokojnie, nikomu nie powiem że tu mieszkacie.. I tak mają mnie za opętańca.. - powiedziałam patrząc w bok.
- Jakby kogoś miało to obchodzić.. - mruknął Sehun. W tym momencie Lay strzelił go w łeb.
- Zaraz cie zaknebluje. Ona zaraz na zawał zejdzie. - powiedział zerkając na mnie. Chanyeol uśmiechnął sie lekko.
- Dobrze, idź już. Następnym razem uprzedź nas jak będziesz miała coś przynieść. - powiedział. Zmieszana odwróciłam się szybko i zbiegłam na dół. Szłam przed siebie, ale nadal zerkałam do tyłu na ten pokój. Ja wale, nie uwierzą mi. I w tym momencie po raz setny przeklęłam swój debilizm. Idąc do przodu i patrząc sie w tył, nie zauważyłam D.O idącego z telefonem w ręku. Wpadliśmy na siebie, z tą różnicą za ja wylądowałam na oparciu kanapy, a po chwili na niej i częściowo na podłodze. Tłumacząc  - nogi na oparciu, cztery litery i reszta na ziemi. Gdybym to jeszcze cicho była. Rozbrzmiał huk podobny do bomby w Hiroshimie i oczywiście mój pisk przerażenia. D.O od razu schował telefon i podbiegł do mnie, pomagając mi pozbierać sie do kupy.
- Przepraszam, nic ci nie jest? To moja wina.. - zaczął sie tłumaczyć. Powoli podniosłam sie do siadu. Moja twarz była tak zarumieniona, że czułam jakby ktoś mi ją przypalał.
- N-nie.. Powinnam patrzeć przed siebie, nie za siebie.. - mruknęłam zawstydzona. D.O zaśmiał sie. Gdy już byłam na nogach, poprawiłam nerwowo bluzę. D.O spojrzał na mnie uważnie.
- Pewnie przyszłaś nas powitać, prawda? - spytał z uśmiechem.
- Tak.. Myślałam że was nie ma, poczułam sie zbyt swobodnie bo zaczęłam zwiedzać wasz dom jak turysta, a co najgorsze zaczęłam śpiewać.. - powiedziałam cicho. D.O zaśmiał sie znów, przyciągając tym chłopaków z góry, bo właśnie wychylali sie zza barierki myśląc że ich nie widzę.
- Oj, spokojnie. Na pewno nie było aż tak źle. Mam prośbę. - powiedział zerkając na resztę zespołu. Spojrzałam na niego pytająco.
- Jesteśmy pierwszy raz w tym miejscu, może opowiesz nam o nim? I przy okazji lepiej się poznamy. - powiedział. Widziałam jak Sehun strzelił facepalma.
- No dobrze, zgadzam się.. Bo Sehun się ucieszy. - powiedziałam głośno, na co wszyscy oprócz Yehet Mastera zareagowali śmiechem. Westchnęłam cicho po czym spojrzałam na D.O .
- Chodź za mną - rzekł wyciągając dłoń w moją stronę. Złapałam nią niepewnie, jarając sie jaka ona milusia. Zawał po raz 1536727264826.

1 komentarz: